KBS recenzje dram

Full House

2004_02Znane też jako: Pool Hawooseu, 풀하우스

Na podstawie: manhwy „Full House” autorstwa Won Soo Yeon

Gatunek: komedia romantyczna

Ilość odcinków: 16 x 70 min.

Premiera: 2004

Obsada: Song Hye Kyo, Rain, Han Eun Jung, Kim Sung Soo, Lee Young Eun, Kang Do Han

.

Książę na ziarnku grochu

Han Ji Eun (Song Hye Kyo) jest aspirującą pisarką, która jak na razie zamieszcza swoje historyjki w Internecie. Ma dwójkę „wspaniałych” przyjaciół, którzy wrabiają ją w niezłe bagno. Wysyłają ją na wycieczkę do Szanghaju z biletem w jedną stronę i bez pieniędzy. W tym czasie wyczyszczają jej konto z oszczędności oraz sprzedają jej dom – willę Full House zaprojektowaną przez jej ojca.

W Chinach Ji Eun poznaje sławnego aktora Lee Young Jae (Rain). Powołując się na znajomość z jego przyjacielem Yoo Min Hyukiem (Kim Sung Soo), którego poznała przelotnie w hotelu, udaje jej się pożyczyć od niego pieniądze na powrót. W Korei dowiaduje się, że to właśnie Young Jae kupił jej dom. Nie zamierza się z niego wyprowadzać, ale on nie zamierza mieć irytującej lokatorki. W końcu zatrudnia ją jako swoją pokojówkę, żeby zaczęła pracą odrabiać swój dług. Może mieszkać w Full House, ale nie wolno jej wychodzić z pokoju poza czasem, kiedy sprząta lub gotuje.

Wkrótce wybierają się na ten sam bankiet, bo Ji Eun ma nadzieję na ponowne spotkanie z Min Hyukiem, który jest wydawcą i zainteresowanie go swoją twórczością. Rozeźlony Young Jae spotyka swoją stylistkę i przyjaciółkę Kang Hye Won (Han Eun Jung), której miał nadzieję się oświadczyć, ale nie wyszło, bo ona kocha się w Min Hyuku. Cała czwórka ląduje w napiętej sytuacji. Hye Won po rozmowie z Min Hyukiem chce, żeby Young Jae wytłumaczył jej swoje uczucia, ale on w złości wyznaje miłość Ji Eun i całuje ją na oczach wielu reporterów. Żeby wybrnąć z tej sytuacji, zawierają kontrakt małżeński – Young Jae będzie miał na chwilę spokój ze skandalami, a Ji Eun dostanie po rozwodzie Full House. Jednak związek dwóch tak niedobranych ludzi nie może być sielanką – przy reporterach udają idealnie zakochaną parę, w rzeczywistości ciągle po sobie wrzeszczą, a Ji Eun co chwila pakuje walizki. Ona dostaje rolę kury domowej, która tylko sprząta i gotuje, kiedy Young Jae spotyka się z Hye Won, którą wciąż kocha. Na początku Ji Eun nie ma nic do tego, w końcu nie są prawdziwym małżeństwem i każdy może kochać, kogo chce, ale hipokryta Young Jae robi się strasznie zazdrosny, kiedy ona zaczyna się umawiać z Min Hyukiem. Young Jae i Ji Eun są w sobie zakochani, jednak sami o tym nie wiedzą.

Rozdmuchanie

„Full House” jest hitową dramą, której oglądalność sięgała powyżej 40%. W tym roku z okazji trzydziestej siódmej rocznicy powstania telewizji KBS, zdobyła trzecie miejsce jako najlepsza drama z tej stacji w historii, a wyprzedziły ją „Emperor Wang Gun” i zwycięskie „Iris”. Moje oczekiwania podkręcił dodatkowo wszechobecny na forach zachwyt dla tej dramy… Zaczynając takimi słowami, można spodziewać się tylko jednego – mojego potwornie wielkiego rozczarowania!

Miałam do czynienia z komedią romantyczną, która była romantyczna mniej więcej w takim stopniu jak iskanie się szympansów. Całe szesnaście odcinków upłynęło pod znakiem wrzasków, jedzenia i mycia zębów. Czytając wszelkie recenzje, natknięcie się na odczucia podobne do moich okazało się wcale nie takie trudne… Jednak w większości górował oczywiście niezrozumiały dla mnie zachwyt. Jeszcze mogę się niechętnie zgodzić, że „<<Full House>> stara się odpowiedzieć na pytanie, czy dwoje ludzi – sławny aktor i zwyczajna kobieta – mogą nauczyć się kochać drugą osobę dzięki małżeństwu tylko na papierze”. Jednak z pewnością nie będzie tak z „odkrywa również znaczenie rodziny dzięki pokazaniu, że nieważne jak ciężka może się wydawać rzeczywistość, świat jest wciąż dobrym miejscem dzięki tym, którzy wnoszą nadzieję w nasze życie tylko dzięki samemu byciu”. Wydaje mi się to wielkimi, ale pustymi słowami. To tak jakby powiedzieć, że „Full House” jest dramą o trosce, dbaniu, szczerości, cierpliwości i podstawowych wartościach w życiu każdego człowieka. W jakimś stopniu tak jest, ale trzeba się mocno tego domyślać lub czasem wręcz podkolorowywać trochę zawartość tej dramy.

Rainism

„Full House” jest po prostu dramą fanserwisową (podkreślmy, że na podstawie manhwy!), wymarzonym romansem przeciętnej kobiety z przystojnym gwiazdorem. Myślę, że sukces tej produkcji zależy głównie od osoby Raina, który grał główną rolę.

Rain (w Korei znany jako Bi) jest naprawdę MEGA-GWIAZDĄ. Jest solistą, ale jak każdy azjatycki produkt, udziela się także jako tancerz, model i aktor. W 2006 roku był w setce najbardziej wpływowych ludzi tworzących nasz świat według magazynu Time, rok później znalazł się w setce najpiękniejszych ludzi świata według magazynu People.

Jego dorobek filmowy jest raczej skromny – dramy „Sang Doo, Let’s Go To School”, „Full House”, „A Love to Kill”, nadchodzący „Fugitive” oraz trzy filmy… „I’m a Cyborg but It’s OK” to komedia romantyczna w psychiatryku w reżyserii Park Chan Wooka, twórcy kultowego już „Oldboya” nagrodzonego w Cannes. Potem przyszła rola drugoplanowa w „Speed Racerze” braci Wachowskich i główna w „Ninja Assassin”, za którą dostał MTV Movie Award dla największego twardziela, pokonując m.in Angelinę Jolie czy Sama Worthingtona i to już jest największe osiągnięcie, kiedy dostajesz najbardziej popkulturową nagrodę na międzynarodowym forum… Czy to wszystko miałoby miejsce bez hitowego „Full House”, które podbiło jego profil, tego nie wiem, ale drama ta okazała się być typowym star vehicle bez większej wartości.

Siedem grzechów głównych

Czyli wykręcona na lewą stronę lista przebojów. Konkretne powody, dzięki którym „Full House” zawiódł wszelkie moje oczekiwania. Kolejność jest kompletnie bez znaczenia.

1. Brak romantyzmu. „Full House” jako komedia romantyczna ma to miano nadane chyba tylko z góry. Pomiędzy Rainem, a Song Hye Kyo nie da się wyczuć kompletnie żadnego napięcia erotycznego. Twórcy chcieli być chyba oryginalni, pozbywając się typowych zagrań w stylu nagłego zderzenia się ustami czy wpadnięcia na drugą osobę w czasie przebierania się/prysznicu, ale nie zastąpili tego niczym ciekawym… W czasie wywiadów Ji Eun tylko gapi się na męża i głupkowato śmieje, Young Jae może ją tam parę razy obejmie ramieniem. Karmienie się nawzajem przed reporterami wyszło niczym dziecinna przepychanka, w ich oczach widać tylko było nieustanne „ja ci pokażę!” zamiast jakiś drobnych iskierek rodzącego się uczucia. Ich miłość wzięła się nie wiadomo skąd. Nagle Ji Eun stwierdziła, że go kocha, a Young Jae ją wyśmiał. Drugi raz pocałowali się dopiero w ostatnim odcinku.

2. Rutyna. Za scenariusz wziął się chyba amator. Generalnie życie w dramie składało się tylko z jedzenia, mycia zębów (chyba że dodamy dwie sceny prysznicowe z Rainem), czekania na powrót małżonka, siedzenia na kanapie i sprzątania. Bohaterowie po prostu cały czas siedzieli w domu i ewentualnie kłócili się wieczorami po wizytach u Hye Won/Min Hyuka, a ja dostawałam kota za każdym razem, kiedy widziałam ten nieszczęśliwy wzrok Young Jae utkwiony w szczoteczkę Ji Eun.

3. Stylizacja. Amatorstwem tego nie nazwę, bo w sumie zważmy na 2004 rok, ale było… strasznie. „Full House” wyglądało jak tania meksykańska telenowela. Bohaterowie nosili kiczowate ubrania w pstrokatych kolorach, a Song Hye Kyo została wręcz wystylizowana na dwunastoletnią królową kolonijną. Jakieś kucyki po bokach, koszulki w ostrych kolorach i krótkie spódniczki z lumpeksu.

4. Kang Hye Won. Sama jej postać. Esencja dramowej jędzy i niezbędnego elementu w trójkącie, a potem czworokącie romantycznym. Najpierw odrzuca Young Jae, który kochał ją od dobrych paru lat dla Min Hyuka, który właściwie nic do niej nie ma, a potem jest bezczelnie zazdrosna, kiedy Ji Eun wychodzi za mąż. Han Eun Jung nie starała się nawet stworzyć wiarygodnej postaci, którą można byłoby zrozumieć… Zrobiła z niej egoistkę świecącą biustonoszem.

5. Przyjaciele. Dong Wook i Hee Jin, najbardziej naiwny, idiotyczny i nieprawdopodobny element „Full House”. Nigdy w życiu nie sprzedaliby domu, gdyby nie byli jego właścicielami, a ich pazerność nie była nawet śmieszna. Denerwowałam się na ich widok. Z czasem było ciut lepiej, kiedy Dong Wook zaczął pracować w agencji Young Jae, ale nie mogłam zrozumieć, dlaczego Ji Eun nie pobiła ich chociażby za to, co jej zrobili, a nadal nazywała ich przyjaciółmi.

6. Ciąża Hee Jin. Rewolucyjne odkrycie ludzkości czyli jak urodzić dziecko będąc CAŁY CZAS płaską jak deska i biegając radośnie w ucieczce przed Ji Eun. Przez dłuższy czas myślałam, że to wszystko jedna wielka podpucha, dzięki której można wyciągnąć trochę forsy i współczucia, a tu nagle w ostatnim odcinku pojawił się dzieciak w ramionach Dong Wooka. To naprawdę rewolucyjne odkrycie! Chyba, że nikt nie wpadł na to, żeby aktorka wsadziła sobie poduszkę pod koszulkę…

7. Three bears. Jedyna piosenka, która jakkolwiek odznacza się w nędznej ścieżce dźwiękowej, bo zaśpiewana miliony razy przez specjalnie fałszujących Song Hye Kyo i Raina. Na początku było śmiesznie, szczególnie w połączeniu z tańcem. Jednak żart powtarzany kilkunastokrotnie traci na wartości i robi się żałosny, a miałam wrażenie, jakby twórcy chcieli tanim sposobem złapać widza na „uroczym” momencie, żeby wynagrodzić tę całą posuchę i brak romantyzmu. Naprawdę, główni bohaterowie mogliby już zderzyć się ze sobą i wylądować na podłodze, łapiąc się za cokolwiek, niż zawodzić, że „father bear is fat„…

Osobiście nie polecam „Full House”, ale nikomu nic się nie stanie, jeśli obejrzy tę dramę. Zjadła ona trochę moich nerwów, ale jak widać przeżyłam po intensywnym, dwudniowym seansie. Moja jedyna korzyść z obejrzenia tego to kolejny zaliczony tytuł.

Zdobyte nagrody

2004 KBS Drama Awards:

  • Top Excellence dla Song Hye Kyo
  • Excellence dla Raina
  • nagroda popularności dla Song Hye Kyo
  • nagroda popularności dla Raina
  • najlepsza para – Song Hye Kyo & Rain

2004 Andre Kim Star Awards:

  • Andre Kim Star Actor Award dla Raina

Ocena

Fabuła – 2/10

Kwestie techniczne – 3/10

Aktorstwo – 5/10

Wartość rozrywki – 2/10

Średnia – 3/10

5 komentarzy dotyczących “Full House

  1. chalbarczyk

    Recenzja skutecznie powstrzymała mnie przed sięgnięciem po tę dramę, ale za to nie żałuję wersji tajskiej. Tajlandczycy nie są w stanie aktorsko dogonić koreańskich pomysłów, więc wszystko w tajskiej historii toczy się bardzo spokojnie, nikt nie wyrywa sobie włosów ani nie oblewa wroga wodą. Nawet jeśli już muszą krzyczeć, to krzyczą z umiarem. Dlatego też sympatia i uczucie pomiędzy główną parą bohaterów przychodzą naturalnie i zwyczajnie i dają całkiem ciepłą historię o miłości.

    Polubienie

  2. Wpadłam na tego bloga przez przypadek szukające czegoś o City Hunter, po którego seansie właśnie jestem, i dzięki temu widzę, że znalazłam dobrą bazę ciekawie pisanych recenzji. A Twoje odczucia a propos Full House są dokładnie takie jak moje Tam się naprawdę nic nie działo, a możliwość powzdychania dobie do Raina jest tylko niewielką rekompensatą. I ta ciąża! Też mnie to cały seans intrygowało. Nie skrytykowałaś tylko Yoo Min Hyuka. W sumie, stanowił chyba wyłącznie element scenografii…
    Aktualnie szukam jakiejś nowej dramy do oglądania i, po przeczytaniu Twoich recenzji, zdecyduję się chyba na My Girlfriend is a Gumiho albo 49Days. Szkoda, że recenzujesz tylko koreańskie dramy, a widzę, że oglądasz również te japońskie i chińskie. Wielka szkoda,
    Pozdrawiam i z pewnością jeszcze wpadnę na Twojego bloga. Pisz więcej ;)

    Polubienie

    • Trzeba poprawić – nie oglądam, a oglądałam. Zaczynałam od japońskich dram (chyba jak każdy), ale kiedy po długiej przerwie próbowałam obejrzeć coś ponownie (Ouran i Arakawę, bo akurat czytałam mangi), to z ledwością wytrzymałam do końca. Coś jednak jest w tych wszystkich tanich chwytach koreańskich, że oglądam dramy tylko z tego kraju…
      Raczej nie spodziewaj się innych recenzji, bo mój blog poświęcony jest temu właśnie jednemu krajowi. W życiu widziałam jedną dramę chińską i cztery tajwańskie, nie sądzę, że się to w najbliższym czasie zmieni…

      Polubienie

      • O,o, o mam to samo: jak już się wsiąknie w koreańskie, japońskie nijak nie podchodzą [zaliczyłam kilka raczej nieudanych prób]. Aczkolwiek – jeśli nie widziałaś – tajwański Black&White – szczerze polecam.

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: