MBC recenzje dram

My Name is Kim Sam Soon

My Lovely Sam SoonZnane też jako: My Lovely Sam Soon, Nae Ireumeun Kim Sam Sun, 내 이름은 김삼순

Na podstawie: koreańskiego opowiadania internetowego „My Name Is Kim Sam Soon” autorstwa Ji Soo Hyun

Gatunek: komedia romantyczna

Ilość odcinków: 16 x 70 min.

Premiera: 2005

Obsada: Kim Sun Ah, Hyun Bin, Jung Ryeo Won, Daniel Henney, Lee Kyu Han, Lee Ah Hyun, Kwon Hae Hyo

.

Model taka-jak-my

Kim Sam Soon (Kim Sun Ah) jest dwudziestodziewięcioletnią kobietą z mnóstwem zmartwień – dochodzi do trzydziestki i już zaczynają na nią mówić ahjumma, straciła pracę cukiernika, przydałoby jej się zrzucić parę kilo, od dzieciństwa marzy o zmianie swojego okropnego imienia, a chłopak w ogóle się nią nie interesuje. W Wigilię podąża za nim do hotelu i odkrywa, że jest zdradzana. Po wielkiej kompromitacji jakiej doznaje, robiąc scenę przed wszystkimi gośćmi hotelowymi, zamyka się w ubikacji i zaczyna ryczeć. W końcu wyciąga ją stamtąd przystojny nieznajomy, który zamiast pomóc, dodatkowo wbija jej szpilę za to, że weszła do męskiej toalety.

Szukając pracy, Sam Soon trafia na ofertę restauracji Bon Appetite. Jej właścicielem okazuje się właśnie Hyun Ji Heon (Hyun Bin), którego poznała w ubikacji, ale on jej nie poznaje bez rozmazanego makijażu i łez. Sam Soon zostaje zatrudniona z racji swoich umiejętności, ale ciągle sprzecza się z szefem. Jest typem kobiety, której Ji Heon nienawidzi – głośna, wtrącająca swoje trzy grosze, lecz nieskomplikowana. Sam Soon nie może pojąć, co inne kobiety widzą w tym zarozumiałym księciu, a jak się okazuje, Ji Heon jest obiektem westchnień całego żeńskiego personelu restauracji…

Wkrótce Sam Soon i jej rodzina popadają w kłopoty finansowe przez jej ojca, który przed śmiercią zabezpieczył pożyczkę ich domem. Mogliby jakoś spłacić dług, gdyby jej siostra Yi Young (Lee Ah Hyun) sprzedała swoje mieszkanie, ale w tak krótkim czasie jest to niemożliwe. Ji Heon korzysta z okazji i daje Sam Soon pięćdziesiąt milionów wonów w zamian za podpisanie kontraktu i bycia jego fałszywą dziewczyną. Jest zmęczony ciągłymi randkami w ciemno ustawianymi przez jego matkę, a zakłada, że w tak denerwującej osobie jak Sam Soon nigdy się nie zakocha. Matka podejrzewa, że coś jest nie tak, bo uważa, że to niemożliwe, aby jej syn coś czuł do starszej od niego i „grubej” pracownicy, która jest trzecią córką młynarza. Sprawy dodatkowo komplikuje powrót dawnej miłości Ji Heona, Yoo Hee Jin (Jung Ryeo Won), która mimo że znikła tak po prostu na kilka lat i wróciła z zakochanym w niej przyjacielem, Dr. Henry Kimem (Daniel Henney), marzy o odbudowaniu relacji.

Kopiuj-wklej

Współczesna komedia romantyczna (nieważne czy koreańska, amerykańska, czy polska) jest z grubsza wpisaniem dowolnych elementów wybranych z listy dostępnych w gotowy szablon. Co je może różnić od siebie? Kwestie techniczne wykonania filmu czy poziom przystojności aktorów? KOREAŃSKA komedia romantyczna musi mieć elementy, których amerykańska niekoniecznie – być może jest to „inspirowane” mangami shoujo i ich nierealnością. Już gdzieś to wymieniałam… Dziwaczna z charakteru bohaterka, która ma być taka jak my (chociaż różni ją od nas idealna figura) i przystojny bogaty książę (wersja dupek również dostępna!). Milionowe długi bohaterki to dreszczyk emocji, ale uratuje ją ukochany, co czyni go tym księciem (oczywiście oprócz nieziemskiej urody). Poza tym długi są pretekstem do jeszcze bardziej kochanych przez nas rozwiązań – związku na kontrakcie lub udawaniu chłopaka. Bohater może być spadkobiercą fortuny, chociaż bardziej pożądany jest gwiazdor filmów lub muzyki. Bohaterka może być kilka lat starsza, to w niczym nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie, podnosi na duchu, kiedy pokonuje młodszą i seksowniejszą rywalkę w obowiązkowym trójkącie miłosnym. Trójkąt lubi być podwójny – i bohaterka, i bohater muszą mieć oprócz siebie jeszcze jednego partnera do wyboru. Rzadko się zdarza, że te cztery osoby tworzą czworokąt miłosny – takie rzeczy widziałam tylko w „Coffee Prince”.

Żadnego pół-gwizdka

„My Name is Kim Sam Soon” od przepaści ziejącej nudzącymi rom-comami dzieli tylko tytułowa bohaterka oraz fakt, że drama ta jest rzeczywiście śmieszna, jak na komedię przystało. Kim Sam Soon jest oczywiście normalną kobietą, jeśli tylko potrafią być „normalne” w serialach, chociaż nie jest typową bohaterką koreańskiej dramy… Ma nadwagę. Zwyczajnie trochę tłuszczyku, nie można jej jeszcze nazwać oficjalnie grubaską, chociaż bardzo się odcina od szkieletowatych aktorek i modelek grających w tej dramie. Kim Sun Ah przytyła do tej roli „tylko” siedem kilo, chociaż dostała pyzatej twarzy. Ciśnie nam się na usta Bridget Jones? Może to dobre skojarzenie, przemyślenia Sam Soon na temat miłości mają sens i nie są przesadnie filozoficzne.

Recenzowana drama nie odkrywa Ameryki, a jednak nigdzie indziej nie widziałam zanotowanej oglądalności rzędu 50%. Co więc sprawiło, że przed telewizorem zasiadła ponad połowa Koreańczyków? Może rozrywkowy charakter tej dramy, który przykleił mnie do monitora na szesnaście godzin? Humor „My Name is Kim Sam Soon” jest pierwszorzędny… Inteligentny, cięty, nie tak krótkotrwały jak w innych „komediach romantycznych” i nie tak do bólu slapstickowy jak w scenariuszach sióstr Hong. Wątki poboczne miały się całkiem dobrze, a nie tylko powodowały tęsknotę za głównymi bohaterami. Kibicowałam Yi Young i szefowi kuchni Hyun Moo (Kwon Hae Hyo)… To była taka miła odmiana, chociaż ich relacja również zaczęła się od kłótni i irytacji. Jako, że oboje są rozwodnikami, nie tyczy się ich (na szczęście!) to zawstydzenie, które zawsze następuje przy zakochaniu się w koreańskiej dramie – od razu poszli do łóżka, kiedy w normalnym scenariuszu po pijaku by się co najwyżej zderzyli ustami i roztrząsali to później przesadnie.

Koreańska Bridget Jones ma coś do powiedzenia na temat związków i nie jest bezmyślnym brzydkim kaczątkiem, na które uwagę zwraca nagle tabun przystojnych (i bogatych!) mężczyzn, chociaż co ciekawe, to nie ona wypowiedziała najsłynniejszy cytat „My Name is Kim Sam Soon”, a rozgoryczona kelnerka-współpracowniczka:

„Mili faceci są brzydcy.

Przystojni faceci nie są mili.

Przystojni i mili faceci są żonaci.

Przystojni, mili i nieżonaci faceci muszą być bezużyteczni.

Przystojni, mili, nieżonaci i bogaci faceci nie są nami zainteresowani.

Przystojni, mili, nieżonaci, bogaci, interesujący się nam faceci są podrywaczami.

Przystojni, mili, nieżonaci, bogaci, interesujący się nami i wierni faceci są gejami.

Przystojni, mili, nieżonaci, bogaci, interesujący się nami, wierni, hetero, którzy nigdy nie stracą zainteresowania nami, nawet jeśli to my wykonamy pierwszy ruch… tacy faceci muszą mieć coś z głową!”

Kim Sun Ah stworzyła kobietę z krwi i kości, która ładnie się uśmiecha jak każda, ale na pewno nie wtrąca się w każdą sprawę jak przeciętna bohaterka dramy, która jest tą dziwną i nadaktywną, kiedy rywalka elegancką i kobiecą. Kim Sam Soon to kobieta pracująca, która zna się na cukiernictwie i w kuchni przy swojej asystentce zmienia się w godnego zaufania mentora. Potrafi walczyć o swoje zdanie jak stereotypowa ahjumma, ale ma też pełno rozterek, które nie ograniczają się jedynie do szalonej ucieczki przed wierzycielami, jakby to było w przeciętnym serialu. Walczy z zazdrosnymi kobietami, kiedy Ji Heon ogłasza całej restauracji, że jest jego dziewczyną, boryka się z powracającym byłym chłopakiem Hyun Woo (Lee Kyu Han), który zaczął ją doceniać dopiero po zaręczynach z głupiutką Chae Ri (Lee Yoon Mi) i widząc ją u boku „lepszego” Ji Heona, wstydzi się swojego ciała porównując się do szczap wokoło, ale jak niby ma wyglądać cukiernik? Autorzy całkiem zgrabnie wybrnęli z problemu seksu, tworząc z tego farsę… Czułabym się nienasycona, gdyby Sam Soon i Ji Heon całowali się jedynie jak gimnazjaliści, ona jednak stwierdziła, że najpierw musi schudnąć (co jej oczywiście się nie udało).

Reszta aktorów stoi w cieniu Kim Sun Ah. Hyun Bin gra typowego bogatego przystojniaczka, który jest gburowaty, choć nie można odmówić mu uroku, bo właśnie w scenie prawie-łóżkowej po wejściu na górę Hallyu rozwalił mnie doszczętnie. Pozytywnie oczywiście! Daniel Henney był wtedy nowicjuszem, a jego rola ograniczała się do szpanowania angielskim i rozbrajania łamanym koreańskim. Był naprawdę czarujący, ale żal mi go było, że musiała mu się podobać akurat Hee Jin, chociaż nagroda MBC dla niego za tę rolę była trochę na wyrost. Cała główna obsada coś zgarnęła, Kim Sun Ah nawet najwyższe wyróżnienie, ale zależało to chyba tylko i wyłącznie od popularności dramy.

Do całej sympatyczności „My Name is Kim Sam Soon” można dorzucić ścieżkę dźwiękową w wykonaniu nieco alternatywnej grupy Clazziquai. Polecam tę dramę, to akurat ten z klasyków, który rzeczywiście mnie nie zawiódł!

Zdobyte nagrody

2005 MBC Drama Awards:

  • Daesang dla Kim Sun Ah
  • Top Excellence dla Kim Sun Ah
  • Top Excellence dla Hyun Bina
  • Excellence dla Jung Ryeo Won
  • najlepszy nowy aktor – Daniel Henney
  • nagroda popularności dla Kim Sun Ah
  • nagroda popularności dla Hyun Bina
  • najlepsza para – Kim Sun Ah & Hyun Bin

2005 Grimae Awards:

  • najlepsza aktorka – Kim Sun Ah

2005 Mnet Asian Music Awards:

  • najlepszy OST – Clazziquai (She Is)

42nd Baeksang Arts Awards:

  • Daesang dla najlepszej dramy
  • najlepszy scenariusz

2006 Seoul International Drama Awards:

  • Golden Bird Prize dla mini-serii

2006 Korea Drama Awards:

  • najlepsza aktorka – Kim Sun Ah

2006 Korean Producers’ Awards:

  • najlepsza aktorka – Kim Sun Ah

Ocena

Fabuła – 7/10

Kwestie techniczne – 7/10

Aktorstwo – 9/10

Wartość rozrywki – 10/10

Średnia – 8/10

2 komentarze dotyczące “My Name is Kim Sam Soon

  1. No oczywiście, niechcący skróciłam imię głównej bohaterki – sorry, miało być Kim Sam Soon :)

    Polubienie

  2. Wczoraj właśnie ukończyłam oglądanie Kimsuny, i sama nie byłam pewna czy podobała mi się ta drama czy nie. Dzięki Twojej recenzji bardziej ją doceniłam, rzeczywiście miała dużo dobrych stron. Ale i tak nie zapomnę niektórych dziwnych (co najmniej) pomysłów. Np Jin Hun policzkujący swoją chorą byłą dziewczynę i wydzierający się na nią to już była przesada. Albo ten piesek, który wyglądał jakby biciem go zmusili do występu przed kamerą, ledwo żywy ze strachu. Czasami dziwnie się czuję widząc rzeczy, które Koreańczycy zdają się uważać za normalne… Taaa, dziwny jest ten świat ;)

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: