2010 Mnet Asian Music Awards

Nagrody MAMA z nazwy są azjatyckie, chociaż ograniczyło się to do tego, że zrobiono stronę do głosowania w paru językach (co nic nie znaczy, skoro każdy na świecie mógł głosować na angielskiej), a ceremonię  przeprowadzono w chińskim Macau. Tu zaczynają się kontrowersje…

Cztery największe koreańskie stacje telewizyjne – KBS, SBS, MBC i Mnet – mają w swoim programie cotygodniową „listę przebojów”, na której idole występują na żywo, robiąc mikro-koncerty przy publiczności w studiu, a najpopularniejsi zdobywają nagrodę w postaci statuetki i bisu. Są to odpowiednio: Music Bank, Inkigayo, Music Core i M!Countdown. Największym problemem MAMA ’10 była awantura, jaką urządziły stacje, bo jak to ma być, że zabierają im wszystkie gwiazdy na weekend do Chin, kiedy akurat lecą ich programy na żywo? Tu wyrasta także najbardziej podstawowy problem – po co robić show w Chinach, skoro to koreańskie nagrody? Prezes Mnet Media Park Kwang Won tłumaczył to globalnością nagród, prestiżem itp, ale jakoś się z problemami uporano, bo w końcu gala się odbyła.

To, co bolało w oczy, to był mimo wszystko brak większości gwiazd – więcej do Macau zjechało się koreańskich aktorów i celebrytów na wycieczkę niż faktycznych nominowanych. Najbardziej przykry był bojkot artystów z SM Entertainment, bo mają największe fanbazy. Super Junior wygrało w głosowaniu wszystkie swoje kategorie (podziękujcie ELFom), ale nie dostało żadnej nagrody. Przy wyborze zwycięzcy decydują także głosy sędziów, ale sądzę, że było to spowodowane po prostu ich nieobecnością. Cwaniactwo, panie prezesie! Przez długi czas miałam wrażenie, że dostają nagrody tylko ci, którym chciało się ruszyć do Macau, a dla wyjątku dano jedną nagrodę nieobecnemu Rainowi. Może dano też innym? Po fakcie dowiedziałam się, że po prostu nie wyemitowano części ceremonii. Musiano nieźle główkować, jak to zrobić, skoro transmisja była na żywo… Dlatego reklamy były długie niczym w TVNie! Całość można podsumować wypowiedzią prezesa Parka: „Czuliśmy się zażenowani, że było tyle dziur w naszej ceremonii, kiedy setki tysięcy Azjatów nas oglądało. Koreańscy artyści są uwielbiani w całej Azji i trudno nam było wytłumaczyć, dlaczego część z nich się nie pojawiła. Przedyskutujemy oczywiście z nimi kwestię obecności w Korei. Będziemy ciężko pracować, aż artyści sami zamarzą o tym, żeby pojawić się na MAMA.”

Wspaniałe występy

Mimo tych wszystkich animozji przyjemnie oglądało się to show. Impreza trwała koło pięciu godzin, licząc wraz z relacją z czerwonego dywanu, więc całe niedzielne południe miałam z głowy. Mnet Asian Music Awards 2010 było na żywo transmitowane w połowie krajów azjatyckich, USA, Australii, Nowej Zelandii i w paru innych dziwnych krajach oraz w internecie za pośrednictwem portalu Allkpop, z którego właśnie skorzystałam. Powiem tak – byłam sceptycznie nastawiona po tych wszystkich kontrowersjach, ale dzięki temu niespodzianka była przyjemniejsza. Ceremonia zdawała się być płynna, w ogóle nie męczyła, a, co najważniejsze, nie posiadała głównego prowadzącego, który sypałby żenującymi żartami jak na Oscarach czy MTV EMA. W ciągu pięciu godzin były tylko trzy przerwy na reklamę, co przy nagrodach MTV taka ilość zdarza się na godzinę transmisji. Głos w hali zapowiadał tylko kolejnych zapowiadających, którzy robili nie wiadomo po co długie przemowy, których oczywiście nie szło zrozumieć, bo na żywo nie było tłumaczeń. Wszystko sprawnie i przeplatane występami, w których idole wychodzili ze skóry, żeby być oryginalnymi…

2NE1 rozpoczęło od bębnowo-plemiennej wersji Try to Follow Me, by po Clap Your Hands i szybkim przebraniu kostiumów, w trakcie którego tancerze udawali afrykańskich wojowników, zakończyć hitem Can’t Nobody.

Taeyang też był trochę efekciarski. Wykonał Break Down (dlaczego akurat to musiał być utwór, którego najbardziej nie lubię z całej jego płyty?), powierzchownie zatańczył I Need a Girl za paroma tancerkami, po czym w najbardziej kluczowym momencie choreografii (całus) wyciągnął na scenę Darę z 2NE1, która była jego partnerką w teledysku. Wyobraźcie sobie pisk fanów oraz zaskoczenie gości siedzących obok nie… Zaraz po nim jako niespodzianka wystąpił T.O.P ze zbanowanym przez telewizje Turn It Up oraz G-Dragon z intro z nadchodzącej płyty tego duetu, by potem premierowo wykonać Knock Out. Wszystkie te występy ładnie połączył motyw z bronią. Najpierw Taeyang wślizgnął się między tancerzy i na koniec Turn It Up celował w T.O.Pa, a potem na sam koniec występu celował w obu kolegów, którzy również wyciągnęli swoją broń. Jak nic nawiązane do „Iris”, z którego ścieżki dźwiękowej zaśpiewali Hallelujah.

Reszty występów ze szczegółami bym nie opowiedziała, faworyzuję po prostu artystów z YG, a reszta nie była już tak widowiskowa poza Wonder Girls robiącymi akrobacje, wisząc w powietrzu. Występu 2PM nie da się obrazowo opisać. Naprawdę fantastycznie wyglądał i był kreatywny, ale dłużył mi się trochę.

Idiotyzmy niektórych i inne zgrzyty

O słabej frekwencji już pisałam. Pomijając to, chciałabym zauważyć, że pozornie największa zaleta MAMA stała się jej wadą, a mianowicie międzynarodowość imprezy. Dla to mnie to był chaos – prezenterzy przedstawiali się po angielsku i chińsku, okej, ale Zhang Jie, iMe i Perfume odbierali nagrody, mówiąc w swoich językach. Widzowie pewnie nic nie rozumieli, kiedy siedzieli i oglądali tę imprezę tak samo jak ja – by posłuchać muzyki i zobaczyć, kto wygrał. Poza tym ten cały spazm zachwytu nad Far East Movement jest dla mnie niedorzeczny. Co z tego, że mają azjatyckie korzenie, skoro tylko po angielsku mówią, a ich występ zapowiadany kilkanaście razy przez napisy na ekranie był jednym z gorszych – za dużo autotune’u. Kto mi wmówi, że Like a G6 jest dobrą piosenką?

Jednak to, co mnie najbardziej zirytowało, to postawa internautów. Przy ekranie na Allkpopie był czat używający Twittera, który tylko mnie utwierdził, że ludzie są w większości idiotami… Zamiast oglądać w spokoju, moją uwagę odwracały ciągłe „krzyki” na caps locku i przeklinanie nieobecności Super Junior, jakby nikt nic nie wiedział o bojkocie SME… Równie irytującą drobnostką były dla kontrastu spazmy fanatyków, którzy właśnie zobaczyli Yoonę z SNSD w reklamie kremu oliwkowego… Można się pochlastać, gdzie powaga? To samo się tyczy słodziutkich różowych sukienek iMe.

Mimo fajnie spędzonego czasu, Mnet Asian Music Awards 2010 oceniam przeciętnie. W porównaniu do innych rozdań nagród występy były naprawdę interesujące, a gadanie ograniczone, ale wady były zbyt widoczne. Frekwencja ujmuje wielu rzeczom. Także randze.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s