artykuły o dramach

Z czym to się je czyli kwestie dookoła koreańskich dram

Nie chcę zrobić kolejnego spisu schematów i stereotypów, jakimi się rządzą dramy, ponieważ zredagowałam już 10 przykazań koreańskich dram oraz 50 prawd objawionych jakich się dowiemy z koreańskich dram. Okazuje się jednak, że oprócz łatwych rozwiązań w scenariuszach, do koreańskich dram przylgnęło również wiele innych powtarzalnych zjawisk związanych z produkcją i promocją, które chciałabym poruszyć. Można na nie narzekać, ale są unikatowe – w przypadku polskiego serialu mamy scenariusz o niczym ciągnący się jak guma do żucia przez przynajmniej setkę odcinków oraz aktualnie popularnych celebrytów w głównych rolach…

Oto więc prosty instruktaż jak stworzyć najbardziej typową dramę:

Krok pierwszy: Scenariusz

Wiadomo – nawet nigdy nie randkująca dziewczyna znajdzie się w wirze przystojnych facetów walczących o nią jak wściekłe psy… Mówiłam chyba często o podobnych bzdurach, chciałabym więc przedstawić tym razem pewien schemat, który dopiero niedawno stał się popularny, chociaż już został wykorzystany intensywnie – geniusze kdramalandu, kolejny trend po chaebolach, muzykach, sportowcach, beast men i flower boys. Jest to pójście na łatwiznę, charektorologiczny skrót. Metka „geniusz” to najprostszy sposób, aby sprawić, żeby bohater był „specjalny” – wiarygodna wielowarstwowa konstrukcja charakteru czy uchwycenie ciepła, jakiegoś ludzkiego wymiaru są za trudne…

Już dawno muzycy-geniusze stali się przestarzali, bo co właściwie sprawia, że definiuje się ich geniuszami? Zdolność kompozycji utworów?! W takim razie mamy na globie miliony wybitnych jednostek… W rzeczywistym świecie G-Dragona próbuje się nazwać geniuszem z powodu ogromu jego sukcesu w stosunku do bardzo młodego wieku, chociaż on się kategorycznie wypiera. W dramach każdy młody kompozytor jest od razu wybitny, chociaż w przypadku Kim Buma grającego Min Jae w „Woman Who Still Wants to Marry” i Lee Jong Seoka jako Suna w „Secret Garden” jest to bardzo na wyrost, bo ich interpretacja aktorka zupełnie nie oddaje zamierzeń pomysłu. Jang Geun Seok jako Gun Woo w „Beethoven Virus” miał słuch absolutny, co go bardziej kwalifikowało do miana geniusza niż wymieniona reszta.

Artyści-geniusze są jeszcze do przyjęcia, ale koreańscy scenarzyści doczepiają tą plakietkę w każdej profesji. Jang Hyuk gra Do Hyuna w „Midas”, najlepszego ucznia na prawie, który idzie od pucybuta do milionera jako prawnik od razu zatrudniony po szkole. Widzimy, że jest inteligentny i zaradny, ale dano mu tytuł GENIUSZA, jakbyśmy przypadkiem nie zauważyli jego wspaniałości. Ji Hun w „Sign” grany przez Park Shin Yanga jest genialnym koronerem (w takim razie wszyscy są wybitni w „CSI”), a Da Ji w „Paradise Ranch” (Lee Yeon Hee) to genialna pani weterynarz studiująca inżynierię genetyczną, czego w życiu bym się nie dowiedziała z pierwszego odcinka, po którym rzuciłam tę dramę. Jak wszyscy są genialni to nikt nie jest.

Krok drugi: Obsada

Taka jest kolejność – najpierw mamy zarys scenariusza, potem szukamy odtwórców ról. Jedną z najbardziej kontrowersyjnych lub przynajmniej dyskutowanych kwestii jest zatrudnianie idoli młodzieży bez doświadczenia, więc tym bardziej umiejętności, by przyciągnąć przed telewizory fanów. Główna obsada „Dream High” składała się z samych debiutantów oraz jednego jedynego aktora-aktora, Kim Soo Hyuna. Może jest to usprawiedliwione potrzebą zdolnych piosenkarzy, ale Suzy z miss A strasznie szarpała się z rolą Go Hye Mi, a IU i Wooyounga z 2PM ratowała tylko słodkość oraz role nie wymagające dramatycznych scen.

Idole próbujący aktorstwa spotkają się głównie z krytyką ich umiejętności, najczęściej niemożliwością przekazania określonych emocji, mimiką i niedokładną dykcją. „Zła aktorka” przylgnęło do Park Soo Jin („Queen Seon Deok”, „My Girlfriend is a Gumiho”), byłej członkini grupy Sugar, nie lepiej jest z Kim Hyun Joongiem z SS501 („Boys Before Flowers”, „Mischievous Kiss”). Zmienienie opinii o sobie jest niezwykle żmudnym procesem, jednak nie jest to niemożliwe, czego przykładem są szanowane teraz aktorki, a kiedyś krytykowane idolki – Eugene z S.E.S („King of Baking, Kim Tak Goo”), Yoon Eun Hye z Baby V.O.X („Coffee Prince”), Sung Yuri z Fin.K.L („Hong Gil Dong”) i Jung Ryeo Won z Chakry („My Lovely Sam Soon”).

Z reguły dobrą opinią cieszą się młodzi idole, którzy byli aktorami dziecięcymi jak Eunjung z T-ary („Coffee House”, „Dream High”) i Lee Hong Ki z F.T.Island („You’re Beautiful”). Idoli, którzy odnoszą sukces od samego początku jest jak na lekarstwo, nie każdy jest geniuszem w porównaniu do tego, co wciskają nam dramy… W ewaluacji aktorskich umiejętności sporządzonej przez krytyków filmowych najwyższe noty uzyskali Lee Seung Ki („Brilliant Legacy”, „My Girlfriend is a Gumiho”), który odnosi sukces w trzech najważniejszych dziedzinach – muzyce, dramach i variety shows, Yoochun z JYJ za swój niesamowity debiut w „Sungkyunkwan Scandal” oraz T.O.P z BIGBANGU, którego role w „I Am Sam” i „Iris” były bardziej efekciarskie niż wymagające, ale jego debiut filmowy w wojennym „71: Into the Fire” zgarnął pochwałę pary prezydenckiej, a także nagrodę na festiwalu filmowym dla pierwszego idola w historii.

 

Od lewej: Yoochun, Lee Seung Ki z Han Hyo Joo, T.O.P

Jeszcze jeden problem wiąże się z zatrudnianiem idoli – odbierają oni chleb młodym aktorom! Zdecydowanie brakuje na rynku debiutujących aktorów, główną tego przyczyną jest według agencji Dream Capture fakt, że niemal wszystkie utalentowane osoby mają już kontrakt z agencjami muzycznymi… SidusHQ mówi, że był ogromny zastój od czasów Jo In Sunga zanim nie przyszedł Lee Min Ho, a N.O.A Entertainment wskazuje na to, że nikt nie chce ryzykować, zatrudniając nieznaną twarz. Podobno największy problem jest ze znalezieniem debiutantek… Wszyscy liczą na stare nazwiska jak Jeon Do Yeon, Kim Tae Hee czy Ha Ji Won… Właściwie z debiutujących w zeszłym roku potrafię wymienić tylko Jung So Min, która po świetnym debiucie w „Bad Guy” zaliczyła główną rolę w „Mischievous Kiss”. Z mężczyznami jest ciut lepiej, bo Kim Soo Hyun staje się właśnie nową gwiazdą, a media ekscytują się Park Yoo Hwanem grającym w „Twinkle Twinkle”, chociaż bardziej z powodu bycia młodszym bratem Yoochuna.

Krok trzeci: Produkcja

Drama jest produktem, musi więc spełniać wymagania klientów, być elastyczna, a co się za tym kryje? Kręcenie zdjęć na bieżąco i poprawki w scenariuszu w ostatniej chwili! Przed rozpoczęciem zdjęć scenariusza starcza może na cztery odcinki… Produkowanie dramy niemal na żywo ma tą zaletę, że trafia w gusta większości (rozbudowano dzięki potrzebom widzów wątek Jasona i Pil Sook w „Dream High”), ale wiąże się z ogromnymi poświęceniami ze strony aktorów, którzy pracują po kilkadziesiąt godzin bez snu, niedożywieni i w zimnie, a po zakończeniu emisji dramy lądują w szpitalu. Gorzkim przykładem jest ostatni odcinek „Sign” wyemitowany 10 marca 2011 roku – kręcenie go zakończono czterdzieści minut przed emisją w telewizji, zmontowano go na łapu-capu, dźwięk się nie zgadzał, sceny powtarzały, aż w końcu przez dwadzieścia minut widniały na ekranie kolorowe paski, kiedy nie ma transmisji. Producenci obiecują ponowną, poprawioną emisję… Nigdy w życiu nie słyszałam o takich ekstremach, a podobno podczas emisji „Fantasy Couple” podczas emisji pierwszej połowy dramy do reklamy, montowano w tym czasie drugą…

Nieodłącznym elementem dram są ich przedłużenia lub ewentualnie skrócenia jak w przypadku „Mischievous Kiss” czy „Bad Guy”. Najczęściej chodzi o jeden do czterech odcinków, jeśli drama jest popularna – przykłady: „Sungkyunkwan Scandal”, „Coffee Prince”, „Goong”, „Boys Before Flowers”… Jednak wielkie produkcje historyczne obliczone na kilkadziesiąt odcinków mogą mieć wydłużenia jeszcze większe. Często nie wiąże się to nawet z masywną popularnością – nawet przy średniej, producenci chcą jak najwięcej forsy wycisnąć z emisji.

Kończy się to prawie zawsze niespójnościami w fabule lub po prostu poważnym spadkiem w jakości, nawet przy relatywnie krótkich seriach jak „Goong”. Cierpią na tym przede wszyscy aktorzy, którzy nie potrafią ogarnąć zmian w charakterze swojej postaci. Najsłynniejszym przypadkiem jest odejście Lee Da Hae z „East of Eden”, chociaż niezadowoleni byli także Ryu Shi Won w „Style” i Jung Il Woo w „Take Care of the Young Lady”.

Najbardziej mi przykro z powodu dram, które kończą niemal całą produkcję przed emisją, wyglądają imponująco, wzbudzają ogromne zainteresowanie w internecie, a potem lądują w zapomnieniu, ponieważ stacje telewizyjne nie chcą ryzykować, gdyby nie okazały się popularne… Wciąż czekam, aż ktoś postanowi puścić „Poseidon”, „What’s Up” czy „The Musical”…

Krok czwarty: Odbiór i skutki

Notowania oglądalności wydają się być dla producentów i telewizji całym światem. Krzywdzące to, ponieważ wiele dobrych produkcji przemyka gdzieś w cieniu, będąc niezauważonymi, ale w internecie zyskują silną fanbazę… Istnieje kilka typów sytuacji:

  1. Dramy o wysokiej oglądalności, ale nie wzbudzające emocji – to głównie sitcomy oraz codziennie serie o wielopokoleniowych rodzinach i właściwie niczym. Oglądane przez ogromną ilość gospodyń domowych. Yoona z SNSD przyciągnęła ponad 20% oglądalność dla „You’re My Destiny”, które było oglądane również przez młodzież, ale jak się emisja skończyła, tak zapomniano o tej produkcji.
  2. Dramy o niskiej oglądalności, które potem stają się kultowe – inaczej dramy dla maniaków, które próbują być oryginalne, dlatego miliony ich nie ogląda. Cieszą się zazwyczaj dobrą obsadą i brakiem idoli. W pewnych kręgach wciąż się mówi o „Soulmate”, „Mixed-up Investigative Agency” czy „Que Sera Sera”, żeby wymienić tylko kilka. Z nowszych dram mogę do tej listy dołączyć „The Woman Who Still Wants to Marry”, które nie było imponujące, ale mogło oczarować trzema głównymi bohaterkami.
  3. Dramy o wysokiej oglądalności, które od razu są kultowe – czyli hity, pamiętane przez długi czas – „Coffee Prince”, „Iris”, „My Lovely Sam Soon”, „Secret Garden”… Zawierają sławną obsadę, zazwyczaj wyróżniają się chociażby jednym elementem technicznym. Zdobywają potem masę nagród, chociażby za popularność. Można dyskutować czy merytorycznie są warte tego całego szumu…

Mogłabym wszystko podsumować krótko – „zmechanizowanie” produkcji koreańskich dram tworzy różne ekscesy, których nie doświadczyłam jeszcze w żadnych serialach z innych krajów. To temat-woda, można o nim mówić i pisać w nieskończoność.

Na podstawie artykułów z dramabeans i allkpop.

0 komentarzy dotyczących “Z czym to się je czyli kwestie dookoła koreańskich dram

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: