recenzje dram SBS

Warrior Baek Dong Soo

D31 BDS_PO3sZnane też jako: Musa Baek Dong Soo, 무사 백동수

Na podstawie: manhwy „Honorable Baek Dong Soo” autorstwa Lee Jae Huna

Gatunek: historyczny, przygodowy

Ilość odcinków: 29 x 70 min.

Premiera: 2011

Obsada: Ji Chang Wook, Yoo Seung Ho, Yoon So Yi, Shin Hyun Bin, Jeon Kwang Ryul, Choi Min Soo, Choi Jae Hwan, Lee Won Jong, Park Jun Kyu, Sung Ji Roo, Park Chul Min, Hong Jong Hyun, Kim Da Hyun

.

Underdog story

Książę Sado zostaje skazany za konspirowanie przeciw królowi. Zamiast niego winę bierze na siebie jego najlepszy przyjaciel Baek Sae Gong, ale zapada wyrok, żeby zabić także jego żonę i nienarodzonego syna. Sae Gong prosi o pomoc swojego innego przyjaciela Kim Kwang Taeka, znanego jako Sword Saint – najlepszego szermierza Joseon. Kwang Taek ucieka z jego żoną, która wkrótce rodzi po dziesięciu miesiącach ciąży zdeformowanego syna Baek Dong Soo i umiera. Sword Saint zostaje złapany przez królewską armię, ale poświęca jedno ramię, aby zapobiec zabiciu dziecka. Podąża za nim grupa tajemniczych zabójców, a w walce Kwang Taek gubi Dong Soo, aż w końcu stwierdza, że musiał zginąć.

Dziecko odnajduje jednak myśliwy Hwang Jin Ki, który poznaje po ubraniu, że to syn Baek Sae Gonga i zanosi go Heuk Sa Mo na wychowanie, przyjaciela zarówno Sae Gonga jak i Kwang Taeka. Baek Dong Soo rośnie z ambicją zostania najwspanialszym wojownikiem w historii, ale jego niepełnosprawność jest tylko powodem do drwin ze strony kolegów z wioski. Bardzo go lubi za to Hwang Jin Joo, córka Jin Ki, a wkrótce zaprzyjaźni się też z samotnikiem Yeo Woonem, który staje się równocześnie jego największym rywalem.

Yeo Woon skrywa jednak pewien sekret. Od młodości trenowany był na zabójcę przez tajemniczą organizację Heuksa Chorong, której przewodzi Sky Lord Chun, największy rywal Kim Kwang Taeka. Z początku Yeo Woon, Dong Soo i ich nowy kumpel Yang Cho Rip trenują razem, by stać się żołnierzami w królewskiej armii, ale kiedy nadchodzi stosowna chwila, Yeo Woon opowiada się za „ciemną stroną”, stając się wrogiem Dong Soo. Wszystko zaczyna się, kiedy dostają zadanie ochrony szlachcianki Yoo Ji Sun, która ma na plecach wytatuowaną legendarną mapę do królestwa Qing, która jest celem zarówno Heuksa Chorong, ludzi z Qing, jak i ministra Hong Dae Joo, konspirującego przeciw królowi. Hwang Jin Joo, która napada ich najpierw ze swoją bandą rozbójników, staje się później ich sprzymierzeńcem, dowiadując się, że to jej znajomi z dzieciństwa. Ciągle podkochuje się w Dong Soo.

Prawdziwe fusion

„Warrior Baek Dong Soo” jest specyficzną dramą. Mamy typowy sageuk z mnóstwem konspiracji ze strony wysokich urzędników i ministrów, ale także epicką, bardzo komiksową historyjkę o bromance, treningach i zdobywaniu kolejnych „leveli mocy” z całą plejadą postaci-pomocników i aluzją romansu, który tak naprawdę nigdy się nie spełnia. Taki prawdziwy shounen, kojarzący mi się dość bezwstydnie z „Naruto”, choć to może bardzo naciągane porównanie. Co prawda drama opiera się na manhwie „Honorable Baek Dong Soo”, ale po dostępnych skanlacjach zaledwie pięciu rozdziałów nie mogę powiedzieć czy to rzeczywiście adaptacja, czy tylko „inspiracja”. Sam Baek Dong Soo był rzeczywiście postacią historyczną, twórcą pierwszego podręcznika do sztuk walki w Joseon. Niezła mieszanka, prawda?

Podobało mi się przede wszystkim to, że recenzowana drama nie była romansem, ani dramatem, a poza tym pierwszy raz widziałam tak młodych ludzi jako głównych bohaterów, którzy w ogóle nie byli piątą wodą po kisielu ze strony króla lub wręcz przeciwnie – jakimiś niewolnikami lub potomkami niewolników, tylko zwykłymi ludźmi. Moje skojarzenie z „Naruto” wiązało się właśnie z postaciami – mamy psotnego dzieciaka, który wrzeszczy, że jest najlepszy, ale cały czas dostaje wciry, aż w końcu trening przynosi stopniowe rezultaty, a on podkrada techniki swojego mistrza i w końcu go przerasta. Jego najlepszy przyjaciel to mroczny przystojniak, który w końcu przechodzi na stronę wroga, ale cały czas działa według własnego planu. Zakochuje się w dziewczynie, która z początku zupełnie go ignoruje, zwracając jakąkolwiek uwagę tylko na jego przyjaciela, za to jest kompletnie nieświadomy wzdychania do niego dziewczyny, którą traktuje jak kumpelę. Powierzchowny zarys relacji bohaterów przypomina bardzo historię Naruto, Sasuke i Sakury, ale może powinnam w tym miejscu przestać, ponieważ każdy koreański sageuk to przede wszystkim machinacje polityczne dookoła królewskiego tronu.

Od zera do bohatera

W „Warrior Baek Dong Soo” dzieje się naprawdę wiele, ale za scenariusz odpowiedzialny był kompletny debiutant, który wygrał jakiś konkurs SBS, więc w późniejszych odcinkach zrobił się mały chaos, który mimo wszystko wciąż fajnie się oglądało. Próbując sobie przypomnieć, co się wydarzyło w tej dramie, byłam naprawdę pod wrażeniem ogromu wydarzeń oraz rozciągłości czasowej, a przede wszystkim tego, że nie było czasu na nudę. Gdybyśmy prześledzili wyboistą drogę Baek Dong Soo do najlepszego wojownika Joseon, okazuje się, że to element, który przesądził o mojej czystej sympatii do tej dramy, ponieważ sageuki z reguły nudzą mnie i kiedy mogę je doceniać ze względu na wiele rzeczy, rzadko się zdarza, że oglądam parę odcinków z rzędu i jeszcze dobrze się przy tym bawię…

Od razu chwalę dziecięcych aktorów wcielających się w młodych Dong Soo i Yeo Woona, ponieważ po raz pierwszy w życiu obowiązkowe parę początkowych odcinków z dzieciństwa oglądałam z przyjemnością (bo zazwyczaj tylko łapię podstawy historii i przewijam do momentu, kiedy są dorośli). Nasz główny bohater w młodości miał niedowład kończyn (tak myślę, bo w ogóle bym się nie zorientowała, gdyby nie opis fabuły), ale nagle cudem się wyleczył, ratując Jin Joo z pożaru. Prawdziwa rozrywka zaczyna się dopiero wtedy, gdy Dong Soo i Yeo Woon trafiają do obozu treningowego dla młodych wojowników, ponieważ odtąd zaczynają się jakiekolwiek działania głównego bohatera, a nie tylko jego własne przekonanie o swojej wspaniałości. Ratuje księcia Sado od utopienia się w studni i to początek jego wielkich zasług, ale podobało mi się to, że zawsze był ktoś mądrzejszy, lepszy lub silniejszy od niego, aby dopiero pod koniec dramy stał się prawdziwie najlepszym wojownikiem. W żadnym wypadku nie jest to sytuacja z „Bleacha”, kiedy główny bohater spotyka się z coraz silniejszymi przeciwnikami, zostaje starty na krwawą miazgę, a potem powraca po treningu, żeby wszystkich pokonać.

Baek Dong Soo nie pnie się wyłącznie w górę, miał też kilka upadków – zesłano go na prowincję do strzeżenia mało ważnej baszty, przeszedł depresję, zdążył się z niej wyleczyć, nie mógł zapobiec paru śmierciom. Naturalnie Yeo Woon wydaje się być bardziej czarującym bohaterem, ale używając wciąż tego samego zestawu min i zawsze będąc świetnym wojownikiem, Yoo Seung Ho nie zdobył mojej sympatii tak jak Ji Chang Wook, którego widziałam tylko przelotnie w „Smile, Donghae”, a teraz oczarował mnie kompleksową prezentacją rozwoju Baek Dong Soo, która nie polegała tylko na zmianie wyglądu.

Wbrew schematom?

 „Warrior Baek Dong Soo” poradził sobie świetnie bez romansu. Uczucia Dong Soo nie wykroczyły nigdy poza przyjaźń w stosunku do Jin Joo, chociaż wielu pewnie by tego sobie życzyło, ale ja nie mogłam sobie wyobrazić, co by miało się stać, żeby nasz bohater nagle sobie uświadomił miłość do niej. Para głównych bohaterów, którzy nie są razem, to już szczyt oryginalności na tle innych koreańskich dram, ponieważ nawet jeśli się na to nie zanosi, to z reguły i tak jakoś lądują razem. Totalnym zaskoczeniem był dla mnie jedyny pocałunek w dramie, który należał do pary, którą zakwalifikowalibyśmy jako uroczy dodatek, postacie poboczne.

 Może bierze się to stąd, że tak właściwie nie ma tu podziału na „tą pierwszą” i „tą drugą”. Hwang Jin Joo i Yoo Ji Sun obie są silnymi kobietami. Nie podobał mi się brak wyważenia, bo raz skupiano się za bardzo na jednej, zapominając o drugiej i odwrotnie. Hwang Jin Joo jako chłopczyca i wojowniczka z pewnością wzbudza więcej sympatii, ale mimo mojej jako-takiej niechęci do drugiej dziewczyny doceniam fakt, że nie zrobiono z niej typowej niewiasty, która tylko wyczekuje mężczyzny lub daje się porwać – Ji Sun była całkiem niezależna. Niezadowalające związki między postaciami można zwalić na scenarzystę, bo w końcówce nie dało się ogarnąć Yeo Woona lub kto jest kim i po jakiej stronie. Z drugiej strony dostałam wspaniałą grupę przyjaciół, których można szukać tylko w mangach shounen. Grupę Baek Dong Soo można ironicznie nazwać jedynymi sprawiedliwymi, bo mimo że byli uznawani za rozbójników, jako jedyny przeciwdziałali ministrowi Hong Dae Joo i jego niecnym planom, które były tak skomplikowane i zabezpieczone, że nigdy nie wychodzili jako całkowici zwycięzcy. Fajnie się jednak oglądało ich wspólne radosne lub smutne chwile, interakcje, przyjaźń, wspólne życie w kryjówce… Dong Soo, jego Ji Sun, Cho Rip, genialni ahjussi Kwang Taek, Sa Mo i Jin Ki, Jin Joo, zakochany w niej Hong Do, ahjumma podkochująca się w Sa Mo i jej siostrzenica Jang Mi – to jedna wielka familia i więcej bohaterów niż wymagana czwórka głównych w każdej dramie!

Zamieszanie techniczne

 Sympatyczność bohaterów mogła przykrywać dziury w fabule czy jakieś dziwne zabawy w małych detektywów, ale strona techniczna „Warrior Baek Dong Soo” jest strasznie spolaryzowana – albo jest świetnie, albo fatalnie. Przyzwyczaiłam się, żeby za wiele nie wymagać od sageuków, ponieważ nie mają tyle budżetu, żeby zaprezentować oszałamiające widowisko wizualne niczym z chińskich filmów wuxia. Tutaj bohaterowie mieli tylko kilka zestawów ciuchów, które zmieniały się, kiedy pojawia się napis „x lat/miesięcy później”. Wyglądały jak sprane szmaty – zastanawiałam się, z ilu takich złożony jest dziwny kostium Hwang Jin Joo. Scenografia i dekoracje nie zwracają na siebie w ogóle uwagi, ale dla przeciwwagi sceny akcji są fantastyczne. Zabijanie wyglądało często trochę kiczowate, bo widać było gołym okiem markowanie i aktorstwo, kiedy miecz szedł pod pachę, a nie wbijał się w bok, ale byłam skłonna uwierzyć, że bohaterowie są naprawdę wojownikami, bo sceny walki były niezwykle widowiskowe i naturalne, kiedy na przykład w innych dramach spotyka się potworną sztywność ruchu i latanie na kablach.

Całościowo jest nieźle, denerwowało mnie jednak niedbalstwo w szczegółach takich jak te ubrania. Najgorszym przypadkiem był jednak jednoręki Kwang Taek – aktorowi po prostu dano dłuższy, luźniejszy rękaw zamiast jakoś przywiązać rękę do ciała czy ja wiem, co oni tam w Hollywood robią. Na pierwszy rzut oka wyglądał wiarygodnie, ale w scenach walki, a szczególnie przy jakiś saltach czy przewrotach widać było druga rękę aktora, który przecież nie mógł jej trzymać luźno przy takich czynnościach. To wręcz niechlujstwo, bo nie trzeba było się wpatrywać, żeby ją zauważyć. Do muzyki mam mieszane uczucia, ponieważ niektóre instrumentalne ścieżki tworzyły świetny klimat, ale główny motyw to była piosenka z naprawdę przesadnie wyciąganą dramatyczną nutą.

Sageuków widziałam w życiu naprawdę mało, gdyż to zazwyczaj kolejne biografię króla Sejonga lub strasznie długie dramy, w których nie rozróżnia się bohaterów. Kiedy w zeszłym roku podobało mi się „Sungkyunkwan Scandal”, „Warrior Baek Dong Soo” poniekąd podąża tropem – jest to drama „nowoczesna”, dla młodych ludzi, z czarującymi bohaterami i humorem, co się przełożyło na porządną, dwudziestoprocentową oglądalność. Ji Chang Wook zdaje się być niespodzianką roku, jak poprzednio Yoochun i Yoon Shi Yoon.

Zdobyte nagrody

2011 SBS Drama Awards:

  • Excellence dla Jeon Kwang Ryula
  • Excellence dla Yoon So Yi
  • New Star Award dla Ji Chang Wooka
  • New Star Award dla Shin Hyun Bin

Ocena

Fabuła – 7/10

Kwestie techniczne – 5/10

Aktorstwo – 7/10

Wartość rozrywki – 8/10

Średnia – 6,75/10

3 komentarze dotyczące “Warrior Baek Dong Soo

  1. gdzie mozna obejrzec wszystkie odcinki z napisami pl

    Polubienie

  2. W sumie dla mnie liczy się historia, fabuła w sensie i na ogół szczegóły techniczne mnie nie interesują, chociaż co do tych strojów to masz rację, lekko olano temat [i co z tą Ji Sun było, że ta z kolei jak laleczka była cały czas wystrojona?]. Ech, fabuła – osobiście mam parę zastrzeżeń – generalnie miałam do końca nadzieję, że Ji Sun zrobi coś wreszcie i wyjdzie że będzie z Unem. Jakoś zupełnie mi ta zimna i absolutnie bezpłciowa dziewczyna nie pasowała do Dong Soo… do Una prędzej, jakoś tak mi to grało – na początku ładne było napięcie między nimi, szkoda że tego nie pociągnięto. O ile na początku jej charakter „prawie martwej” dawało się jakoś zaakceptować [mapa na plecach, ciągłe zagrożenie życia, „jakby” uczucie do króla], to gdy „odżyła i zmieniła swe przeznaczenie” dalej była taka sama. Bardzo podobały mi się sceny walk, zwłaszcza na początku gdy trójka kumpli spuściła manto pałacowym kadetom i pamiętam też scenę walki pod drzewem byłego i nowego Sky Lorda [oświetlili całkiem przyjemnie plan]. Na pewno też szybko przewinęłam odcinki o mini śledztwach, były zwyczajnie nudne i przegadane przy stole [czyżby to te dodane ze względu na oglądalność?]. Poza oczywiście Dong Soo, [któremu coś takiego kładli na usta, że uśmiechem mnie kupił z miejsca], Chun, stary Sky Lord zrobił na mnie duże wrażenie, życzyłam mu żeby Jin Jo faktycznie była jego córką. Generalnie wątek poboczny pomiędzy nim, Świętym Mieczem i Ga OK, także stosunki pomiędzy nimi w ogóle mnie nie zanudził, wręcz przeciwnie. Ach tak, wkurzało mnie jeszcze tylko że Un ciągle twierdził że nie ma odwrotu… no ale to w końcu drama, muszą być mniej lub bardziej bezsensowne „tragiczne losy”. Summa summarum ta pozycja trafia na półkę ulubionych, obok 49 days i prawdopodobnie tłumaczonej przez Ciebie Queen In Hyun’s Man, która zanosi się na takową.

    Polubienie

    • MrcMarcenka

      Ji Sun – zmarnowana postać! Myslałam, że się rozwinie, przecież trenowałą samoobronę, sztuki walki, strzelanie z łuku itp. Mloda Ji Sun miała więcej wdzięku, wymienili na taka sierotkę z odstającymi uszkami jak elf, a chyba nie taki był poczatkowy zamiar. Ciekeawe relacje pomiędzy Woonem zostały póżniej zupełnie pominięte. Taka zimna ryba, zero emocji, myslałam, ze będzie się wahać pomiędzy Dong Soo, a Woo…ech, zmarnowany wątek…29 odcinków sporo, trochę od 25 zaczęłam przewijać…powinni zakończyć na 24 i oczami mojej wyobrazni widzialabym następców Gwang-Taeka i Chuna jak ścierają się przez resztę życia…Miica dziękuję, za Twoje recenzje dram, bardzo pomagasz w poruszaniu się w tym gąszczy rożnych produkcji! Czytam Cię na bieząco.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: