Porażka mięczaków i wycofanie się z gry – koniec krótkotrwałego szału na kablówkę

Parę dni temu pojawiła się na Dramabeans wiadomość o smutnym losie nowych stacji telewizyjnych, które zrażone brakiem sukcesu, postanowiły się wycofać z rywalizacji. Sprawa wygląda tak – dwie stacje z czterech, które miały swoją premierę w grudniu – CSTV (TV Chosun) i Channel A – postanowiły skończyć z produkcją dram po dociągnięciu do końca emitowanych właśnie „Stroke of Good Luck”, „Immortal Classic” i nadchodzącego „Goodbye Dear Wife”. Powodem jest niska oglądalność, która towarzyszyła tym kanałom niemal od początku.

Zajęło mi trochę, żeby przetrawić tego newsa i chyba dalej w niego nieco powątpiewam… Poprzednie doniesienia o skróceniu „The Korean Peninsula” z dwudziestu czterech odcinków do osiemnastu wydawały mi się co najmniej śmieszne, ponieważ jak można aż tak bardzo przejmować się wynikami oglądalności?! CSTV jest nowym kanałem, w dodatku płatną kablówką, więc nie należy się zrażać brakiem dwu-, trzyprocentowych wyników niczym z tvN (różnica jest taka, że telewizja ta pracowała na sukces latami…). Minęło dopiero pięć miesięcy, a już „porażka” „The Korean Peninsula” sprawiła, że dyrektor wykonawczy chciał zrezygnować z pracy, na co stacja się nie zgodziła. Odszedł za to dyrektor treści (ang. content director). Wygląda to wszystko strasznie poważnie, ale trzeba zaznaczyć, że „The Korean Peninsula” oscylowało w okolicach jednego procenta – raz było pod tą magiczną granicą, a raz ponad. Dla mnie nie wyglądało to jak przegrana, z którą nie można się pogodzić, ale najwyraźniej ludzie na szczeblu w CSTV byli zbyt chciwi…

Sytuacja Channel A wyglądała o wiele gorzej. Żadna z ich dram nie przebiła się przez granicę jednego procenta poza familijnym „Heaven’s Garden”, która i tak szału przecież nie zrobi. Program tej telewizji był chyba najbardziej rozczarowujący, ponieważ niby czym chciano konkurować z publiczną telewizją? „Color of Woman” zaczęło się całkiem fajnie, zagrali w tym też znani, wyczekiwani aktorzy, ale podejrzewam że chciwość i zbytnia ambicja stacji zabiła tę dramę. Zwyczajne komedie romantyczne robią się nie do zniesienia, jeśli trwają więcej niż standardowe szesnaście odcinków. „Color of Woman” zostało mimo to zaplanowane na dwadzieścia cztery, a po braku sukcesu skrócone do dwudziestu. „Bachelor’s Vegetable Store” i „The Ultimate Kpop Survival” to potworne produkcje – makjang z warzywnymi dekoracjami i bajeczka dla dzieci, która łączy w sobie kpop (przestał być skuteczny po pierwszym sezonie „Dream High”) i gender bender w jednej z najbardziej nieoryginalnych historii. Szesnaście odcinków zostało obciętych do czternastu, średnia oglądalność wynosiła bodajże dwie setne procenta. Channel A straciło swojego wiceprezesa, dyrektora wykonawczego i jednego z założycieli.

MBN również zapowiedziało wycofanie się z produkcji dram, chociaż nie widzę na to dowodów, skoro w zapowiedziach jest „Suspicious Family”. Myślałam, że znaleźli sobie swoją niszę, wypełniając ramówkę sitcomami, ale w takich brakuje jeszcze całego grona gwiazdek i gwiazdeczek, żeby był hit pokroju „High Kicka”. „Vampire Idol” można nazwać hitem, chociaż oglądalność utrzymywała się poniżej procenta i drama skończyła się na siedemdziesięciu dziewięciu odcinkach. „You’re Here, You’re Here, You’re Really Here” zostało skrócone ze stu dwudziestu odcinków do sześćdziesięciu. Widziałam fragmenty tego bez napisów i osobiście mi się podobało, ponieważ wyglądało to jak amerykański sitcom, a nie koreański, do których przemóc się nie mogę… „Bolder By The Day” też zostało potwornie skrócone, z sześćdziesięciu do trzydziestu sześciu odcinków.

Uważam to wszystko za wariactwo, ponieważ sitcomy rozwijają się akurat bardzo powoli, dlatego są takie długie. A co można będzie zobaczyć sensownego w trzydziestu sześciu półgodzinnych odcinkach? Nie daje się nawet szansy, że dramy mogły się odbić z dna lub stopniowo zwiększać popularność, wszystko musi być TERAZ I JUŻ… Aż się dziwię, że komedia romantyczna „Can Love Become Money?” nie została obcięta, bo dwadzieścia odcinków to po raz kolejny za dużo jak na ten gatunek, ale najwyraźniej zostawiono tę dramę w spokoju. Tak samo„What’s Up”, ale z tym nie można było nic zrobić, skoro zostało dawno nakręcone i miało być wyemitowane na SBSie.

Jedyną stacją, która wyszła obronną ręką było jTBC, którego tytuły zazwyczaj przekraczały próg jednego procenta. Mimo to ogłoszono zmniejszenie dramowego budżetu. Miejmy nadzieję, że poskutkuje to mniejszą ilością wysokojakościowych dram, a nie wysypem produkcji byle jakich… Właściwie każda drama jTBC dobrze sobie poradziła, poza skróconym „When Women Powder Twice”, ale czego się spodziewać po obyczajowym tasiemcu – takie to oglądają tylko gospodynie domowe i starsze panie, a pewnie większość z nich nie ma kablówki.„Fermentation Family” też zeszło parę razy poniżej dopuszczalnej granicy, ale i tak dramy innych stacji mogłyby sobie pomarzyć o takim wyniku.

Albo jTBC miało lepszy PR, albo po prostu mądrzejszych planistów. Spróbowano każdego rodzaju dram – trendy dram, rodzinnych, codziennych, sitcomów, drama special, sageuków – unikano komedii romantycznych i ściągnięto nazwiska, które zwracały uwagę na każdą z produkcji (właściwie tylko w „When Women Powder Twice” grali średnio znani Danny Ahn i Lim Ji Eun, więc pewnie jest to jeden z powodów porażki). „Padam Padam” zawierające elementy fantasy zaoferowało Jung Woo Sungowi, Han Ji Min i Kim Bumowi role, w których do tej pory ich nie widzieliśmy. „Fermentation Family” z Song Il Gookiem brało widzów na sentymenty i wzruszenia. Weekendowy sageuk „Queen Insoo” to Chae Shi Ra ponownie wcielająca się w rolę królowej Insoo, za którą dostała daesanga w 1999 roku od KBSu. Medyczne „Syndrome” z Han Hye Jin i Song Chang Ui niespodziewanie odbiło się w drugiej połowie, zbliżając się do granicy dwóch procent. „A Wife’s Credentials” z Kim Hee Ae stało się wielkim hitem, które skończyło emisję z oglądalnością ponad czteroprocentową.

Kolejne dramy jTBC, które właśnie rozpoczęły swoją emisję, mają dobre widoki na przyszłości, ponieważ już przekroczyły ten diabelski jeden procent. Widać, że ta telewizja zdążyła już stworzyć własną markę i przyciągnąć stałą grupę widzów… „Love Again” to remake japońskiej dramy „Dosokai”, kiedy „Happy Ending” przyciąga nazwiskiem Choi Min Soo.

Można było zauważyć na moim blogu, że byłam szalenie podekscytowana startem nowych kanałów i zastrzykiem kolejnych dram. CSTV, Channel A, MBN i jTBC powzięły jednak zły kierunek, będąc kanałami „ogólnymi”. Oferowały więc to samo, co telewizja publiczna – dramy, variety shows, wiadomości i programy muzyczne, które szybko zniknęły z anteny z powodu niemożności konkurowania z istniejącymi od lat show i brakiem popularnych idoli, którzy nie potrafili wcisnąć do planu kolejnych występów na żywo tydzień w tydzień.

Nie mam pojęcia, co się teraz z nimi stanie, wcale bym się nie zdziwiła, gdyby po prostu niektóre stacje zostały usunięte lub wchłonięte przez większe. Skoro już się poddają po zaledwie dwóch rundach dram… Chciałabym dla kontrastu przytoczyć przykład tvN, które dopiero w ostatnim czasie zyskało ogromną popularność, szczególnie w internecie, a przez lata emitowało własne dramy, z których prawdziwym sukcesem może cieszyć się tylko komedia/sitcom/documockery „Rude Miss Young Ae”, które w tym roku będzie miało swój dziesiąty sezon. tvN skupia się na dramach i rozrywce – wydaje się, że jak każda inna telewizja, ale mimo wszystko jest to ich niszą. A jak widać na przykładzie wyżej wymienionych telewizji, stacja kablowa bez określonej zawartości nie przetrwa pojedynku z Wielką Trójką. Dlatego Mnet zajmuje się muzyką, OCN amerykańskimi filmami i serialami, CGV blockbusterami, YTN wiadomościami, a O’live programami kulinarnymi…

tvN w szczególności mi się podoba, bo ich dramy mają przeważnie wspólny łącznik – są to romanse i komedie romantyczne z nieco mniejszą cenzurą niż w telewizji publicznej. Kiedy CSTV, Channel A, MBN i jTBC tną ramówkę, tvN ją poszerza – wcześniej można było policzyć na palcach jednej ręki dramy, które wyemitowano w ciągu roku. Teraz powzięto agresywną politykę posiadania serialu w każdym slocie, co spotkało się zarówno z sukcesem, jak i porażkami – ich dramy to po prostu hit or miss, ponieważ są eksperymentalne.

Żeby dowiedzieć się o czymkolwiek od tvN sprzed dwóch lat, trzeba się nieźle naszukać. Było zupełnie jak na OCN (zanim zmieniło kierunek na dramy kryminalne) – marnie wyglądające komedie z raczej znanymi nazwiskami, którym dziwię się, że się tam znaleźli. Pierwszy sukces (nazywam sukcesem fakt, że w ogóle znam te dramy i są dostępne w internecie) osiągnęły seriale a’la „Seks w wielkim mieście” („Hyena”, „Romance Hunter”, „Mrs. Town”) i „Fight” – świetnie przyjęta przez krytykę ośmioodcinkowa mini-seria o sztukach walki.

W 2010 roku nastąpił przełom, który zachęcił tvN do spróbowania konkurowania w prime time. Sageuk science-fiction „Joseon X Files” oraz komedie z suspensem „Harvest Villa” i „Once Upon a Time in Saengchori” są szalenie oryginalne i chwalone w internecie. Po nich już nic podobnego nie powstało, ale tvN musiało zyskać pewność siebie, bo od 2011 roku zaczęło mocniej atakować.

Pierwsze próby opanowania prime time’u były kiepskie. „Manny” i „Birdie Buddy” to dramy, o których wolę zapomnieć. Nie wiem w ogóle, kogo chciano tymi tytułami skusić, ponieważ ich standard jest tak niski, że powinny się znaleźć w jakiejś trzeciorzędnej telewizji, a nie na kablówce, która właśnie jest na progu osiągnięcia wielkiego sukcesu. Poprawiono się jednak jeszcze w tym samym roku z „I Need Romance” i „Flower Boy Ramyun Shop”, które a) pokrywały dwie głównie grupy wiekowe widzów tvNu czyli młode kobiety i nastolatki; b) zostały sprzedane do innych krajów azjatyckich jako jedne z pierwszych dramy telewizji kablowej w historii; c) ożywiły karierę swoich głównych aktorek czyli Jo Yeo Jung i Lee Chung Ah.

Ugruntowały wreszcie pozycję tvNu – telewizja ta stara się ostatnio urozmaicać swoją ramówkę, ale i tak jej główną treścią są komedie romantyczne, które zaskakująco wciągają. „Twelve Men in a Year” to podobny do „I Need Romance” współczesny i odważny romans, „Queen In Hyun’s Man” to stylowe podróżowanie w czasie, „The Marriage Plot” klasyczna komedia romantyczna z mnóstwem wrzasków, a „Shut Up Flower Boy Band” drama istnie młodzieżowa, bardziej realistyczna od „Flower Boy Ramyun Shop”.

tvN pokazuje, że nie od razu zdobywa się dwuprocentową oglądalność na kablówce, a po drodze trzeba przeżyć dużo wpadek i niewypałów. Za taki uważam emitowane obecnie „Yellow Boots”, które musi być jakąś potwornie kiczowatą sagą o zemście, sądząc z opinii innych i w dodatku to codzienny tasiemiec. Kiedy zaczynałam pisać ten tekst, chciałam wyrazić pobożne życzenie, żeby nowe stacje kablowe przemyślały sprawę i włączyły się z powrotem do gry. Teraz myślę, że jak mają mi oferować byle co w stylu „The Ultimate Kpop Survival”, to wolę jednak zabrać się za dramy starych, sprawdzonych tvNu i OCNu.

Reklamy