recenzje dram SBS

Take Care of Us, Captain

Take-Care-of-Us-Captain-02Znane też jako: Yes, Captain, Fly Again, Butakhaeyo Kaebtin, 부탁해요 캡틴

Na podstawie: pomysł oryginalny

Gatunek: workplace drama

Ilość odcinków: 20 x 70 min.

Premiera: 2012

Obsada: Goo Hye Sun, Ji Jin Hee, Lee Chun Hee, Yoo Sun, Clara, Kang Nam Gil, Jo Hyung Ki, Lee Ah Hyun

.

Ciągnąca się tragedia

Han Da Jin w młodym wieku została sierotą. Złożyło się na to kilka czynników… Jej matka będąc w zaawansowanej ciąży, wsiadła na pokład samolotu pilotowanego przez jej męża i ojca Da Jin, uznanego pilota Han Kyu Pila. Błąd drugiego pilota Kim Yoon Sunga sprawił, że z powodu turbulencji ciąża została zagrożona. Stewardessa Choi Ji Won zignorowała strużkę krwi, udając, że nie ma żadnego problemu, ale poskutkowało to w końcu tym, że matka Da Jin zaczęła umierać w samolocie. Uratowano niemowlę, ale nie ją, ponieważ ojciec Da Jin musiał wybrać między bezpieczeństwem wszystkich pasażerów, a życiem swojej żony i nie wylądował awaryjnie, przez co nie zdążono z pomocą w szpitalu. On sam uległ później wypadkowi samochodowemu i zmarł na miejscu. Han Da Jin, która dopiero co uzyskała licencję pilota, została pozostawiona bez dachu nad głową z powodu długów ciotki i z młodszą siostrą, która nabawiła się przy urodzeniu zakażenia krwi. Ta tragedia nie tylko odcisnęła się na jej życiu, ale także na Kim Yoon Sungu, który wyjeżdża do Australii i na Choi Ji Won, która zostaje perfekcyjną stewardessą, cierpiąc wciąż z powodu traumy i wielkiego poczucia winy.

Parę lat później wszyscy spotykają się ponownie.  Han Da Jin zostaje w końcu drugim pilotem asystującym Kim Yoon Sungowi i od początku nie układa się między nimi dobrze, ponieważ zwyczajnie brakuje jej opanowania i profesjonalizmu. Nie wie, że jest on po części odpowiedzialny za tragedię jej rodziny, a Yoon Sung dopiero później przypomina sobie, że jest ona córką zmarłego pilota. Choi Ji Won staje na czele zespołu stewardess asystujących w lotach Yoon Sunga i Da Jin. Dziewczyna nie może jej znieść za to, co zrobiła jej matce, a jej furia wcale nie pomaga jej w pracy. Staje się obiektem ostracyzmu.

Brak ciepła

Żałuję, że w ogóle zabrałam się za „Take Care of Us, Captain”, bo to stracone dwadzieścia godzin. Jest to drama bardzo nijaka, niepasująca do żadnego gatunku i trudno określić, komu mogłaby przypaść do gustu. Można ją nazwać tematyczną, jednak należy zważyć na fakt, że takie nigdy nie spotkały się z sukcesem – dramy sportowe czy czysto „zawodowe” (tak jak w tym przypadku) od lat osiągają niską oglądalność, dlatego dziwię się, że wciąż chce się inwestować w ten rodzaj seriali…

„Take Care of Us, Captain” było reklamowane jako ludzki dramat w awiacyjnych dekoracjach. Spodziewałam się więc „historii tygodnia”, że w każdym odcinku ktoś wsiądzie na pokład samolotu Da Jin i Yoon Sunga, by zaprezentować swój życiowy problem, a potem pięknie go rozwiązać, serwując jeszcze widzom jakiś morał. Zadziwiająco mało pojawiło się takich jednorazowych bohaterów… „Take Care of Us, Captain” okazało się bowiem wielkim użalaniem się nad losem głównej bohaterki.

Drama zaczęła się bardzo ciężko, gromadząc wielkie tragedie już w pierwszym odcinku. Przyznaję, że nawet trochę się przejęłam, kiedy matka Da Jin zaczęła konać, ale śmiercią jej ojca dobito mnie już kompletnie. Tak wielki poziom dramatyzmu może już wielu zniechęcić od samego początku, szczególnie jeśli mamy ewidentny patos. Z drugiej jednak strony Goo Hye Sun dostała wreszcie rolę, w której nie jest aspołeczna, ekscentryczna lub „urocza”, bo jej styl gry opierający się przede wszystkim na akcentuacji dziwnych gestów szkodzi jej. Wierzę, że po „Boys Before Flowers” i „The Musical” narobiła sobie wielu antyfanów, a teraz jej tajwańska drama „Absolute Darling” jest jeszcze bardziej dobijająca, jeśli weźmiemy pod uwagę piskliwy chiński dubbing i komiksowy, żałosny humor. Tutaj w „Take Care of Us Captain” wylała trochę łez i powściekała się, co raczej podniosło moją opinię o niej, bo wcześniej widziałam tylko urywki jej dramatycznego aktorstwa, a dobrze w tym wypada.

Scenariusz jednak kuleje, szczególnie pod względem kreacji granej przez nią postaci. Han Da Jin zachowuje się dziecko, odmawiając współpracy z Choi Ji Won i mając swoje priorytety ponad bezpieczeństwem pasażerów, szczególnie jak przejmie się losem jakiejś jednej osoby. W zawodzie pilota nie ma miejsca na emocjonowanie się, a mimo to wszystkie jej wybryki były puszczane płazem. To, że Kim Yoon Sung się w niej zakochał, to jedna sprawa – wymóg każdej dramy. Jednak cokolwiek głupiego Han Da Jin by nie zrobiła, zawsze miała tę przewagę nad innymi, że jej los jest tragiczny, straciła rodziców, opiekuje się chorą siostrą, utrzymuje dom. Przecież nikt nie będzie obojętny na chore dziecko…

Wymuszony romans

Goo Hye Sun dało się wreszcie lubić, ale źle wyglądała z resztą obsady. Jej kandydatami do serca byli Ji Jin Hee i Lee Chun Hee grający kontrolera lotów. Obaj wyglądali jak starsi bracia lub jacyś sunbae, kompletnie nie na jej poziomie. Yoo Sun to z kolei przy niej ciotka. Nie przypominam sobie, kiedy ostatnio Goo Hye Sun grała ze starszymi od siebie aktorami, ale ani z nimi to jej nie wychodzi, ani z młodszymi jak w „Boys Before Flowers”. Cały czas miałam wrażenie, że oglądałam jakiegoś podlotka, próbującego butnie pokazać, jaka jest dorosła.

Pierwszy raz widziałam dramę z Ji Jin Hee i rozczarowałam się trochę. Ma urodę amanta ze starego Hollywoodu, ale grał tak sobie. Może to znowu wina rozpiski jego postaci, bo przeważnie tylko wyglądał przystojnie, a kiedy trzeba było jakoś więcej emocji pokazać, kończyło się to na smutnej minie.

Jak już mówiłam, „Take Care of Us, Captain” okazało się nie skupiać na jednorazowych bohaterach, ale w tym momencie trudno mi sobie przypomnieć, co takiego właściwie się działo w tej dramie. Było parę zagranicznych lotów, ale poza faktycznymi zdjęciami w Australii, udawano na przykład Turcję, co było żenujące. Bohaterowie w kółko tylko roztkliwiali się nad Fluffy, jak nazywano siostrę Da Jin, odprowadzali się wieczorami do domów i pili kawę z automatu przed lotniskiem. Wydawało mi się do tej pory, że życie pilota oznacza mniej czasu dla siebie i ciągłe bycie w trasie… Po konflikcie Han Da Jin z resztą świata, nagle błyskawicznie rozwinął się romans między nią, a Kim Yoon Sungiem, w który trudno było uwierzyć. Mogłabym więc „Take Care of Us, Captain” dopisać gatunek „romans”, ale kompletnie go tu nie czułam. Nie było romantycznie, było po prostu dziwnie. A rywalki Da Jin mogły tylko kogoś zirytować, ponieważ Choi Ji Won została klasyczną byłą dziewczyną, a córka właściciela linii lotniczych Hong Mi Joo to rozpuszczona dziedziczka, która jak sobie ubzdurała, że Kim Yoon Sung jest jej ukochanym, tak z zaciekłością chciała wyeliminować rywalki, próbując zwolnić zarówno Da Jin jak i Ji Won. Ewentualnie zabić je swoim nienawistnym wzrokiem. To śmieszne.

„Take Care of Us, Captain” jest parodią prawdziwego życia z kiepskimi efektami specjalnymi. Trwa zdecydowanie za długo i stara się brać widza na litość. Absolutnie nie polecam tej dramy i wypatruję kolejnego projektu Ji Jin Hee, żeby zmienić o nim zdanie.

Ocena:

Fabuła – 4/10

Kwestie techniczne – 6/10

Aktorstwo – 7/10

Wartość rozrywki – 4/10

Średnia – 5,25/10

0 komentarzy dotyczących “Take Care of Us, Captain

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: