Suicide Forecast

e0036705_4d8f4222e977bZnane też jako: Suspicious Customers, Life Is Beautiful, Susanghan Gogaekdeul, 수상한 고객들

Na podstawie: pomysł oryginalny

Gatunek: komediodramat

Reżyseria: Jo Jin Mo

Premiera: 2011

Obsada: Ryu Seung Bum, Sung Dong Il, Seo Ji Hye, Park Chul Min, Jung Sun Kyung, Younha, Lim Joo Hwan

.

Nie ma nic gorszego od bezmyślnego i nieustannego kłucia w serce widza kiczem, który wywołuje pewnie więcej emocji niż coś z „wyższej półki”, ale wiemy, że właśnie nasza inteligencja jest obrażana. Do tego typu dram i filmów zaliczam ckliwe melodramaty, których nadrzędnym celem jest postawienie na drodze bohaterów jak największej ilości przeszkód, a po drodze stworzyć jeszcze obraz niewinnej, długowiecznej, idealnej miłości.

W porównaniu do tego sztuka stworzenia dobrego komediodramatu jest nieporównywalnie trudniejsza, z samego powodu łączenia komedii z dramatem – czegoś, co w antyku nie miałoby prawa bytu. Generalnie mój gust nie jest zbyt wymagający – uwielbiam wszelkie filmy science-fiction, thrillery, kryminały i sensacyjne, których scenarzyści mieli choć trochę oleju w głowie, żeby zaoferować również jakiś ciekawy pomysł niż tylko popisywać się rozmachem efektów specjalnych… Równocześnie  uwielbiam tez specyficzny i bardzo hermetyczny rodzaj filmów – komediodramaty, które zaczynają się ironicznie lub zabawnie, a kończą na totalnym wzruszaniu. Niespodziewanie znalazłam parę takich w koreańskim kinie – „Sunny”, „Hello Ghost”, „Speedy Scandal”… „Suicide Forecast” również zalicza się do tej kategorii, choć jest nieporównywalnie „czarniejszy” od tych filmów.

Powód, dla którego sięgnęłam po ten film, był tylko jeden – Ryu Seung Bum. Niezwykle charyzmatyczny aktor, któremu idealnie w roli cwaniaczka. Widziałam do tej pory tylko dwa filmy z jego udziałem – „The Unjust” i „The Servant” – i mam ochotę na więcej. Po plakacie spodziewałam się jakiejś szalonej komedii, ale „Suicide Forecast” rozpoczyna się bardzo ciężko – samobójstwem właśnie. Główny bohater grany przez Ryu Seung Buma, Bae Byung Woo, to były bejsbolista, a obecnie wschodząca gwiazda rynku ubezpieczeń społecznych, któremu zaoferowano właśnie obsługę 1% najbogatszych mieszkańców Korei. Ma piękną dziewczynę Hye In, wkrótce osiągnie zamierzony cel zarabiania kilku milionów rocznie. I w tym momencie jego własna ambicja dźga go w plecy – jeden z jego klientów popełnia samobójstwo, uprzednio dowiadując się od Byung Woo o warunkach wypłacenia odszkodowania. Kiedy przeprowadzane jest śledztwo w tej sprawie, na światło dziennie wychodzi fakt, że Byung Woo podpisał polisę z czterema osobami, które miały wcześniej próby samobójcze, co jest wbrew zasadom firmy. Grozi mu zwolnienie, dlatego ma dwa tygodnie, aby przekonać te osoby do zmienienia swego ubezpieczenia na zwykły program emerytalny. Są to zapracowany ojciec z rodziną za granicą, samotna matka z czworgiem dzieci, młoda dziewczyna, która ucieka przed wierzycielami wraz z młodszym bratem i prawie bezdomny chłopak z zespołem Tourette’a.

Główny bohater wybiera się w „absurdalną podróż” – odnajduje rzeczone osoby, które najchętniej schowałyby się przed całym światem i uparcie próbuje wykonać swój plan, przez co zmuszony jest spędzać z tymi ludźmi coraz więcej czasu, aby zarobić na ich zaufanie. Poznaje kompletnie różne style życia, próbuje ich, wreszcie angażuje się w problemy emocjonalne obcych ludzi, stając się niemal członkiem ich rodzin. Łatwo byłoby otrzeć się o oczywistość i przewidywalność, gdyby Byung Woo przeżyłby katharsis na koniec filmu i postanowił żyć „lepiej”, bardziej uczciwie. „Suicide Forecast” doskonale jednak wyważa komedię z dramatem, a zakończenie nie jest ani płytkie, ani głębokie.

Pomimo okazyjnego slapsticku, jest to film, który z czasem coraz bardziej się podoba. Jest bardzo humanistyczny, co jest raczej trudne do znalezienia w tym gatunku i przedstawia aktualne problemy społeczeństwa – konsumpcjonizm, pięcie się po drabinie kariery, zatrważającą ilość samobójstw w Korei, społeczną apatię. Kiedy robiło się zbyt poważnie, humor znowu powracał. „Suicide Forecast” nie stara się pouczać, ani nie formuje końcowego morału. Dodajmy do tego jeszcze fantastyczny występ aktorów – nie tyle samego Ryu Seung Buma, ale tych drugoplanowych postaci, które miały za każdym razem kilka minut na zabłyśnięcie.  To po prostu bardzo ciepły i zabawny film na poważny temat.

Reklamy