1281470894_iA7gHTm8_B7AFBAEAC7C8BCC7Znane też jako: Leobeu Piksyeon, 러브픽션

Na podstawie: pomysł oryginalny

Gatunek: komedia romantyczna

Reżyseria: Jeon Kye Soo

Premiera: 2012

Obsada: Ha Jung Woo, Gong Hyo Jin, Lee Byung Jun, Jo Hee Bong, Ji Jin Hee, Yoo In Na

.

„Love Fiction” już od czasów zapowiedzi dzięki obsadzie wyglądało na hit, ale oczywiście musiała poprzedzić to bajeczka z rodzaju „producenci nie wierzyli w film i nie chcieli dać pieniędzy na jego produkcję”… Najwyraźniej filmowcy z Korei nie znają się na swoim fachu, ponieważ „Love Fiction” to świetny przykład kina współczesnego, które jest ironiczne kiedy trzeba, ale też znajduje romantyzm w naszym codziennym życiu, odcinając się od bajek z udziałem Meg Ryan. Klimatem bardzo mi przypominało „500 dni miłości” z Josephem Gordon-Levittem i Zooey Deschanel.

Główny bohater Goo Joo Wol jest pisarzem, który ma właśnie kryzys i nie potrafi dokończyć swojej powieści „Femme Fatale”. Większość dni spędza jako barman w barze Yellow Submarine, gdzie jego znajomi grają jako kapela. Jego przełożony Kwak też ma kryzys, dlatego zaczyna wydawać brukowca. Proponuje Joo Wolowi napisanie historii odcinkowej do tej gazety. W końcu on się zgadza. Jego inspiracją staje się kobieta, którą poznał w Berlinie i zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia. Lee Hee Jin, importerka filmów, jest trochę niekonwencjonalną kobietą, gdyż hoduje włosy pod pachami jako zwyczaj z Alaski, na której się wychowywała…

Nic w tym filmie nie jest zwyczajne. Po pierwsze obsada – Ha Jung Woo gra z reguły tylko w ciężkich filmach, a najbardziej znany jest thrillerów. Ji Jin Hee o urodzie hollywoodzkiego amanta dostaje drugoplanową rolę brata, a przez moment zastanawiałam się nawet, czy nie jest w tym filmie niedorozwinięty… Gong Hyo Jin wreszcie jest seksowna, a nie tylko dziwaczna. Po drugie włosy pod pachami, które stały się w pewnym momencie najczęściej wyszukiwaną frazą w Korei… To chyba najbardziej unikalny element tego filmu – dowód na niecodzienność Hee Jin oraz symbol miłości głównych bohaterów.

W wywiadach reżyser i scenarzysta Jeon Kye Soo powiedział, że nie wiąże z włosami niczego specjalnego, po prostu się w jego filmie pojawiły. Wydają się być elementem komicznym, ale są też dowodem wielkiego zakochania Joo Wola, który odkrywa je podczas jego pierwszej nocy z Hee Jin i nadal ją kocha taką, jaka jest. Niesłychana rzecz w powierzchownej Korei… Podobno żadna aktorka nie chciała właśnie przyjąć roli Hee Jin, żeby nie zniszczyć swojego wizerunku… Taki element moim osobistym zdaniem nadaje filmowi bardziej „indie” klimatu niż gdyby był on zwykłą komedią romantyczną. Ale czy można w ogóle tym mianem nazywać „Love Fiction”? Tak samo było z „500 dniami miłości” – te dwa filmy są bardziej historiami o kobiecie i mężczyźnie niż ładnym love story.

Scenariusz tego filmu jest bardzo plastyczny, daje wielkie pole reżyserowi, który zdaje się być wielkim pasjonatem kina, a równie dobrze mógłby być po prostu fabułą książki. Murakami w końcu ma obsesję na punkcie uszu, a dodatek absurdu kojarzy mi się również z Jonathanem Carrollem. „Love Fiction” zawiera w sobie po prostu odrobinę realizmu magicznego, ponieważ przez cały film pojawia się tzw. Multiman czyli Lee Byung Jun w różnych kostiumach, który najwyraźniej jest podświadomością Goo Joo Wola, ponieważ rozmawia z nim na tematy sercowe, radzi mu i komentuje sytuację. Aby przystroić film jeszcze bardziej, reżyser wykorzystuje historyjkę pisaną przez głównego bohatera, aby stworzyć film w filmie – nagle klimat potrafi zmienić się na ponury kryminał noir, w którym postacie z twarzami naszych aktorów (Ha Jung Woo jako detektyw lub Gong Hyo Jin jako podejrzana) są dramatycznie przesadzone, ale jednocześnie to całkiem niezłe pole do popisu dla stylistów. Mamy też sekwencję prawie musicalową, kiedy Joo Wol i kapela z baru robią domowy teledysk do idiotycznej piosenki o Alasce. Te rzeczy oczywiście nie mają wpływu na fabułę, ale zdecydowanie urozmaicają „Love Fiction” wizualnie.

Recenzowany film to historia jednego związku – od szczeniackiego zakochania do zerwania z głupiego powodu. Tytuł można interpretować wielorako. Lee Hee Jin wypomina swojemu chłopakowi, że traktuje ich miłość jak fabułę jego książki. Ja wyrażenie love fiction odczytuję jako fakt, że nie ma bajkowych miłości rodem z komedii romantycznych. Może zauroczenie tak wygląda, ale rozstania zawsze są o wiele bardziej przyziemne. „Love Fiction” to film zdecydowanie dla obu płci.

Zdobyte nagrody

48th Baeksang Arts Awards:

  • najlepszy scenariusz

2012 Blue Dragon Film Awards:

  • nagroda popularności dla Gong Hyo Jin
Reklamy

Written by Miica

Była studentka filologii koreańskiej, wielka fanka koreańskiego kina i dram.

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.