recenzje dram tvN

I Love Lee Tae Ri

Znane też jako: I Love Italy, I Love Lee Taly, Aireobeu Itaeri, 아이러브 이태리

Na podstawie: pomysł oryginalny

Gatunek: komedia romantyczna, fantasy

Ilość odcinków: 16 x 45 min.

Premiera: 2012

Obsada: Kim Ki Bum, Park Ye Jin, Yang Jin Woo, Jubi (Sunny Hill), Jang Seo Won, Soy

Uwaga, recenzja zdradza zakończenie serialu!

.

Życzenia dwoje ludzi

Czternastoletni Geum Eun Dong jest dobrze zapowiadającym się pływakiem. Są jednak ważniejsze rzeczy w jego życiu, dlatego zdobyty na zawodach złoty medal wymienia u jubilera na pierścionek, który zamierza podarować dziewczynie, w której się podkochuje. Nie jest to jednak zwyczajnie zauroczenie nooną, ponieważ wskutek starej przysięgi między rodzinami Eun Dong jest zaręczony z siedem lat starszą od niego Ha Soon Shim czyli Heart z girlsbandu Applehead. On jej oczywiście nie obchodzi, przecież cała sytuacja jest absurdalna, dlatego symuluje ból podczas ceremonii zaręczyn, a potem prosi o pomoc Eun Donga, żeby mogła się wymknąć. Naiwny chłopiec odprowadza ją więc do muzeum Dae Dong, gdzie Applehead mają występ.

W tym samym czasie z Włoch wraca Lee Tae Ri, spadkobierczyni grupy CLS, żeby objąć władzę nad muzeum, którego jest właścicielką. Przywozi ze sobą antyczny zegar słoneczny. Eun Dong, który wałęsa się po budynku, widzi, jak Soon Shim całuje się z innym mężczyzną. Wybiega w łzach i ze złamanym sercem, żeby potem przypadkowo przytulić się do pleców Tae Ri stojącej przed zegarem. Kiedy ona chce go skarcić, nagle gaśnie prąd, a one ze strachu tez go przytula. W tym momencie zegar się przesuwa, następuje zaćmienie słońca, działają jakieś magiczne moce… i nic. Eun Dong dowiaduje się, że całujący się z Soon Shim to Choi Seung Jae, który jest managerem, byłym chłopakiem Tae Ri, a obecnie jej wielkim wrogiem i zanim zdąża go wyrzucić z muzeum, Tae Ri broni chłopca i daje mu swoją wizytówkę.

Następnego dnia Eun Dong podczas codziennego treningu nagle wychodzi z wody jako zupełnie inny człowiek – umięśniony i przystojny dwudziestolatek. Jego trener Hwang Min Guk jest w totalnym szoku, więc woli wierzyć że przybysz porwał jego podopiecznego. Eun Dong naiwnie lata wokół i próbuje przekonać rodziców, przyjaciół i Soon Shim, że on to on, ale nic z tego. Kiedy trener wreszcie mu wierzy, postanawia pomóc wrócić do jego dawnej postaci. Eun Dong dostaje tożsamość jego młodszego brata Hwang Min Soo i próbuje każdego pomysłu, jaki tylko mu przychodzi do głowy, żeby odkręcić sytuację. W końcu dochodzi do wniosku, że to musi być wina tego zegara i Lee Tae Ri. Min Soo kręci się więc wokół niej, co irytuje Seung Jae. Tae Ri podejrzewa jednak, że to on stoi za zniszczeniem zegara, więc zatrudnia Min Soo jako bodyguarda i asystenta, ponieważ  jest wyjątkowo skuteczny w starciach z Seung Jae.

Dziecinada

W tym roku wyjątkowo wiele dram zawiera elementy pseudo-fantasy. W przypadku „I Love Lee Tae Ri” można było sobie nawet żartować, że po podróżach w czasie nadszedł czas na zamianę ciał/dorastanie w jedną noc, ponieważ premiera tej dramy zbiegła się z premierą o wiele bardziej nagłaśnianego „Big” z KBSu. „I Love Lee Tae Ri” skończyłam oglądać wcześniej, jednakże zmieniłam kolejność recenzji, bo po prostu chciałam ją porównać z rywalem.

Jak mogliście przeczytać w mojej recenzji „Big”, bardzo ten serial skrytykowałam… Natomiast w przypadku „I Love Lee Tae Ri” było odwrotnie. Początek tej dramy był fatalny, zmusiłam się do ciągnięcia jej dalej ze względu na postanowienie obejrzenia wszystkich tegorocznych dram tvNu, ale pod koniec niespodziewanie okazało się, że jednak miało to jakiś swój urok...

Największą wadą „I Love Lee Tae Ri” jest to, że właściwie nie wiadomo do kogo jest ta drama kierowana. Pierwszy odcinek jest naprawdę odrzucający i nie wiem, co sobie wtedy twórcy myśleli. Gdyby nie prawdziwi ludzie na ekranie, czułabym się jak bym oglądała jakąś kreskówkę. Przesadzono z ilością efektów dźwiękowych i malutkich animacji podkreślających jak w komiksach emocje. Sprawiało to wszystko wrażenie jakiegoś wyjątkowo uroczego serialu Disneya. Wszystko byłoby fajnie, zaakceptowałabym „I Love Lee Tae Ri” jako dramę młodzieżową, gdyby nie to, że jednak nie było w obsadzie nastolatków, a drama mimo wszystko jest skierowana do zwyczajowej widowni stacji czyli kobiet w wieku 20-30. Ja osobiście poczułam się urażona takim infantylizmem.

Później te wszystkie efekty się już nie pojawiły, najwyraźniej starczyło przysypać brokatem tylko jeden odcinek. Fabuła jednak nadal oscylowała na granicy idiotyzmu, narzeczeństwo czternastolatka z gwiazdą popu to tylko czubek góry lodowej. Zachowania bohaterów jeszcze mogę zrozumieć – Min Soo ma umysł nastolatka, a Tae Ri przy nim po prostu uwidocznia swoje wewnętrzne dziecko. Ale czy można być aż tak poważnym, planując atak na Seung Jae poprzez zniszczenie mu fryzury? Naprawdę obawiałam się, jak daleko może ta farsa sięgnąć… Aż musiałam sprawdzić, kto stoi za scenariuszem „I Love Lee Tae Ri” i okazuje się, że Moon Ji Young, autorka bardzo krytykowanego „Style”. Dlaczego większość ludzi tworzących dramy dla kablówki to odrzutki ze stacji publicznych?

Zawieszenie miedzy dwoma światami

Kiedy się już przetrawi te dziecinne intrygi, nagle okazuje się, że druga połowa recenzowanej dramy jest już całkiem w porządku w kontraście do wielu innych dram. Geum Eun Dong/Hwang Min Soo dojrzewa jako postać, dlatego w późniejszych odcinkach o wiele lepiej ogląda się Kim Ki Buma, który nie wykrzywia już karykaturalnie twarzy. W tym miejscu chciałabym porównać „I Love Lee Tae Ri” z „Big”.

Generalnie „Big” dostało ode mnie lepszą ocenę, ale to wszystko różnica aktorstwa. Tam Gong Yoo przechodzi samego siebie, a tutaj nie ma komu grać, bo Kim Ki Bum jest jedynie sympatyczny, a Jubi z Sunny Hill to totalna porażka. Kiedy tamtą dramę ciągnęłam do końca, po obejrzeniu „I Love Lee Tae Ri” przez jakieś dwie sekundy nawet żałowałam, że to już koniec. Mimo że jest zwyczajnie głupia, to jednak udało jej się pod jednym względem zwyciężyć nad „Big” – zdecydowanie lepiej poradziła sobie z elementem fantasy! A powód jest prosty – wszelkie restrykcje związane z faktycznym wiekiem bohatera, który nagle dorósł, tak jakby zostały zapomniane. W tej dramie czternastoletni Eun Dong nauczył się prowadzić samochód i otwarcie pił alkohol. Boże, miej kablówkę w swojej opiece.

Najbardziej jestem zadowolona z zakończenia, ponieważ na tle rozczarowania, jakie przyniosło „Big”, „I Love Lee Tae Ri” rozwiązało sprawę satysfakcjonująco. Min Soo wrócił z powrotem do swojego nastoletniego ja, Eun Donga i główna para musiała się rozstać. Dano jednak widzom nadzieję, jakiej żadna scena wyobraźni (patrz zakończenie „Big”) nie zastąpi – skok w przyszłość, Eun Dong i Tae Ri ponownie się spotykają, kiedy on rzeczywiście ma już dwadzieścia pięć lat. To wręcz niemożliwe, że ta głupiutka drama tak pięknie wybrnęła ze śliskiego tematu.

Jestem też pod wrażeniem chemii pomiędzy Kim Ki Bumem i Park Ye Jin, ich bohaterów dzieli przecież czternaście lat… A jeśli chodzi o nich samych, członek Super Junior to babyface, kiedy Park Ye Jin to jedyna koreańska aktorka, jaką znam, która wygląda na starszą niż jest w rzeczywistości. To po prostu nie mogło się udać, a jednak – Lee Tae Ri okazała się być bardzo dziewczęcą postacią, mimo stereotypu chłodnej kobiety sukcesu.

Podsumowując. „I Love Lee Tae Ri” jest dramą zawieszoną gdzieś między Disneyem, a standardową komedią romantyczną, dlatego nie wiem, komu ją polecić – chyba raczej nastoletniej widowni. W absolutnie żadnym aspekcie nie jest to drama wyróżniająca się, szczególnie w poziomie aktorstwa – właściwie ratuje ją zaskakująco dobrze klikający ze sobą główni bohaterowie i loveline trenera Hwang Min Guka z Hong Shil z Applehead. Jeśli ktoś jednak ma ochotę na szybką, lekką i odmóżdżającą rozrywkę, „I Love Lee Tae Ri” ze swoimi krótkimi odcinkami jest jak dwanaście odcinków standardowej dramy. Nie ma tu zbyt wiele angstu, może tylko trochę za dużo głupot. Mam nadzieję, że Jubi nigdy już więcej nie strzeli do głowy pomysł z aktorstwem, ponieważ już wystarczająco trudno zyskać sobie sympatię, grając wiedźmę, ale to, co wyczyniała tutaj swoją twarzą, próbując przekazać „emocje”, było karykaturalne.

Ocena:

Fabuła – 4/10

Kwestie techniczne – 6/10

Aktorstwo – 5/10

Wartość rozrywki – 6/10

Średnia – 5,25/10

1 komentarz dotyczący “I Love Lee Tae Ri

  1. Jakoś nie chce mi się taj dramy oglądać,tym bardziej,że jest o wiele innych tytułów wartych mojego czasu. Oryginalne to to nie jest,dlatego daję sobie z tą dramą spokój.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: