Stąpając dumnym krokiem po koreańskim box office

 

„The Thieves”, najnowszy heist movie Choi Dong Huna („Jeon Woo Chi”, „Tazza”) regularnie pojawia się w newsach, które raportują jego wyniki w koreańskim box office. Aktualnie wspiął się na drugie miejsce listy koreańskich filmów wszechczasów i ma szansę zdetronizować ze szczytu „The Host: Potwór”, jednak rok 2012 to nie tylko rządy tego jednego blockbustera z gwiazdorską obsadą…

Filmy produkcji koreańskiej dumnie okupują krajowy box office, ustępując tylko od czasu do czasu amerykańskim, popcornowym blockbusterom. Na Hancinema co jakiś czas pojawia się jakiś artykuł, który pieje na widok tego zjawiska, ponieważ trzeba przyznać, że koreańskie kino zdecydowanie jest teraz na fali… Trend ten zaczął się w zeszłym roku, a ostatnio taki sukces koreańska kinematografia widziała w 2006 roku, w którym premierę miały filmy „The King and the Clown”, hit wszechczasów „The Host: Potwór”, „200 Pounds Beauty” czy „Tazza”.

Media nazywają dumnie to zjawisko „renesansem koreańskiego kina„. Koreańska Rada Filmowa podaje, że jak dotychczas w pierwszej połowie tego roku 53,4% wszystkich klientów kin wybierało filmy produkcji krajowej, kiedy w 2011 roku liczba ta wynosiła 51,9%. Co więcej, w lipcu stosunek podniósł się trochę do 57,7%, a po dwudziestu sześciu dniach sierpniach wynosił on 69,3%. Myślę, że seria hitów, jaka ożywiła tegoroczny box office, jest wynikiem ciągłego wzrostu jakości koreańskich filmów. Letnie blockbustery mogą śmiało konkurować z tymi amerykańskimi i ogólnie coraz więcej osób chodzi do kina. Z reguły jest to rozrywką dla nastolatków, ale w tym roku badania wykazały, że największa grupa widzów sytuuje się w wieku trzydzieści, czterdzieści lat.

Przejrzałam wszystkie tegoroczne wyniki koreańskiego box office od 30 grudnia do 2 września dostępne na stronie Hancinema. Sporządzane są one systemem weekendowym – teoretycznie jest napisane, że są to wyniki trzech weekendowych dni, więc nie mam pojęcia czy wliczają w to też resztę tygodnia czy nie. Koreański box office w dodatku w porównaniu do reszty świata liczy po prostu ilość zakupionych biletów, a nie wytworzony dochód, ponieważ bilet biletowi nierówny, kiedy filmy mogą być w wersji 2D i 3D. Uważam to za bardzo mądre, ale jednocześnie nie mam jak porównać tych wyników z Polską.

Wybrałam filmy, na które poszło więcej niż milion widzów, ponieważ takie właśnie wydają mi się być hitami. Podkreśliłam w dodatku wszystkie tytuły, które przekroczyły barierę czterech milionów sprzedanych biletów, ponieważ te są uznawane przez prasę za prawdziwe hity. Oto stan na 2 września:

Osobiście widziałam dziewięć z dwudziestu trzech filmów na liście, z czego na blogu znajdują się recenzje sześciu z nich: „Chilling Romance”, „Helpless”, „Howling”, „Introduction to Architecture”, „Love Fiction” i „A Muse”. Na listę o mało co nie weszły „Over My Dead Body” i „Wonderful Radio”, których bilety sprzedały się oficjalnie w liczbie ponad dziewięciuset tysięcy. Dużą szansę na stanie się kolejnym hitem ma thriller „The Traffickers” z Lim Chang Jungiem i Choi Danielem, który wszedł do kin 29 sierpnia i obecnie okupuje pierwsze miejsce z około siedmiuset pięćdziesięcioma tysiącami sprzedanych biletów w ciągu pięciu dni od premiery.

Podobną tabelę sporządziłam dla zagranicznych filmów w koreańskim box office, których było zdecydowanie mniej i za bardzo nie różniły się od siebie – były to po prostu kolejne części znanych franczyz. Poprzednio wybrałam tylko filmy, które miały swoją premierę w grudniu 2011 i później, żeby ich wynik w notowaniach był w większości zasługą widzów, którzy wybrali się na te filmy w 2012 roku, ale nie mając możliwości sprawdzenia koreańskich premier niżej podanych filmów, ich tabela została stworzona bardziej na oko. Tak jak poprzednio są to tytuły, które zgromadziły przynajmniej milion koreańskich widzów:

Jak widać, „Avengers” czy nowe „Mission: Impossible” nie zdołały stać się największymi hitami koreańskich kin, przegrywając znacznie z „The Thieves”. W zeszłym roku największymi hitami były odpowiednio „Transformers 3”, „The War of the Arrows” i „Sunny” – na każdy z tych tytułów poszło ponad siedem milionów widzów. Daleko im oczywiście do „The Thieves”, ale w tym roku jak na razie nie ma żadnego drugiego filmu z tak wysoką frekwencją. W 2010 około trzynastu i pół miliona widzów obejrzało „Avatara”, a w 2009 roku największym hitem było „Tidal Wave” (około jedenastu i pół miliona sprzedanych biletów). Wreszcie po dwóch latach rodzima produkcja wróciła na szczyt koreańskiego box office.

Według dziennikarzy z The Chosun Ilbo renesans popularności koreańskich filmów (jak na razie zapowiada się na największy boom od lat 60…) uzależniony jest od trzech czynników: dywersyfikacji gatunków, obsady pełnej gwiazd oraz przyciągnięciu starszych widzów. Tymi cechami charakteryzują się trzy filmy, które jak na razie prowadzą w czołówce rocznego box office – „The Thieves”, „Nameless Gangster” i „The Grand Heist”.

Wydaje mi się, że do tej pory producenci i reżyserzy stawiali głównie na komedie romantyczne, melodramaty i thrillery. Oczywiście znajdziecie przedstawicieli tych gatunków w powyższej tabeli, jednak w tym roku nowym trendem są elementy erotyczne, tak jak wiele dram bawi się w podróżowanie w czasie i inne fantasy. Cztery filmy z listy mogą się pochwalić śmiałymi scenami – „The Concubine”, „The Taste of Money”, „A Muse” i „The Scent”, a mimo ograniczenia wiekowego stały się hitami, co jest właśnie dowodem na to, że przedział wiekowy koreańskich widzów jest coraz bardziej zróżnicowany. Wymienione w akapicie wyżej tytuły też są raczej oglądane przez starszych widzów. Prezentują gatunki, które są na ogół mało eksploatowane w koreańskiej kinematografii, co jest właśnie najlepszych dowodem na zróżnicowanie tegorocznych filmów. „Nameless Gangster” to ciężki dramat gangsterski dziejący się na początku lat 90. i wcześniej, „The Thieves” i „The Grand Heist” to odpowiednio współczesny i historyczny przykład heist movie czyli historii o grupie złodziei planujących skok. Gatunek ten został spopularyzowany ostatnio przez sukces franczyzy „Ocean’s Eleven”, a koreańskie odpowiedniki zdają się brać z niej dobry przykład, zaczynając najpierw od skompletowania gwiazdorskiej obsady. „Nameless Gangster” może się natomiast pochwalić całą masą znanych z wyglądu aktorów, którzy przewijają się dosłownie wszędzie w rolach drugoplanowych.

Można zadać pytanie dlaczego Korea potrafi, a Polska nie. Wydaje się przecież, że u nas kręci się jedynie idiotyczne komedie romantyczne i filmy o krzywdach wyrządzonych Żydom… Myślę, że sukces koreańskiej kinematografii tkwi w tym, że z powodzeniem inkorporuje się manierę hollywoodzkich blockbusterów, nie zapominając jednak o własnej niepowtarzalnej kulturze. Można zrobić thriller, który pomimo scen gore ma także rozbudowaną sferę emocjonalną, można przenieść akcję filmu sensacyjnego do ery Joseon. Ale przede wszystkim debiutuje wielu nowych reżyserów… To, czy zbiorą fundusze na kolejny projekt, to już inny problem.

Reklamy