MBC recenzje dram

Dr. Jin

Znane też jako: Time Slip Dr. Jin, Doctor Jin, Dakteo Jin, 닥터 진

Na podstawie: mangi „Jin” autorstwa Murakamiego Motoki

Gatunek: medyczny, historyczny, fantasy

Ilość odcinków: 22 x 70 min.

Premiera: 2012

Obsada: Song Seung Hun, Park Min Young, Jaejoong (JYJ), Lee Bum Soo, Lee So Yeon, Jin Yi Han, Jung Eun Pyo

.

Lekcja w terenie

Jin Hyuk (Song Seung Hun) jest neurochirurgiem. Ma dziewczynę Yoo Mi Nę (Park Min Young), której nie śpieszy się oświadczyć, ale darzy ją wielkim uczuciem. Ona też jest lekarzem, jednak oboje mają różne podejście – Hyuk jest racjonalny, kiedy Mi Na czepia się każdej, najmniejszej nawet szansy przeżycia pacjenta. Wdają się z tego powodu w poważną kłótnię, a Mi Na z płaczem ucieka ze szpitala i wsiada w samochód. Emocje sprawiają, że ma bardzo poważny wypadek i wraca jako pacjent. Hyuk ją operuje, ale jego własne bóle głowy, dziwne wizje i emocjonalne podejście powodują krwawienie mózgu i nie wiadomo, czy Mi Na się obudzi. Zdruzgotany idzie na dach szpitala i spotyka tam swojego poprzedniego pacjenta, który próbuje uciec ze słoikiem z wyciętym z jego własnej głowy guzem, który wygląda jak płód. Hyuk stwierdza, że to on stoi za jego dziwnym stanem, trochę się z nim szarpie, aż w końcu spada z dachu, próbując złapać słoik.

Jin Hyuk budzi się gdzieś na obrzeżach obok skacowanego mężczyzny w ubraniach z epoki, który domaga się zapłaty za uratowanie go. Dowiaduje się od niego, że znalazł się w roku 1860 w Joseon za panowania króla Chuljonga, a on sam to Lee Ha Eung (Lee Bum Soo), ojciec przyszłego króla Gojonga, chociaż na razie wygląda na zwykłego pijaczynę, którego za bardzo nic nie obchodzi w życiu. Hyuk spotyka w lesie oficera Kim Kyung Taka (Jaejoong), który wysyła wkrótce list gończy za dziwnym przybyszem. Hyuk powinien się chować lub uciekać, ale jego instynkt lekarza jest silniejszy i pomaga wszędzie tam, gdzie może, mając przy sobie wyszarpaną w swoim świecie torbę ze współczesnym medycznym ekwipunkiem. Jednym z uratowanych przez niego ludzi jest Hong Young Hwi (Jin Yi Han), najlepszy przyjaciel Kyung Taka i brat Hong Young Rae (Park Min Young), reinkarnacji Mi Ny, która zafascynowana pomaga Hyukowi w operacji. Wkrótce jego sława lekarza-cudotwórcy sięga wielu uszu, a nadworni uzdrowiciele z chęcią pozbyliby się tego czarnoksiężnika.

W koreańskim stylu

„Dr. Jin” przeszło długą drogę z kablówki do MBC, bawiąc się w pozywanie do sądu „Faith” o plagiat, przyspieszając premierę i rzucając żenujące wyzwania „A Gentleman’s Dignity”, które i tak wyszło z tego zwycięsko. Nie wiem, może szczekanie i robienie wiele hałasu o nic jest nową formą PR… Początkowo byłam podekscytowana koreańską adaptacją mangi Murakamiego Motoka, ponieważ widziałam cztery odcinki dramy japońskiej, więc mogłam mieć jakikolwiek porównanie. Wraz z tymi wszystkimi newsami doszłam jednak do wniosku, że „Dr. Jin” może być tylko idiotycznie zbyt pewną siebie kiepścizną, jak te wszystkie pomniejsze czarne charaktery w sageukach, które strasznie denerwują. Chciałam być przyjemnie rozczarowana, ale moje przeczucia się sprawdziły.

Japońska drama „Jin” była bardzo chwalona zarówno przez krytyków jak i blogerów, więc doczekała się drugiego sezonu. Ceniono ją przede wszystkim za prawdziwą fuzję gatunkową jidaigeki (japońskie dramy historyczne są tasiemcowe i powstają tylko w znikomej ilości w ciągu roku), romansu, dramy medycznej i science-fiction, co udało się spójnie połączyć w serialu, w którym nie znajdzie się idoli od Johnny’ego. Na tym tle koreańska wersja wypada jak jakaś parodia…

Nadeszły czasy, kiedy znam już praktycznie wszystkich z obsady, czytając różne zapowiedzi dram. „Dr. Jin” jest eklektycznym miksem aktorów-weteranów, ładnych twarzy i idola, ale tak naprawdę nie ma komu grać, patrząc na to, komu przypadły główne role. Song Seung Hun po raz pierwszy podszedł do sageuka. Jeśli weźmiemy wszystkich tych legendarnych przystojniaków, którzy swoje wielkie kariery zaczynali w latach 90. – Lee Byung Huna, Jung Woo Sunga, Jang Dong Guna, Won Bina – to Song Seung Hun jest wyjątkiem potwierdzającym regułę – zrobił karierę na swojej twarzy, nie mając za grosz prawdziwego talentu, kiedy wymienieni wcześniej są obok wielkich gwiazd również wielkimi aktorami. Niech zostanie w komediach romantycznych pokroju „My Princess”. Jest tam bardzo sympatyczny, ale niech nie bierze się za aktorstwo dramatyczne, ponieważ potrafi tylko wytrzeszczać swoje oczy z długimi rzęsami. Inna kwestią jest fatalna reżyseria „Dr. Jin” i brak jakiegokolwiek poprowadzenia tego aktora.

Łatwo chyba też zgadnąć, że nie jestem fanką Park Min Young. Dziewczyna jest na fali i niech tak będzie, życzę jej powodzenia, ale jej role od czasów przełomowego „Sungkyunkwan Scandal” może określić jako ładniutka, urocza i honorowa (wspomniana drama), ładniutka, urocza i dwa razy bardziej honorowa („City Hunter”), ładniutka i trzy razy bardziej urocza („Man of Honor”), jeszcze bardziej ładniutka i honorowa („Dr. Jin”). Innymi słowy to wciąż ten sam typ, który, jak podejrzewam, musi mieć wiele wspólnego z prawdziwą osobowością Park Min Young, a to oznacza, że umiejętności aktorskich ma niewiele.

Hong Young Rae to podręcznikowa postać żeńska wyjęta z sageuku, która jest przede wszystkim ładna, szczególnie jak płacze. Ma trochę odwagi w sercu, ale jako kobieta w czasach historycznych może właśnie tylko usiąść i się rozpłakać, ale przynajmniej na torturach będzie obstawiała przy swoim. Jaka jest różnica między Hong Young Rae, a Yoo Mi Ną? Według mnie żadna, Park Min Young w obu przypadkach sportretowała aspirujące lekarki o wielkim sercu.

Zostaje nam jeszcze Jaejoong jako narzeczony Young Rae i Postać Wielce Tragiczna, o czym wiemy już od pierwszego razu, kiedy go widzimy. W pewnych momentach nie potrafiłam już wyczytać z jego twarzy, czy pokazuje smutek, frustrację czy gniew, ponieważ szklane oczy stały się niemal synonimiczne z jego postacią, ale niemniej to jeden z jaśniejszych punktów dramy na tle poprzednich dwóch sunbae. Po prostu radzi sobie lepiej w dramatycznych scenach, chociaż w jego przypadku czasami się to ociera aż o przesadę, zamiast niemożności pokazania czegokolwiek. Lee Bum Soo, Lee So Yeon i Jin Yi Han mają reputację bardzo dobrych aktorów, jednak dostały im się role bardziej drugoplanowe. Dodam, że w fazie przedprodukcyjnej krążyło nazwisko Kim So Yeon w roli gisaeng Choon Hong zamiast Lee So Yeon. To byłby już totalny gwóźdź do trumny, gdyby Park Min Young zabierała jej czas jako główna aktorka…

Niespokojne czasy

Zaczęłam w ogóle od tego wywodu na temat kiepskiego aktorstwa w „Dr. Jin”, ponieważ dopiero zamierzam dojść do poważnych wad tej dramy, a wtedy już by mi się nie chciało. Poza tym nie należy się spodziewać fajerwerków w większości dramach, gdzie ludzie są kompletowani na podstawie wyglądu i może jeszcze ze względu na ich siłę celebryta, żeby potem sprzedać gotowy produkt Japonii („Dr. Jin” jest dramą niemalże zaprojektowaną na eksport do Kraju Kwitnącej Wiśni…). Niestety recenzowany tytuł polega również na polu fabularnym, jak i czysto technicznym.

Kiedy scenariusz, reżyseria i aktorstwo są wszystkie razem słabe, drama może polegać tylko na tanich trikach. Tu właśnie wkracza na scenę medyczny aspekt „Dr. Jin”, który został użyty w totalnie nieodpowiedni sposób. Zważywszy na dziewiętnasty wiek i brak nowoczesnej aparatury, wszystkie operacje Jin Hyuka były bardzo krwawe, czego nie omieszkano dobitnie pokazać. Wydaje się nawet, że jednym z głównych celów tej dramy jest pokrojenie jak największej ilości ludzi i użycie wszystkich gumowych organów dostępnych na składzie rekwizytów. Przecież to zahacza o filozofię filmów klasy B – jeśli wiadomo, że nie kręci się arcydzieła, to niech przynajmniej będzie trochę gore w ramach bezmózgiej rozrywki.

Fabuła jest po prostu głupia. Być może gorączkowe uwijanie się Jin Hyuka przy pacjentach różnej maści jest wyszukaną metaforą chaotycznych czasów jakimi był schyłek dziewiętnastego wieku… nie, żartuję sobie. Przyznam, że całą ocenę „Dr. Jin” można po prostu streścić do „ta drama jest słaba”, ale recenzowany tytuł w całej tej swojej pompatyczności stał się niezamierzenie zabawny, a ja głównie dlatego go oglądałam – dla chorób odcinka i kiczu. Doktor Jin Hyuk to kolejny dodatek to plejady dramowych geniuszy, ponieważ nie dość, że jest wykwalifikowanym neurochirurgiem, co jest jedną z trudniejszych specjalizacji, to przecież cudownie zna się poza tym na wszystkim. Powtarzam: WSZYSTKIM. Tak więc w ramach schorzenia tygodnia mogłam zaobserwować, jak można wyleczyć prymitywnymi środkami guza, poparzenia trzeciego stopnia, cholerę, kiłę, złośliwego raka piersi, krwiaki i obrzęki mózgu, rany postrzałowe, cięte i kłute, zatrucie, a poza tym jak odebrać poród, kiedy płód jest odwrócony, wykonać prawidłowe RKO na topielcu, pozbyć się muchy z ucha, wyprodukować bezcenną penicylinę i – co najważniejsze – wyleczyć anemię cudotwórczymi pączkami z dodatkiem witamin! Mogłabym przełknąć to geniuszowanie Jin Hyuka, w końcu jest głównym bohaterem KOREAŃSKIEJ DRAMY, ale on nie był chodzącą encyklopedią, po prostu przypominał sobie dowolne fragmenty z życia, w tym wykład, który PRZESPAŁ. Ale to nie koniec zastosowań jego nieoczekiwanie fotograficznej pamięci… Znał też wszystkie szczegóły historyczne z okresu, mimo że średnio interesował się tym przedmiotem!

To naprawdę niewyobrażalne, ile rzeczy można w jednej dramie – za przeproszeniem – spieprzyć, a mimo to „Dr. Jin” da się oglądać… przynajmniej przez pierwszą połowę. Jak w każdym sageuku mamy tu także zdrową dawkę politycznych machinacji, które odrywają nas trochę od cudotwórczych działań Jin Hyuka, ale zostawiłam na koniec jeszcze jedno… To przecież kolejna w tym roku drama z motywem podróżowania w czasie. Nie muszę chyba pisać całej argumentacji, dlaczego jest najgorsza z całego sumptu… Chodzi mi głównie o samą kreację elementu fantasy i skutki podróży na teraźniejszość. Można w ogóle tego nie wytłumaczyć i zasłonić się rozwiązaniem, że tak naprawdę minął tylko jeden dzień, jak w przypadku „Rooftop Prince”. Można wymyślać magiczne butelki z brokatem i talizmany, które będą nas przenosić w czasie jak w „Operation Proposal” i „Queen In Hyun’s Man”, ale w tych dramach akcje bohaterów zawsze miały jakieś konsekwencje. Można w ogóle użyć portalu i wszystko sprowadzić do totalnej magii jak w „Faith”. Ale „Dr. Jin”… Czuję się jakby twórcy wystawili mi środkowy palec. Nie dość, że całą tę podróż spowodował guz w mózgu w kształcie płodu, to jeszcze dramatyzowano przez dobry kawał dramy nad tym, jak medycyna Jin Hyuka zmienia historię, by potem po jego obudzeniu się w teraźniejszym świecie okazało się, ŻE NIC SIĘ NIE STAŁO.

Absolutnie nie polecam „Dr. Jin”, chyba że ktoś jest masochistą lub, co więcej, zatwardziałą fanką Jaejoonga, by móc się wzruszać nad tragicznym losem jego bohatera, którego i dziewczyna i przyjaciel zdradzili. Trzeba mieć dużo dystansu, żeby tę dramę skończyć. Właściwie dopiero przy tej recenzji i porządnym zastanowieniu się nad jej elementami uświadomiłam sobie, jak bardzo „Dr. Jin” mi się nie podobało.

Zdobyte nagrody

2012 MBC Drama Awards:

  • najlepszy nowy aktor – Jaejoong

2013 Seoul International Drama Awards:

  • najlepszy OST – Jaejoong (Living Like a Dream)

Ocena:

Fabuła – 3/10

Kwestie techniczne – 6/10

Aktorstwo – 5/10

Wartość rozrywki – 6/10

Średnia – 5/10

Reklamy

0 komentarzy dotyczących “Dr. Jin

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: