Bridal Mask

Bridal MaskZnane też jako: The Bride Mask, The Doll Mask, Gaksital, 각시탈

Na podstawie: manhwy „Gaksital” autorstwa Heo Young Mana

Gatunek: dramat historyczny, sensacyjny, revenge drama

Ilość odcinków: 28 x 70 min.

Premiera: 2012

Obsada: Joo Won, Park Ki Woong, Jin Se Yeon, Han Chae Ah, Shin Hyun Jun, Chun Ho Jin, Kim Eung Soo, Yoon Jin Ho, Lee Byung Jun, Son Byung Ho, Ahn Seok Hwan, Kim Jung Nan

.

Źli stają się dobrymi, a dobrzy złymi

Lata 30. ubiegłego wieku. Od ponad dwudziestu lat Korea znajduje się pod okupacją Japonii, która narzuca japonizację obywateli. Narodził się oczywiście ruch oporu, ale jest na razie zbyt słaby, więc ogranicza się tylko do drobnych zamachów i propagandy. Bohaterem Korei, który daje im nadzieję, jest Gaksital, zamaskowany wojownik ubrany w charakterystyczną biel, który pojawia się najczęściej na japońskich paradach i innych publicznych zgromadzeniach, kiedy Japonia demonstruje swoją tyranię.

Lee Kang To jest japońskim detektywem i znienawidzonym zdrajcą swojego narodu, który pragnie ze wszystkich sił pojmać Gaksitala i być może zasłużyć sobie tym na trochę respektu, ponieważ na posterunku policji też nie jest mile traktowany jako jedyny Koreańczyk w skupisku Japończyków. Jego ojciec zmarł, walcząc w grupie rebeliantów, a ukochany starszy brat stał się upośledzony po torturach, miał więc dobry powód, aby przejść na drugą stronę. Teraz regularnie próbuje schwytać Oh Mok Dan, artystkę cyrkową, której ojciec, Dam Sa Ri, dowodzi ruchem oporu. Zawsze jest ratowana przez Gaksitala, więc Lee Kang To dochodzi do wniosku, że musi znać jego tożsamość, co wcale nie jest prawdą. Gdyby wydusił z niej to, co chciałby, złapałby zarówno Gaksitala jak i Dam Sa Ri. Losy tej dwójki są jednak o wiele bardziej tragiczne niż mogłoby się wydawać, ponieważ Oh Mok Dan to w rzeczywistości Boon, miłość z dzieciństwa Kang To, którą stracił podczas ucieczki za granicę.

Przypadkowo Mok Dan jest również pierwszą miłością Kimury Shunjiego, który znał ją jako siostrę Esther. Shunji to nauczyciel w podstawówce, syn szefa komisariatu Jongro i najlepszy przyjaciel Kang To, który nie ma nic do Koreańczyków. W przeciwieństwie do niego jego brat Kimura Kenji to superintendent w policji, który pała nienawiścią zarówno do Gaksitala jak i Kang To i najchętniej pozbyłby się ich obu.

Wkrótce Kang To i Shunji przechodzą całkowite metamorfozy. Kenji obserwując dom Kang To, dowiaduje się jako pierwszy, że jego brat Kang San jest Gaksitalem. Podczas obławy przypadkowo zabija ich matkę, próbującą chronić Kang Sana i ucieka przerażony. Kang San zakłada maskę i we wściekłości rusza za nim, ale spotyka ich Kang To, który zabija Gaksitala nieświadomy jego tożsamości. Potem dopiero dowiaduje się, że to jego brat, a także znajduje martwą matkę w domu. Na dokładkę lokalni mieszkańcy nienawidzący go podpalają jego dom, a on nie może nawet uratować zwłok matki. Kang To przywdziewa maskę Gaksitala i chce się zemścić na Kenjim. Atakuje komisariat i zabija go gołymi rękami we wściekłości, co widzi Shunji, który poprzysięga zemstę na Gaksitalu i obejmuje pozycję zmarłego brata w policji, stając się przełożonym Kang To, który teraz będzie musiał radzić sobie z posiadaniem podwójnej tożsamości.

Oryginalne tło i tyle?

Trudno było mi skończyć oglądanie „Bridal Mask”, a jeszcze trudniej zebrać się w kupę i napisać recenzję… Opisałabym tę dramę w jednym zdaniu – próbowała być oryginalna, ale efekt wyszedł ten, co zawsze. Przesada, przedramatyzowanie i unicestwienie ciągłości fabuły, kiedy drama została wydłużona. Naprawdę, mam już tego wydłużania i skracania seriali wedle wyników oglądalności! Można wciskać kit, że „Bridal Mask” był planowany na większą ilość odcinków niż dwadzieścia cztery, a podano na początku tę liczbę tylko dlatego, że była bezpieczna, ale może scenarzyści powinni przygotowywać wcześniej dwie wersje skryptu, żeby trzymało się to kupy? „Bridal Mask” naprawdę miał zadatki na bycie jedną z moich ulubionych dram. Niestety przeżył jazdę bez trzymanki wprost na samo dno…

Niewiele jest dram, które umiejscawiają swoją fabułę w latach okupacji. Słysząc hasło „drama historyczna”, pierwsze co przychodzi na myśl to era Joseon, rzadziej Goryeo. Zważywszy jednak na ilość produkowanych sageuków rocznie, zmiana tła na początek XX wieku może wiele dobrego zdziałać. Idzie się przyzwyczaić do hanboków i innych tradycyjnych szat, ale jak dla mnie zestawienie ich z postępującą modernizacją oraz wchodzącą na salony modą „zachodnią” jest jednym z bardziej egzotycznych widoków, jakie widziałam. Dodajmy do tego jeszcze te białe, japońskie mundury…

Chciałam zacząć neutralnie, od jednej z zalet „Bridal Mask” czyli olśniewającej strony wizualnej. Nie zawsze kostiumy odpowiadały epoce, jeśli przyjrzeć się kobietom z nocnych klubów ubranych w jak najbardziej współczesne sukienki (i wciąż nie mogę przeżyć kolorowego, pasiastego swetra jednego z bohaterów…), ale dekoracje mogły imponować tak samo jak sceny akcji, które wyjątkowo nie sprawiały wrażenia aż tak sztucznych przy sekwencjach na linach czy wybuchach. „Bridal Mask” to mimo wszystko wysokobudżetowy blockbuster, tyle że niestety zamiast skupić się na rozrywce, twórcy postanowili być bardziej ambitni.

Wartości, które zanikają

Nie jestem patriotką, więc może dlatego nie potrafiłam zrozumieć niektórych kwestii w „Bridal Mask”, które z czasem stawało się dla mnie coraz bardziej pompatyczne i śmieszne. Koreańczycy wręcz przeciwnie – szokowały mnie zażalenia internautów, którzy narzekali na za dużo japońskiej propagandy, kiedy na przykład śpiewano japoński hymn na tle japońskiej flagi. To przecież tylko drama… Mimo to twórcy musieli najwyraźniej postanowić, że stworzą patriotyczne dzieło, mieszając manhwową fabułę z odniesieniami do współczesności, czego skutkiem były na przykład wątki o wyspie Dokdo (która jest koreańsko-japońskim terytorium spornym) czy o kobietach do towarzystwa, co jest eufemistycznym określeniem na porywane przez Japończyków i zmuszane do nierządu Koreanki. Nie wniosło to nic do fabuły, ale czytałam, że scenarzyści poczuli się zobligowani do włączenia tych motywów do scenariusza, skoro i tak już zajmują się jednym z najbardziej bolesnych okresów w historii Korei.

Taki patriotyzm wydał mi się nadęty, szczególnie kiedy liczyłam ze strony „Bridal Mask” tylko na nieco bardziej ambitną od komedii romantycznych rozrywkę i sceny akcji w historycznych dekoracjach. Jednak z drugiej strony jestem też pełna podziwu, że w erze  globalizacji ktoś jeszcze kultywuje takie tradycje… „Bridal Mask” jest poniekąd kontrowersyjną serią, bo na pewno nie zostanie sprzedana do Japonii, która jest głównym rynkiem eksportowym koreańskich dram.

W matni szaleństwa

Napisałam kilka akapitów wcześniej, że „Bridal Mask” obniżył z czasem swoje loty. Prawda jest taka, że drama ta spadła z naprawdę wysokiego konia, ponieważ na początku byłam wręcz oczarowana surowością emocji i brutalnością. Biorąc się za tę dramę, trzeba być przygotowanym na całe mnóstwo scen tortur oraz rozdzierający serce melodramat. To naprawdę ciężki tytuł, dlatego tak wiele czasu musiało minąć, żebym skończyła tę dramę, a potem wzięła się z jej recenzję… Podobno nawet aktorzy mieli potem problemy emocjonalne. Generalnie uwielbiam ciężkie i brutalne filmy, ale tyle odcinków o depresyjnej naturze odbiera całkowicie przyjemność z oglądania dramy.

Z początku „Bridal Mask” był niemalże dziełem idealnym. Zostałam całkowicie zaskoczona faktem, że Lee Kang To został przedstawiony jako czarny charakter obsesyjnie próbujący złapać Gaksitala. Oglądanie maniakalnego Joo Wona było interesującym doświadczeniem, a jego postać była magnetyczna, wypowiadając swój trademark line czyli złowieszcze „bingo!„. Jego drugą stałą kwestią był donośny i pełen złości wrzask „Gaksitaaal!„, kiedy rzeczony bohater wymykał mu się. Było to trochę przesadzone, ale wybaczam Joo Wonowi ze względu na jego teatralne korzenie.

Lee Kang To kilkakrotnie porywał i torturował Oh Mok Dan, dlatego kompletnie nie potrafiłam sobie wyobrazić, co się będzie musiało stać, żeby:

  1. Przeszedł na stronę dobra, kiedy tak nienawidził z początku rodaków, a oni jego.
  2. Mok Dan zaakceptowała go w swoim sercu, bo mimo że są sobie przeznaczeni, to przecież nikt normalny nie zapomniałby o pobiciach i torturach, co nie?

Można do tego dodać Shunjiego, który na początku był nauczycielem, kochającym koreańskie dzieci ciasteczkiem, a zrobił się z niego psychopata…

Fabuła miała wiele dziur i niekonsekwencji, wrzucając zarówno bohaterów jak i historię w otchłań szaleństwa. Nastąpiło po prostu zmęczenie materiału… Na początku kroiła nam się jeszcze jakaś intryga – Gaksital obierał sobie za cel znaczące figury z japońskiego przedstawicielstwa w Korei, mieliśmy odrobinę szpiegostwa, Dam Sa Ri przyjmując inną tożsamość, próbował zjednać sobie pro-japońskiego hrabię Lee Shi Yonga, a także została przedstawiona trzecia strona konfliktu poza ruchem oporu i policją czyli organizacja Kishokai, która zdawała się mieć własne plany. Czytając streszczenia odcinków, aby przypomnieć sobie, co oglądałam w „Bridal Mask” jeszcze na początku wakacji, naprawdę zaskoczyło mnie to, jak mięsista była wtedy fabuła. Trochę więcej stylu, klimatu i ujęć nocnych, a mielibyśmy serię noir! W końcu były elementy wpasowujące się w tę stylistykę – brak jasnego podziału na dobro i zło, zbrodnie, detektywi, femme fatale w postaci Lary (której imię mogło w różnych romanizacjach brzmieć także jak Rara lub Lala).

Myślę, że to jedna z najbardziej fascynujących postaci i zdecydowanie pomógł w tym fakt, że zagrała ją Han Chae Ah, która zdobyła moje serce na początku tego roku w „Hero”. Rodowita Koreanka Chae Hong Joo będąca gisaeng, która porzuca swoją prawdziwą tożsamość, stając się Ueno Rie, przybraną córką dowódcy Kishokai, a na co dzień jej przykrywka to japońska piosenkarka Lara, gwiazda klubu Angel, w którym Lee Kang To lubi często gościć. Była zdecydowanie bardziej badass od Oh Mok Dan, która też tam znała jakieś sztuki walki. Według mnie pasowała o wiele bardziej do Lee Kang To, w którym się ostatecznie zakochała, ponieważ bardziej poruszał mnie jej wątek wiary w niego i ochraniania go przed Kishokai nawet wtedy, kiedy dowiedziała się, że jest Gaksitalem, niż jakaś tam miłość ciągnąca się od dzieciństwa, która magicznie sprawiła, że Mok Dan całkowicie zapomniała o wszystkich szkodach, jakie wcześniej wyrządził jej Kang To. Ale czy „Bridal Mask” zdołałby poruszyć koreańskie serca bez przedramatyzowanych wątków?

Dwie satelity

Mamy najlepszych przyjaciół, którzy zamieniają się w śmiertelnych wrogów. Jeden zabił brata drugiemu, bo tamten zabił mu matkę. Obaj żywią uczucia do tej samej kobiety, która jest pierwszą miłością obu. Obaj tracą też w trakcie dramy wszystkich bliskich, będąc pozostawionymi wyłącznie z własną tragedią… To zdecydowanie przytłaczające.

„Bridal Mask” zaczął się przede wszystkim dlatego ciągnąć, ponieważ w późniejszej części dramy nie zostało nic poza wieczną grą w kotka i myszkę. Oczywiście mieliśmy jeszcze plany wielkiej rebelii, ale skomentuję to krótko – członkowie ruchu oporu to byli najnudniejsi bohaterowie z całej dramy. Shunji dość szybko nabiera podejrzeń, że mordercą jego brata może być jego najlepszy przyjaciel. Udowodnienie tego zabrało mu jednak sporo czasu i całkowicie wyssało ze mnie jako widza energię, ponieważ ciągła gierka tych dwóch bohaterów dawała schizofreniczne wrażenie. Kiedy wydawało mi się, że wiedzą już wszystko o sobie i tylko udają, że tak nie jest, okazywało się, że jeszcze nie doszli do tego momentu i nadal pokładali w sobie jakieś nadzieje. Fabuła stała się przez to powtarzalna, a Joo Won wiele stracił ze swojego animuszu, stając się bezbarwnym policjantem, który patrzył tylko szklistymi oczami, marszcząc brwi.

Postać Shunjiego stoczyła się w stronę psychopatyczności. Jasne, można to wytłumaczyć byciem świadkiem śmierci swojego brata (którego tak na marginesie Shunji wcale nie lubił…) i związanym z tym szokiem, ale Kimura Shunji zmienił się w potwora. Doceniam aktorstwo Park Ki Woonga, ale nie można było lubić jego postaci…

Chyba najbardziej irytował mnie sposób, w jaki zachowywał się w stosunku do Oh Mok Dan. Był po prostu niewytłumaczalny. Najpierw próbował przekonać ją o swojej miłości i omamić, ale kiedy nie dawała się, nie wahał się jej uderzyć lub zaciągnąć nawet na tortury, żeby wyciągnąć miejsce pobytu Gaksitala, o którym nie miała zielonego pojęcia. Gdzie tu priorytety? Kto normalny krzywdziłby miłość swojego życia w imię zemsty, a potem znowu zachowywał się jakby nic się nie stało i martwił o nią?! Ten brak logiki jest zdecydowanie jedną w największych wad „Bridal Mask”. Scenarzystka najwyraźniej pozbyła się wszelkich skrupułów, aby tylko wycisnąć jeszcze więcej dramatu z tej dramy.

Z drugiej strony to fascynujące jak ten kłębek aegyo Park Ki Woong potrafił stać się tak zły i wzbudzić tak negatywne emocje… Jak wytrzymał psychiczne tyle scen tortur ze swoim udziałem… Kiedy myślałam, że już zdecydowania przesadza, zawsze sobie przypominałam jakim milutkim nauczycielem był na początku. Taka totalna zmiana jest niesamowita. Wiadomo w dodatku, że to nie może się skończyć happy endem. Skoro już tyle postaci zostało zabitych w trakcie dramy, to w końcu w finałowej części musi przyjść czas na kogoś z głównej obsady. Czy to będzie Shunji? A może Kang To?

Jest jeszcze jeden cichy bohater tego serialu – grający przez sześć odcinków Shin Hyun Jun jako Lee Kang San. Człowiek, który automatycznie imponuje, kiedy po raz pierwszy pokazuje swą prawdziwą twarz, a nie wielkiego dzieciaka. Ale aktorstwo to tak naprawdę jedyna rzecz, na jakiej „Bridal Mask” może w pełni polegać… No dobra, mówiłam jeszcze na początku o stronie wizualnej. Bardzo mnie boli jednak brak dobrej ścieżki dźwiękowej, ponieważ znajdziemy tam totalny miszmasz patetycznych gitarowych riffów, kościelnych chórów i rzewnych ballad. Przez cały czas wyobrażałam sobie, jakby to wszystko wyglądało, gdyby w tle można było usłyszeć rockową melodię z dodatkiem tradycyjnych instrumentów?

„Bridal Mask” to długa, wyczerpująca drama, która zniechęca do siebie z każdym kolejnym odcinkiem. Możecie być zachwyceni początkiem i dociągnąć ją do końca, ale ja osobiście kończyłam ją oglądalność w całości z obowiązku niż z własnych chęci. Może przypasować do gustu osobom, które stronią od sageuków – w internecie widziałam akurat wyrazy zachwytu od wielu osób, dla których to pierwsza drama historyczna w życiu. Dobre aktorstwo, całkowity brak artyzmu.

Zdobyte nagrody

2012 KBS Drama Awards:

  • Excellence dla Joo Wona
  • najlepszy aktor drugoplanowy – Park Ki Woong
  • najlepsza nowa aktorka – Jin Se Yeon
  • nagroda popularności dla Joo Wona

2012 Republic of Korea Culture Entertainment Awards:

  • Excellence dla Kim Eung Soo
  • Excellence dla Jeon No Mina
  • Drama Newcomer Award dla Ban Min Jung

2013 Republic of Korea National Assembly Awards:

  • drama roku

Ocena:

Fabuła – 6/10

Kwestie techniczne – 6/10

Aktorstwo – 8/10

Wartość rozrywki – 7/10

Średnia – 6,75/10

Reklamy

6 myśli nt. „Bridal Mask”

  1. Nie wiem czy to najlepsza drama, ale na pewno moja ulubiona. Tak naprawdę nie jest rozrywką, ale pomnikiem walczących o niepodległość Korei. Zachwycają historyczne realia i szczegóły, mamy więc klimat Korei sprzed wieku, japońskie dekoracje, naturalizowanych Koreańczyków, czyli wiernych poddanych imperium, białe mundury na tle flagi cesarskiej armii, ryksze i automobile oraz japoński reżim bez politycznej poprawności. Napięcie w drugiej połowie dramy spada, ponieważ osobiste emocje schodzą na dalszy plan, a bohaterowie zajmują się sprawami ogólnonarodowymi i stawiają pytania, które trzeba zadać w czasie powstania: czy walka, której nie można wygrać, ma sens?
    Jeśli komuś umknął rozwój postaci, to wyjaśniam: mamy tu archetypiczne, prawie szekspirowskie motywy, a więc zemstę, bratobójczą walkę i metanoję bohaterów. Lee Kang To z wiernego psa Japonii po zastrzeleniu swego brata staje się bojownikiem o wolność, najpierw chce dokończyć misję brata, a później, chyba trochę siłą rozpędu, angażuje się w ruch niepodległościowy. Kimura Shunji z nauczyciela muzyki staje się japońskim katem i wcale nie jest nielogiczny. Shunji jest osobą, która nie zna samego siebie, swoich uczuć i nie ma kontaktu z rzeczywistością, bo gdy jest nauczycielem, wydaje mu się, że może nie być Japończykiem, a gdy jest policjantem, wydaje mu się, że miłość i tortury można ze sobą pogodzić, a Oh Mok Dan w końcu będzie po jego stronie i będą żyli długo i szczęśliwie. Shunji odróżnia się od innych postaci, bo każdy oprócz niego jest kowalem własnego losu, a on nie może się uwolnić z kręgu zemsty i śmierci i w końcu to los popycha go do strzelenia sobie w głowę.

    No i cytat na dziś: „Gdy umrę, to znajdę się w niebie, gdzie nie ma żadnych Japończyków”.

    Lubię to

  2. Drama początkowo bardzo mnie wciągnęła, do tego stopnia, że przymykałam oczy na wszelkie wybuchy pompatyczności i melodramatu. Jednak z czasem też zauważyłam u siebie tendencje do mozolenia się z oglądnięciem kolejnego epizodu. Fakt wydłużanie dramy to największa głupota jaka może być. Wiadomo, że na dobrze nie wyjdzie, ale jest opłacalne.

    Lubię to

  3. proszę, nie obraź się, ale czytając raz po raz Twoje recenzje, zastanawiam się, czy kiedykolwiek Ci się coś podobało. Łatwo jest bezlitośnie krytykować, szczególnie rzeczy, które nie do końca przystają naszym standardom. Dramy nie są produkowane dla nas, europejczyków, mają podobać się koreańskim widzom i uderzać w ich czułe nuty.

    Przyznaję, że przez dużą część seansu zastanawiałam się, co pcha bohaterów w paszczę potworów z japońskiej armii. Mi również często brak patriotyzmu i nie sądzę, bym ja była w stanie poświęcić wszystko w imię mglistej idei niepodległości kraju. Tym bardziej fascynujące było obserwować heroiczną i wydawałoby się, beznadziejną walkę partyzantów o swój kraj.

    I jak postać Kang To w drugiej części traci nieco na swoim wyrazie, gdyż staje się zbyt szlachetna i kryształowa (co jednak poniekąd można zrozumieć, bo po ogromie przeżytej tragedii nie można pozostać takimi samym i na pewno zdał sobie sprawę z tego i owego, jaki był w przeszlości), to Shunji jest postacią tyle fascynującą, co przerażającą. Nie jest istotne, czy lubił, czy nie przepadał za bratem. Brat to brat, a do tego obowiązkiem każdego mężczyzny jest pościć śmierć członka rodziny. Dodajmy do tego psychopatycznego ojca, który podsyca najgorsze instynkta, nieodwzajemnioną miłość, podejrzenie, że jedyny człowiek, któremu się ufało i na którego można było liczyć, jest poszukiwanym mordercom… Uwikłany w spiralę sytuacji bez wyjścia po woli popada w obłęd, mając raz po raz przebłyski zdrowego rozsądku i siebie z przeszłości. Miota się pomiędzy dobrem a złem, nie mając już tak na prawdę wyboru, którą drogą podążyć. Finał doskonale obrazuje, co naprawdę działo się w jego duszy, tak więc jak dla mnie owa „nielogiczność” w odniesieniu do Mok Dan nie jest dla mnie tak nielogiczna….

    Nie jest to zapewne drama doskonała, epatuje cierpieniem i szarga duszę, ale azjaci lubują się w tego typu dramatach. Jak dla mnie pozycja wysoce ponad przeciętną i warta obejrzenia do ostatniego odcinka.

    A wątek „kobiet do towarzystwa” dla japońskiej armii przynajmniej dla mnie, był bardzo poruszający. Nie oglądam zbyt wielu wojennych produkcji, więc może dlatego żyję w nieświadomości, ale nigdy nie spotkałam się, by ktokolwiek podejmował taki temat. Nie miałam pojęcia, że coś takiego miało miejsce i do tego na taką skalę, a jest to coś, o czym powinno się wiedzieć. To miło, że dramy od czasu do czasu starają się wnieść coś więcej, niż zaserwować próżną rozrywkę.

    Lubię to

    1. Dość sporo rzeczy mi się podoba, ale nie oznacza to, że przymknę oko na wady (w większości przypadków). Gdyby się zastanowić nad Gaksitalem, to drama ta ma z pewnością wiele zalet, które naprawdę docenia się po pewnym czasie, ale nie zmienia to faktu, że ostatnie odcinki oglądałam na siłę, żeby w ogóle tę dramę skończyć. Stąd moje czepianie się różnych rzeczy.
      A poza tym moje ostatnie recenzje były pozytywne (The Chaser i Obstetrics and Gynecology Doctors).

      Lubię to

      1. tak? to widocznie ja nie miałam szczęścia, bo mi się niestety nie zdażyło przeczytać tutaj ani jedej recenzji, w której byś się nad czymś zachwycała ;) mój niefart :P

        a co do krytycyzmu, to zgadzam się, że trzeba zachować zdrowy osąd, aczkolwiek szukanie dziury w całym nie powinno być celem samym w sobie.

        każdy ma inny gust, każdemu co innego się podoba i każdy ma też inny bagaż doświadczeń, który pozowala mu pewne rzeczy oceniać inaczej, niż czyni to drugi człowiek.

        no ale taka już dola recenzji, że jest tworem absolutnie subiektywnym, więc każdy może mieć swoje zdanie! ^^

        Lubię to

        1. Dlatego dodałam spis dram według ocen, sięgnij po kilka recenzji z samego początku listy. Chyba że to dziwne uczucie czytać coś, w czym nie rozwodzę się nad detalami.

          Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s