Zżółcenie? Żółtofikacja? – myśli po seansie „Atlasu chmur”

Myślałam, że zrobię to w zupełnie innej, bardziej oryginalnej formie, ale mój plan tak jakoś się rozpadł. Jednak najwyższa pora na kilka słów dotyczących „Atlasu chmur”. Mam nadzieję, że niewymuszonych…

Oczywiście jak łatwo się domyślić, obejrzałam ten film dla Bae Doo Ny. Czy wy też tak macie? Stwierdziłam ostatnio, że chyba mój patriotyzm musiał obrać sobie niewłaściwy kraj, ponieważ bardziej przejmuję się jakimiś Koreańczykami w Hollywood niż Polakami… Jakoś zawsze mam nadzieję, że pokażą, na co ich stać, dorównując lub pokonując amerykańskich aktorów, bo tylko koreańscy aktorzy ostatnimi czasy w jakikolwiek sposób mi imponują. Chociaż tak naprawdę jest to stwierdzenie niedopowiedziane i trochę przekręcone jak te wszystkie newsy z portali. Raz, że nie oglądam telewizji i zostają mi tylko torrenty, dwa, że Koreańczycy potrafią być wybitnie ekspresywni… Pomyślałam sobie kiedyś, że granica między overacting idola-aktora, a widowiskowym aktorstwem jest dosyć cienka, gdyż wystarczy tylko moment, aby ludzie się zorientowali, że oglądają przesadę.

W każdym razie Bae Doo Na nie zdominowała na ekranie Toma Hanksa, ale wielu uznało epizod w Neo-Seulu za najciekawszy ze wszystkich epok przedstawionych w „Atlasie chmur”. Czy ja wiem..? Osobiście najbardziej spodobał mi się początek XX wieku (bo Ben Wishaw…) i lata 70., które przywiodły mi na myśl te wszystkie ciut starsze filmy sensacyjne, w których główny bohater nagle znajduje się w środku jakiejś konspiracji i musi odgadnąć zasady gry. A co Neo-Seulu… Strona wizualna była spektakularna, ale zbyt bardzo lubię science-fiction, żeby mnie zadowoliła pierwsza lepsza post-apokaliptyczna wizja.

Chciałabym dodać, że koreańscy aktorzy to nie jedyne moje zboczenie, ponieważ wszystko związane z tematem przetwarzam od razu w myślach na to, co mogę w związku z tym zrobić na blogu. Tak więc zanim się wreszcie wybrałam na „Atlas chmur” do kina, przeczytałam parę artykułów ze stron w stylu Hancinema, żeby dowiedzieć się o reakcji Koreańczyków na tę megaprodukcję z ich Bae Doo Ną. Powiedzmy tak – film nie stał się hitem w Korei, a azjatycka prasa czepiała się go dosłownie o śmieszne rzeczy, które wydawały mi się bzdurami jeszcze przed obejrzeniem „Atlasu chmur”.

Jak możecie przeczytać na plakacie, film reklamuje hasło „Everything is connected„, a aktorzy grali po kilka ról, z czego ci najwięksi (Tom Hanks, Halle Berry, Hugo Weaving, Hugh Grant) po sześć czyli jedną w każdym segmencie. Musiało się więc to wiązać z tym, że aktorzy będą musieli zostać poddani charakteryzacji na Azjatę w segmencie o Neo-Seulu. Spodobało mi się samo określenie yellowfacing, ale główny zarzut azjatyckich mediów to nieporadna charakteryzacja, wręcz stereotypowa. Małe oczka, pojedyncza powieka, trójkątne brwi… SKĄD? Chyba tylko pewien Andrew z YouTube’a może się takimi poszczycić…

Paradoksalnie Bae Doo Na wyglądała najmniej azjatycko na ich tle, mając naturalnie wielkie oczy, ale narzekano nie tylko na to, ale również na fakt, że rola jej kochanka i bohatera akcji trafiła się Jimowi Sturgessowi, a nie jakiemuś azjatyckiemu aktorowi oraz że zabrakło w tym filmie problemów współczesnej Korei takich jak nadmierny konsumpcjonizm, wpływ Zachodu czy digitalizacja. W tym momencie opadły mi ręce. Przecież to amerykański film! Nie ma na celu pokazać światu szczegółowej wizji post-apokaliptycznej Korei, tylko zjawisko łańcuchowej akcji i reakcji na wielką skalę, trwające przez setki lat! Ktoś chyba nie zorientował się, o czym była fabuła… Jim Sturgess z pewnością nie wyglądał przekonująco jako Chang Hae Joo, ale powiem wam, że ludzie wychodzący z kina bardziej przejęli się Bae Doo Ną jako rudą, białą kobietą z XIX wieku. Najwyraźniej dla nich Jim Sturgess był wystarczająco koreański, a dla Koreńczyków Bae Doo Na wystarczająco biała.

Tak więc obejrzałam „Atlas chmur”, żeby mieć pełne prawo do obalenia tych głupich poglądów, ale przy okazji zobaczyłam film bardzo w moim guście – science-fiction, komercyjny, ale nieobrażający inteligencji widza. W trakcie seansu wyrzuciłam z głowy myśl, że muszę poddać ewaluacji przeczytane artykuły i powróciłam do pierwotnego planu obejrzenia filmu dla Bae Doo Ny. Myślę nawet, że to yellowfacing, zżółcenie (?) można użyć nie tylko do charakteryzacji na Azjatę, ale również w przypadku mentalnego upodabniania się do nich. Już kiedyś się śmiałam, że moje uwielbienie Korei to przykład „lokalnego patriotyzmu”…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s