Grand Prix

fullsizephoto131725Znane też jako: Geurang Peuri, 그랑프리

Na podstawie: pomysł oryginalny

Gatunek: sportowy, romans

Reżyseria: Yang Yoon Ho

Premiera: 2010

Obsada: Kim Tae Hee, Yang Dong Geun, Park Geun Hyung, Go Doo Shim

.

Seo Joo Hee jest dżokejką regularnie biorącą udział w wyścigach konnych, ale wypadek na hipodromie, kontuzja i śmierć ukochanego konia sprawiają, że kończy ze sportem i wyjeżdża na Jeju. Tam spotyka Lee Woo Seoka, kolejnego dżokeja po traumie, który od pierwszego spotkania bezczelnie ją podrywa. Z jego pomocą robi wielki powrót.

„Grand Prix” to jeden z tych filmów, jakie znajdziecie w porze obiadowej w niedzielę na antenie TVNu lub Polsatu. Nie ma co się oszukiwać, ktoś miał jakiś pomysł, ale główny powód powstania tego filmu to po prostu stanie się star vehicle dla Kim Tae Hee, wokół której wszystko się obraca. Teoretycznie miała ona okazję do pokazania „innego” wizerunku – mniej dziewczęcego, bardziej przyziemnego. I dlatego „Grand Prix” mimo wszystko jest w porządku… To nie był film, od którego oczekiwałam cudów na patyku tylko familijnej atmosfery. Nie mamy tu jakiś wielkich dramatów, bo i tak Kim Tae Hee pod tym względem jest przeciętną aktorką, mimo że tylko ona miała w tym filmie jakkolwiek „trudniejsze” sceny.

Czego można oczekiwać od filmu o koniach? Jakiegoś wglądu w ich myśli i personifikacji tych zwierząt? „Grand Prix” aż tak dziecinne nie jest… Z zaskoczeniem odkryłam, że więcej w tym filmie było romansu między Joo Hee, a Woo Seokiem niż wyrazów miłości do tych zwierząt. Myślę, że głównym czynnikiem, dzięki któremu „Grand Prix” nie zadziałało mi na nerwy w żadnym wypadku, był Yang Dong Geun. Ten charyzmatyczny aktor jest tak specyficzny, że często może się wydawać, że w ogóle nie potrafi grać, ale bardzo dobrze oglądało się go na ekranie z Kim Tae Hee, ponieważ emitowali aurę naprawdę dobrych przyjaciół.

Poprzednio rola należała do Lee Jun Ki, ale musiał iść do wojska. W tej chwili nie potrafię go sobie wyobrazić w „Grand Prix”, gdyż para tak nieziemsko pięknych ludzi zdecydowanie zabrałaby temu filmowi trochę realizmu. A tak mamy człowieka o dobrym sercu, który jest zbyt pewny siebie… Podejrzewam, że chyba tylko ja darzę aż tak wielką sympatią Yang Dong Geuna. Dzięki niemu wybaczyłam nawet twórcom najbardziej kiczowatą scenę filmu – pogoń za samolotem na koniu.

„Grand Prix” to film, który jest absolutnie przewidywalny od pierwszej do ostatniej minuty – główna bohaterka przeżywa tragedię i wpada w marazm, ale dzięki nowo odnalezionej miłości postanawia walczyć z demonami i w końcu wygrywa wyścig. Tyle z fabuły. Mimo to „Grand Prix” jest bardzo sympatycznym filmem.

Reklamy