artykuły o filmach

O wciąż trwającej dobrej passie koreańskich filmów. W liczbach.

 

We wrześniu zeszłego roku przygotowałam porównanie rodzimych i zagranicznych produkcji w koreańskim box office. 2012 rok był naprawdę przełomowy dla koreańskiej kinematografii, ponieważ po takim dwu-, trzyletnim marazmie znacznie ożywił się tamtejszy rynek filmowy. Mogłabym nawet użyć porównania, że powstał niczym feniks z popiołów… Starając się we wszystkim zachowywać odrobinę obiektywizmu, mój instynkt podpowiada mi, że te wszystkie cuda na pewno nie zdarzyły się samoistnie i pewnie stoją za nimi jakieś ciemne moce przemysłu. Zdaję sobie sprawę z tych wszystkich specjalnych eventów, podawania wyników box office w wiadomościach, żeby jeszcze bardziej nakręcić publikę, przetrzymywania filmów w kinach miesiącami oraz wypuszczania na ekrany wersji reżyserskich. Ale wiecie co? Widząc w zeszłym roku zdecydowaną większość tych komercyjnych filmów z wielkimi gwiazdami, które zostały wypuszczone, przekonałam się, że wciąż produkuje się dobre i bardzo dobre tytuły, a oglądanie koreańskich filmów nie przestaje mnie nużyć.

Najwyraźniej rynek filmowy nie zdążył się jeszcze tak przesycić, jak jego dramowy odpowiednik. Ba!, do Top 50 filmów z największą ilością sprzedanych biletów w historii weszło aż 12 (!) nowych filmów od 2012 roku, a przecież nie jesteśmy nawet w połowie 2013… Najnowsze filmy dominują również pod względem wykreowanego przychodu. Mogę tylko przypuszczać, że być może jesteśmy świadkami nowej, niepozornej fali Hallyu. Kiedy niemalże w każdej dramie znajdziemy jakiegoś kpopowego idola, co, jak wiem, bardzo irytuje koreańskich internautów, o wiele trudniej jest im przebić się do filmów i właściwie nie znajdziemy ich w głównych rolach (z wyjątkiem potwierdzającym regułę czyli Suzy z miss A, która zagrała w „Introduction to Architecture”). Z badań wynika, że ten ostatni wzrost frekwencji  w koreańskich kinach spowodowany jest grupą trzydziesto- i czterdziestolatków, którzy nagle odkryli, że w kinie to nie tylko kiczowaty Hollywood i komedie romantyczne dla nastolatków, ale również inne, wartościowe filmy. Pewnie dla nich idolami są właśnie ci aktorzy regularnie pojawiający się filmach. I raczej nie są oni dwudziestolatkami. A potem te filmy sprzedawane są do innych zakątków Azji…

Prawdę mówiąc, obserwując w zeszłym roku rosnący sukces filmu „The Thieves”, nie sądziłam, że tak szybko historia znowu się powtórzy. W przeciągu pół roku trzy filmy („The Thieves”, „Miracle in Cell No.7” oraz „Masquerade”) zajęły odpowiednio drugie, trzecie i czwarte w box office wszechczasów. Na pierwszym miejscu spośród koreańskich filmów wciąż trzyma się „The Host” (prawdziwe pierwsze miejsce należy do „Avatara”), ale chyba mogę powiedzieć, że zmiana lidera to tylko kwestia czasu…

To prawdziwy renesans. Myślałam, że będzie jednorazowy, ale okazuje się, że rok 2013 już w kwietniu wypada lepiej niż rok poprzedni. Do porównania wzięłam filmy, które od stycznia do dnia obecnego sprzedały ponad milion biletów oraz miały swoją premierę w grudniu lub później. Analogicznie z rokiem 2012. Oczywiście nie jest to do końca miarodajne, ponieważ powinnam podliczyć wyniki wszystkich koreańskich filmów, jakie pojawiły się w tym roku na ekranach, ale chciałam po prostu zmierzyć sprawność tworzenia przez Koreę kolejnych wielkich hitów.

Najpierw poprzedni rok:

tabela2

A teraz dla porównania ten rok:

tabela1

Milion sprzedanych biletów uznaję za bardzo przyzwoity wynik, ale kolorem zostały zaznaczone filmy z wynikiem ponad czterech milionów, ponieważ takie uznaję już za wielkie hity. Żeby było sprawiedliwie, chciałam porównać podobne odcinki czasu, ponieważ jak niektórzy mogą zauważyć, „Introduction to Architecture” skończyło ostatecznie z lepszym wynikiem.

Sprzedaż biletów, porównując okres styczeń-kwiecień w obu latach, wzrosła o 62,8%. Moglibyście zwrócić mi uwagę, że w 2012 fenomen dopiero się rozkręcał, a teraz inni producenci w pełni z niego korzystają, ale spójrzcie na to z drugiej strony – to nie był jakiś krótkotrwały trend i sprzedaż biletów na koreańskie filmy systematyczne wzrasta. Wydaje mi się, że w Polsce też mieliśmy parę lat temu taki wzrost popularności rodzimych filmów, ale nie utrzymał się długo. Dlaczego? Moim zdaniem z powodu małej różnorodności gatunkowej oraz produkowania głupich komedii romantycznych na jedno kopyto. Weźmy te trzy wcześniej wymienione filmy, które podbiły Top 5 box office… Są to heist movie, melodramat familijny i sageuk – 3 kompletnie różne gatunki.

Postanowiłam także zmierzyć star power aktorów, którzy regularnie pojawiają się w wymienianych przeze mnie filmach. Jeden hit na koncie nic nie znaczy, ale jeśli w krótkim czasie jest ich więcej, producenci mogą tylko wysnuć odpowiednie wnioski, że angaż kogoś się popłaca. Z powyższych tabel wybrałam aktorów, którzy pojawili się w co najmniej dwóch filmach i podliczyłam liczbę wszystkich biletów, które „sprzedała ich twarz”. Wyniki są następujące:

  1. Ha Jung Woo – 3 filmy – 13,555,867
  2. Hwang Jung Min – 3 filmy – 9,930,506
  3. Choi Min Shik – 2 filmy – 9,362,126
  4. Han Seok Kyu – 2 filmy – 8,872,211
  5. Son Ye Jin – 2 filmy – 8,187,629
  6. Lee Je Hun – 2 filmy – 5,027,046
  7. Lee Min Ki – 2 filmy – 4,854,677
  8. Kim Min Hee – 2 filmy – 4,271,617

Myślę, że Ha Jung Woo na pierwszym miejscu nie jest zaskoczeniem. To obecnie najgorętszy, najbardziej rozchwytywany aktor filmowy, który oprócz tego, że jest wielką gwiazdą, jest jeszcze naprawdę dobry w graniu. Hwang Jung Min talentem mu nie ustępuje, ale raczej nie jest amantem, tak samo jak Choi Min Shik. Powinnam także zwrócić specjalną uwagę na Ryu Seung Ryonga. Ten czterdziestotrzyletni aktor przeżywa właśnie złoty okres swojej kariery. Już od dwóch lat ma same hity na koncie („The Front Line”, „War of Arrows”, „All About My Wife” i „Masquerade”), ale dopiero niskobudżetowe „Miracle in Cell No.7” dało mu pierwszą główną rolę i stało się niespodziewanie gigantycznym sukcesem przebijającym dochodami swój budżet kilkaset razy.

Znając niektóre z zapowiedzi filmowych, trudno jest mi zgadywać, czy jeszcze jakiś film przebije się w tym roku przez próg dziesięciu milionów sprzedanych biletów, bo „Miracle in Cell No.7” pokazuje nam, że wszystko jest możliwe. Jeśli chodzi o najbliższą przyszłość, obstawiam, że dobry wynik uzyska „Aging Family” z Park Hae Ilem, Gong Hyo Jin i Yoon Je Moonem.

Chciałabym jeszcze na koniec dodać, że kiedy koreański przemysł dramowy rozkwita, z dramowym jest wręcz odwrotnie. Łatwo chyba zauważyć, że pomimo sporego szumu w internecie, wiele dram nie potrafi uzyskać dwudziestoprocentowej oglądalności. Właściwie w tym roku udało się to tylko „Queen of Ambition” (biorąc pod uwagę dramy z tygodnia), ale jak zawsze produkcja wtedy pozostawia wiele do życzenia… Zauważyliście na przykład, że stacje kablowe stonowały z produkcją swoich seriali? Poprę to liczbami – niedawno wyszedł raport dotyczący dochodów medialnego giganta CJ E&M (tvN, OCN, Mnet, CGV itd…) w pierwszym kwartale 2013 roku. Zakładano wzrost zysku o 14,1% w porównaniu do zeszłego roku, ale w rzeczywistości skurczył się on o 4,1%. Chyba widać, że ramówka tvN nie jest tak wypchana jak w zeszłym roku?

0 komentarzy dotyczących “O wciąż trwającej dobrej passie koreańskich filmów. W liczbach.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: