Na początku chciałabym uprzedzić, że niniejszy tekst całkowicie odzwierciedla moją opinię. Oczywiście kształtuje ją zawsze to, co przeczytam lub o czym usłyszę, ale potem sama składam wszystkie elementy w jedną całość, dlatego zawsze wolę o tym uprzedzić, niż gdyby ktoś miałby ewentualnie opierać się na moim zdaniu, które mogłoby się okazać nie do końca właściwe.

Ubezpieczam się po prostu. Porównywanie Korei i Japonii to rzecz wielopłaszczyznowa, głęboka i szeroka, a nie czuję się pewnie w temacie Kraju Kwitnącej Wiśni, ponieważ orientuję się tylko jako-tako w dramach, filmach i nazwiskach aktorów. Nie czytam niczego „dodatkowego”, więc nie wiem jak działa ich showbiznes…  Chciałabym jednak nawiązać do tematu (i znacznie go poszerzyć), który poruszyłam trzy tygodnie temu w szóstym 뭐대해. Moja odrodzona fascynacja japońskimi filmami i japońskimi aktorami wciąż ma się bardzo dobrze.

Bliscy, dalecy sąsiedzi – słowem wstępu

Gdybym spytała się przypadkowych ludzi o to, z czym kojarzą im się Korea i Japonia, podejrzewam, że nie mieliby żadnych konkretnych skojarzeń dotyczących tych krajów z osobna. Wsadziliby je do worka z napisem „ci skośni z Dalekiego Wschodu”, albo może ktoś przypomniałby sobie, że w 2002 odbył się mundial, którego gospodarzem były oba te dwa państwa. Chodzi mi o to, że generalizując, nie widzimy za bardzo różnic między Koreą, a Japonią, kiedy tak naprawdę różnią się one diametralnie, przynajmniej w moich oczach, mając paradoksalnie wiele ze sobą wspólnego.

Stosunki koreańsko-japońskie są napięte. Wiecie, ten uraz od czasów japońskiej okupacji, obecny spór (wydaje mi się, że tylko i wyłącznie honorowy) o wyspę Dokdo i ogólne stereotypy, które moim zdaniem przypominają niechęć Polaków do Niemców… Dopiero w 1999 roku zaczęto częściowo znosić koreańską cenzurę na japońską kulturę np. w postaci muzyki lub komiksów, by w 2004 pozwolić na całkowity import japońskich filmów.

Takie warunki izolacji i ochrony własnej kultury sprawiły właśnie, że Korea i Japonia, mimo tej bliskości oczami człowieka z Zachodu, różnią się od siebie zasadniczo. Chciałabym pokazać to na przykładzie produkowanych przez nich dram i filmów. W końcu fani dram dzielą się ze względu na preferowany kraj produkcji.

Najpierw rutynowość…

Z łatwością można wymienić cechy typowej, koreańskiej dramy, prawda? Każda musi posiadać wątek romantyczny, nawet jeśli gatunek tego nie wymaga, chociaż z tego powodu właśnie dominują komedie romantyczne i melodramaty. Najczęstszymi motywami są niezapomniana pierwsza miłość, zdrada, kolejne trudności stojące na drodze do szczęścia… Naprawdę nie chce mi się tego wymieniać, ponieważ każdy, kto widział parę dram w swoim życiu, będzie mógł wskazać więcej powtarzalnych, dawno zużytych już elementów charakteryzujących koreańskie dramy.

Crazy Love 21 (45)
„Crazy Love” – melodrama at its finest (?)


Być może istnieje w tym momencie jakiś kryzys. Wystarczy spojrzeć na naprawdę marną oglądalność wszystkich trzech dram w obecnym środowo-czwartkowym slocie, aby przekonać się, że najwyraźniej ludzie nie chcą oglądać już dram. Sama przyznam, że przy tak dużej ilości tytułów, jakie obecnie oglądam, tak naprawdę nie wyczekuję żadnego kolejnego odcinka. Jestem znużona, nic już nie wydaje mi się oryginalne.

W takim właśnie momencie powróciłam do japońskich dram i filmów, które są moją nową „fazą”. Czasami mam takie chwile, w których chciałabym tę całą koreańszczyznę rzucić w kąt, ale potem racjonalnie sobie przypominam, że przecież japońskie dramy i filmy też nie są takie świetne i wspaniałe, bo wtedy w ogóle bym ich nie przestała oglądać trzy lata temu. Mogę tak samo wymienić ich stereotypy – jest jakiś tam podtekst romantyczny, ale zazwyczaj jest frustrująco nierozwinięty, wall kissy są jeszcze większą plagą niż w koreańskich dramach, produkuje się ogromną ilość dram kryminalnych, które szybko wpadają w powtarzalność w każdym odcinku, a muszą zawierać jakiegoś geniusza w parze z żółtodziobem… Wiele razy pod wpływem euforii zaczęłam sięgać po przypadkowe dramy (w jednym sezonie produkowana jest ich OGROMNA ILOŚĆ), żeby potem zostać srodze rozczarowaną i wrócić z podkulonym ogonem do tych koreańskich. Teraz jednak wyjątkowo długo trzyma się mnie ponowny szał na japońskie filmy, gdzie przy okazji sięgam jeszcze po kilka dram. Być może to kwestia właściwego podejścia, selektywności? Bo mam zamiar od teraz regularnie oglądać produkcje obu krajów.

Ważenie zalet i wad

Jak dokonać dobrego wyboru koreańskiej lub japońskiej dramy, aby się nie rozczarować? Nie ma sprawdzonego sposobu. Jeśli miałabym wskazać ich najpoważniejsze wady, to moim zdaniem producenci koreańskich dram za bardzo skupiają się na sprzedaży produktu. Często wpadają one w system kręcenia „na żywo”, co jest wielkim wysiłkiem dla aktorów, żeby co tydzień nakręcić dwa godzinne odcinki, kiedy w Japonii czy USA istnieje system jednego odcinka na tydzień i w dodatku dużo krótszego. Fabuła jest często zmieniania, aby dopasować się do widzimisię widzów lub od samego początku drama projektowana jest tak, aby stać się idealnym produktem do sprzedaży zagranicę. Wiąże się to z nierównością serialu i bardzo często zauważalnym spadkiem jakości w trakcie.

W tym momencie japońskie dramy mogą się wydawać bez wątpienia lepsze, skoro są dużo krótsze i zdecydowanie bardziej zróżnicowane gatunkowo. Zostałam jednak fanką tych koreańskich, bo mimo wszystko cechują się lepszą jakością produkcji – japońskie wyglądają przeciętne, bo są nakręcone w nudny, statyczny sposób i tylko niektóre ratuje świetny soundtrack. Koniec końców mając na jednej szali wciąż te same koreańskie historie miłosne, a na drugiej wciąż te same japońskie dramy detektywistyczne, wybieram te pierwsze ze względu na większą intensywność emocji. W końcu jako dziewczyna lubię kicz i bajki o wielkiej miłości.

Siła młodości

Zawsze uważałam, że Koreańczycy są lepszymi aktorami, ponieważ widziałam za dużo przesady w japońskim stylu grania. Chciałabym się teraz zreflektować. Jest mnóstwo dobrych, młodych aktorów w Japonii. Powiedziałabym nawet, że pod tym względem góruje ona nad Koreą, ponieważ daje więcej szans nowy twarzom. Uwielbiam swoich ahjussich, ale przecież jako dwudziestolatce powinni mi się bardziej podobać mężczyźni w zbliżonym wieku. Takich Japończyków jest na pęczki. Koreańczyków w sumie też, bo w końcu to kraj, który bardzo wysoko ceni sobie dobry wygląd, ale kwestia w tym, że naprawdę dobrych aktorów w tym wieku jest niewielu, dominują przeciętni idole. Może inaczej – mogłabym uznać za takich więcej osób, jednak koreańscy aktorzy w porównaniu do japońskich za rzadko grają, więc nie mają zbyt wielu szans na dopracowywanie swojego warsztatu.

Szalenie podoba mi się w japońskich aktorach to, że w grają w kilku produkcjach rocznie. Kikuchi Rinko powiedziała kiedyś w wywiadzie, że w jej kraju właściwie nie istnieje system przesłuchań, więc można łatwo zostać zaszufladkowanym, otrzymując wciąż te same role, niemniej wydaje mi się, że Japończycy więcej czasu poświęcają na granie w kolejnych produkcjach niż na przebieranie w ofertach, kombinowanie, przejmowanie się wynikami oglądalności, fan meetingi, promocję swoich tytułów w innych krajach azjatyckich i zarabianie na reklamach. Jeszcze bardziej podoba mi się to, że nawet będąc popularnymi, nie stronią od ról drugoplanowych. Może w tym tkwi sekret tak obszernych filmografii?

W ostatnim czasie stałam się fanką Tsumabuki Satoshiego, Sometani Shoty i Okady Masakiego. Tego trzeciego bardziej za piękny uśmiech, ale też jest dobrym aktorem, o czym świadczą szeroko chwalone drugoplanowe role w „Villain” i „Confessions”, za które pewnie taki Lee Min Ho by się nie wziął. Stałam się regularną czytelniczką strony Psycho-Drama, aby na bieżąco śledzić nowe filmy swoich ulubionych japońskich aktorów i akurat natknęłam się tam na listę „30 najgorętszych japońskich młodych aktorów”. Młodych tzn. urodzonych w latach 80. i później, a „gorących” nie w sensie wyglądu czy seksapilu, ale popularności w parze z dobrymi umiejętnościami aktorskimi. Autor tej listy wziął pod uwagę głównie występy w filmach, więc automatycznie pomyślałam sobie, jakby wyglądała moja wersja takiej listy z Koreańczykami. Jest problem – nie wiem, czy bym znalazła nawet trzydziestu młodych aktorów, ponieważ świat koreańskich filmów zdecydowanie zdominowany jest przez weteranów. Bez większego namysłu potrafię wymienić tuzin poważanych w przemyśle, utalentowanych aktorów – Ha Jung Woo, Song Kang Ho, Sol Kyung Goo, Choi Min Shik, Ahn Sung Ki, Lee Byung Hun, Jung Jae Young, Han Seok Kyu, Kim Yoon Seok, Shin Ha Kyun, Hwang Jung Min, Park Hae Il, Jo Seung Woo, Kim Myung Min i tak dalej, bez końca…

1274956
Okada Masaki w „Villain”


Jeśli chodzi o dwudziestoletnich łamaczy serc, z pewnością nie można odmówić talentu Kim Soo Hyunowi czy Joo Wonowi. Nie grają oni jednak w wielu filmach, a dla mnie jest to jednak coś „lepszego” niż główne role w dramach. Jeśli miałabym wymienić koreańskich, młodych aktorów kojarzonych z filmami, po ciężkim zastanowieniu się wybrałabym Kang Dong Wona, Lee Je Huna, Ryu Deok Hwana, Lee Min Ki i Kim Moo Yeola. Być może kiedyś dołączy do nich Sung Joon. Ryu Seung Bum i Jin Goo (obaj urodzeni w ’80, więc teoretycznie się zaliczają) wydają się być już weteranami.

Uważam, że filmy byłyby dobrą ścieżką kariery dla Lim Joo Hwana, który według mnie był świetny w drugoplanowej roli w „Suicide Forecast” jako chory na zespół Tourette’a, jednak obecnie gra w dramie codziennej. Mam wrażenie, że koreańscy aktorzy trochę na siłę biorą za każdą, byle pierwszoplanową rolę, bo muszą w krótkim czasie zdobyć popularność, która nie pozwoli o nich zapomnieć nawet po dwóch latach obowiązkowej służby wojskowej. Lub odwrotnie – ci mniej sławni jak Lim Joo Hwan właśnie lub Yoo Gun biorą się za każdą, byle pierwszoplanową rolę po wyjściu z wojska, jakby chcąc udowodnić, że wciąż są popularni.

Dobrze, że w Japonii nie ma obowiązkowej służby. Nikt mi nie zabiera oppów na dwa lata, hahaha. Ale wracając jeszcze na chwilę do listy „30 Hottest Japanese Young Actors”, polecam zapoznanie się z tymi właśnie aktorami (jakbyście jeszcze ich nie znali) – Tsumabuki Satoshi, Matsuda Ryuhei, Yamada Takayuki, Sometani Shota, Oguri Shun, Matsuyama Kenichi, Kamiki Ryunosuke, Eita, Fujiwara Tatsuya, Kora Kengo, Saito Takumi, Matsuda Shota, Okada Masaki, Mukai Osamu, Miura Haruma, Narimiya Hiroki, Sato Takeru, Higashide Masahiro, Mizobata Junpei i Hayashi Kento.

Ostatnio na moim radarze szczególnie widnieją Sometani Shota i Kamiki Ryunosuke, bo są bardzo młodzi, a już tak dobrzy. Właściwie Korea też posiada ogromną ilość utalentowanych dziecięcych aktorów, ale brakuje filmów i dram tworzonych z myślą o nich, więc ograniczeni są tylko do nastoletnich wersji głównych bohaterów.

45OsB
Sometani Shota w „Himizu”

Zauważyliście, że do tej pory nie wspomniałam ani słowa o żadnych aktorkach? Cóż, i w Korei, i w Japonii jest z nimi kiepsko, skoro werbowane są głównie ze względu na ładną twarz… Pomijając dramy, za utalentowaną aktorkę filmową uważam Son Ye Jin, wielu pewnie dorzuciłoby Moon Geun Young, gdyby jeszcze w nich grała. Ze strony japońskiej Mitsushima Hikari i Aoi Yuu.

Tworząc jeden obraz

Jest coś, co niezaprzeczalnie łączy Koreę i Japonię – kult pięknych mężczyzn, czy to pod postacią kkotminam, czy bishounenów. Przyznaję się, że wygląd często jest powodem, dla którego staję się czyjąś fanką, ale jeśli jest to poparte jeszcze talentem aktorskim, to pozamiatane… Jeśli chodzi o ostateczne porównanie koreańskiego i japońskiego przemysłu filmowego, w tym momencie skłaniam się bardziej w stronę Japonii. Profanacja, co nie? Zważywszy na tematykę mojego bloga… Spowodowane jest to jednak posuchą w świecie koreańskich dram oraz tym, że właściwie większość tego, co powinno się obejrzeć z koreańskiego kina, mam już za sobą. Japonię dopiero odkrywam, więc jest to dla mnie bardziej ekscytujące.

Wciąż podkreślam ten aspekt teraźniejszości – nie wiem jak będzie później, być może dojdę do punktu, w którym japońskie filmy ponownie mi się znudzą. Koreańskie są na razie w dołku, co nawet magazyn Film potrafi zauważyć przy okazji amerykańskich debiutów Kim Ji Woona i Park Chan Wooka. Po prostu kręcona jest cała masa komercyjnych filmów, które czasami nie różnią się już od amerykańskich, a ja powoli przestaję był łapana na trik, że to jest „koreańskie, więc egzotyczne”. Chociaż muszę jedno dodać na koniec, żeby nie wyszło na to, że za bardzo chwalę Japonię – tam produkowana jest cała masa szmelcu, live-actionów i przeraźliwie nudnych, samurajskich filmów. Nie oglądam wszystkiego, co leci – staram się skupiać na określonych aktorach, do których mam zaufanie.

Reklamy

Written by Miica

Była studentka filologii koreańskiej, wielka fanka koreańskiego kina i dram.

One comment

  1. W japońskich produktach duzo bardziej podoba mi się klimat zdjęć, obrazy nie są tak cukierkowe, a postaci tak idealne. Ostatnio oglądałam drame Tatta Hitotsu no Koi. ponieważ mam sentyment do Kazuye Kamenashi i filmu „Yuuki” i naprawdę była to miła odskocznia od korańskiego lukru na rzecz japońskich ciasteczek. Są to produkcje dosć stare bo z 2006 roku, ale to chyba najlepszy rok dla dram japońskich (podobnie jak 2011 dla koreańskich). Jeżeli chodzi o aktorki to mam swoją ukochaną Keiko Kitagawę. Pozdrawiam!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.