The Goddess of Fire, Jung Yi

Goddess of Fire, Jung YiZnane też jako: Jung Yi, Goddess of Fire, Goddess of Fire, Fire Goddess Jung Yi, Burui Yeosin Jeongi, 불의 여신 정이

Na podstawie: pomysł oryginalny

Gatunek: historyczny

Ilość odcinków: 32 x 70 min.

Premiera: 2013

Obsada: Moon Geun Young, Lee Sang Yoon, Kim Bum, Park Gun Hyung, Seo Hyun Jin, Lee Kwang Soo, Jeon Kwang Ryul, Han Go Eun, Jung Bo Seok, Song Ok Sook, Byun Hee Bong, Sung Ji Roo

.

Całkowicie swobodne traktowanie historii

Albo przeszłam już etap, w którym każdy sageuk mi się podobał, albo jest naprawdę źle w tym biznesie… Ten rok jest spektakularnie fatalny, ponieważ dobre sageuki mają nędzną oglądalność, a te kiepskie „pseudo-” niezasłużenie wysoką, chociaż powinnam użyć liczby pojedynczej, ponieważ tylko „Gu Family Book” osiągnęło sukces pomimo drastycznie spadającego poziomu tej dramy z każdym następnym odcinkiem.

„The Goddess of Fire, Jung Yi” jest wielkim wstydem. Miało co prawda lepszą oglądalność niż „The Mandate of Heaven” lub „The Blade and Petal”, ale te dramy robiły po cichu swoje, osiągając kolejno wystarczający i świetny wynik. Natomiast recenzowany tytuł jest śmiechu warty, czego kompletnie nie rozumiem, skoro wyreżyserowali go ludzie z całkiem niezłym dotychczasowym dorobkiem… Słaba oglądalność odebrała może wszelkie chęci do pracy?

Wszelkie wady „The Goddess of Fire, Jung Yi” mają podstawy w beznadziejnym scenariuszu, którego twórcą jest autor „Warrior Baek Dong Soo”. Już w tamtej dramie można było zauważyć potworność nierówność fabularną, ale być może oparcie na manhwie, czyli istniejącej już historii, trochę pomogło, w porównaniu do tej dramy, która jest całkowicie oryginalnym pomysłem. Odnoszę jednak wrażenie, że w ostatnich latach wszystkie sageuki MBC są do siebie łudząco podobne – weź jakąś mało znaczącą, choć interesującą postać historyczną i rozdmuchaj jej biografię do granic możliwości czyli do momentu, w którym drama przestaje być właściwie biografią. „The Goddess of Fire, Jung Yi” inspirowane jest życiem Baek Pa Sun, która jako pierwsza kobieta w Joseon zdobyła sławę jako garncarka (przesądy zakazywały się kobietom zbliżać do pieca, w którym wypalano ceramikę), ale później została porwana podczas jednej z inwazji japońskich w XVI wieku i pracowała dalej w Japonii, modernizując u nich to rzemiosło. Drama ta z historią ma właściwie tylko tyle wspólnego, że pod koniec główna bohaterka Yoo Jung rzeczywiście zostaje zabrana przez szoguna Toyotomi Hideyoshiego. Jednocześnie wcale nie zdradzam kluczowych elementów fabuły, ponieważ twórcy tej dramy byli tak wielkimi idiotami, że przed premierą streścili właściwie w opisie fabuły całe trzydzieści dwa odcinki wraz z zakończeniem! Mimo to miałam taką malutką nadzieję, że „The Goddess of Fire, Jung Yi” będzie jak dramy reżysera Lee Byun Huna („The Horse Doctor”, „Dong Yi”…) – przewidywalne, kiczowate, ale niemniej bardzo sympatyczne, przynajmniej na początku. Guzik!

Historia wątpliwego sukcesu

Największym sukcesem w karierze Moon Geun Young była drama „The Painter of the Wind”, dlatego długo wyrażała chęć zagrania w kolejnym sageuku. Nie mam pojęcia, czy wybór „The Goddess of Fire, Jung Yi” nie był czasem schwytaniem pierwszej lepszej szansy… To najgorsza drama historyczna, jaką w życiu widziałam! „Dr. Jin” i „Faith” nie były do końca sageukami i można powiedzieć, że trochę się ubawiłam, wyśmiewając je. „The Great Seer” miało natomiast początkowo wielki potencjał… „The Goddess of Fire, Jung Yi” natomiast już od pierwszych odcinków mi się nie podobało, ponieważ kompletnie nie potrafiłam polubić głównej bohaterki Yoo Jung. Z jednej strony to taka typowa, „urocza”, ciężko pracująca postać, ale z drugiej wychodzi z niej apodyktyczność oraz wielkie samolubstwo, kiedy scenarzyści próbowali nadać jej większego „charakteru”. Moon Geun Young jest uwięziona przez swój wizerunek w rolach Candy, a jednocześnie odnoszę takie wrażenie, że ludzie ufają jej znakomitym umiejętnościom aktorskim i dlatego parują z byle kim, bo przecież da sobie radę…

Hasło reklamowe „The Goddess of Fire, Jung Yi” mówi o „love story Jung i Gwanghae”. Niestety ta drama jest wszystkim, tylko nie romansem. Jej fabułę można streścić do powierzchownych relacji między postaciami i kolejnych challenge’ów w garncarstwie. Główna bohaterka Yoo Jung ma oczywiście jakiś olbrzymi, naturalny talent w… kopaniu ziemi i odnajdywaniu tej właściwej do wyrobu ceramiki. Nie ma większego geniusza w wąchaniu i smakowaniu gleby! Przez to próbuje zrobić karierę w Bunwon, królewskim biurze ceramiki, udając na początku, że jest chłopcem. Ma swojego oppę Kim Tae Do, który jest w niej zakochany od dzieciństwa, ale mimo to głównym bohaterem jest książę Gwanghae, który oczywiście poznał Jung w dzieciństwie i cierpiał przez tyle lat na nieodwzajemnioną miłość do rzekomo martwej dziewczyny, bo w żadnym sageuku bohaterowie nie mogą się zakochać w sobie, będąc już dorosłymi (przez co jeszcze bardziej doceniam „The Blade and Petal”). Mamy najlepszą przyjaciółkę, która wbija nóż w plecy, wielkiego rywala w garncarstwie i tego złego, będącego szefem Bunwon.

Naprawdę ręce mi opadają, kiedy pomyślę sobie o fabule „The Goddess of Fire, Jung Yi”… Drama ta przedstawiła te cholerne garncarstwo jako najważniejszą rzecz na świecie, przez którą ludzie tracą życie, a Chiny mogą najechać Koreę. Yoo Jung dosłownie ratowała całą wioskę od zarazy swoimi czystymi miskami! Przy tym nie mogła być taką do końca standardową Candy, która próbowałaby się ciągle rozwijać artystycznie, co pewnie imponowałoby zakochanemu w niej księciu. W połowie dramy Yoo Jung weszła na ścieżkę zemsty, będąc okrutną i nawet raz uciekając się do nieczystych zagrań, aby wyeliminować rywala Lee Yook Do. W tym momencie ja już niczego nie ogarniałam… Naprawdę nie potrzebowałam kolejnego powodu, żeby nie lubić głównej bohaterki!

Jedyną zaletą „The Goddess of Fire, Jung Yi” był od zawsze zakochany, pomagający w cieniu Kim Tae Do. Przecież ja mam normalnie awersję do Kim Buma, jego zadufania w sobie i wiecznych smirków! Więc kiedy uznaję go za najlepszy element dramy, chyba dobitnie to świadczy o tym, jaka jest beznadziejna (patrz: „Boys Before Flowers”)… Byłam nawet trochę podekscytowana, że po raz pierwszy zobaczę Lee Sang Yoona w akcji, ale Gwanghae to jego zmarnowana szansa po hicie „My Daughter Seo Young”. „The Goddess of Fire, Jung Yi” obfituje w bardzo dobrych aktorów, ale albo wszyscy się nażarli czegoś dziwnego, albo to reżyser kazał im przesadzać i beznadziejnie grać. Za każdym razem, kiedy widziałam Lee Kwang Soo, dostawałam ataków agresji. Można go lubić za variety show „Running Man”, ale niech nikt się nie odważy zaprzeczyć, że nie jest fatalnym aktorem!

„The Goddess of Fire, Jung Yi” ścierpiałam, przewijając, a mimo to doskonale wiedziałam, co się dzieje. Może to świadczyć o tym, iż jest to zwyczajnie rozciągnięta na siłę drama, przez co rzuca idiotyzmami w twarz widza. Niech się Moon Geun Young trzyma filmów albo wybiera dramy, w których jej partnerzy będą w podobnym wieku… Jeśli kogoś rozczarowała jej drama „Alice in Cheongdam-dong”, ta jest o wiele gorsza.

Zdobyte nagrody

2013 MBC Drama Awards:

  • Golden Acting Award dla Jung Bo Seoka

Ocena:

Fabuła – 3/10

Kwestie techniczne – 5/10

Aktorstwo – 7/10

Wartość rozrywki – 2/10

Średnia – 4,25/10

Reklamy

6 myśli nt. „The Goddess of Fire, Jung Yi”

  1. Rzadko jestem na bieżąco z dramami (oglądam od niedawna) więc pewnie pojawi się więcej moich komentarzy pod „starymi” wpisami.
    Obejrzałam tę dramę tylko i wyłącznie dla wątków garnuszkowych. :) Sama się trochę bawiłam w ceramikę i najciekawsze dla mnie były momenty, kiedy pokazywano proces przygotowywania i wypalania gliny, reszta była bardzo rozczarowująca. Nie potrafiłam się przejąć losem żadnego z bohaterów, a główna bohaterka strasznie mnie irytowała.
    Chciałam bardzo dać szansę Kim Bumowi, bo wiele osób go chwaliło, ale to kolejna drama, która przekonuje mnie, że aktor z niego żaden. Za każdym razem, gdy pojawiał się na ekranie nie mogłam stłumić śmiechu, bo miałam wrażenie, że wygląda jak Elf z Lasu z Idealną Grzywką.

    Polubienie

  2. 20 epów to za dużo – w 10 bym zmieścił to co dało się oglądać xD

    MBC w kuluarach mówi, że jeśli Empress Ki nie będzie sukcesem, to mocno obkroją sageuki, w tej chwili tylko oni jeszcze puszczają ten format dramy – w przyszłym roku na razie pewny sageuk polityczny na KBS1 i niepewny po Empress Ki na MBC, SBS w ogóle spasował po dwóch megaklapach jakimi były Faith i Jasnowidz xD

    Zgadzam się w 90% z recenzją – naprawdę ja średnio lubię sageuki, ale jak w nich romansu za krzty nie ma, to ZAWSZE moja ocena jest niska – nie cierpię gadania o niczym, a tu tak było, bezpłciowych głównych, a tu tak było. Dodajmy scenariusz pełen luk i nudy (połowa epów do wywalenia spokojnie tak jak w Goddess Of Marriage), średni montaż i pracę kamer i cienki OST…

    O dziwo największym plusem był Kim Bum, czego w życiu bym się nie spodziewał – to chyba jego najlepsza rola w karierze. Szkoda, że w takim szrocie gdzie jeszcze mu zrobili )^@&$^*@$)&%)@&$%)@$ :/

    Do 28 epa nico, końcówka sprawiła, że wyszła już lekka cienizna…

    Polubienie

  3. Największy problem dramy, to fakt, że fanki Kim Buma czekały na jego romans z Moon Geun Young licząc, że to kolejna wersja dramy kostiumowej z wątkiem miłosnym :).
    Pasjonaci „czystych” sageuków, dobrze wiedzą, że (prawie)ZAWSZE romans w tym gatunku to drugorzędna sprawa i przeważnie kończy się źle. Garnuszki są dla mnie powrotem do dobrego starego stylu sageuków, bez fusion, podróży w czasie, czarów marów jak w Moon czy godzinnego patrzenai się w bezdenną pustkę nocy. Ale, każdy ma inny gust, wielu się taka drama niespodoba, ale dla mnie to istna perełka w zalewającej tandecie.

    Polubienie

  4. Jak dla mnie, to najlepszy tegoroczny sageuk, w pewnym stopniu porównywalny do „Sangdo”.
    A że nie był romansem – to tylko PLUS.Zresztą, już pierwsza piosenka z ost-u powiedziała, że romansu nie będzie.
    U nas większość po obejrzeniu Princess Man”a czy “The Blade and Petal” uważa, że lubi i ogląda dramy historyczne.Co wzbudza u mnie zdziwienie, bo ile osób obejrzało jakąkolwiek dramę z podgatunku „daeha” – a boginka świetnie się wpisuje w ten gatunek.
    Jedyny minus boginki ognia, to fakt, że w przedostatnim odcinku scenarzyści „przecholowali” z dowolnością interpretacji historii – na soompi np. wiele osób ma żal i pretensje za zabicie….wiadomo kogo, który w rzeczywistości ponoć popłynął z nią do Japonii i tam razem mieszkali, mieli dzieci i lepili garnki. Ta drama pokazuje, że nawet taki zwykły temat, jak kręcenie kołem garncarskim, może być ciekawe.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s