Po raz kolejny dziękuję Sephy za znalezienie czasu i napisanie trzeciej recenzji, jaką dodaję od niej na bloga. Mój plan dot. Hajersów polegał właśnie na opublikowaniu wielu zdań na temat tej dramy, żeby ewentualnie ktoś się nie obraził, bo wzbudza ona baaardzo spolaryzowane reakcje… Na tym poście zakończę tyradę na temat tej dramy i wyrzucam ją z pamięci. A jeśli są jacyś fani – szykujcie się na chiński remake!

„The Heirs”, zwane przez twórczynię tego bloga „Hajersami”, stało się zapewne  głównym tematem rozmów wśród Koreańczyków, a chyba jeszcze bardziej fanów Lee Min Ho. Nie wiem czy sama skończyłabym tę dramę. Oglądałam ją z mamą, która z utęsknieniem czekała na nowy serial swojego ulubionego idola (tak, jest jego wielką fanką :D). Podeszła do tego bardzo emocjonalnie. Dzięki niej co tydzień włączałam filmik i oglądałyśmy na dużym ekranie telewizora każdy piksel ich nieskazitelnych cer czy też każdy błysk na ich okropnie wymalowanych ustach. Zabawnie było widzieć jej reakcje, kiedy Woo Bin wkraczał do akcji, czy też jej ulubieniec powiedział coś (powiedzmy) śmiesznego. Miałam ochotę nagrać z nią filmik, gdyż to dzięki niej mogłam cokolwiek zapamiętać. Chyba do dziś brzęczy nam w głowie refren ballady „this is the moment„, które moim zdaniem nie było tak złe poza zbyt pompatycznym refrenem.

„The Heirs”, a raczej pełny tytuł „The One Who Wants To Wear The Crown Bear The Crown”, to typowa romantyczna drama (ale tak naprawdę czy ktoś widział jakikolwiek romantyzm?), gdzie główną rolę odgrywa biedna dziewczyna i jakże bogaty chłopak, który się w niej zakochuje. Cały ten schemat wieje nudą albo zbyt dużą dramaturgią i mamy wrażenie, że gdzieś to już było. Scenariusz banalny i przewidywalny, bo cóż innego scenarzystka Kim Eun Sook może wymyślić? Jej „Secret Garden” też nie było specjalne, ale więcej było epickich scen, które można zapamiętać na długi, długi czas i raczej spotykamy się z mniejszym rozczarowaniem końca. W „The Heirs” już od pierwszego odcinka wiemy, co wydarzy się później. To drugoplanowe postacie jedynie zbudowały ten serial, a im bliżej było końca, tym bardziej miałam wrażenie, że główni bohaterowie nie powinni być razem, bo wszystko jest jak niedobry cukierek otoczony kwaśną posypką w postaci nienawiści ojca Kim Tana i innych ludzi, którzy są przeciwni parze.

Dubidubidu, my name is…

Mama: <w dniu premiery> To kiedy będzie odcinek? Już dzisiaj?

Ja: Obawiam się, że tak…

Mama: No, to niedługo będzie mój Min Ho.

Ja: Tak mamo, twój… <po sekundzie> i KIM WOO BINA-AH! *3*

Nie przepadam za Lee Min Ho i uważam, że jego wszystkie role są monotematyczne – bogaty, nieszczęśliwy licealista, który zakochał się w całkowicie przeciętnej dziewczynie. Powtórka z rozrywki BOF’a? Zapewne, bo oprócz zmiany fryzury nie widziałam nic, co mogłoby różnić Kim Tana od Goo Jun Pyo. Skąd właściwie w nim taki fenomen? Wygląda dość zachodnio jak na Koreańczyka, ale w „Hajersach” udowodnił, że język angielski jest mu jednak obcy. Wyszedł blado w porównaniu do charyzmatycznego bad boya Kim Woo Bina, w którego zachowaniu, pomimo arogancji i złego traktowania dziewczyn, było coś intrygującego. Przede wszystkim posiadał charakter. Wydaję mi się, że grzeczny, pogodny prymus szkoły Chan Young, którego grał perkusista CNBLUE wypadł lepiej niż pierwszoplanowy aktor. Podobało mi się nawet przesłodzone aegyo Hyungshika i surowość brata Kim Tana.

Według mnie nie jest złym aktorem, ale być może to wina kiepskich ról jakie dostaje. Ciężko powiedzieć, skoro nie widziało się go w czymś głębszym. Już nie wspomnę o braku chemii pomiędzy nim, a Shin Hye i ich okropnego zbliżenia, którego pocałunkiem trudno nazwać. Gdzie podziały się pocałunki z „Personal Taste”? Ile razy można oszukiwać widza i wmawiać mu, że każda koreańska para jest tak czysta i naiwna… guzik prawda.

Mama: <do Park Shin Hye> Głupia, wejdź do tego auta. Ja bym tak zrobiła.

Ja: Ja też, ale bez Min Ho…

„It’s ok, baby” czyli jak można się bardziej skompromitować…

Początek dramy rozgrywa się w Stanach. Cha Eun Sang wylatuje, aby odszukać swoją starszą siostrę. Ta część jest dla mnie całkowicie oderwana od pozostałej reszty, jaka miała miejsce po przyjeździe Eun Sang i Kim Tana do Seulu. Miałam wrażenie, że twórcy dramy zainwestowali więcej w odcinki w Hollywood, bo mieliśmy szansę zobaczyć piękne sceny na plaży i amerykańskich ulicach (przez co byliśmy pewni, że nie jest to zwykła makieta). Wtedy wydawało mi się, że reżyser miał jakiś pomysł na rozwinięcie fabuły. Jakże było to mylne…

Ubawiła mnie scena pod prysznicem na plaży i głupkowaty amerykański surfer o IQ naćpanego szczura, który w rzeczywistości był mało istotny. To były głupie sceny, wręcz idiotyczne, ale w porównaniu do reszty zapamiętałam je najlepiej. W momencie, kiedy akcja była kręcona w Korei, nagle wszystko ograniczyło się do szkoły, kawiarni, w której pracowała Eun Sang, hotelu Zeus i domu Kim Tana. Nie możemy jednak narzekać na liczbę rozgrywanych miejsc, bo było ich naprawdę sporo. Z każdym następnym odcinkiem nastrój dramy opadał do minimum. Dramaturgia odnosząca się do powiązań rodzinnych, podziału na bardziej lub mniej bogatego była nie do zniesienia, nie wspominając o rozmowach osób starszych i wtrącaniu zazdrosnej Rachel. Zastanawiałam się, czy rzeczywiście licealiści są tak poważni i czy ktoś może pobić okrutny charakter niedoszłej żony Kim Tana? Na szczęście były pozytywne smaczki w postaci słodkiej, serialowej pary Krystal i Minhyuka oraz  Hyo Shina, który pomimo złamanego serca przez nauczycielkę znalazł wspólny język z Rachel. Na wielki plus była również rola Kim Sung Ryung, która nadawała się na nieidealną chaebolską, aczkolwiek kochającą ponad wszystko swoje dziecko matkę. Jedynie postać Hyun Joo (Lim Joo Eun) była dla mnie pod wielkim znakiem zapytania, tak jak słabe rozwiązanie romansu pomiędzy matką Rachel i ojcem Chan Younga.

Mama: Kim Woo Bin, ten łobuz jeden… znowu jej podstawi haka, kla klo! <mlaska jak Young Do>

Ja: <patrzę na mamę> …widzę, że się przestawiłaś.

Mama: <oburzona, unosi się> Ja?! To drań jeden, lepszy Min Ho.

Ja: Jasne, jasne… Przyznaj, że jest przystojny.

Mama: Jest brzydki.

Ja: …prawda, ale przystojny!

Mama: I ten kanarkowy sweter…

Ja: Nie zmieniaj tematu!

Czy „The Heirs” było fajną rozrywką? Być może dla kogoś, kto jest fanem głównych postaci, ale osobiście odczułam ulgę, kiedy doszłam do dwudziestego odcinka. Moja mama, która wielbi Min Ho, przyznała, że Kim Woo Bin zmiażdżył go swoją rolą. Jednak trzeba było przyznać, iż sceny płaczu były naprawdę dobre, aczkolwiek ich nadmiar jednocześnie mnie odrzucał. Co innego było przy Jin Hyuku i uważam, że zdecydowanie potrzebuje więcej ról. Sugerując się reakcją mamy, zauważyłam, że to właśnie uwielbienie do swojego idola sprawia, iż nie zauważamy jego wad, a nawet jeśli, to mamy przynajmniej okazję zobaczenia go w nowym projekcie. Nie przeszkadza nam marna, miejscami denerwująca ścieżka dźwiękowa, zbyt szykowna (powiedziałbym wręcz kiczowata) moda. Przebrniemy przez każdy dialog ojca Kim Tana i zapomnimy na chwilkę (ale tylko na chwilkę) o złych pocałunkach pomiędzy dwójką głównych bohaterów.

Co do podsumowania… Myślałam, że spojrzę na tą dramę z większym przymrużeniem oka, ale chyba tak się nie dało. Miejscami wybaczałam przerysowane zachowania niektórych postaci, przeżyłam z trudem piosenkę, którą śpiewał Hongki z F.T.Island, ale co najbardziej wprawiło mnie w histeryczny śmiech, to wyobrażenie idealnej przyszłości przez Kim Tana. To było wręcz śmieszne i całkowicie niepotrzebne, bo raczej wszyscy wiedzą, iż ta wizja nigdy by się nie sprawdziła, zwłaszcza że Young Do wyraźnie powiedział, że po jego odtrąceniu nie chce mieć nic do czynienia z Eun Sang. Po zapowiedziach nie można było spodziewać się niczego wybitnego. Wyszło jak zawsze: mdło, nawinie i bez jakiegokolwiek charakteru, tyle że udowodniono po raz kolejny, że forma dram przerasta nad treścią.

Reklamy

Written by Miica

Była studentka filologii koreańskiej, wielka fanka koreańskiego kina i dram.

8 komentarzy

  1. Ja nie hejtuję jej gry aktorskiej tylko te sceny pocałunków mnie denerwują, niby wielka miłość, a prawie zero dotyku między parą.Zresztą to się tyczy każdej dramy.

    Polubienie

    1. Pocałunek- co to było ja myślałam, że ona ma jakieś mdłości po kimchi- to była naprawdę kiepska scena, zresztą w Heartstrings jej wallkiss był chyba jeszcze gorszy..Dla mnie porażka nie drama, nawet nie chce mi się na ten temat już pisać …
      Sephy masz boską mamę! Ja też pokochałam WB!

      Polubienie

  2. ja doszłam do wniosku że Park Shin Hye ma jakieś kompleksy,ponieważ jej sceny pocałunków w każdej dramie są takie same-robi wielkie oczy z przerażenia jakby facet miał ją pożreć a nie pocałować,a potem dotykają się ustami.

    Polubienie

    1. Coś w tym jest XD Jej pocałunki to naprawdę koszmarki :P Choć ja akurat nawet lubię PSH i nie hejtuję jej gry aktorskiej no może poza tymi pocałunkami właśnie XD

      Co do samej dramy..dla mnie uratowali ją aktorzy. Fabuła miała bardzo słaby poziom, zakończenie było beznadziejnie. Jedyną postacia która naprawdę mnie interesowała , wkurzała i wzruszała był Young Do XD Siostra wielka fanka Min Ho sama przyznała. że jego postać była milion razy ciekawsza niż Tan.
      Mamuśki tez były fajne, szkolni znajomi równiez ciekawi. W sumie to najmniej mnie interesowała główna para XD
      Irytujące było dla mnie to, że wiele wątków pobocznych mimo, że ciekawych było potraktowanych byle jak np. miłość brata Tana czy problemy rodzinne Lee Hyo Shina.
      Nie wspominając o tym, że zapowiadał się gorący romans między sekretarzem a matką Rachel i spełzło na niczym Oo Oni naprawdę mieli najbardziej gorąca scenę w tej dramie i nic z tego nie wyszło. Oburzające :P

      Polubienie

  3. Bardzo fajna recenzja, z którą w większości się zgadzam :) jeśli przyszło by mi wrócić do tej dramy, to jedynie dla postaci drugoplanowych, dzięki której dało się oglądać tę dramę :)
    moja współlokatorka jak podejrzała co oglądam i akurat była scena na dachu, gdzie Yong Do i Kim Tan stali ze łzami w oczach, to się zapytała: „co ty za jakiś film o gejach oglądasz?” hehe

    pozdrawiam, oscurochica

    Polubienie

    1. Moja współlokatorka oglądała czasem hajersy ponad moim ramieniem, kiedy siedziałam z tym w kuchni, a mimo to potrafiła zajarzyć „o co mogło chodzić”… W sumie wychodziła z lepszymi teoriami niż ja xp

      Polubienie

  4. Dla mnie Lee Min Ho też nie jest złym aktorem,bardziej uwielbiany ze względu na wygląd.Nie wiem czemu dostaje lub wybiera role podobne do siebie, dla mnie jest aktorem który się nie rozwija.Chciałabym go zobaczyć kiedyś w roli czarnego charakteru np.przestępcy.Jest tyle innych ról.Co do głównej pary w tej dramie to między nimi nie było żadnej chemii.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s