Wczoraj miała premierę drama „Big Man” – kolejny melodramat zemsty o chaebolach, jakby nic innego nie wpadało do głowy scenarzystom KBSu. Jednocześnie mam i nie mam nadziei w stosunku do tego tytułu. Chciałabym mieć, gdyż nagłówki prasowe po premierowym odcinku chwalą „Big Man”, ale pewnie skończy się jak zawsze.

Od początku (tzn. we wrzucanych zwiastunach) zaznaczałam, że „Big Man” wydaje się być pomysłem idioty, gdyż zmienia inny melodramat o zemście, „Full Sun”, które niechlubnie trafiło do pierwszej trójki z najgorszą oglądalnością w historii. Poza tym w tym samym czasie (ale innym slocie) leci na KBSie „Golden Cross”, inna drama z chaebolami, choć przynajmniej wydaje mi się, że nieco bardziej skonkretyzowana. Jak na takim tle ma wyglądać miałkie w zapowiedziach „Big Man”?

Kiedy przeczytałam na Soompi wypowiedź producenta „Big Man” z konferencji prasowej, miałam niezły ubaw. Artykuły o tym rozeszły się zresztą po Naverze, bo PD Jung Hae Ryong wygłosił swoją opinię, odpowiadając na pytanie, które już dawno powinno zostać zadane – dlaczego powstaje tyle dram o chaebolach? Jego odpowiedź była śmiesznie wyszukana, gdyż dowiedziałam się zupełnej nowości… Mianowicie zdaniem producenta „Big Man” fenomen chaeboli w większości dram to nie tylko kwestia robienia z nich współczesnych Książąt na Białym Koniu. Ich krytyczny obraz w serialach jest odzwierciedleniem nastrojów klasy średniej i ich zdania o chaebolach, co moim zdaniem jest bardzo naciągane, ale czyż nie wydaje się być sensowne?

Trzy dni temu skończyłam pisać rozdziały swojego licencjatu, więc mając jeszcze jego treść dobrze utkwioną w pamięci, podzielę się z wami moją wersją, dlaczego chaebole to ostatnio stały element koreańskich seriali. Powody wymyśliłam trzy, co zasygnalizowałam już w nagłówku. Po pierwsze dramy to przecież forma rozrywki, więc naturalnie większym zainteresowaniem cieszą się bajkowe historie o wielkiej miłości niż obraz życia codziennego, który widać wszędzie dookoła poza telewizorem. Dlatego możemy czasem narzekać na brak realizmu, ale mimo wszystko wolimy nadprzyrodzone istoty i obrzydliwie bogatych przystojniaków w rolach głównych, bo inaczej bajka byłaby nudna.

O ekonomicznym powodzie wspomniałam już kilkakrotnie przy różnych okazjach – bogatsi bohaterowie to bardziej wyszukany product placement. Koreańczycy rzeczywiście wyszukują w internecie ubrań czy kosmetyków, które ujrzeli na ekranie, a naturalnie chaebole wkładają na siebie tylko te droższe marki… Teraz już wiecie, dlaczego w każdej, nawet najbardziej zakichanej dramie codziennej zobaczycie (pseudo) chaeboli – chociażby dla wsadzenia lepszej marki samochodu.

Trzeci powód odkryłam podczas pisania swojej pracy. Nie jest oczywisty, ale myślę, że ogólnie nakreśli wam fajne tło kulturowe dla najpowszechniejszego motywu dram – romansu biednej bohaterki z spadkobiercą firmy…

Istnieją dwa typy podobnych historii o biednej bohaterce spotykającej swojego księcia z bajki mające dwa różne źródła. Oprócz klasycznego Kopciuszka wytworzyła się też druga wersja tego motywu, w którym główna bohaterka zamiast znosić cierpienia i czekać na nagrodę od przeznaczenia, prezentuje pozytywne nastawienie do życia i ciężko pracuje, aby związać koniec z końcem. Wręcz ucieleśnia konfucjańską ideę pracowitości, pozostając przy tym na swoim „poziomie” czyli zamiast znaleźć opłacalny zawód, para się kilkoma pracami dorywczymi na raz. Taki archetyp bohaterki nazywany jest Candy od imienia głównej postaci z japońskiego komiksu i serii animowanej Candy Candy”, które cieszyły się w Korei Południowej olbrzymią popularnością w latach 70. i 80, na zawsze zmieniając ideał głównej bohaterki w koreańskiej popkulturze.

Dramy z bohaterkami w typie Candy podkreślają jej pracowitego ducha oraz dzielny charakter. Fabuła przedstawia zatem historię jej sukcesu, jak to za pomocą ciężkiej pracy udaje jej się wreszcie coś osiągnąć (i przy okazji znaleźć miłość), nie czekając na zbawienie jak Kopciuszek. Właśnie tu tkwi największa różnica między tymi dwoma spokrewnionymi archetypami. Candy ceni sobie bardziej własną dumę niż bogactwo, dlatego pieniądze głównego bohatera zawsze są dla niej nieznośnym ciężarem. W takim wypadku majątek staje się przeszkodą na drodze do szczęśliwego zakończenia, a mimo to głównymi bohaterami dram zostają uparcie chaebole.  Połączenie Candy i chaebola jest nie tylko romantyczną fantazją, ale również odwołuje się do chińskiego kanonu konfucjańskiego, w którym „cnotliwa, młoda kobieta jest idealną partnerką dla mężczyzny szlachetnego pochodzenia”* Paradoksalne jest jednak to, że mamy do czynienia z bohaterami pochodzącymi z dwóch skrajnych klas społecznych. Ich miłość przeczy konfucjańskiej hierarchii oraz z góry założonym pozycjom będących dziedziczonymi po rodzicach, ale z kolei mocno eksponowany motyw wyidealizowanej „czystej miłości” (najlepiej w ogóle pierwszej!) koresponduje z wysoko cenionymi w konfucjanizmie lojalnością, oddaniem synowskim (ang. filial piety) i prawością.**

Koniec końców chaebole to po prostu kolejny z motywów wywodzących się konfucjanizmu, który kształtuje treść dram ogólnie, tak jak jest obecny w codziennym życiu każdego Koreańczyka, nawet kiedy temu zaprzeczają. To po prostu w nich siedzi i naturalnie także w dramach.

_____________________

*cytat z: Li-Hsiang Lisa Rosenlee, Confucianism and Women: A Philosophical Interpretation, State University of New York Press, Albany 2006, s. 45-46

**ten akapit i powyższy są wzięte z jednego z moich rozdziałów i napisane w oparciu o e-book „Why Do Dramas Do That? Part 1” aut. Javabeans i Girlfriday. Tak, tych z Dramabeans.

Reklamy

Written by Miica

Była studentka filologii koreańskiej, wielka fanka koreańskiego kina i dram.

One comment

  1. Jeżeli mam być szczery, to dla mnie osobiście główny wątek BM jest po prostu niedorzeczny… co tu chwalić?? Głupotę lekarzy i wymiaru sprawiedliwości, czy ogólnie ludzi, którzy nic nie widzą, a jak na dłoni mają podane, że coś jest nie tak jak powinno być?? No i główna, która jest pindą, a pewnie zakocha się w głównym i nagle jaka dobroduszna postać będzie….

    Bogacze bogaczami, ale fabuła w tych 2 epach była megasłaba… w Golden Cross historia jest spójniejsza i można uwierzyć w to co się wydarzyło i przez co główny bohater pała zemstą, ale w BM… zawiązanie akcji to jakaś bzdura… (przypomina mi się Secret normalnie z zeszłego roku) – zasłużenie premierowe ratingi ledwo 5% wynoszą – oby nie wzrosło….

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s