100 koreańskich filmów, które warto znać. Część I: blockbustery

Rozpoczynam nową mini-serię artykułów! Ostatnimi czasy najbardziej skupiałam się chyba na dramach, choć dla samej popularności bloga wypadałoby wziąć się za kpop. Dlatego na przekór chciałabym uraczyć was szybkimi filmowymi propozycjami, jeśli nie macie ochoty czytać dokładnie moich recenzji. Na pierwszy ogień idą wysokobudżetowe blockbustery.

Na początek jednak parę zdań wyjaśnienia. Wiele krąży w internecie rankingów „najlepszych” koreańskich filmów, które są po prostu śmieszne, ponieważ najczęściej to zbiory jakichkolwiek znanych zagranicą koreańskich produkcji. Niemożliwe jest ułożenie filmów od dobrych do najlepszych, przynajmniej dla mnie. Zostałam zainspirowana maratonem „Blog-a-thon: 100 Best Contemporary Japanese Movies” z blogu Psycho-Drama, ale nie jestem nawet w stanie stworzyć swojej własnej, koreańskiej wersji, nazywając ją listą „najlepszych filmów”. Po prostu czuję, że to niewłaściwe. Mimo że moja seria będzie zawierała jedynie tytuły, który miały swoją premierę w 2000 roku i później, a widziałam takich całkiem sporo, to i tak nie obejrzałam wszystkiego, aby mieć pełne spojrzenie na ostatnią dekadę koreańskiej kinematografii.

Z tego powodu zatytułowałam swoją listę asekuracyjnie „100 koreańskich filmów, które warto znać”. Zmniejszam tym samym potencjalną krytykę swoich wyborów i pozostawiam również wam pole do popisu. Zawsze możecie zostawić w komentarzach swoje propozycje filmów, o których warto pamiętać…

Zaczynam porcją blockbusterów czyli filmów ze zwiększonym budżetem i efektami specjalnymi, które były nastawione na sukces. Wszystkie moje propozycje blockbusterów osiągnęły świetne wyniki w koreańskim box office, ale jeśli mam być dokładna w szczegółach, jest to pierwsza część z dziesięciu. Kolejne, podzielone gatunkowo kategorie to filmy wojenne, gangsterskie, historyczne, kryminalne, dramaty, thrillery/horrory, komedie romantyczne, melodramaty/romanse oraz komediodramaty/komedie. Nie oznacza to jednak, że 100 filmów w 10 częściach będzie po 10 – w przypadku filmów wojennych jest to na przykład niemożliwe… Oryginalnie planowałam jeszcze wyróżnić gatunek sensacyjny, ale miałam w nim za mało tytułów, więc upchnęłam je do innych kategorii.

Ogólna myśl „100 koreańskich filmów, które warto znać” przedstawia się tak – prezentuję moim zdaniem najnowsze i oczywiście interesujące kino koreańskie. Nie bawię się w jakiegoś wielkiego krytyka, ponieważ prawie wszystkie moje propozycje będą po prostu komercyjne i przyjemne w oglądaniu. Myślę jednak, że mogę ułatwić paru osobom wybór kolejnego filmu do obejrzenia…

Bez jakiegokolwiek znaczenia w kolejności przedstawiam koreańskie blockbustery w kolejności chronologicznej:

1. „The Host” (2006)

Reżyseria: Bong Joon Ho

Obsada: Song Kang Ho, Bae Doo Na, Park Hae Il

To monster movie w reżyserii świetnego Bong Joon Ho wciąż jest numerem jeden w koreańskim box office wszech czasów (oczywiście spośród rodzimych filmów, bo lepszy wynik uzyskał „Avatar”). Nie potrafiłabym sprecyzować powodów tego sukcesu, ale przynajmniej mogę powiedzieć, że „The Host” jest oryginalnym filmem w kontekście światowym. Monster movie, gatunek, który praktycznie nie istnieje w Korei poza tym jednym przykładem, można streścić do Godzilli i ewentualnie jakiś filmów gorszej klasy, które próbują być horrorami, ale wychodzą śmieszne. W przypadku „The Host” koreańska sentymentalność naprawdę pomogła stać się czymś poza stereotypowym pojęciem filmu o potworze z rzeki. Jest to po części dramat rodzinny, po części satyra, Polska określiła go jako horror komediowy. Song Kang Ho, Bae Doo Na i Park Hae Il to naprawdę mocne trio aktorów, a młodziutką wówczas Go Ah Sung również można obecnie tak nazwać.

2. „The Good, The Bad, The Weird” (2008)

Reżyseria: Kim Ji Woon

Obsada: Song Kang Ho, Lee Byung Hun, Jung Woo Sung

„The Good, The Bad, The Weird” jest właśnie takim filmem, który niekoniecznie wymieniłabym pośród najlepszych, ale z pewnością jest warty poznania, ponieważ to wyjątkowy azjatycki western (mimo że Japonia ma swoje „Sukiyaki Western Django”). Fabuła dzieje w Mandżurii na początku XX wieku i mimo że brakuje tam saloonów czy miasteczek z jedną ulicą i szeryfem, to jednak widać mocną inspirację „Dobrym, złym i brzydkim” Sergio Leone, a sam plakat pokazujący mexican standoff jest niezwykle wymowny. Patrząc powierzchownie, film warty jest obejrzenia dla przystojnych Lee Byung Huna i Jung Woo Sunga, ale ogólnie to dobry kawał akcji. Właściwie wszystkie koreańskie filmy Kim Ji Woona są warte polecenia, tak samo jak Bong Joon Ho i Park Chan Wooka.

3. „Jeon Woo Chi” (2009)

Reżyseria: Choi Dong Hun

Obsada: Kang Dong Won, Lim Soo Jung, Kim Yoon Seok

Kang Dong Won zawsze gra poważne role (z wyjątkiem jego pierwszych dram), dlatego ponoć wybrał „Jeon Woo Chi”, które jest filmem dla każdego, kto lubi szaloną rozrywkę w stylu „Piratów z Karaibów” – dla zmiany wizerunku. Przystojny aktor plus czaderska rola muszą się kojarzyć z kreacją Jacka Sparrowa, ale „Jeon Woo Chi” po tchnięciu życia w historyczną legendę przenosi akcję do współczesności, gdzie tytułowy czarodziej walczy ze złymi mocami i zdobywa pannę. Niszą reżysera Choi Dong Huna są heist movies, ale „Jeon Woo Chi” tak naprawdę od tego nie odbiega, bo to po prostu kawał rozrywki dla małych i dużych.

4. „Tidal Wave” (2009)

Reżyseria: Yoon Je Kyun

Obsada: Sol Kyung Goo, Ha Ji Won, Uhm Jung Hwa, Park Joong Hun, Lee Min Ki

Yoon Je Kyun jest najczęściej producentem filmów, które można porównać do pustej, hollywoodzkiej rozrywki, ale trzeba przyznać, że „Tidal Wave” udało mu się. To pierwszy taki film katastroficzny w historii koreańskiego kina i kiedy slapstickowy humor nie pasuje do późniejszego dramatu, a także można wyczuć kicz, to jednak „Tidal Wave” góruje nad amerykańskimi odpowiednikami znowu z powodu koreańskiej sentymentalności, o której wspomniałam przy „The Host”. Zamiast grupy ludzi, która pod koniec filmu ratuje świat, mamy kilka wątków, które kończą się happy endem lub nie, co naprawdę łamie serca. Dorzucić do tego gwiazdorską obsadę i mamy film, o którym nie można powiedzieć, że jest świetny, ale obejrzenie go aż tak bardzo nie boli i z pewnością zajmuje ważne miejsce w historii koreańskiego kina.

5. „Deranged” (2012)

Reżyseria: Park Jung Woo

Obsada: Kim Myung Min, Moon Jung Hee, Dongwan z Shinhwa, Honey Lee

„Deranged” w porównaniu do „Tidal Wave” o kataklizmie naturalnym jest filmem katastroficznym z motywem zarazy, również pierwszym w historii. To taka typowa produkcja z letniego sezonu ogórkowego, która ma mniejszy budżet niż reszta moich propozycji, jednak jest niezwykle efektywna. Kim Myung Min i Moon Jung Hee to gwarancja doskonałego aktorstwa, a reżyser zadbał, żeby jak najmniejszymi środkami wyciągnąć maksimum efektu, dlatego masowe sceny w tym filmie imponują. Co więcej, w odróżnieniu od amerykańskich kuzynów główny bohater „Deranged” nie ratuje sam świata, ale desperacko próbuje uratować jedynie własną rodzinę. Mniejsza skala tego filmu zdecydowanie działa na jego korzyść, dlatego wybrałam go zamiast „The Flu”. No w końcu jest pierwszym koreańskim filmem o zarazie…

6. „The Thieves” (2012)

Reżyseria: Choi Dong Hun

Obsada: Kim Yoon Seok, Lee Jung Jae, Kim Hye Soo, Jeon Ji Hyun, Kim Soo Hyun

Napisałam w swojej recenzji „The Thieves”, że nie sądzę, aby film przeszedł do historii, ale w sumie ma w niej jakieś miejsce jako absolutna czołówka box office wszech czasów… Obsada jest legendarna, reżyser Choi Dong Hun to również dużo mówiące nazwisko, jednak rozczarowaniem było dla mnie to, że jak na heist movie „The Thieves” wcale nie przypominało „Ocean’s Eleven”, tak jak się tego spodziewałam. Trzeba jednak przyznać, że w porównaniu do amerykańskich filmów ten obiera ciekawy punkt widzenia, pokazując, co się dzieje po skoku, kiedy grupa wspólnie pracujących złodziei próbuje wykiwać siebie nawzajem. Warto znać ten film bez względu na to czy rzeczywiście mi się spodobał.

7. „The Tower” (2012)

Reżyseria: Kim Ji Hun

Obsada: Sol Kyung Goo, Son Ye Jin, Kim Sang Kyung

„The Tower” nie jest pierwszą koreańską próbą filmu o pożarach, ponieważ w 2000 roku wyszło „Libera Me”, jednak wybrałam ten tytuł z powodu jego nawiązania do klasycznego „Płonącego wieżowca”. Jego formułę współpracy różnych, przypadkowych ludzi przy próbie ucieczki z miejsca katastrofy można zastosować dosłownie w każdym takim filmie, czy to o tonącym statku, czy o jakimś zasypaniu lawiną, ale różnicę robi tu aktorstwo Sol Kyung Goo. „The Tower” może się wydawać próbą w stylu „my też potrafimy zrobić taki film” i nie jest niczym przełomowym po latach wzmożonej produkcji blockbusterów, ale to rodzaj filmu, w który widz się angażuje emocjonalnie. Dobre techniczne kino.

Snowpiercer8. „Snowpiercer” (2013)

Reżyseria: Bong Joon Ho

Obsada: Chris Evans, Song Kang Ho, Tilda Swinton, John Hurt, Ed Harris

Reakcje na „Snowpiercera” są bardzo spolaryzowane, ale przewiduję, że za kilka lat ludzie odkryją ten film na nowo i stanie się kultowy. Korea nie ma praktycznie żadnej tradycji filmów science-fiction, dlatego ta koprodukcja warta jest zapamiętania jego rzadki przykład tego gatunku w koreańskim kinie, oryginalny koncept metaforycznej antyutopii w pociągu oraz odwołanie (moim zdaniem) do starszych tytułów sci-fi, kiedy liczyła się jeszcze jakaś idea stojąca za fabułą, a nie tylko powierzchowne wątki i tona akcji. Krytycy filmowi specjalizujący się w azjatyckim kinie rozpływają się nad „Snowpiercerem”, kiedy reszta świata nieznająca tego kontekstu wytyka tylko idiotyzm samego pociągu. Ja należę do fanów „Snowpiercera”, to antyutopia przywodząca na myśl Huxleya.

9. „The Suspect” (2013)

Reżyseria: Won Shi Yeon

Obsada: Gong Yoo, Park Hee Sun

Ostatni proponowany film z grupy blockbusterów to taka „hollywoodzka” produkcja sensacyjna, która sensu za wiele nie ma, a intryga też jest powierzchowna. Jednak północnokoreańskie tło to zawsze mile widziane dopasowanie do lokalnych standardów… „The Suspect” tak jak „The Tower” uznaję za coś w stylu „my też potrafimy zrobić taki film”. Pod względem technicznym znajdziecie w internecie same pochwały, ponieważ obierając niezwykle realistyczny styl Bourne’a (szczególnie z części wyreżyserowanych prze Greengrassa), „The Suspect” poza hollywoodzkimi pościgami i scenkami dodającymi „czaderskości” jest chwalone głównie za scenę pościgu samochodowego w bardzo wąskich uliczkach, co musiało być niezwykle trudne do nakręcenia. Tak więc warto to obejrzeć dla sposobu, w jaki zostało to nakręcone. Koreańskie filmy zawsze mogły się pochwalić kreatywnymi scenami akcji, ale to w thrillerach i filmach gangsterskich. Ten tytuł natomiast to czysty film akcji o hollywoodzkiej skali.

Jak widzicie, „100 koreańskich filmów, które warto znać” nie będzie rankingiem najlepszych filmów, ale tych w jakiś sposób przełomowych, pierwszych w czymś lub zwyczajnie interesujących z mojego punktu widzenia. W kwestii koreańskich blockbusterów mogłabym wspomnieć na koniec o pierwszym takim w historii czyli szpiegowskim „Shiri” z 1999 roku. Przez datę swojej premiery nie zmieścił się w ustalonych przez mnie wymaganiach, ale to kolejny tytuł do zapamiętania.

_____________________________

100 koreańskich filmów, które warto znać.

Inne części:

Część I: blockbustery
Część II: wojenne
Część III: kryminalne
Część IV: komedie romantyczne
Część V: thrillery/horrory
Część VI: melodramaty/romanse
Część VII: komediodramaty/komedie
Część VIII: historyczne
Część IX: gangsterskie
Część X: dramaty

Kolejne 60 koreańskich filmów,
które warto znać.

Inne części:

Część I: komedie
Część II: blockbustery/sensacyjne/gangsterskie/kryminalne
Część III: komedie romantyczne/melodramaty/romanse
Część IV: thrillery/horrory
Część V: dramaty

Reklamy