Niekoreański przegląd ulubionych dram

Kiedyś zaświeciła mi się żarówka, że mogłabym podzielić się swoimi ulubionymi japońskimi, ale prawdziwy impuls do zrealizowania tego pomysłu dostałam, kiedy ktoś mi to rzeczywiście zaproponował…

Powtarzałam wiele razy, że rzadko oglądam japońskie dramy. Kiedy jednak już jakieś oglądam, to raczej te będące naprawdę w moim guście. W końcu nie mam żadnego powodu a’la potrzeba recenzji, żeby ciągnąć coś, co mi się nie podoba, prawda? Dlatego powiem wam tyle, że to, co mogliście przeczytać dawno temu w 30 Days Asian Drama Challenge, jest już dawno nieaktualne. Wtedy na ulubioną japońską dramę wybrałam „Pride”, ponieważ nie chciałam znowu pisać o tym samym, czyli bardzo sentymentalnym dla mnie „Liar Game”. Teraz praktycznie wszystkie dramy, które obejrzałam od tamtego czasu, podobały mi się bardziej.

Moje oglądanie j-dram wygląda tak samo jak w przypadku koreańskich – mam swoich ulubionych aktorów i to właśnie na tytuły z nimi rzucam się w pierwszej kolejności, kiedy nie odkrywam czegoś innego zupełnym przypadkiem (inaczej się nie da, w końcu nie ma mnie w obiegu). „Liar Game” było moją pierwszą dramą, od której zaczęłam regularnie oglądać inne, choć wcześniej miałam doświadczenie z „Nodame Cantabile”. W tamtym czasie uwielbiałam tę mangę, uwielbiałam głównego bohatera, więc naturalnie zaczęłam też uwielbiać Matsudę Shotę. Obejrzałam wiele rzeczy tylko dla niego, choć obecnie ta miłość nieco zelżała, bo zwyczajnie nie może być podtrzymywania, kiedy gra w przeciętnych produkcjach. Można powiedzieć, że „przerzuciłam się” na jego starszego brata…

Pierwszym tytułem, który należy do mojej czołówki ulubionych japońskich dram, jest „Mahoro Ekimae Bangaichi” z Eitą i Matsudą Ryuheiem właśnie (w nagłówku). Obejrzałam najpierw film „Mahoro Tada Benriken”, który niespodziewanie strasznie mi się spodobał, więc tylko czekałam z niecierpliwością, aż wyjdzie cała drama (i napisy do niej). Teraz wyczekuję sequelu filmu! W każdym razie „Mahoro” to dla mnie najbardziej epicki, najbardziej ultimate bromance oraz absurdy życia codziennego, które są bardzo w moim guście. Rzućcie okiem na ending:

Pokazuje tak naprawdę całą esencję tej dramy… Rutyna, przekomarzanki Tady z Gyotenem, jakieś absurdalne prośby ludzi oraz wielki styl reżysera One Hitoshiego. No i moja miłość do Gyotena… Matsuda Ryuhei na pierwszy rzut oka wydaje się dziwnym, może nawet kiepskim aktorem, ale zauważyłam, że padłam urokiem każdej takiej jego roli – tutaj, w filmach „Aoi Haru”, „Nightmare Detective”, „Phone Call to the Bar”, a przede wszystkim w „The Great Passage”, za który dostał wreszcie nagrodę Japońskiej Akademii Filmowej dla najlepszego aktora. Myślałam, że to będzie nudny, długi film, ale wciągnął mnie kompletnie. Zupełnie jak wszystko spod znaku „Mahoro”.

vlcsnap-2014-06-21-10h43m56s47

Tak mi się spodobał styl „Mahoro”, że w ciemno sięgnęłam po tegoroczną dramę tego reżysera, „River’s Edge Okawabata Tanteisha”. Świetne zdjęcia, świetna muzyka (to dla mnie bardzo ważne), świetny Odagiri Joe, moja pierwsza japońska miłość. Drama jest krótka i dość powtarzalna, ale po niepewnych pierwszych odcinkach całkowicie się do niej przekonałam, gdy zauważyłam, że jednak kryje się coś głębokiego pod głupimi prośbami klientów agencji detektywistycznej głównych bohaterów, które Odagiri rozwiązuje w dosłownie 5 minut, tylko pytając się ludzi w okolicy. Nie poleciłabym jej jednak nikomu, bo wiem, że bardzo jest „hipsterska” tzn. inni widzą ją po prostu jako nudną dramę.

151352

Będąc w temacie Odagiriego, bardzo mile wspominam również „Atami no Sousakan”. Wielka zaleta numer 1 – drama ma tylko 8 odcinków. Wielka zaleta numer 2 – w porównaniu do reszty japońskich dram detektywistycznych ta nie jest epizodyczna! Sięgnęłam po nią przypadkowo, a jak skończyłam, poczułam wielką pustkę. Ktoś porównał „Atami no Sousakan” do „Miasteczka Twin Peaks” i kurcze, coś w tym jest! W każdym razie dziwne rzeczy wokół zaginięcia autobusu z uczniami się mnożą, a końcówka totalnie blew my mind off, bo tu rzeczywiście pojawiły się elementy nadnaturalne, nie tylko odpowiedni klimacik. Do tej pory pamiętam motyw przewodni dramy:

Przyznam się jeszcze, że wypatrywałam każdych dwóch sekund Sometaniego Shoty na ekranie… Nikaido Fumi też bardzo lubię (jako jedną z chyba trzech na krzyż japońskich aktorek), ale wiecie jak to jest z biasami… Tych dwoje zagrało zresztą główne role w filmie „Himizu”. Po obejrzeniu go wypatruje teraz każdego innego tytułu z nimi, bo wiem, że są dobrymi aktorami i do tego mają jeszcze jakieś osobowości, czego brakuje młodym Azjatom w tym biznesie.

e3839be383aae38383e382af-xxxholic-sometani-and-watanabe

Podążając za Sometanim, natrafiłam na live-action „xxxHOLiC”. Pamiętam zapowiedź tej dramy na Asianwiki – wyśmiałam ją, bo sądziłam, że nic dobrego z tego nie może wyjść. Anne jako Yuuko jest rzeczywiście rozczarowująca, ale zarówno klimat produkcji, zdjęcia, efekty jak i odtwórcy głównych ról – cudny Sometani i odkryty wtedy przeze mnie równie cudny Higashide Masahiro – były idealne… Sometani i Higashide to mój drugi ulubiony bromance po Eicie i Ryuheiu:

xxxholic-ep05-0019

W skrócie „xxxHOLiC” to tylko 6 odcinków po pół godziny, więc widz nie zdąży się znudzić, a obejrzy ciekawą próbę adaptacji mangi CLAMPa. Od tamtego czasu wypatruję miniserii stacji telewizyjnej WOWOW, a szykuje się intrygująca adaptacja mangi „Heads”!

Jestem fanką serii „Mahoro”, ale równie łatwo połykam wszystko związane z franczyzą „Keizoku 2: SPEC”. Ostatnio obejrzałam special „SPEC Zero” i dosłownie poczułam, jak feelsy wracają, przez co jeszcze bardziej nakręciłam się na ostatnie dwa filmy, do których jeszcze nie ma napisów…

Poza oczywistymi supermocami, które najczęściej były śmieszne, choć całkiem sprytnie zrealizowane przy niskim budżecie, najbardziej spodobało mi się to, że „SPEC” do połowy było epizodyczne, ale potem leciał już przez kilka odcinków główny wątek i wielka konspiracja całej serii. Zazwyczaj w połowie zaczynam się nudzić powtarzalnością, jak w przypadku innej dramy Tody Eriki, „Kagi no Kakatta Heya”, ale o obu mogę powiedzieć, że mają świetny soundtrack, co jest jednym z największych wabików na mnie. Nie będę też ukrywać, że Kase Ryo owszem bardzo spoko, ale ja jestem faneczką Kamiki Ryunosuke, który kilkakrotnie zwiększył moją satysfakcję z oglądania „Kazoku Game”.

k_g1245

Będąc na „specowym” głodzie obejrzałam też pierwowzór tej dramy, hitowe „Keizoku” z 1999 roku, które posiada ten sam styl reżyserski (choć cudownie zalatuje latami 90., that’s my style), ale nikt nie potwierdził istnienia elementów nadprzyrodzonych w tej dramie, przez co ona, a już szczególnie filmówka, robią się bardzo surrealistyczne. W „Keizoku” tak samo jak w „SPEC” mamy genialną bohaterkę z dziwnymi nawykami, wrzeszczącego na nią kolegę, to samo miejsce akcji oraz tajemnicze nemezis, którego wątek zaczyna dominować w drugiej połowie dramy, która przestaje być wtedy epizodyczna.

Trudno powiedzieć, która drama jest lepsza. Chyba skłaniałabym się ku zdaniu, że oryginalne „Keizoku”, ponieważ potrafiło mnie wciągnąć bez supermocy, które od razu sprawiają, że „SPEC” było bardziej cool. Czarny charakter tego serialu nie ma pięknej twarzy Kamikiego, ale tak właściwie nie do końca wiadomo, jak wygląda, bo jest jak upiór z przeszłości, który wraca pod postaciami różnych ludzi. Poza tym Mayama rozwinął się w pięknego antybohatera z morderczymi intencjami, więc trzeba dać „Keizoku” punkty za mrok, stylowość i prawdziwą realizację wątku romantycznego, który w większości dram japońskich staje się pobożnym życzeniem. Mogę zatem zaspamować „Keizoku” jako zwycięzcą? Proszę:

.

Ech, rozpływałam się w „Keizoku” nad Atsuro Watabe, a teraz zostało mi tylko narzekanie, że się źle zestarzał… Wciąż jest cudny, ale bardzo szybko się pomarszczył i mi go szkoda, bo ciekawe role tak jakby go omijają i został zdegradowany do drugoplanowych. Istnieje jednak świetny wyjątek…

Black_Dawn-0013

„Gaiji Keisatsu” to pierwszy z ostatnich dwóch tytułów wyróżnionych w tym przeglądzie, które nie są konkretnie jednymi z moich ulubionych dram (bo trudno czerpać z nich rozrywkę per se), ale imponują mi. Tym, jak bardzo są dobre…

W tej dramie Atsuro wciela się w tajnego agenta walczącego ze szpiegostwem i terroryzmem, który wiele razy zmyla innych bohaterów (i przy tym widzów), jakie są jego prawdziwe intencje, więc nigdy nie wiadomo, po której jest stronie. „Gaiji Keisatsu” nie jest szczególnie ekscytujące, bo to mocno polityczna drama, mogąca moim zdaniem stać w równym rzędzie z zachodnimi serialami. Posiada jednak jedną, fatalną wadę – mnóstwo obcokrajowców w obsadzie, którzy zostali chyba wzięci z ulicy. W każdym razie oceniając ten serial obiektywnie, przywrócił moją wiarę w azjatyckie dramy. Tak bardzo chcę zobaczyć film (z Kim Kang Woo!!!), ale nie ma do niego napisów…

829

Druga drama z tych imponujących, ale niekoniecznie na tyle porywających, żeby obejrzeć ją na raz, to „Tsumi no Batsu”, adaptacja mangi na podstawie „Zbrodni i kary”. Treść właściwie identyczna z rosyjską powieścią, więc nie ma co mówić o fabule. Można za to wiele pisać o Korze Kengo, który należy do mojego grona ulubionych aktorów, przy czym dodatkowo do sub-grupy tych, którzy potrafią zagrać dosłownie wszystko, nieważne jak radykalna byłaby to rola lub jak mała (razem z Sometanim i Ayano Go). „Tsumi to Batsu” to ciężka drama i ciężka rola dla niego, ale skończenie takiego serialu jest satysfakcjonujące.

Tak więc ogólnie można wysnuć wnioski, że lubię dość krótkie serie, które odbiegają od typowej formuły japońskiej dramy detektywistycznej. Póki oglądam je w małej ilości, to jeszcze bardzo sobie je cenię. Znalazłam po prostu paru aktorów, którym ufam i których śladami podążam, dlatego teraz zaczęłam oglądać „Wakamonotachi” z niewyobrażalnym teamem Tsumabukiego Satoshiego, Eity i Mitsushimy Hikaru (oraz m.in Yuu Aoi i Hashimoto Ai w rolach drugoplanowych). Obejrzałam też pierwszy odcinek kultowego „Ikebukuro Westgate Park”, należy do moich wakacyjnych planów. Po tym i po filmie „Go” doskonale rozumiem, dlaczego Kubozuka Yosuke był dekadę temu tak szalenie popularny…

Reklamy

7 myśli nt. „Niekoreański przegląd ulubionych dram”

  1. Mimo, że niespecjalnie lubię serie o perypetiach życia codziennego,bo z reguły strasznie mnie nudzą to i tak zamierzam obejrzeć Mahoro. Ending jest fantastyczny. Poza tym gra w tym mój ulubiony Eita, który podoba mi się w każdym możliwym wcieleniu i jeśli oglądam coś japońskiego to przeważnie z jego powodu. Chociaż ostatnio obejrzałam The Great Divorce i totalnie mi się nie podobało – znudziło mnie. Chyba najbardziej odpowiadają mi dramy o jakiejś grupce przyjaciół, w których rozwija się wątek każdego z nich (np. Orange Days, Hard to say I love you, czy Love Shuffle) Japończykom całkiem udają się właśnie tego typu serie. No i dramy detektywistyczne oczywiście, chociaż tych mam całe nic w obejrzanych, bo zawsze jednak zabieram się za coś koreańskiego jak przychodzi co do czego.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s