Nie jestem zbyt pozytywnie nastawiona do zatrudniania koreańskich aktorów w chińskich produkcjach. Doskonale rozumiem, jak bardzo przekonujące mogą być argumenty stojące za wyborem roli w kraju, w którym kochają Hallyu, a przynajmniej ta nisza jest proporcjonalnie większa w stosunku do chińskiej populacji. Ja tylko nie lubię, kiedy zabierają mi ulubionych aktorów na jakiś czas, żeby zagrali w romansach, które mnie nie obchodzą. Powinnam mieć podobnie z koreańskimi aktorami w Japonii, ale jakoś nie mam… w większości przypadków.

Myślę, że trzeba podzielić zagraniczne role koreańskich aktorów na dwie kategorie: fanserwis oraz szczerą chęć zagrania czegoś, co wpadło w oko. Hollywood jest trzecią opcją, takim dobrze sprzedanym marzeniem, które powinien mieć każdy aktor, ale w tym przypadku nie potrzebuję jej do rozważań.

Osobiście uznaję lwią część zagranicznych wypadów koreańskich aktorów za fanserwis i właśnie w tym tkwi problem. Teoretycznie nie ma w tym nic złego… Szybkie trzy miesiące w Chinach i film nakręcony, a potem nie ma co narzekać, że aktor wcale „aktorem” nie jest, bo gra raz na kilka lat. Zaczynam się jednak irytować, kiedy ktoś non-stop pracuje w Chinach, przez co zaniedbuje nieco swoje lokalne „zobowiązania”. Albo jak ktoś nie gra przez dłuższy czas i jego pierwszy, długo wyczekiwany projekt po przerwie to jakiś romantyczny chiński film, w którym pewnie nie trzeba będzie się wysilać aktorsko… Jednak w grę wchodzą duże pieniądze i gdybym była takim koreańskim celebrytą, to oczywiście, że wybierałabym lepsze szanse na zarobek. Widzicie więc to rozdarcie?

Jeśli chodzi o Japonię, drugi ważny ośrodek Hallyu w Azji, sprawy wyglądają zupełnie inaczej. Potraficie sobie przypomnieć jakiś koreańskich aktorów w japońskich dramach? Jeśli pominąć role cameo, jest ich naprawdę niewielu. Sama potrafię z miejsca wymienić Choi Ji Woo w „Rondo”, Hongkiego w „Muscle Girl” i Kim Tae Hee w „Boku to Star no 99 Nichi”. Jeśli się zastanowić nad powodem tak wielkiej różnicy między Hallyu w Chinach, a Hallyu w Japonii, sądzę że tkwi ona po prostu w barierze językowej. W Japonii nie dubbinguje się aktorów, dlatego ci koreańscy albo muszą dobrze umieć japoński, albo grają po prostu koreańskie postacie (zdecydowanie częściej to drugie…). Zastanawiam się jednak czy mogę nazwać filmowe role koreańskich aktorów, które chciałam dzisiaj najbardziej podkreślić, fanserwisowymi lub bezpośrednim efektem Hallyu? Nie są to szybkie i niewymagające role romantyczne, dlatego wolę tak sobie utopijnie myśleć, że zostały wybrane ze względu na chęć zagrania w czymś „innym”.

Trzy osoby w nagłówku to Yoo Ji Tae, Kim Hyo Jin i Kim Kang Woo. Co ciekawe, w czasie kręcenia swoich japońskich filmów wszyscy należeli do tej samej agencji Namoo Actors, więc podejrzewam trochę jakiś deal, ale to nieważne. Yoo Ji Tae zagrał płatnego zabójcę w thrillerze polityczno-ekonomicznym „Human Trust”, gdzie mówił głównie łamanym angielskim, ale za to miał wycieczkę do USA i Rosji, gdzie m.in. kręcono zdjęcia. Kim Hyo Jin rzekomo w trzy tygodnie nauczyła się perfekcyjnie swoich japońskich linijek do głównej roli żeńskiej w thrillerze science-fiction „Genome Hazard”, gdzie zagrała koreańską reporterkę pracującą na co dzień w Japonii. Na koniec mamy Kim Kang Woo, który w filmowym sequelu genialnej dramy „Gaiji Keisatsu” był koreańskim szpiegiem, pracującym pod przykrywką dla północno-koreańskiego terrorysty.

Nie ukrywam, że obejrzałam te wszystkie filmy właśnie dlatego, że zagrali w nich lubiani przeze mnie Koreańczycy, ale myślę, że nie zrobiłabym tego samego, gdyby grali w jakiś melodramatach. W przypadku tych trojga aktorów z łatwością „wybaczam” wypadzik po japońską gażę, ponieważ nie ma czego wybaczać – wszyscy troje zagrali dość ciekawe partie, w których równie chętnie zobaczyłabym ich, gdyby to były koreańskie produkcje. Warto też wspomnieć o cameo Lee Na Young w filmówce „SPEC: Close ~ Reincarnation”, ponieważ od dwóch lat w niczym jej nie było i upodabnia się pod tym względem do swojego chłopaka Won Bina, żyjąc tylko z reklam. W tej roli była częścią tajnego posiedzenia dyskutującego nad wybiciem wszystkich mutantów posiadających tytułowe SPEC. Film również jest czymś, co z trudem powstałoby w Korei…

Tak więc jakbyście to nazwali? Rodzącym się nowym trendem (chyba nie..?), ambicją aktorską czy po prostu lepiej opakowanym Hallyu, bo nie wygląda na typowe wykorzystanie romantycznych wizerunków koreańskich aktorów, jakie większość ma w pozostałych częściach Azji?

Reklamy

Written by Miica

Była studentka filologii koreańskiej, wielka fanka koreańskiego kina i dram.

2 komentarze

    1. Jasne, że chodzi o kasę, przecież nikt nie gra za darmo. Ale jak napisałam, w przypadku innych ról niż takie typowe dramowe i romantyczne, lubię sobie myśleć, że aktorzy byli ciut ambitni.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s