Big Match

Big MatchZnane też jako: Bigmaechi, 빅매치

Na podstawie: pomysł oryginalny

Gatunek: sensacyjny

Reżyseria: Choi Ho

Premiera: 2012

Obsada: Lee Jung Jae, Shin Ha Kyun, BoA, Lee Sung Min, Ra Mi Ran, Choi Woo Shik, Son Ho Jun, Kim Ui Sung, Park Doo Shik, Bae Sung Woo

.

Nie spodziewałam się po obsadzie, że „Big Match” wyjdzie takie… hollywoodzkie, bo to z pewnością nie jest żaden thriller, ale czyste kino akcji z odrobiną humoru. Lee Jung Jae gra gwiazdę MMA Choi Ik Ho, którego starszy brat Choi Young Ho zostaje pewnego dnia porwany, a on aresztowany pod zarzutem domniemanego morderstwa. Otrzymuje wtedy wiadomość od tajemniczego Ace’a, która zaprasza go do swojej gry, w której stawką jest życie Young Ho. Dostaje namierzającą go bransoletkę i plaster za ucho, przez który będzie w ciągłym połączeniu z Acem, a jego pierwsze zadanie to ucieczka z policyjnego aresztu. Kamery nagrywają jego poczynania na żywo, a bogaci ludzie stawiają anonimowo zakłady. Ace i jego asystent Guru nie dają Ik Ho żadnych konkretnych wskazówek, więc biegnie z miejsca na miejsce, bijąc się z policjantami i gangsterami niczym w jakiejś komputerowej grze. Tajemnicza Soo Kyung jest jego kolejnym łącznikiem z czarnymi charakterami, choć wkrótce połączą siły w wspólnej walce, aby wydostać się z gry i uratować związanych z nimi ludźmi.

Z jednej strony byłam naprawdę podekscytowana zwiastunem. W końcu nie ma to jak odmóżdżająca akcja z lubianymi i bardzo kompetentnymi aktorami, co nie? Szczerze mówiąc, „Big Match” już wystarczająco wygląda jak hollywoodzki blockbuster, ponieważ Ik Ho dokonuje wręcz niemożliwych skoków między budynkami i brakuje tylko wielkich strzelanin a’la kolejne części „Szklanej pułapki” (bo tą oryginalną szczerze chwalę!).

Jedyna różnica tkwi w tym, że właściwie nie ma w Korei aktora, któremu przyczepiłabym łatkę typowej gwiazdy kina akcji, dlatego mimo wszystko Lee Jung Jae w takiej wcieleniu to dość ciekawy widok (szczególnie że nie jest młodym mięśniakiem z zerowymi umiejętnościami aktorskimi…). W kontraście do jego poprzedniej, nagradzanej roli księcia Suyanga z „The Face King”, jest to raczej zaskakujący wybór, bo osobiście chyba w życiu nie widziałam go w komedii. „Big Match” mimowolnie (lub umyślnie) takie jest… W końcu sam pomysł gry „w realu” jest trochę niedorzeczny, ale zapamiętam sobie wściekłe karaoke Choi Ik Ho jako „bonusowe zadanie”.

Nie mogłam uciec od porównań z filmem „Running Man” z roku wcześniej, ponieważ również gra tam Shin Ha Kyun. Jak łatwo się domyślić po samym tytule, również wiele biegał jako główny bohater, a film był lub nie był parodią filmów sensacyjnych, wciąż nie potrafię rozszyfrować tamtego humoru. W „Big Match” Shin Ha Kyun przez około 90% czasu znajduje się w jednym pomieszczeniu z Choi Woo Shikiem grającym Guru. Patrząc na ich kreskówkową gestykulację czy nawet charakteryzację, nie można ich brać całkowicie na poważnie, ale ewidentnie widać, że dobrze się bawią, grając takie postacie, co przekłada się na lepsze kreacje. W sumie powiedziałabym, że Shin Ha Kyun z trwałą na głowie przysłonił mi nawet Lee Jung Jae z sześciopakiem…

Stwierdzam, że „Big Match” jest lepszym filmem niż „Running Man”. To wciąż nie jest kino, które wymaga jakiegokolwiek wysiłku umysłowego, przyznałabym się wręcz, że gdzieś w połowie już byłam zmęczona bezustanną gonitwą za głównym bohaterem, ale kiedy zaczęły lecieć napisy końcowe, doszłam do wniosku, że w sumie dobrze się bawiłam. „Big Match” jest dobrze nakręcone, efekty komputerowe nie są tak „chamskie” jak np. w „Szklanej pułapce 5”, no i zawsze walka wręcz podoba mi się bardziej niż niekończąca się strzelanina.

Reklamy