wpisy z pobytu w Korei zwiedzanie

PIEEEESKI czyli polski sanepid płakałby i rozkładał ręce

W Azji jako w miejscu, gdzie istnieje wiele dziwnych dla nas rzeczy, z pewnością gratką będą kawiarnie tematyczne. W Japonii roi się przecież od maid cafe, a ja mam zamiar zaliczyć w Korei Hello Kity Cafe, nieważne ile tam wydam. Jednakże najbardziej od normy odchodzą chyba te kawiarnie, które nie tyle co mają jakiś tematyczny koncept, ale w których siedzi się po prostu z żywymi zwierzętami.

W poniedziałek bodajże (jakoś nie ogarniam tutaj czasu…) wybrałyśmy się do najsłynniejszego dog cafe, Bau Haus. Myślałam, że takich kawiarni z psami (lub kotami, to jeszcze przed nami!) musi być w Seulu na pęczki, ale okazało się, że wcale nie. Nie jest ich wiele, chociaż mamy jedną w bliskim sąsiedztwie, ale Bau Haus akurat uchodzi za najlepszą i najczystszą. Wysiadłyśmy z metra na stacji Hapjeong (합정), dojeżdżając z przesiadką i kawiarnia była zaraz przy wyjściu 3. Znaczy się trzeba było skręcić zaraz w prowadzącą w dół alejkę koło budynku, ale my po prostu weszłyśmy do niego, widząc szyld, po czym musiałyśmy szukać drogi jakimiś awaryjnymi schodami w dół według porady pewnego ahjussiego. Tak czy siak dotarłyśmy.

SAM_0400

Z miejsca od razu uderza zapach chloru, domestosa i innych środków czystości, choć lepsze to niż przysłowiowy „zdechły pies”. Miejsce było bardzo czyste, bo bez przerwy je pucowano. Okazuje się, że wszystkie psy w kawiarni właściwie żyją tam całe życie, załatwiając się bezceremonialnie gdzie popadnie, a pracownicy latają za nimi z papierem i odkażaczem. Pewnie nie brzmi to zachęcająco jako miejsce do wypicia kawy, ale przynajmniej tamtejsze americano było pierwszą prawdziwą, gorzką kawą, jaką wypiłam w tym kraju.

Generalnie zasada jest taka, że trzeba zamówić cokolwiek do picia dla siebie i można siedzieć z psami, bawić się z nimi i karmić je dostępnymi do kupienia przekąskami (wolę nie wiedzieć, jaki mają tam syf w żołądkach po tym wszystkim…). Kawiarnia podzielona jest na dwie strefy – szczeniaczki i małe rasy oraz większe psy. Do wyboru, do koloru, siedziałyśmy w obu. Osobiście nie potrafiłam być bardzo podekscytowana, bo ilość tych wszystkich zwierzaków nieco mnie przerażała, no i wolę bardziej koty, choć mimo wszystko siedzenie w tej koreańskiej psiarni było bardzo relaksujące…

SAM_0251

Bau Haus jest atrakcją turystyczną. Co prawda, poza Japończykami byłyśmy jedynymi obcokrajowcami, w dodatku nie dziewczynkami z podstawówki, których tam pełno, więc pewnie musiałyśmy dziwnie śmierdzieć dla psich nosów. Jednak jeśli masz w rękach żarcie, to wszystkie przybiegną i cię staranują. A ile ras było do wyboru!

Generalnie doszłyśmy do wniosku, że w Polsce nigdy by coś takiego nie powstało, ponieważ polski sanepid zgłupiałby. Ale wiecie co? Według naszych standardów trzeba by było zamknąć jakieś 80% koreańskich jadłodajni prowadzonych przez starszych ludzi oraz pojangmacha… Mogą się rozpadać, ale jedzenie jest fantastyczne, dlatego wolę takie niż inne fancy miejsca, w których czuję się obecnie nieswojo.

Wszystkie zdjęcia autorstwa Julity

7 komentarzy dotyczących “PIEEEESKI czyli polski sanepid płakałby i rozkładał ręce

  1. W Polsce jest już jedną kocia kawiarnia w Krakowie, druga będzie się otwierać w Warszawie, więc da się zrobić bez zawałów dla sanepidu.

    Polubienie

  2. Ale taniocha, wóda (wprawdzie słaba) za niecałe 3 złote, zagryzka za1 zł – żyć, nie umierać.

    Polubienie

  3. No i najważniejsze cena soju!!!

    Polubienie

    • Butelka soju jest za ciona (1000 wonów) z hakiem, butla makgeolli 1-2 ciony. Na street foodzie dostaniesz „porcję” deokbokki za 3 ciony, ale jest to cała miska, więc albo można się tym napchać w pojedynkę albo z kimś podzielić. Fish cake’a jadłam za 500 wonów za sztukę, a za 2-3 ciony możesz sobie wybrać pięć sztuk czegokolwiek panierowanego do usmażenia (kimbab, krewetki, ośmiornice, placki warzywne itp…)

      Polubienie

  4. A powiedz jakie ceny w straganach na typowe kdramowe żarełko z budek?

    Polubienie

  5. Może i nasz swojski Sanepid dostałby zawału, ale zdjęcia suuuper, a tak po prawdzie, to czy dawne przekupki na bazarach oferujące flaczki,pierogi i inne bigosy kogoś zatruły? A jadło się ze smakiem.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: