Turystyczne punkty must-see w Seulu – kompleks pałacowy

Jeśli chodzi o Polskę, mamy taki Wawel w Krakowie lub praktycznie każdy rynek w każdym większym mieście… Wiecie, mówię o takich punktach turystycznych, które mogą być przeludnione lub przecenione, ale mimo wszystko wypadałoby choć raz w życiu pojechać i po prostu to zobaczyć, szczególnie jeśli mieszka się gdzieś w pobliżu. Powiedzenie „cudze chwalicie swego nie znacie” nie mogło być odpowiedniejsze w tym przypadku, bo pewnie wielu z was nie widziało największych atrakcji turystycznych swoich miejscowości rodzinnych albo zrobiło to w późnym wieku. Ja wciąż jeszcze nie byłam w Guido w Zabrzu lub w tej sztolni w Tarnowskich Górach, jakoś ominęły mnie wycieczki szkolne…

Kiedy w pierwszym tygodniu zajęć na wymianie nauczycielka zapytała się o jakieś (naszym zdaniem) miejsca warte zobaczenia w Seulu, przekonałam się z trwogą, że zwykłe zajęcie zwiedzania zaczyna zanikać. Ja od samego przyjazdu jadam w obskurnych jadłodajniach wszystko, co tylko potrafię wyliczyć z koreańskiej kuchni, natomiast odniosłam wrażenie, że reszta to tylko lata po sieciówkach i kawiarniach.

Tak samo jest ze zwiedzaniem Seulu. Dowiedziałam się, że w przypadku wielu dziewczyn największym priorytetem po przyjeździe do tego kraju są zakupy na Myeongdong lub pójście do klubu na Hongdae, kiedy pewnie nie widziały pomniku Sejonga chociażby z daleka. Może to kwestia tego, że większość studentów z wymiany to jednak Chińczycy i Japończycy i nie jara ich historia Korei?

IMG_20150306_42Ja ze swoimi znajomymi obskoczyłyśmy w dwa tygodnie cały kompleks pałacowy w centrum Seulu składający się z pałaców Gyeongbokgung, Changdeokgung, Changgyeonggung, Deoksugung i świątyni Jongmyo. W każdym z tych miejsc można kupić combination ticket na wszystko za mana (10.000 wonów) czyli jakieś trzydzieści parę złotych. Dodatkowo jeden z wydzieranych kuponów zamieniono nam w Changdeokgung na bilet do Secret Garden, za którego zwiedzanie trzeba normalnie dopłacać. Żyć nie umierać.

Generalnie jeśli ktoś chce zaliczyć najbardziej charakterystyczne punkty turystyczne w Seulu, polecam wybrać się w pierwszej kolejności do Gyeongbokgung pod bramę Gwanghwamun.

Już większego centrum Seulu chyba nie ma, gdyż w jednym miejscu znajduje się reprezentacyjny plac z pomnikami Sejonga i Lee Soon Shina (zdjęcia wrzuciłam w jednym z wcześniejszych postów), IMG_20150226_1wieżowce po bokach, w tym budynek parlamentu koreańskiego, a za plecami kamiennych panów mamy bramę Gwanghwamun prowadzącą do Gyeongbokgung, największego zachowanego pałacu w Seulu, a w tle piękne góry.

Aby tu dotrzeć, należy wysiąść z metra na stacji (niespodzianka!) Gyeongbokgung. Wyjście 4 prowadzi boczną drogą prosto na plac między bramą, a wejściem do pałacu, natomiast jeśli wyjdzie się szóstym, przejdzie się obok parlamentu wprost na wielkie skrzyżowanie, z którego można przejść albo pod bramę, albo na Gwanghwamun Square.

Choć  pogoda nam sprzyjała dwukrotnie, przyroda jeszcze nie zbudziła się do życia, więc zdjęcia będą nieco „łyse”. Tak czy siak sądzę, że jeszcze zawitam w którymś z pałaców po raz kolejny, bo czemu nie, są super! Niby byłam w sercu metropolii, ale w olbrzymim powierzchniowo Gyeongbokgung można było naprawdę wypocząć, bo nie dochodziły żadne odgłosy z ulicy.

Poza tym było dużo do chodzenia i dużo schodów do wspięcia się. Leniwym tempem można by z tego zrobić spacer na cały dzień… Ne terenie Gyeongbokgung zobaczy się nie tylko scenerię jak z koronacji króla w każdej dramie historycznej, ale także różne inne, „niepałacowe” obiekty. Moim faworytem są stawy oraz uliczka jak z początku XX wieku.

Jeśli chodzi o inne pałace, do Deoksugung można właściwie przyjść na piechotę z Gyeongbokgung, idąc wciąż prosto główną ulicą. Jest to mały pałacyk wciśnięty między wieżowce, który wygląda bardziej na ogródek lub rezydencję letniskową niż stricte „pałac”, ale w tym właśnie miejscu król Gojong ogłosił powstanie „imperium Han” czyli innymi słowy poddanie się woli Japończyków.

Przynajmniej zapewniono nam trochę rozrywki, gdyż wydaje mi się, że co godzinę albo i częściej orkiestra militarna z epoki odgrywa scenkę tuż przed bramą, a prawie na chodniku.

Niestety między tymi wszystkimi pałacami komunikacja metrem jest słaba, gdyż wymaga licznych przesiadek co przystanek lub dwa, a do tej pory nie ogarnęłam seulskich autobusów.

seoul

Tak więc zwiedzanie Changgyeonggung, Changdeokgung i świątyni Jongmyo odbyło się w kolejnym tygodniu i porządnie wymęczyło, gdyż jak do tej pory chodziłam ze znajomymi wszędzie bez przewodnika, tak do Secret Garden na tyłach Changdeokgung można było wejść tylko z nim i w dodatku zafundował nam półtoragodzinny przełaj po górach, dolinach i schodach. Aż się odechciało robić zdjęć, ale tak czy siak macie…

Świątynia Jongmyo:

Changdeokgung, który był ciekawym miejscem ze względu na brak prostokątnego planu i kolejnych bram a’la Gyeongbokgung:

I największy na świecie Changgyeonggung… Naprawdę, to jest praktycznie jego większość:

IMG_20150314_27

Na marginesie, dojazd do tamtych pałaców nie był już tak łatwy. Bez przesiadek mogłam dojechać prościutko do świątyni Jongmyo, wysiadając na stacji Jongno 3-ga, jednak do pałaców dotarłam stamtąd pieszo bardzo „mroczną” uliczką starszych ludzi i chińskich restauracji. Natomiast przy powrocie z ostatniego w programie Changgyeonggung były kilometry prostą drogą do stacji Jongno 5-ga. Jest to dzielnica wybitnie nie w sąsiedztwie żadnego metra…

Jakieś ogólne konkluzje po takiej wycieczce? Właściwie wszystkie pałace wyglądają „tak samo”, gdyż są zbudowane dokładnie w tym samym stylu, z dokładnie tym samym stylem dekoracji dancheong pod dachami. Oczywiście nie jest to tak monumentalne jak europejskie zamczyska, ale właśnie przez to może być kompletna nowość dla Polaka. Wydaje mi się, że w pierwszym Gyeongbokgung pochodziłam nawet trochę z otwartą gębą, zanim się do tego wszystkiego nie przyzwyczaiłam…

Tak czy siak dla samej atmosfery warto wydać chociażby te 1000 wonów na jednorazowe wejście do najmniejszych pałaców i trochę tam posiedzieć, bo nie widziałam jeszcze innego miejsca w Seulu z taką ilością placu i drzew. Nawet nie wiecie jak się można stęsknić za przyrodą w tak krótkim czasie! Poza tym… dancheong jest niezmiennie piękne!

Reklamy