Turystyczne punkty must-see w Seulu – 벚꽃 (kwiaty wiśni)

Wielu z was pewnie zna zjawisko „świętowania” kwitnięcia wiśniowych drzew pod postacią japońskiej sakury. W Korei również jest to bardzo popularne, choć może nie tak znane na światową skalę w porównaniu do sąsiedniego państwa… I akurat teraz jest sezon.

Drzewa kwitną już od ponad tygodnia, więc za niedługo to wszystko się skończy, ale muszę wam powiedzieć, że nieszczególnie trzeba się wybierać na jakieś dalekie wycieczki poza Seul. Planowaliśmy ze znajomymi pojechać aż gdzieś w okolice Busanu, ponieważ w jednej z okolicznych miejscowości jest jeden z najsłynniejszych festiwali z tej okazji, ale tak naprawdę, żeby pooglądać sobie te słynne wiśnie, potrzeba towarzystwa (bo spacerowanie wśród par może być depresyjne), picia/jedzenia, aparatu i odrobiny wiatru, żeby płatki kwiatów opadały niczym śnieg.

Najsłynniejszą miejscówką w Seulu na wiśnie jest oczywiście Yeouido. Jest tam cala ulica, przy której drzewa wiśniowe tworzą tunel, no i przy okazji można poczuć typowo festyniarski klimat, kiedy co kilka kroków stoją budki z jedzeniem, słodyczami i piciem.

Wiecie, właściwie nie mam żadnych konkretnych zdjęć do pokazania, ponieważ ja tu wychodzę na spacer uzbrojona jedynie w komórkę, a nie będę znowu pożyczać od innych zdjęć z Facebooka. Równie dobrze możecie obczaić w internecie, jak to wszystko wygląda, ponieważ co jak co, ale kwiaty wiśni chyba nie mogą się różnić?

Poza Yeouido drugim poleconym mi miejscem był teren Kyunghee University, który znajduje się dosłownie zaraz za moim HUFSem, więc przechodziłam tam już nie raz. Specjalnie na oglądanie kwiatów byłam tam w zeszłym tygodniu, więc wszystko dopiero co się wtedy zaczęło, a że znajoma chodziła z aparatem, ja nawet nie wyciągałam swojego telefonu, bo po co? Macie przykładowe zdjęcia znalezione w Google i uwierzcie mi na słowo, że tak to właśnie wygląda:

Wracając jeszcze do Yeouido, tak naprawdę zamiast oglądać wiśnie poszlajałam się więcej po Saetgang Ecological Park, który tak naprawdę jest bagnem i chaszczami z mnóstwem komarów pomiędzy wieżowcami, ale wiecie co? W Korei tak bardzo brakuje jakiejkolwiek ulicznej zieleni, że potem taki jeden niezagospodarowany i pozostawiony przyrodzie kawałek ziemi naprawdę imponuje…

Myślę sobie teraz, że w sumie chciałabym przeżyć tę jedną chwilę niczym z dramy – wieczór, spadające płatki kwiatów wiśni, przystojny główny bohater i może być nawet to przydrożne pojangmacha… Jakoś obraz tych kwitnących drzew uległ takiej romantycyzacji, że później człowiek wzdycha, jeśli nie jest jedną z wielu par, które akurat wybrały się na spacer…

Pamiętacie, z których dram są te kadry?

Reklamy