Turystyczne punkty must-see w Seulu – Cheonggyecheon

Cheonggyecheon było od początku na mojej liście punktów do zwiedzenia, choć niestety nikt nie podzielał tego mojego entuzjazmu. Strumień znałam głównie ze ślicznych zdjęć festiwalu lampionów, który odbywa się na nim co roku. Nie potrafię sobie teraz przypomnieć czy widziałam go w jakiejkolwiek dramie, ale pamiętam chociażby bardzo długą scenę przy jego brzegu z filmu „Cafe Noir” z Shin Ha Kyunem i Jung Yumi.

Jest to kolejny z serii postów, z których napisaniem bardzo się ociągałam. Z góry przepraszam za fatalną jakość telefonu nocą, bo zwyczajnie nie mam dobrych zdjęć do podzielenia się. Z pewnością nie będą tak ładne jak cokolwiek, co można znaleźć w internecie:

Generalnie historia jest taka, że Cheonggyecheon zwiedziłam bez konkretnego planu i w dodatku jakiś miesiąc temu, kiedy było zimno i nie rosła jeszcze żadna zieleń. Wysiadłam na stacji Jongkak ze znajomą, bo chciałyśmy iść do jednej księgarni, ale skończyło się na dłuższym spacerze. IMG_20150325_6Właściwie to ja ją nakłoniłam do przejścia się nad Cheonggyecheon, kiedy zorientowałam się, że jest niedaleko. Wtedy też po raz pierwszy zjadłam te słynne fish bread, które są tanie jak barszcz – kilka sztuk za ciona lub dwa. Uwielbiam street food

Możecie się zapytać, o co tak właściwie chodzi z tym Cheonggyecheon, ale po prostu napaliłam się na ładną rzecz. Jest to sztucznie odrestaurowana rzeka w samym centrum Seulu w miejscu, w którym wcześniej w czasach industrializacji zbudowano po prostu autostradę. Popularne miejsce na randki i spacery, w końcu brakuje zieleni w stolicy Korei. Jeśli spojrzycie na mapkę, rzeka rozciąga się dosyć daleko. Ja przeszłam dosłownie jej fragment – czwarty most od lewej do początku, którym jest wodospad, ale był to całkiem porządny spacerek.

img_h42_theme_03_thumnail_1

W dodatku Cheonggyecheon jest genialne zagospodarowane na rzecz sztuki ulicznej. Nie wiem jak to wygląda teraz po miesiącu, ale w marcu widziałam różne instalacje świetlne na murach, a także w „trójwymiarze”, tzn. takie oto coś wyświetlano na kłębach sztucznie wzbijanej wody:

Myślę, że teraz prym w ozdabianiu koryta wiedzie głównie zieleń, przynajmniej z tego co widziałam kątem oka, będąc w okolicy. Naprawdę, planowałam przejść się tam jeszcze raz, aby zrobić kolejne zdjęcia dla porównania, ale jakoś nie miałam ochoty sama paradować z telefonem jak samotna turystka, kiedy byłam w okolicy przez inne sprawy. W końcu chodzą tam same parki i grupy… Tak czy siak, oto jak wyglądało Cheonggyecheon pod koniec marca. Mam wrażenie, że przełom zimy i wiosny to pewnie najbrzydszy okres na cokolwiek, a niestety tylko z tego czasu mam zdjęcia…

Reklamy