D-Day

Kolejna gościnna recenzja od Sephy, proszę wchodzić na jej blog o koreańskiej muzyce, Kindiemonster!

D-DayZnane też jako: Didei, 디데이

Na podstawie: pomysł oryginalny

Gatunek: medyczny, katastroficzny

Ilość odcinków: 20 x 70 min.

Premiera: 2015

Obsada: Kim Young Kwang, Jung So Min, Ha Seok Jin, Yoon Joo Hee, Lee Kyung Young, Cha In Pyo, Kim Sang Ho, Kim Hye Eun, Kim Jung Hwa, Sungyeol (Infinite), Kim Jae Hwa

.

Zasięgnęłam po tą dramę w sumie z 2 powodów. Pierwszym z nich był brak napisów do nowych odcinków „Answera”, drugim było zobaczenie teledysku z piosenką Memories Kangina (Super Junior), który poniekąd zdradzał (jak się potem okazało) wszystkie zbliżenia pojawiające się w dramie oraz mylnie przedstawił rzekomy miłosny trójkąt (czworokąt?) głównych bohaterów.

Pomyślałam sobie, że fajnie byłoby zobaczyć coś nowego, jeśli chodzi o medyczną dramę, zwłaszcza że główne tło stanowiło katastrofalne trzęsienie ziemi w Seulu. Spodziewałam się świetnych efektów specjalnych, zaskakujące akcje ratownicze, a w międzyczasie miałam nadzieję zobaczyć przeplatające się ze sobą różne wątki pobocznych postaci. Jednak podczas oglądania, z każdym odcinkiem jakość wizualna i poziom scenariusza spadał do tego stopnia, że wszystko wydawało się do siebie podobne.

„D-Day” jest przede wszystkim dramą medyczną, a jednocześnie katastroficzną. Należałoby przewidzieć mnóstwo dramatycznych i wzruszających scen, jednak ostatecznie nie było ich wiele, a scenarzyści pokazali mniej ofiar tragedii, niż jeżeli mielibyśmy się tego spodziewać. Mimo wszystko zdołałam zobaczyć 20 odcinków w ciągu 2-3 dni i nie było to nic na siłę. Ostatecznie nie wyszło źle, ale nie ominęło mnie pewne rozczarowanie.

Cisza przed burzą

Zacznijmy jednak od początku historii. Fabuła zaczyna się kilka godzin przed wielką katastrofą. Główny bohater Lee Hae Sung (Kim Young Kwang) jest przedstawiony jako lekkomyślny lekarz świetnego, dobrze wyposażonego w nowoczesny sprzęt prywatnego szpitala Mirae. Przede wszystkim wyznacza on zdrowie i życie pacjenta na pierwszym miejscu i nie obchodzą go toczące się przeciwko niemu rozprawy. Jego pochopne decyzje są rozpatrywane i krytykowane przez głównego dyrektora Park Guna. Mimo, że ratuje ludziom życie, ryzykowne działania młodego doktora sprawiają problemy szpitalowi, głównie finansowe i prestiżowe. Po naradzie zapada decyzja umieszczenia Hae Sunga w starym i prawie zamarłym Han River Mirae Hospital. Jednak to nie koniec kłopotów. Przeniesienie do innego ośrodka oznacza również przetransportowanie chorej i leżącej w śpiączce matki bohatera. Przed ostatecznym werdyktem ma jednak jeszcze wybór: wszystko zostanie cofnięte, jeśli uklęknie przed dyrektorem i go przeprosi. Jednakże duma Hae Sunga jest silniejsza i postanawia przenieść się do szpitala nad Han River.

W międzyczasie widzowie poznają pozostałych bohaterów z ekipy strażackiej, m.in kapitana Choi Il Suba (Kim Sang Ho) i resztę z sekcji strażaków (w tym brata Hae Sunga), innych doktorów i skład pielęgniarski ze szpitala Mirae oraz pani doktor Jung Ddol Mi (Jung So Min) z Busanu, która przyjechała do Seulu w celu dostarczenia pacjenta do szpitala Mirae. Co jakiś czas dowiadujemy się o informacjach prawdopodobnie zbliżającego się trzęsienia ziemi, jednak większość ludzi to ignoruje. Niespodziewanie (i to dosłownie) wieczorem powstają leje (ogromne otwory w ziemi), zapowiadające jeszcze gorsze sejsmiczne wstrząsy. To jeszcze nic w porównywaniu z tym, co ma się zdarzyć następnego dnia. Pierw pojawia się nienaturalnie ogromna tęcza na niebie, wieje silny wiatr a ze studzienek kanalizacyjnych, jak z gejzerów na Islandii, wystrzeliwują strumienie wody. Po chwili zrywa się ziemia, następują silne wstrząsy, które niszczą budynki od ich postaw. Hae Sung i Ddol Mi walczą o swoje życie i życie pacjentów.

Wydawać się może, że cały sens dramy tkwi w walce z życiem i ogromnymi stratami, jakie dokonały zniszczenia kataklizmu a także chodzi o próbę przeżycia najbliższych 72 godzin, jednak ostatecznie same operacje i akcje ratownicze schodzą po 8 epizodach na nieco dalszy plan. To za sprawą konfliktu pomiędzy głównym bohaterem a dyrektorem szpitala, który pomimo katastrofy cały czas myśli o pieniądzach i sławie. Uwierzcie, jak tylko widziałam na ekranie tego przydupasa z muszką, nasuwały mi się mordercze myśli…

I kto tu właściwie jest wrogiem?

Mamy więc typowego głównego bohatera lekarza, który ratuje ludzi bezinteresownie bez względu na to, czy jest to tylko banalny, czy wręcz beznadziejny przypadek. Hae Sung pomaga wszystkim, nie zwracając na swoje zdrowie i potrafi zaryzykować własnym życiem w imię swoich pacjentów. To typowy heroiczny protagonista, ale na szczęście nie bez wad. Jego największym minusem jest porywczość, brak rozsądku i lekkomyślność wobec tragicznej sytuacji. Nie toleruje słabych i łatwo poddających się lekarzy. Nic dziwnego, że jego stosunek do beztroskiej Ddol Mi na początku nie jest zbyt wesoły. Poza tym ciągle babra się w przeszłości. Po wypadku, w którym zginął jego ojciec a matka zapadła w śpiączkę, czuję się winny i ma wielką potrzebę ratowania wszystkich ludzi. Ma problemy sam z sobą, a mimo to jest w stanie pomagać innym. Myślę, że aktor Kim Young Kwang, który wcielił się w tą postać, zrobił kawał niezłej roboty. W jego grze aktorskiej obyło się bez zbędnego wielkiego dramatyzowania i potrafił przyciągnąć do siebie widza swoim uśmiechem, szczerością i odwagą.

W postaci Ddol Mi nie dostrzegłam niczego specjalnego, oprócz tego, że skutecznie motywowała Hae Sunga. Więcej chemii widziałam pomiędzy robakami Romeo i Julią (zwierzątkami Hae Sunga) niż między główną parą. Zdałam sobie sprawę, że po dramie medycznej nie należy spodziewać się zbyt dużych wątków romantycznych a już na pewno nie dobrych pocałunków. Miałam wrażenie, że scenarzyści zignorowali jej postać, chociaż była często widoczna na ekranie. Podobnie było w przypadku doktora od chirurgii obrotowej – Han Woo Jina (Ha Seok Jin), którego mieliśmy okazję widzieć co odcinek, ale nie robił niczego wielkiego, poza kilkoma wyjątkami. Jednak trzeba przyznać, że aktorka Jung So Min poprawiła się od czasów słodkiego „Mischievous Kiss”.

Wśród najważniejszych pozytywnych bohaterów warto wspomnieć również o kapitanie straży pożarnej Choi Il Subie, pielęgniarce Park Ji Nie (Yoon Joo Hee), psychiatrze Eun So Yul (Kim Jung Hwa) i szefowej oddziału ratunkowego Kang Joo Ran (Kim Hye Eun), która jednocześnie jest żoną Ministra ds. Stanów Nadzwyczajnych i Klęski Żywiołowej – Goo Ja Hyuka (Cha In Pyo). Poza nimi jest wiele innych ludzi, którzy mieli dość spory wpływ na przebieg fabuły, choć według widza częściej przeszkadzali i irytowali (m.in. przeklęty, tchórzliwy doktor Myung Hyun).

W „D-Day” nie mogło zabraknąć antybohaterów, których widz nie potrafi polubić ani tym bardziej współczuć. Jeśli chodzi o całą dramę, jest nią samo wydarzenie – fatalny kataklizm, lecz jeśli mielibyśmy przerzucić ją na ludzką formę, od razu narzuca mi się postać dyrektora szpitala Mirae – Park Guna. Ten facet po prostu wie, jak zszargać nerwy widzom. Nie mogłam znieść jego przechwalanek, podlizywania się wyżej postawionym ludziom i tej wiecznej kłótni, którą stworzył pomiędzy sobą a Hae Sungiem. W pierwszej kolejności ważne są dla niego pieniądze i prestiż, zaś ludzkie życie jest gdzieś na końcu listy. To typ tchórzliwego ignoranta i bezdusznego, odczłowieczonego staruszka, który zrobi wszystko na pokaz, aby zadowolić statystyki i zgarnąć kolejną nagrodę za najlepszy szpital w mieście – stąd w jego bogatym gabinecie dostrzec można pełno statuetek i dyplomów. Osobiście kiwałam z niedowierzaniem głową, kiedy pokazali scenę, w której dla odstresowania się włączył Mozarta i zaczął dyrygować do muzyki.

Oczywiście w takich dramach należy spodziewać się wielkiej ekipy statystów, którzy odegrali rolę pacjentów lub rodziny poszkodowanych. Przedział takich osób był prosty, ponieważ dzielili się na sparaliżowany, bezradny tłum, albo na totalnych panikarzy, którzy tym samym szkodzili innym. Niektóre sceny były irytujące, wręcz czasami absurdalne, ale z drugiej strony należy postawić się na ich miejscu i pomyśleć, jak my byśmy się zachowali podczas takiego trzęsienia ziemi. Niestety chyba podobnie.

Mądry Koreańczyk? – zawsze po szkodzie

Tytułowe „D-Day: jest dniem klęski dla Seulczyków. Osobiście coś we mnie pękło widząc, jak Namsan Tower przepoławia się w pół, niszcząc więżę telewizyjną. Most nad Han River nie przypominał niczego, co widziałam osobiście podczas pobytu w Korei. To niesamowite, jak realistycznie zostało ukazane niszczejące miasto i bez problemu oszukano widza małymi komputerowymi trikami. Widać wyraźnie, jak kilka pierwszych odcinków pochłonęło spory budżet. Akcja serialu była dynamiczna (osobiście zaskoczyła mnie wieczorna scena pierwszego „ataku”) a zakończenia odcinków sprawiały, że chciałam włączyć następny. Ten efekt trwał do pewnego czasu, bo w dalszej części fabuły znikły efekty specjalne i miejsce zostało ograniczone do szpitalu lub ewentualnie tej samej lokalizacji zniszczonej ulicy. Przez pierwsze 3 epizody przyzwyczaiłam się, że Hae Sung wraz z ocalonymi pacjentami przemieszcza się z jednego szpitala do drugiego, a akcja trwa na otwartej przestrzeni. Można było dostrzec wyraźną granicę między dwoma gatunkami dramy: od katastroficznej do typowo medycznej.

W trakcie oglądania serialu zaczęłam głęboko się zastanawiać, czy rzeczywiście tak wyglądałaby cała procedura akcji ratunkowej i czy faktycznie współczesny, unowocześniony Seul byłby całkowicie sparaliżowany przez trzęsienie ziemi o skali 6,5 Richtera. Byłam zszokowana, kiedy pokazano wyraźnie scenę, w której władze rozmawiają na temat nadchodzącego prawdopodobnie nieszczęścia, a Koreańczycy po prostu ot tak sobie to zignorowali.

W dramie również ukazano rozmowę dyrektora Park Guna, który nakazał ukrócić fundusz na dodatkowe leki i asortyment potrzebny do przeżycia w chwilach klęsk żywiołowych a także dyskusję na temat wzmocnienia starych seulskich budynków. Po katastrofie minister Goo Ja Hyuk wspominał niejednokrotnie o swojej wizji odbudowania Seulu na nowo. To dlatego zakazał gaszenia pożarów budynków i nakazał przystąpić jedynie do natychmiastowej akcji ratowniczej ludzi. Czy ludzie są aż takimi ignorantami i głupcami, aby mieć gdzieś swój kraj i jego stolicę? Poza tym od tego są sejsmolodzy, którzy alarmują o każdych niepokojących pomiarach. Tym bardziej nie rozumiem, czemu w dramie dla wszystkich „specjalistów” trzęsienie ziemi było niespodzianką. Być może to właśnie moje porównania realiów z fabułą dramy sprawiały, że miałam często oziębły stosunek do „D-Day”.

Ciekawi mnie osobiście, jakie są koreańskie realia i prawdopodobieństwo, że w Seulu może nastąpić wielkie trzęsienie ziemi. Czy to możliwe, aby taki potężny wstrząs dotknął jedynie to miasto? Jakby nie patrzeć, zazwyczaj to nadmorskie miasta (tj. Busan) są najbardziej narażone na takie zagrożenie a wskutek tego powstaje dodatkowo wielka sejsmiczna fala wody (czyt. tsunami).

Potencjał iście filmowy, ale czas wrócić do realiów.

jTBC potrafi czasem zaskoczyć. Między innymi takie dramy, jak „Padam Padam”, „Heartless City” czy „Secret Love Affair” przywołują pewną nadzieję w koreańskie produkcje serialowe. Miałam głęboką nadzieję, że w „D-Day” będzie podobnie, ewentualnie przybliży widza do swego rodzaju autentyczności lub do tematyki prawdziwych problemów każdego człowieka. Jednak czegoś wyraźnie zabrakło. Jednak czego? Przecież efekty walących się budynków i pękającego asfaltu na drodze mogłyby również wystąpić w kinowych produkcjach. Ani razu nie pomyślałam, że ten dym czy to pęknięcie wygląda nieprawdziwie. Muzyka (głównie ta instrumentalna), poza kilkoma balladami mogłaby również stanowić tło filmowych gigantów. Jednak…

Haczyk polega chyba na tym, że reżyseria skupiła się na pierwszym, ogólnym wrażeniu. Wstępny odcinek oglądałam w napięciu, czekając aż w końcu wydarzy się TEN dzień. Do samego końca nie potrafiłam przewidzieć, w którym momencie pojawi się nieszczęście. W momencie, gdy nastąpiło trzęsienie ziemi zastanawiałam się, co będzie dalej, zaś później, kiedy sytuacja się ustabilizowała, powrócono do przyziemnych spraw, a „D-Day” zaczęłam uważać za przeciętną dramę medyczną. Dalsze odcinki nie nudziły mnie, ale brakowało w nich początkowej fascynacji. Scenariusz zapętlał się, przywracając konflikt dyrektora z głównym bohaterem i tak do znudzenia. Kiedy zaś już faktycznie wiało nudą, przywracano banalne motywy śmierci lub narzucano na siłę tzw. wypadki przy pracy, aby przywrócić dynamikę serialu (18 epizod nawiązujący do brata Hae Sunga jest dla mnie totalnym absurdem, podobnie choroba oczu Woo Jina). Sceny z operacjami powtarzały się, a po 6 odcinku mogłam zarecytować całą regułkę stawiania diagnozy u pacjenta i widziałam identyczne ujęcia skalpela czy pompy ssącej krew. Mimo wszystko zdarzały się dla odmiany wyjątkowe operacje, nieco różniące się od tych wcześniejszych. Poza tym widziałam wiele komentarzy, w których dla wielu widzów niektóre sceny otwartych ran były zbyt dotkliwe i odpychające. Myślę, że to zależy od wrażliwości danej osoby, ponieważ osobiście nie widziałam w tym nic odrzucającego.

Tak na koniec – cieszę się, że w „D-Day” pomimo tej napiętej i nieszczęśliwej sytuacji miał miejsce również mały humor, a nawet skromny romans. Co prawda zbliżenia głównych bohaterów były znikome, ale w samym zachowaniu Hae Sunga było coś urzekającego. Nie do końca wiem, czy spowodowane to było jego ładnym uśmiechem czy może śmieszną burzą lokowanych włosów à la pudel. Poza tym fanki absów nie mają co narzekać.

Ocena:

Fabuła – 6/10

Kwestie techniczne – 8/10

Aktorstwo – 7/10

Wartość rozrywki – 7/10

Średnia – 7/10

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s