Koreańskie filmy w kontekście. Część I: Komedie romantyczne na początku millenium

Rozpoczynam nową serię artykułów filmowych, widząc, jak w statystykach popularność 100 koreańskich filmów, które warto znać nie słabnie. Jednak trudno byłoby ułożyć drugą, podobną listę, kiedy od tamtej minęły niespełna dwa lata… Dlatego właśnie Koreańskie filmy w kontekście, jak to nazwałam, będzie serią artykułów dotyczących bardziej sprecyzowanych motywów i zjawisk filmowych. Zamiast polecać filmy, będę też przy okazji po prostu recenzować tytuły związane z tematem. Dzisiaj na pierwszy ogień idzie to, z czym pewnie dużo ludzi miało styczność na samym początku swojego zainteresowania koreańskim kinem – stare komedie romantyczne.


Nie pamiętam dokładnie, jak wpadłam na taki pomysł. Muszę przyznać, że gdy po przeczytaniu trochę na temat zaczęłam rozumieć, dlaczego tyle tego powstawało, ponowne oglądanie tych filmów nie było już tak wielkim rozczarowaniem dla mojego serca, bo wiedziałam dokładnie, czego się spodziewać. Niemniej nadrobienie zaległości w filmach, które absolutnie nie są w moim guście i jeszcze masowe recenzowanie ich były sporym wyzwaniem…

Dlaczego w ogóle tyle tego powstało? Z prostego powodu – mody. Mogłabym to porównać do obecnego trendu kręcenia filmów historycznych. Są to drogie produkcje, więc nigdy nie powstało ich więcej niż 1-2-3 rocznie, ale po wielkim sukcesie „War of Arrows”, „Masquerade” i „The Face Reader” trzy lata z rzędu, ostatnie dwa lata upłynęły pod znakiem prawdziwego zatrzęsienia filmów kostiumowych, z których tylko mniejszość okazała się podobnymi hitami.

Wracając do tematu. Chyba powszechnie wiadomo, że prototypem tych wszystkich komedii romantycznych sprzed dekady jest „My Sassy Girl” – wielki, niespodziewany, międzynarodowy hit, który zdominował letni box office 2001 roku obok paru innych komedii gangsterskich. Jeon Ji Hyun była już wtedy bardzo popularną gwiazdą reklam i idolką nastolatek, ale ten film był pierwszym, za który usłyszała jakieś pochwały na temat swojego aktorstwa, ba!, zrobił z niej komediową sensację.

Jeon Ji Hyun w "My Sassy Girl"
Jeon Ji Hyun w „My Sassy Girl”

„My Sassy Girl” było pierwszym filmem Kwak Jae Yonga od siedmiu lat, a jego wielki sukces spowodował, że podpisał kontrakt na nakręcenie kolejnych trzech w ciągu sześciu lat. Jak widać, wszyscy chcieli zbić jak najwięcej kokosów na sławie tej komedii i to w jak najszybszym czasie. Sam film doczekał się kilku adaptacji, m.in. amerykańskiego remake’u i japońskiej dramy, a Kwak Jae Yong nakręcił w 2004 roku bardzo podobne tematycznie „Windstruck”, również z Jeon Ji Hyun w roli głównej.

Jeśli myślicie, że na tym skończyło się odcinanie kuponów, to się mylicie. Właściwie cała dzisiejszy tekst jest o tym, że „My Sassy Girl” w mniejszym lub większym stopniu wpłynęło na cały tabun innych komedii romantycznych, które pojawiły się w następnych latach…

Warto jednak zaznaczyć, że czynników było więcej. W 2002 roku reżyser Yoon Je Gyun podjął wielkie ryzyko z komedią erotyczną „Sex Is Zero” nakręconą na modłę „American Pie”, która okazała się być w Korei tylko troszeczkę mniejszym hitem niż „My Sassy Girl”. Trzecim filmem, który już definitywnie zdecydował o całej fali naśladowców, było „My Tutor Friend”. Wszystkie trzy zebrały w koreańskich kinach ponad 4 miliony widzów!

Myślę, że można nazwać „My Tutor Friend” jednym z pierwszych naśladowców, ale przynajmniej ten jeszcze zdobył sukces w odróżnieniu od coraz bardziej rozwodnionych wariacji na temat. W sumie również doszukiwałabym się podobieństw w „Sex Is Zero” w tym sensie, że nagle na początku ubiegłej dekady zrobiło się modne kręcenie komedii romantycznych, które były bardziej komediowe niż romantyczne, ale to „My Tutor Friend” usłyszało pierwsze bezpośrednie porównania do „My Sassy Girl”, gdyż oba filmy są adaptacjami internetowych opowiadań opisujących prawdziwe wydarzenia.

Kwon Sang Woo i Kim Ha Neul w "My Tutor Friend"
Kwon Sang Woo i Kim Ha Neul w „My Tutor Friend”

Wydaje mi się, że koreańskie środowisko filmowe źle oceniło przyczyny popularności „My Sassy Girl” albo po prostu nie potrafiło odtworzyć reżyserii Kwak Jae Yonga i roli Jeon Ji Hyun. Z tego powodu rozpowszechnili się bardzo powierzchowni naśladowcy – filmy, które albo były adaptacjami innych opowiadań internetowych, albo których główni bohaterowie byli w mniejszym lub większym stopniu pokręceni niczym rola Jeon Ji Hyun.

W sumie są to dwa trendy, ale postanowiłam połączyć je w jedno. Pierwszą porażką, która nie potrafiła zrozumieć istoty magii „My Sassy Girl”, było star vehicle Jang Nary, „Oh! Happy Day”. Totalnie przesadziła ze swoim komicznym aktorstwem, niemniej zresztą, co Ha Ji Won w „100 Days With Mr. Arrogant”, które dodatkowo jest na podstawie opowiadania internetowego. Odwrócenie motywu szalonej bohaterki można było zobaczyć poniekąd u Kwon Sang Woo w „My Tutor Friend” i Jang Hyuka w „Please Teach Me English”.

Ha Ji Won w "100 Days With Mr. Arrogant" | Jang Nara w "Oh! Happy Day"
Ha Ji Won w „100 Days With Mr. Arrogant” | Jang Nara w „Oh! Happy Day”

Sukcesy w box office „My Sassy Girl”, „Sex Is Zero” i „My Tutor Friend” rok rocznie, przez trzy lata z rzędu, doprowadziły do tego, że w 2004 roku swoją premierę miało aż osiem (!) produkcji z gatunku komedii romantycznej, ale żadna nie powtórzyła już takich wyników i filmowcy zakrztusili się tym trendem.

Koreańczycy mogli zobaczyć w kinach w tamtym roku wspomniane „Windstruck”, „100 Days With Mr. Arrogant”, inne, bardziej melodramatyczne adaptacje opowiadań internetowych w postaci „Temptation of Wolves” i „He Was Cool” oraz dalekie wspomnienia po roli Jeon Ji Hyun w wykonaniu Kim Jung Hwy w „Spy Girl”, Kim Ha Neul w „Too Beautiful To Lie” i Ha Ji Won w „Love, So Divine” (o wiele lepsze niż „100 Days…”!). Co więcej, to moja osobista refleksja, ale wydaje mi się, że komedia romantyczna Jang Jina „Someone Special” była pewnego rodzaju odpowiedzią na to wszystko, gdyż ten reżyser nigdy więcej nie sięgnął do tego gatunku, a rolę Lee Na Young też nie można zaliczyć do najnormalniejszych…

W każdym razie skompilowałam wszystkie wspomniane tytuły w jedną tabelę, abyście mogli dokładnie porównać sukces jednych z innymi (można ją powiększyć):

box office komedii romantycznych

Wyniki „100 Days With Mr. Arrogant”, „Too Beautiful To Lie”, „Windstruck”, „Temptation of Wolves” i „Love, So Divine” nie są złe, bo w końcu przekroczyły milion sprzedanych biletów, ale prawdą jest, że żaden tytuł nie zdobył pochlebnej opinii krytyki poza rolą Kim Ha Neul w „Too Beautiful To Lie”. Dlatego uważam, że filmy te sprzedały się dzięki swoim aktorom – zauważcie, że w ciągu tych czterech lat wiele nazwisk pojawia się dwukrotnie!

Na koniec chciałabym się zapytać czy dobrze trafiłam – czy któreś z wymienionych tytułów były jednymi z pierwszych koreańskich filmów, jakie widzieliście, czy jednak zaczynaliście lepiej ode mnie? Macie o nich dobrą opinię czy traktujecie je z sentymentem? Do których moglibyście wrócić?

Powiązane recenzje:

100 Days With Mr. Arrogant (2004)
He Was Cool (2004)
Love, So Divine (2004)
My Sassy Girl (2001)
My Tutor Friend (2003)
Oh! Happy Day (2003)
Please Teach Me English (2003)
Sex Is Zero (2002)
Someone Special (2004)
Spy Girl (2004)
Temptation of Wolves (2004)
Too Beautiful To Lie (2004)
Windstruck (2004)

Reklamy

5 myśli nt. „Koreańskie filmy w kontekście. Część I: Komedie romantyczne na początku millenium”

  1. „Czy zaczynaliście lepiej ode mnie?”
    Przeczytałem, przetarłem oczęta, zaśmiałem się, pomyślałem moment, poszedłem zrobić kawę.
    W sumie ciekawe pytanie!
    Ale jeśli odpowiedzieć nań poważnie to skoro za miarę sukcesu przyjmujesz ilość sprzedanych biletów to ja zaczynałem pewnie GORZEJ.
    Kinematografia koreańska nie jest moją ukochaną i nie zaliczę do niej ani jednego filmu bez którego mógłbym nie żyć. Podszedłem do pytania na poważnie i by nie polegać tylko na pamięci przeglądnąłem bazę ocenianych filmów na Filmwebie na obu swoich kontach.(kiedyś straciłem swoje główne konto pocztowe i dostęp do kilku powiązanych również)
    Tak czy inaczej, wyszło, że nigdy nie oceniłem żadnego filmu koreańskiego wyżej niż na 9/10 i był to jeden z pierwszych pięciu, może dziesięciu filmów od których zaczynałem przygodę z kinem tego kraju. Mowa o Bin-jip (3-Iron) z 2004. Film dziś może nie robi już takiego wrażenia ale ja oglądałem go w 2005.

    Z twojej listy widziałem większość filmów z obowiązkową wielką trójką ale spodobał mi się TYLKO My Sassy Girl (2001) oceniony na 7/10. Z pozostałych sympatię wzbudził jedynie Too Beautiful To Lie (2004) ale też uważam, że głównie z uwagi na grającą tam Kim Ha Neul.

    Polubienie

    1. Wiesz, z ciekawości zrobiłam to samo, co ty – zaparzyłam kawę i siadłam szukać w swojej historii filmów. To chyba uniwersalna zasada, bo również nie dałam żadnemu więcej niż 9, a te, które na to u mnie zasłużyły, są jednymi z moich pierwszych, jak np. „A Bittersweet Life” lub „Memories of Murder”. Kwestia w tym, że naooglądałam się na początku samych dobrych thrillerów, bo głównie to mogłam znaleźć w wypożyczalni dvd (kiedyś jeszcze do takiej chodziłam!), a potem odkryłam większy dostęp w internecie… i padłam właśnie ofiarą takiego polecania starych komedii romantycznych, z których każda bardzo mnie rozczarowała.
      Można sobie pomyśleć, czego się spodziewałam, przechodząc od Park Chan Wooka i spółki do taniej komerchy, ale oglądałam wtedy również nie-thrillery i ze wstydem obecnie przyznaję, że na przykład takie „My Black Dress” z Yoon Eun Hye bardzo mi się podobało (boję się tego ponownie ruszyć i przekonać się, ile naprawdę wart jest ten film). Tak więc „100 Days With Mr. Arrogant” i inne zrobiły na mnie tak „wielkie” wrażenie, że długi czas robiłam aluzje, jakie to głupie filmy, i jaka to Ha Ji Won beznadziejna w komedii…

      Polubienie

      1. My Black Mini Dress (2011) oglądałem w towarzystwie z półtora roku temu i dalej mi się podoba ale ja lubię takie filmy „o niczym”.
        Hadżiwona w „100 dniach” jest straszna a ścisłej cały film to nieporozumienie.ale aktorkę i sporo jej ról wręcz uwielbiam. Z wiekiem ja akurat zaczynam gustować coraz częściej w dobrze zrobionym kinie komercyjnym i dlatego oglądam namiętnie dramy koreańskie.

        Miica, do komromów może jeszcze nie dojrzałaś?!
        Filmy artystyczne, niezależne, thrillery, czy nawet horrory to typowa choroba młodości, z której tak jak z k-popu się kiedyś wyrasta :D

        Polubienie

        1. Co ty mi za niepopularne opinie próbujesz wcisnąć? :P Czy może chodzi ci o to, że za młodu chcemy być kinowymi hipsterami, a z wiekiem przestajemy wymagać nie wiadomo czego i oglądamy dla rozrywki?

          Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s