Marriage Contract

Marriage ContractZnane też jako: 100 Days’ Wife, Wife of 100 Days, Gyeolhon Gyeyak,

Na podstawie: pomysł oryginalny

Gatunek: melodramat

Ilość odcinków: 16 x 70 min.

Premiera: 2016

Obsada: Lee Seo Jin, UEE (After School), Kim Kwang Kyu, Kim Yoo Ri, Lee Hwi Hwang, Kim Yong Gun, Kim So Jin, Ahn Ji Hun, Kim Young Pil, Lee Hyun Geol, Jung Kyung Soon, Park Jung Soo

.

Tyle z oryginalności – slot

Nie jestem fanką Lee Seo Jina, który nigdy mnie w niczym nie zachwycił poza starym „Damo”, a tym bardziej nie UEE, która w zeszłym roku zapowiadała się całkiem dobrze w „Ho Goo’s Love”, ale potem pozostawiła po sobie wyłącznie niesmak w „High Society”. Dzieli ich siedemnaście lat różnicy i nawet kiedy nie jest to jeden z tych przykrych przypadków, kiedy robi się z aktorek dziecięcych starsze niż są w rzeczywistości (patrz: Kim Sae Ron, Kim Yoo Jung i Kim So Hyun), to można sobie zadać pytanie: czy naprawdę nie ma żadnej aktorki „na poziomie” dla starszego Lee Seo Jina poza członkinią girlsbandu?!

Dosłownie wszystko zapowiadało się źle. Zaczynając od odtwórców głównych ról poprzez fatalny, kompletnie nieoryginalny tytuł odpychający zapowiedzią banalnego narzędzia fabularnego. MBC zapowiedziało „Marriage Contract” jako jeden z elementów swojej „oryginalnej” ramówki mającej dorównać tvNowi, który zbiera ostatnio wszystkie laury. Słyszycie moje parsknięcie śmiechem? Jedyna „oryginalna” rzecz w tym wszystkim to emisja 16-oodcinkowej mini-serii w weekendowym slocie przeznaczonym z reguły dla 50-odcinkowych kobył, ale nie jest to wcale pierwszy taki przypadek.

Dawczyni do wynajęcia i formowanie rodziny

Fabuła „Marriage Contract” jest o nielegalnym układzie między bohaterami i jego konsekwencjach. Kontrakty małżeńskie lub po prostu na udawanie pary są w sumie przeżytkiem sprzed dekady („1% of Anything”, „Full House”, „My Name is Kim Sam Soon”, „Delightful Girl Chun Hyang”, „Goong”…), dlatego byłam w ciężkim szoku, że ktoś jeszcze bierze się za ten zużyty motyw, ale to, co odróżnia tę dramę od pozostałych, to ciężki melodramat. „Marriage Contract” nie jest komedią romantyczną, a zawarta w nim umowa nie jest czymś trudnym do wyobrażenia sobie w prawdziwym życiu.

Han Ji Hun (Lee Seo Jin) jest synem bogatej rodziny i kompetentnym właścicielem restauracji, jednak jako dziecko kochanki ojca trochę się alienuje od reszty. Jego matka Oh Mi Ran (Lee Hwi Hyang) trafia do szpitala i potrzebuje przeszczepu, ale nikt z jego rodziny nie ma ochoty jej pomóc. Bohater wpada zatem na pomysł przekrętu – aby przyspieszyć procedurę potrzebuje organu kogoś z rodziny, dlatego jest w stanie zapłacić jakiejś gotowej na to kobiecie, aby stała się jego fałszywą żoną, a potem oddała nerkę fałszywej teściowej.

Tutaj wkracza nasza główna bohaterka, przypadkowo poznana przez niego Kang Hye Soo (UEE) – wdowa z siedmioletnią córką Eun Sung, która odziedziczyła po zmarłym mężu ogromne długi i cały czas ucieka od gangsterów. Znajduje zatrudnienie w restauracji Ji Huna i przypadkowo podsłuchuje jego rozmowę z przyjacielem na temat jego radykalnego pomysłu. Zgłasza się na ochotniczkę i prosi w zamian o środki do utrzymania jej córki aż do momentu, kiedy dorośnie. Jest zdeterminowana, ponieważ jej samej nie zostało wiele życia z powodu choroby… Będą musieli włożyć wiele wysiłku, aby oszukać szpitalną kontrolę i przekonać wszystkich, że są prawdziwą rodziną.

Czarny koń

Kontrakt małżeński, śmiertelne choroby w podwójnej ilości, rodzina bogaczy, która z pewnością będzie się sprzeciwiać, była miłość głównego bohatera, która nie potrafi odpuść pomimo narzeczeństwa z jego bratem (ach, czemu nikt nie oferuje lepszych ról Kim Yoo Ri?!)… Lista jest długa, jednakże „Marriage Contract” to jeden z tych rzadszych przypadków, kiedy pomimo braku nowych elementów rzetelne wykonanie sprawiło, że można pochwalić dramę. Chyba coś jest na rzeczy w MBC, które z reguły emituje albo oklepane dramy, albo oklepane dramy, które pomimo tego jakoś dają radę.

Ten tytuł mogłabym porównać do „Mama” z 2014 roku, również weekendowej produkcji MBC, która dzięki doskonałej reżyserii, ciepłemu scenariuszowi i świetnym występom Song Yoon Ah, Moon Jung Hee i młodego Yoon Chan Younga wzniosła się ponad banalny motyw śmiertelnej choroby. „Marriage Contract” oczywiście nie jest lepsze, ale trzyma poziom. Jestem bardzo zadowolona, że moje zaskakująco dobre wrażenie po pierwszych odcinkach (a przecież wcale nie planowałam oglądać tej dramy!) nie uleciało z czasem. Może nie byłabym aż tak entuzjastyczna wobec tego serialu jak jego internetowe opinie i około dwudziestoprocentowa oglądalność, ale to już kwestia osobistego braku zainteresowania melodramatami.

Trzy punkty do zapamiętania

„Marriage Contract” absolutnie nie jest oryginalną dramą, ale chciałabym nieco więcej napisać o jej trzech zaletach – reżyserii, idei i występie UEE. Nie wiem czy wy też to odczuwacie, ale coś jest w pracy PD Kim Jin Mina, co sprawia, że jego dramy nie są „typowe” lub „mało artystyczne”. Trudno jest mi to ująć w słowa. „Marriage Contract” posiadało mnóstwo takich drobnych zalet, które sprawiały, że nie wyglądało jak tania produkcja sklecona na szybko – ujęcia kamery, oświetlenie, pojedyncze sceny z wielkim impaktem emocjonalnym oraz muzyka, która była dość klimatyczna, a nie składała się z tandetnych ballad słyszanych kilka razy w ciągu tego samego odcinka.

Jeśli chodzi o scenariusz, raczej nie byłabym w stanie go wychwalać, ale jest porządny. Nie dzieje się wiele na ekranie, przez co te szesnaście odcinków wydało mi się jeszcze dłuższych, niemniej spodobała mi się idea stojąca za dramą. Główny bohater posuwa się do nielegalnych czynów (tj. handlu organami – nazwano to po imieniu…), aby uratować swoją matkę, natomiast główna bohaterka zrobi wszystko, aby zapewnić przyszłość swojej jedynej córce. Sama postać jej domniemanej teściowej pozytywnie mnie zaskoczyła, ponieważ uniknęła stereotypu wrednej i nie była obojętna na dobroć Hye Soo, jaką jej okazywała. To poruszające, jak ci wszyscy samotni ludzie stworzyli w końcu rodzinę. Troska o innych jest mocną stroną „Marriage Contract” i moim zdaniem pogłębia realizm dramy, która nie skupia się tylko na wielkiej romantycznej miłości, dla której odrzuca się wszystko inne.

Ostatnia rzecz, którą trzeba podkreślić, to zaskakująco bardzo dobry, wręcz przełomowy występ aktorski UEE, która nie dość, że miała po raz pierwszy wielką chemię z partnerem (i do tego dużo starszym!), to jeszcze pokonała limity swojej ograniczonej mimiki twarzy (zauważyliście, że nie może rozchylić szeroko ust i przez to czasami mamrocze?), robiąc ogromny przeskok ku lepszemu, jeśli przypomnieć sobie jej ostatnią, fatalną na wszystkich frontach rolę w „High Society”. Zagrała wiarygodną matkę i wiarygodnego człowieka, a z czasem wyrobiła się jeszcze w licznych scenach płaczu. Mam nadzieję, że to nie będzie jednorazowy cud.

„Marriage Contract” jest tradycyjną dramą, ale może dlatego zdobyła taką popularność? Uniwersalne wartości rodzinne z pewnością przytrzymały przy ekranie starszych widzów na dłużej (w końcu mówimy o weekendowym slocie), ale jest szansa, że młodszym też się spodoba.

Zdobyte nagrody

2016 MBC Drama Awards:

  • Top Excellence dla Lee Seo Jina
  • Top Excellence dla UEE
  • Golden Acting Award dla Lee Hwi Hyang

2016 Korea Drama Awards:

  • najlepsza reżyseria

2016 Grimae Awards:

  • Top Excellence dla najlepszej dramy
  • Top Excellence dla UEE

Ocena:

Fabuła – 6/10

Kwestie techniczne – 7/10

Aktorstwo – 7/10

Wartość rozrywki – 7/10

Średnia – 6,75/10

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s