Komercyjne sukcesy do pary ze świetnymi recenzjami koreańskiego kina w 2016 roku

Już w podsumowaniu pierwszego półrocza w koreańskim box office podkreślałam, że szykuje nam się wspaniały rok, jeśli chodzi o koreańskie kino. Powroty wielkich reżyserów, takich jak Park Chan Wook i Na Hong Jin, zdecydowanie nie zawiodły, a dobra passa utrzymała się również przez wakacje. Jest lepiej niż w zeszłym roku, kiedy sezon ogórkowy uratowały „Veteran” i „Assassination”, a już na pewno niż w 2014.

Jak na razie dopiero tylko jeden tytuł przekroczył magiczną granicę 10 mln widzów w kinie – „Train to Busan” (zaznaczam przy tym, że populacja całej Korei wynosi ponad 50 mln). To kolejny wielki sukces genre cinema, bo co by nie mówić, czołówka koreańskiego box office wszech czasów składa się w największej mierze w filmów dramatycznych i historycznych. „Train to Busan” jest zatem drugim po „The Host” thrillerem/horrorem, który spotkał się z wielkim komercyjnym sukcesem, a do tego z bardzo entuzjastycznymi recenzjami krytyków. Może dlatego, że Korea jeszcze nigdy nie eksploatowała tematu zombie na komercyjną skalę?

Train to Buan
„Train to Busan”

W zeszłym roku mieliśmy „Veteran” i „Assassination”, które podratowały wyniki całorocznego box office, a później „Inside Men”, natomiast 2014 przyniósł największy hit w historii, „Roaring Currents” i zaraz w grudniu „Ode to My Father”, które zajmuje obecnie drugie miejsce, ale są to typowe filmy sezonu ogórkowego, które łatwo potrafią zachwycić, ale nie nazwałabym ich arcydziełami kina pomimo świetnej strony technicznej. W takim kontekście w 2016 mieliśmy tylko rzekomo kiepskawe „Operation Chromite”, które złapało ponad 7 mln widzów na Liama Neesona w koreańskim filmie. Poza tym sporo filmów okazało się mniejszymi hitami, ale za to świetnie przyjętymi przez krytykę. Chyba właśnie mamy do czynienia z najlepszym czasem dla koreańskiego kina od lat, a przecież wciąż od jakiś pięciu utrzymuje się hossa…

Lee Jung Jae i Liam Neeson grający w "Operation Chromite"
Lee Jung Jae i Liam Neeson grający w „Operation Chromite”

Obecnie w kinach wciąż króluje „The Age of Shadows” Kim Ji Woona. Zawsze wymieniany wśród największych współczesnych koreańskich reżyserów, ale pozostający „tym trzecim” po Park Chan Wooku i Bong Joon Ho, tym razem całkowicie odwrócił sytuację, gdyż to właśnie jego film, a nie „The Handmaiden” czy „Goksung” Na Hong Jina („tego czwartego”?), okazał się dyskusyjnie jak na razie najlepszym filmem roku i został oficjalnym koreańskim kandydatem do Oscarów. Film podobno jest jego największym majstersztykiem wizualnym w karierze.

Dodatkowo szaloną popularnością może się teraz cieszyć Gong Yoo, który po trzech latach przerwy wrócił ze wszystkimi projektami na raz – „A Man and A Woman” Lee Yoon Kiego na początku roku, wspomnianym „Train to Busan”, „The Age of Shadows” i nadchodzącą dramą. Co ciekawe, pomimo wielkich pochwał na temat dwóch ostatnich tytułów, sam Gong Yoo nie jest szczególnie doceniany przez krytyków, będąc po prostu porządnym w swoich rolach.

Gong Yoo w "Train to Busan"
Gong Yoo w „Train to Busan”

Kto zatem będzie królował na nadchodzących galach nagród filmowych? Jeśli nie Lee Byung Hun jeszcze za zeszłoroczne „Inside Men”, mamy Song Kang Ho w „The Age of Shadows” i Ha Jung Woo w „The Handmaiden” i zaskakującym hicie „Tunnel”. Z jednej strony wszystkie jego filmy stają się sukcesami, ale raczej nie zakładano ponad 7 mln widzów w kinach przy tym tytule… Reżyser Kim Sung Hun osiągnął jeszcze więcej niż ostatnio przy „A Hard Day” będącym jego przełomem w karierze, a do tego krytycy powszechnie chwalą jego odwagę w otwartej krytyce stanu bezpieczeństwa w Korei i organów władzy (tragedia Sewolu odbija się echem…).

Ha Jung Woo w "Tunnel"
Ha Jung Woo w „Tunnel”

Jeśli chodzi o aktorki, myślę, że pojedynek rozegra się pomiędzy zepchniętą z piedestału przez skandale obyczajowe Kim Min Hee, która niemniej zagrała najlepszą rolę w karierze w „The Handmaiden”, a Son Ye Jin, która miała w tym roku dwa filmy – przeoczone „The Truth Beneath” i letni hit kinowy „The Last Princess”. Przy obu wspominano o jej „rolach życia”.

Z reguły zawsze jeszcze pojawia się niespodzianka na jesień i hit zimowego sezonu ogórkowego, więc zakładam, że z wielkim sukcesem komercyjnym spotka się „Master”, które ma premierę w grudniu, a „Vanishing Time” będzie ulubieńcem krytyków. Zagadką pozostaje dla mnie „Asura: The City of Madness”... Obsada jest obiecująca, zapowiada się mocne, męskie kino, ale reżyser Kim Sung Soo jest raczej twórcą blockbusterów, a nie arcydzieł.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s