Zagadka fatalnych napisów do koreańskich filmów

Dawno, dawno temu chciałam w ramach zabawnej ciekawostki wrzucić na bloga okładki dvd koreańskich dram, jakie przypadkiem znalazłam podczas szukania obrazów. Można się nieźle uśmiać, widząc te piraty z indonezyjskiego sklepu, które często mają nie tych aktorów co trzeba na okładce i są kolorowo kiczowate (mój osobisty faworyt to Eugene w „Because It’s The First Time”, skąd?!):

To był pierwszy kamyczek, który spowodował niespodziewaną lawinę… Potem przeczytałam w czasopiśmie „EKRANy” artykuł o Nollywood – nigeryjskim przemyśle filmowym, które idzie na ilość, a nie jakość i wykwitł zresztą na piractwie. W tym kraju płyty dvd kupuje się jak batoniki, ogląda raz i wyrzuca, a przy tym rozmiary tej branży szacuje się na niebagatelne 3 miliardy dolarów… Widząc przy tym ilustracje, od razu przypomniało mi się o tej indonezyjskiej ciekawostce – dwa różne końce świata, a ludzie bardzo podobnie spędzają swój wolny czas przy oglądaniu pirackich filmów, które tworzą tam ogromny biznes.

Jakiś czas później obejrzałam podczas Festiwalu Pięciu Smaków indonezyjski film „A Copy of My Mind” i wtedy wszystkie przypuszczenia poskładały mi się w konkretną całość… Przemysł piracki filmów rzeczywiście tam kwitnie, a płyty są równie jednorazowe, co w Nigerii. Nie potrafię sobie wyobrazić, w jakiej jakości zdobywają kopie do dystrybucji, ale jeśli powołać się na słowa reżysera Joko Anwara, że wszystko, co pokazane w jego filmie, jest jak najbardziej prawdziwe, za napisy do filmów i seriali biorą się często niewykwalifikowani ludzie bez dobrej znajomości języka, którzy zgadują, co mogło zostać powiedziane lub wrzucają gotowy tekst w Google Translate i voila! Oto gotowe dvd z kiepskimi napisami, które albo nie będą ostatecznie przeszkadzać, albo widz wyrzuci tanią płytę i kupi następną.

Teraz wyobraźcie sobie ten koszmar lingwisty, w którym już fatalne napisy indonezyjskie są tłumaczone na język angielski równie często, co chiński tekst wrzucany jest w translatora. Nie wiem jak to się stało, że w ostatnich dwóch latach rozpleniły się w internecie słabe napisy do filmów tłumaczone z indonezyjskiego zamiast oficjalnych z dvd, ale zdążyłam się już pozbyć wszelkich nadziei, kiedy widzę nagle dostępny najnowszy film – w 98% przypadków napisy do niego są nie do zaakceptowania! Kto by w ogóle pomyślał, że zalewają nas, przychodząc tak okrężną drogą?

Reklamy

Jedna myśl nt. „Zagadka fatalnych napisów do koreańskich filmów”

  1. Dotąd nie obejrzałam The truth beneath przez te okropne napisy. Przedwczoraj próbowałam oglądać The Age of shadows ale po 15 minutach sobie darowałam, bo te napisy to było jakieś nieporozumienie. Kiedyś (tak 2010-2011 kiedy ja oglądałam wszystko jak popadnie tylko żeby azjatyckie było) tak nie było. Może czekało się dłużej, ale napisy były dobrej jakości.
    Ale to nie wszędzie w Azji tak jest. Oglądam bollywood od lat i tam napisy są zawsze bardzo dobre. Zapewne dlatego, że angielski tam jest szeroko używany.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s