Znane też jako: Man x Man, Maentumaen,

Na podstawie: pomysł oryginalny

Gatunek: komedia szpiegowska

Ilość odcinków: 16 x 70 min.

Premiera: 2017

Obsada: Park Hae Jin, Park Sung Woong, Kim Min Jung, Yeon Jung Hun, Chae Jung Ahn, Jung Man Shik, Jang Hyun Sung, Lee Shi Eon, Tae In Ho, Oh Nara, Oh Hee Jun, Kim Bomi

.

Pre-producing, Netflix i pułapka dramowości

Długo zapowiadana pre-produced drama współscenarzysty „Descedants of the Sun” wcale nie okazała się być przewidywanym wielkim sukcesem i popkulturowym fenomenem. Zdarza się, nawet dosyć często, choć medialny szum był dosyć spory w wyniku kumulacji różnych czynników – sukcesu wspomnianego hitu, afery wokół potraktowania Park Hae Jina w „Cheese in the Trap” i możliwości odegrania się za to, zapowiadanej „nigdy niewidzianej dotąd” akcji, zakupu serialu przez Netflix, który udostępniał go równocześnie z premierą na antenie jTBC i w końcu samej emisji na tym kanale, który raczej nie kojarzy się z byle jakimi dramami… Jednak oglądalność „Man to Man” nie sięgnęła nawet połowy tego, co osiągnęło poprzednie w slocie „Strong Woman Do Bong Soon”.

Po takim typowym dla mnie wstępie możecie teraz zakładać, w którą stronę to pójdzie – oznajmię od początku, iż „Man to Man” to drama rozczarowująca czy niedoceniana, jak myślicie? Według mnie nie jest ani taka, ani owaka. Nie mam za wiele do powiedzenia na jej temat, bo tuż po obejrzeniu nie nachodzi żadna refleksja. Nie jest to serial, który stawia pytania lub dotyka jakiś spraw, ale po prostu mnoży tajemniczy zawód głównego bohatera związany z przemocą a’la „Descendants of the Sun” przez jeszcze większą dawkę komedii, product placement i ogólnej „dramowości”, jakby wszystko miało być silniejsze, szybsze, lepsze.

Troje bohaterów o różnych twarzach i szpiegowska afera w showbiznesie

W popcornowym tygielku zmieszano całe mnóstwo składników w myśl „każdy znajdzie coś dla siebie”, co poskutkowało niespodziewaną eksplozją humoru, ale też paroma niewypałami. Wydaje mi się, że można porównać „Man to Man” do seriali sensacyjnych sprzed dekady, kiedy jeszcze telewizja nie mogła rywalizować z kinem i nie było popularne bycie krwawym i poważnym. To bardzo dobrze, że „Man to Man” nie bierze siebie zbyt serio, bo inaczej mogłoby popaść w niezamierzoną śmieszność, jak „Iris” współczesnym okiem, a z pewnością jego sequel. Tej bliżej akurat do „Fugitive: Plan B” lub „Neighborhood Hero” – obu dram tego samego reżysera, PD Kwak Jung Hwana – pod względem próby zbalansowania elementów komediowych oraz rozległych scen akcji, które o dziwo nie odstają od wspomnianych tytułów. Warto przypomnieć, że ze wszystkiego Kwak Jung Hwan akurat jest najlepszy w kręceniu walk i wybuchów, a z kolei PD Lee Chang Min, reżyser „Man to Man”, to typowy rzemieślnik, który pracował nad czymkolwiek, co mu dał SBS – ostatnio m.in. revenge dramie „Remember”, komedii romantycznej „Birth of a Beauty” i weekendowcu „My Love, Madame Butterfly”.

Przejdźmy w końcu do streszczenia fabuły, aby móc zobrazować tę rzekomo dziwną mieszankę komedii i sensacji. Park Hae Jin wciela się w Kim Seol Woo, ghost agenta o kryptonimie K, takim koreańskim odpowiedniku Ethana Hunta do wykonania jakiejkolwiek niemożliwej misji ze szczególną specjalizacją w uwodzeniu kobiet, aby potem po zakończeniu każdego zadania efektownie symulować własną śmierć i w ten sposób znikać z życia swoich celów. Jego nowa misja odnalezienia trzech drewnianych figurek ze zdobieniami, które mogą być kluczem do funduszu łapówkowego chaebola Mo Seung Jae (Yeon Jung Hun), skutkuje potrzebą przybrania tożsamości bodyguarda aktora Yeo Woon Kwanga (Park Sung Woong), który ma koneksje zarówno z żoną Mo Seung Jae, jak i rosyjskim oligarchą, który ma w posiadaniu jedną z figurek.

Niespodziewanie będzie to jedna z najtrudniejszych misji w życiu Seol Woo, którego cierpliwość zostanie wystawiona na próbę przez gwiazdora kina akcji o zachowaniu diwy i jego menadżerki Cha Do Ha (Kim Min Jung), która najpierw była jego największą fanką, więc jej umiejętności wyłapywania sasaengów równają się dobremu agentowi. Ich relacja nie zaczyna się najlepiej, kiedy w komiczny sposób „rywalizują” o względy Woon Kwanga, ale wkrótce misja zmieni swój tor, kiedy główny bohater dostanie info, że być może będzie musiał dotrzeć do drobnego oszusta odsiadującego karę, który jest ojcem Do Ha. Wtedy wypróbuje swoją starą technikę poderwania bohaterki, ale skończy się to prawdziwym zakochaniem się – w końcu mówimy o koreańskiej dramie, co nie?

Bromance before romance

No i co można powiedzieć o tak zwariowanym pomyśle łączenia „fikcyjnej” akcji na planie filmowym z tą jak najbardziej „realną” na najwyższym szczeblu tajemnic państwowych? Chyba tylko tyle, że jest to na tyle odważne, że albo znajdzie swoich fanów, albo odrzuci widzów od siebie. Przez cały czas próbowałam sobie wyobrazić, co może pomyśleć taki przypadkowy użytkownik Netfliksa, który natrafi na tę dramę… Atmosfera zmienia się jak w kalejdoskopie z zabawnej w bardzo poważną, humor dramy pojawia się w różnych odsłonach – Park Sung Woong świetnie sobie radzi w slapsticku, a dla równowagi Park Hae Jin rozbawia swoją pokerową twarzą w najdziwniejszych sytuacjach, ale mamy też typowo „dramowe” elementy. Całą trajektorię relacji Seol Woo z Do Hą można scharakteryzować właśnie jako „podręcznikową” w świecie koreańskich dram – zaczynają od obopólnej niechęci do siebie, potem nie wiadomo kiedy jego uczucia stają się prawdziwe, a nie udawane, jest trochę melodramatu i zagrożenia życia, dramatycznego slow-motion w scenach bliskości i w końcu coś, co irytowało mnie najbardziej – przystrajanie każdej sceny pocałunku kiczowatą muzyką rozbrzmiewającą nagle znikąd ze zdwojoną mocą…

Uważam, że trójka głównych aktorów bardzo dobrze odegrała swoje role, mimo że można było z początku odnieść wrażenie, że nie pasują do nich i że to nie byłyby pierwsze nasuwające się wybory castingowe, myśląc o takich bohaterach. Park Sung Woong i Park Hae Jin są przekomiczną parą, szczególnie ten pierwszy zaskoczył mnie swoją niewidzianą przeze mnie dotąd komediową stroną, bo zazwyczaj gra postacie drugoplanowe w filmach kryminalnych. Zastanawiałam się tylko, jak ich bromance mógłby zostać odebrany przez laików nieprzyzwyczajonych do koreańskich „dziwactw”, bo podteksty sypały się obficie i ich relacja stanowiła poważną rywalizację dla wątku romantycznego Seol Woo i Do Hy, o co, powiedzmy sobie szczerze, nie tak trudno…

Jeśli przełknąć wielogatunkowy koktajl „Man to Man”, tak właściwie jedyną większą wadą tej dramy jest jej przeciętny romans. Z początku podobała mi się nieco antagonistyczna, oparta na śmiesznej zazdrości relacja głównych bohaterów, ale kiedy przechodzimy do sedna romansu, on po prostu nie porywa. Wizerunek typowo naiwnej w miłości bohaterki nie pasuje do takiej aktorki jak Kim Min Jung, natomiast Park Hae Jin niewiele miał momentów, w których mógł pokazać bardziej przyziemną stronę Kim Seol Woo, dlatego więc trudno było uwierzyć, że ten perfekcyjny, wielce doświadczony agent tak po prostu zakochał się w tej dziwnej bohaterce. Już lepiej oglądać „Man to Man” dla bromance’u pragmatycznego tajnego agenta i chronionego przez niego aktora, który zachowuje się jak wielkie dziecko.

Mimo wszystko oceniam „Man to Man” jako dobre, choć oczywiście niewybitne. Fabuła nie urywa się w dwóch trzecich długości, strona techniczna jest jak najbardziej porządna, a przed kamerą stoją kompetentni aktorzy. Jedyny problem niektórych to po prostu stereotypowość ich ról – Chae Jung Ahn już chyba zawsze będzie nieszczęśliwą żoną, a Yeon Jung Hun złym chaebolem, niemniej ilość znanych nazwisk w „Man to Man” zaskakuje i cieszy. Nie należy się spodziewać po tej dramie jakiś głębszych treści, po prostu bawi i oferuje całkiem porywające sceny akcji, chociaż dość znajome po wzmożonej w ostatnich latach ilości dram sensacyjnych.

Ocena:

Fabuła – 7/10

Kwestie techniczne – 7/10

Aktorstwo – 7/10

Wartość rozrywki – 7/10

Średnia – 7/10

Reklamy

Written by Miica

Była studentka filologii koreańskiej, wielka fanka koreańskiego kina i dram.

One comment

  1. Daję mocne 7.5, bo w sumie sceny / wątki szpiegowskie były nawet fajnie zrobione. Natomiast romans był po prostu niewiarygodny. Nie było chemii na ekranie, przewijałam tę żenadę gdzie się dało, a niektóre sceny oglądałam tylko ze względu na Park Hae Jin, którego uwielbiam od czasu Bad Boys. Niestety, nie udało się romansu zignorować całkiem, bo nie był to wątek poboczny. Podsumowując, rozrywka fajna, ale uczciwie przyznaję – wzięłam się za to i wytrwałam do końca, bo czas umilało mi patrzenie na Hae Jin’a ;), no i chciałam jednak poznać rozwiązanie wątku szpiegowskiego, bo mnie zaciekawił. Może gdyby nie ta aktorka, wątki romantyczne też mogłyby być interesujące. Ale jej wyrazista mimika i środki wyrazu, delikatnie mówiąc, nie trafiały do mnie. Ale całość fajna.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s