Bride of the Water God

Znane też jako: Bride of the Water God 2017, Ha Baek’s Bride, The Bride of Ha Baek, Habaegui Sinbu,

Na podstawie: manhwy „Bride of the Water God” autorstwa Yoon Mi Kyung

Gatunek: komedia romantyczna, fantasy

Ilość odcinków: 16 x 70 min.

Premiera: 2017

Obsada: Nam Joo Hyuk, Shin Se Kyung, Lim Joo Hwan, Krystal (f(x)), Gong Myung, Park Kyu Sun, Shin Jae Hun, Bae Noo Ri, Song Won Geun, Choi Woo Ri, Lee Dal Hyung, Lee Kyung Young, Yang Dong Geun

.

Wreszcie powstała adaptacja dyskusyjnie drugiej najpopularniejszej koreańskiej manhwy obok „Goong”, przynajmniej jeśli chodzi o te tradycyjne, „papierowe” komiksy. Scenarzystka Jung Yoon Jung miała wcześniej doświadczenie z przekładem przy hitowym „Misaeng”, a także z gatunkiem fantasy przy „Arang and the Magistrate”, natomiast PD Kim Byung Soo kojarzy mi się z „ładnymi” zdjęciami i dobrą muzyką, tak więc przygotowywałam się przynajmniej na zaspokojenie najpłytszych potrzeb estetycznych. Końcowy rezultat nie był jednak w ogóle taki, jaki można się było spodziewać… a może jednak?

Fanfikowa relacja pana i służącej

Zamiast nakręcić kostiumowe fantasy, przeniesiono fabułę manhwy do współczesności. Bóg wody Ha Baek (Nam Joo Hyuk) schodzi na ziemski padół, aby odnaleźć innych bogów i ich święte kamienie, dzięki którym będzie mógł stać się królem ich wszystkich. Po drodze gubi jednak współrzędne, jak i swoje moce. Postanawia wykorzystać Yoon So Ah (Shin Se Kyung), której przodkowie od pokoleń są zobowiązani do służenia bogom, ale ona nigdy o tym nie słyszała i z początku oczywiście nie wierzy jego opowieściom, biorąc go za jednego z pacjentów, z jakimi ma do czynienia na co dzień jako psychiatra.

Mogłabym skończyć na tym, że „Bride of the Water God” jest typową koreańską dramą, jakie powstają w ostatnich latach. Główny bohater jest przystojny, nieskończenie uzdolniony, ale apodyktyczny i dopiero miłość do głównej bohaterki sprowadza go nieco na ziemię. Ta z kolei jest klasyczną panną z długami i tragedią z dzieciństwa, która rzutuje na jej obecny charakter, jednakże kompletnie nie widać biedy w wielkości prowadzonej kliniki psychiatrycznej lub jej stylu ubierania się… Nie widać nawet, żeby była kompetentnym lekarzem, skoro sama jest targana huśtawkami nastrojów! Mamy więc oklepane już połączenie „zwykłej”, trochę biednej dziewczyny i komiksowego ideału podrasowanego dodatkowo nadprzyrodzonymi mocami, lecz niestety Nam Joo Hyuk nie ma tyle charyzmy, co na przykład Gong Yoo, aby zachwycić w swojej roli. Wydaje mi się, że od tego właśnie zależy głównie sukces dramy takiego typu, jak „Bride of the Water God”, czyli koreańskiej komedii romantycznej, przechodzącej w melodramat, która ozdobiona jest elementami fantasy, ale nie do końca reprezentuje ten gatunek. Główny bohater musi na tyle oddziaływać na fantazje, aby zapomnieć o wszelkich niedociągnięciach!

Jednakże fabuła „Bride of the Water God” nie ma do przekazania żadnych wartości. Jedyną złotą myślą So Ah jest to, że jak można oczekiwać bycia kochanym, jeśli nie akceptuje się samego siebie? Konflikty są powtarzane do znudzenia, a opierają się na motywie Romea i Julii, z kolei cała reszta wypełniona jest humorem sytuacyjnym oraz złością bohaterów drugoplanowych dla większej „dynamiki” i wprowadzenia odrobiny napięcia. Plus za całkiem ładne efekty specjalne, ale przewidywalnie starczyło na nie czasu i budżetu tylko do pierwszej połowy dramy. Wiele takich nieperfekcyjnych seriali stało się hitami, ale jak wspomniałam, Nam Joo Hyuk nie miał tyle siły, aby przyciągnąć rzesze fanek i sprawić, że przymkną oko na wady i zrobią z tej dramy oglądalnościowy hit. Zresztą cierpi ona ogólnie na niski poziom aktorstwa.

Miałkie zakończenie niczym wygazowana oranżada

„Bride of the Water God” próbuje za dużo rzeczy na raz. Jest komedią romantyczną z naciskiem na komedię, która po iluś powtórzeniach tego samego gagu robi się nudna, po jakimś czasie wielkim melodramatem, bo przecież opowiada historię miłosną boga i człowieka oraz całkiem nieźle zapowiadającym się fantasy, patrząc na kreację świata pozaziemskiego, ale fabuła po obiecującym początku sczezła na niczym (w sensie wątku z tymi kamieniami i udowodnieniem, że jest się godnym bycia królem, bo rzeczywiste pierwsze odcinki dramy to jakiś chaos nie do ogarnięcia i żenujący humor…). Wspomnijmy wreszcie o bohaterach drugoplanowych – wydaje się, że bogini wody Moo Ra (Krystal) i bóg wiatru Bi Ryeom (Gong Myung) mają jakieś niecne plany, skoro raczą Ha Baeka tyloma kłamstwami, ale żadna intryga tak naprawdę z tego nie wynikła, a oni, mimo że zapowiadali się na czarne charaktery, okazali się być po prostu zadufani w sobie, ale nieszkodliwi. Całkiem spory zwrot akcji tyczy się postaci chaebola Shin Hu Ye granego przez Lim Joo Hwana (zawsze się jakiś musi znaleźć!), ale też nie zrobił się z tego żaden ekscytujący finał dramy.

„Bride of the Water God” to po prostu romansidło, które z początku odrzuca wymuszonym humorem, później można się do niego przyzwyczaić, kiedy pogłębiają się romantyczne relacje, ale jeśli spodziewać się czegoś intrygującego, trzymającego w napięciu na koniec, takiego finału godnego dramy fantasy o bogach i ludziach, to ostatnie odcinki są pod tym względem rozczarowujące i upływają bardzo obyczajowo. To trochę takie paradoksalne… „Bride of the Water God” jest jedną z nielicznych dram w tym roku, które oglądałam regularnie na bieżąco, co tydzień, pomimo wszystkich jej wad, ponieważ jak najbardziej miała zadatki na taki „typowy” popkulturowy fenomen Made in Korea, co dostarcza rozrywki, a później się o nim zapomina, bo jest gruncie rzeczy pusty.

Naprawdę uważam, że gdyby wymienić Nam Joo Hyuka na lepszego aktora, byłby hit, a tak nie porywał swoją rolą, w której się męczył, bo pewnie daleka była od jego prywatnego charakteru. Przynajmniej kontrastowała bardzo z poprzednią w „Weightlifting Fairy Kim Bok Joo”, dzięki której zdobył sporo fanów. Shin Se Kyung z kolei nie emanuje sporo energii, ale przynajmniej nie była tak beznamiętna, jak w swoich melodramatach z przeszłości, za które była bardzo krytykowana. Wychodzi na to, że dobór aktorów waży naprawdę wiele, jeśli sama fabuła dramy jest przeciętna lub wręcz marna… Nie będę pisać o (kolejnym!) zmarnowanym potencjale Lim Joo Hwana, histerycznej Krystal lub bardzo nienaturalnym Gong Myungu. „Bride of the Water God” zabawiło mnie przez chwilę swoim kiczem, jutro już zapomnę o tej dramie.

Ocena:

Fabuła – 4/10

Kwestie techniczne – 7/10

Aktorstwo – 5/10

Wartość rozrywki – 6/10

Średnia – 5,5/10

Reklamy

6 myśli nt. „Bride of the Water God”

  1. Nie ważne jaką by dali obsade, to i tak by nic z tego nie było. Fabuła jest nudna, wszystko sztucznie przeciągane, a twórcy chyba do końca nie wiedzieli , co chcą stworzyć. Obejrzałam całość, mimo, że nudziłam się okropnie. Za to Hwarang mi się podobało [może poza wiecznie płacząca Go Ara].

    Polubienie

  2. Ja od samego poczatku wiedziałam, że to będzie kompletna klapa, wystarczylo sprawdzić casting i info o przeniesieniu w współczesne czasy, a mogla to byc taka dobra drama kostiumowa :/

    Polubienie

  3. Zmusiłam się dzisiaj, żeby dooglądać dwa ostatnie odcinki… Złe to było. Miałam na początku nadzieję na przyjemną do oglądania, choć przeciętną dramę. Ale okazała się ona kompletnym chaosem z dziurami w fabule i niedociągnięciami. Aktorzy się nie popisali, ale według mnie to fabuła zabiła dramę… Chociaż pewnie to mieszanka wszystkiego po trochu… Ech…

    Polubienie

  4. Pod względem fabuły i aktorstwa to drugi największy niewypał tego roku zaraz po Hwarang…
    Dobrze, że chociaż OST Yang Da lla cieszył ucho.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s