Znane też jako: The Proxy Soldiers, Daerib Forces, Daeribgun, 대립군

Na podstawie: pomysł oryginalny

Gatunek: dramat historyczny, wojenny

Reżyseria: Jung Yoon Chul

Premiera: 2017

Obsada: Lee Jung Jae, Yeo Jin Goo, Kim Moo Yeol, Esom, Park Won Sang, Bae Soo Bin, Oh Kwang Rok, Han Jae Young, Kim Myung Gon

 

Być może czasy świetności historycznego gatunku w koreańskim kinie już minęły, patrząc jak szybko rozbłysła i zgasła jego gwiazda od 2011 roku i pierwszego wielkiego niespodziewanego hitu w postaci „War of Arrows”… „The Fortress” zapowiada się całkiem nieźle, patrząc na te wszystkie nominacje do zbliżających się gal koreańskich nagród filmowych, niemniej „Warriors of the Dawn” dołącza do kręgu mniej udanych produkcji, które próbowały coś ugrać na blednącym już trendzie, ale będąc pozbawionymi kreatywności, nic im się nie udało. Czy Yeo Jin Goo naprawdę nie widzi, że gra w nudnych filmach, patrząc na scenariusz tego lub innego wojennego, „The Long Way Home”? A może na papierze wszystko wyglądało dużo lepiej, skoro skuszono również Lee Jung Jae i Kim Moo Yeola?

„Warriors of the Dawn” jest tego rodzaju filmem, którego pobudki widać jak na dłoni i są do tego już oklepane. Chodzi oczywiście o napawanie nadzieją, pokazywanie siły pospolitego ruszenia oraz zapewnianie potrzebnej figury lidera. Co ciekawe, wybrano do tego postać księcia Gwanghae w wieku nastoletnim, który jak wiadomo, przez długie lata był jednym z władców przedstawianych w najgorszym świetle (stąd brak tytułu królewskiego pomimo piastowania tego urzędu), a dopiero od niedawna twórcy bawią się alternatywnymi historiami zamiast przedstawiać tę jedną, z góry przyjętą w kontraście do postaci Yeonsanguna, który wciąż jest „najgorszym” tyranem.

W „Warriors of the Dawn” można obejrzeć jeden ze wczesnych epizodów życia Gwanghaeguna, który dał podstawy do jego dalszej politycznej kariery. W 1592 roku podczas inwazji Japonii na Koreę, król Seonjo decyduje się uciec do Cesarstwa Ming, ale żeby nie zostawić swojego państwa bez opieki, mianuje jednego ze swoich synów, Gwanghae (Yeo Jin Goo), księciem-regentem i wysyła go razem z tytułowym oddziałem żołnierzy do wynajęcia, którzy odwalają brudną robotę za szlachciców, którzy boją się poboru do wojska, na granicę koreańsko-chińską, aby odeprzeć atak. Książę jest jeszcze tchórzliwym nastolatkiem, który nie wyściubia nosa znad książek, dlatego podróż ta będzie dla niego prawdziwą próbą charakteru, kiedy oddział zmuszony jest wziąć trudniejszą, górską drogę i doskwiera im zmęczenie.

Film jest całkowicie przewidywalny. Główny bohater zmienia się i dojrzewa, kiedy przeżywa to samo zmęczenie i głód, co jego poddani, a cyniczni żołnierze do wynajęcia pod dowództwem To Woo (Lee Jung Jae) zaczynają walczyć u boku władcy za większą sprawę. W dodatku staje się on figurą ojca dla młodego księcia, którego własny ojciec tak na dobrą sprawę porzucił, kiedy sam tak naprawdę nigdy takiej nie miał. Kim Moo Yeol dopełnia główną obsadę jako uzdolniony łucznik Gok Soo, który jest drugą stroną sumienia To Woo – przypomina mu o ich oryginalnych pobudkach.

Powiedziałabym, że pierwsza połowa „Warriors of the Dawn”, kiedy Gwanghae jest jeszcze „siusiumajtkiem”, jest w miarę interesująca, ponieważ zderza się dworska etykieta z patową sytuacją, a bohaterowie powoli dochodzą do wspólnego gruntu, w którym już nieważny jest tytuł szlachecki, ponieważ wszyscy fizycznie cierpią tak samo. Niestety w drugiej części filmu przelewa się patos, a nie jest to poparte znakomitą stroną techniczną, aby dało się to przełknąć. W kontekście batalistycznym rozumiem potrzebę kiczowatych mów motywacyjnych oraz poświęceń, ale film ten tak rozczarowuje pod względem realizacji scen wojennych, a szczególnie finałowego oblężenia fortecy, że tylko zwiększyło to we mnie irytację. Nie zostałam zachwycona spektaklem wojennym, to też nie dałam się porwać wielkim emocjom, aby móc zdzierżyć taką filmową przeciętność… A nic lepiej nie opisuje „Warriors of the Dawn” niż właśnie epitet „przeciętny”! Znajdziemy w tym filmie wielkie gwiazdy, jednak nie wzbijają się na wyżyny swoich umiejętności aktorskich… Ogólne założenie fabularne jest całkiem interesujące, zważywszy na postać Gwanghaeguna, jednak historia jest tak uniwersalna, że można było równie dobrze wykorzystać kogokolwiek innego… W krótkich, szybkich potyczkach pojedynczych żołnierzy w lesie film jest bardzo dobrze zrealizowany, jednak wielkie sceny batalistyczne rozczarowują swoim brakiem odpowiedniej skali… Generalnie to „Warriors of the Dawn” nie powinno wzbudzić większych emocji poza nudą.

Reklamy

Written by Miica

Była studentka filologii koreańskiej, wielka fanka koreańskiego kina i dram.

3 komentarze

  1. Dlatego właśnie wciąż się karcę za robienie sobie wielkich nadziei związanych z premierami! Jestem wielką fanką „Hwayi” z Yeo Jin Goo i „New World” z Lee Jung Jae, więc nie mogłam doczekać się tego filmu, a po seansie było tylko znudzenie i rozczarowanie…

    Polubienie

    1. Po co się karcić? Ja po prostu zawsze upewniam się przed seansem, sięgając po pierwsze opinie zaufanych krytyków, a potem nastawiam się z góry na oglądanie kiepskiego lub dobrego filmu. Przecież mogę wciąż zostać zaskoczoną, jeżeli np. krytykowany film jednak mi się spodoba, no, ale tak niestety nie było w przypadku „Warriors of the Dawn”…

      Polubienie

      1. Zazwyczaj właśnie staram się unikać wszelkich recenzji przed obejrzeniem nowego filmu bo mam tendencję do sugerowania się opiniami innych, które nie zawsze byłyby zgodne z moimi… Przyznaję się że często podobają mi się „te złe” filmy a strasznie się nudzę na tych wychwalanych przez krytyków i widzów. Ale rzeczywiście najwyższa pora zmienić nawyki, bo „Warriors of the Dawn” to nie pierwszy taki film ostatnio, na którym się zawiodłam.

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s