Znane też jako: Ścieżki na śniegu, Seolhaeng: Nungireul Geotda,

Na podstawie: pomysł oryginalny

Gatunek: dramat

Reżyseria: Kim Hee Jung

Premiera: 2016

Obsada: Kim Tae Hun, Park So Dam, Choi Moo Sung, Jeon Guk Hyang

 

Jeśli mam się „dokulturalniać” i od czasu do czasu sięgać również po koreańskie kino niezależne, nie mogłam lepiej trafić z moim początkiem tegorocznego Warszawskiego Festiwalu Filmów Koreańskich. „Snow Paths” (pol. „Ścieżki na śniegu”), które początkowo sprawia ciekawe wrażenie, że tak właściwie to nie wiadomo, co o nim myśleć, wiele zyskuje właśnie dzięki takim byciu „pomiędzy” – pomiędzy bliskim nam katolicyzmem a typowym dla Korei szamanizmem, pomiędzy kinem offowym a jednak przystępnym dzięki rozpoznawalnym gwiazdom i pomiędzy ciężkim dramatem o wierze a powiedziałabym nawet thrillerem z odrobiną elementów nadprzyrodzonych. Innymi słowy „Snow Paths” nie zaprowadziło mnie tam, gdzie się tego spodziewałam.

Zdaje się, że reżyserka długo gra na zwłokę, przedstawiając nam najpierw bohaterów, po których można było się spodziewać nawet romansu, a dopiero potem wrzuca ich w zupełnie inny kontekst. Film rozpoczyna się od przyjazdu głównego bohatera Jung Woo (Kim Tae Hun) w górskie odludzie, gdzie mieści się zakon sióstr. Robią dla niego wyjątek i przyjmują go do siebie w zimie, aby pomóc mu z alkoholizmem. Od razu widać po jego nawykach, że nie do końca chce się zmienić… Powoli wpływa jednak na niego młoda siostra Maria (Park So Dam), która traktuje go bardzo ludzko i tak „zwyczajnie”… Napięcie pojawia się w momencie, kiedy pokój z Jung Woo zaczyna dzielić tajemniczy myśliwy (Choi Moo Sung), ale tak naprawdę przez cały czas „Snow Paths” utrzymuje nas w niepewności, kiedy kadry są gwałtownie urywane wraz ze świadomością Jung Woo, z perspektywy którego opowiadana jest ta historia.

Akcja tego filmu rozwija się bardzo powoli, ale kiedy znaki o „świętości” Marii zaczynają się intensyfikować, nie wiadomo w którym momencie „Snow Paths” przeistacza się z, można by zakładać, dramatu obyczajowego o wierze w coś o wiele bardziej mrocznego i zarazem niejasnego. Zaczęłam zupełnie inaczej postrzegać ten film w chwili, kiedy zorientowałam się, że główna bohaterka przejawia objawy tzw. choroby szamańskiej jeszcze przed padnięciem jakiegokolwiek słowa zbliżonego do „szamanizmu”. Nagle przestał traktować dla mnie o chrześcijańskim miłosierdziu, a znacznie się pogłębił, kierując się wprost w stronę ogólnej istoty wierzeń, które pomagają nam funkcjonować.

Z bardziej powierzchownej strony widz jest testowany z umiejętności układania puzzli, gdyż z biegiem czasu okazuje się, że „Snow Paths” jest o wiele bardziej skomplikowanym filmem niż się z początku mogło wydawać – nie wszystko, co widzimy na ekranie, jest rzeczywistą prawdą, bo może być rezultatem delirium alkoholika. W tym momencie otwiera się spore pole do interpretacji każdej sceny i każdego bohatera. Tak bardzo to „niekoreańskie”… W sensie film ten nie odwołuje się w prosty sposób do wielkich emocji, a pozostawia z uczuciem dyskomfortu. Jestem raczej przyzwyczajona do konkretnych, pozytywnych lub negatywnych, zakończeń. Czy muszę jeszcze podkreślać na koniec, że dwoje głównych aktorów odwala kawał świetnej roboty?

Zdobyte nagrody

2017 Wildflower Film Awards:

  • najlepszy aktor drugoplanowy – Choi Moo Sung

Reklamy

Written by Miica

Była studentka filologii koreańskiej, wielka fanka koreańskiego kina i dram.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s