Znane też jako: Riteul Poreseuteu,

Na podstawie: mangi „Little Forest” autorstwa Igarashiego Daisuke

Gatunek: obyczajowy

Reżyseria: Lim Soon Rye

Premiera: 2018

Obsada: Kim Tae Ri, Ryu Jun Yeol, Jin Ki Joo, Moon Sori

 

Można powiedzieć, że w modzie jest slow life. Co prawda koreańskie seriale i filmy jeszcze nie obejmują tego konceptu na szerszą skalę, gdyż na razie najpopularniejsze są te, które obrazują gorączkowość życia, ale też skłaniają do refleksji nad nią (stąd tyle workplace dramas i youth dramas w zeszłym roku…), za to pojawia się coraz więcej programów rozrywkowych, które w niemalże dokumentalny sposób pokazują życie off the grid, poza korporacyjnym schematem. Dlatego właśnie liczyłam, że taki film jak „Little Forest” okaże się skromnym komercyjnym hitem… Reżyserka Lim Soon Rye zasługiwała na to, tak samo jak utalentowana, młoda obsada przed kamerą i choć raz moje życzenie zostało spełnione. „Little Forest” zebrało w kinach ponad milion widzów, a wcale nie przystaje do schematu koreańskich blockbusterów – nie grają w nim wielkie gwiazdy kina (chociaż daję Kim Tae Ri i Ryu Jun Yeolowi jeszcze kilka lat…), nie posiada zaskakujących zwrotów akcji ani nie szokuje przemocą, nie wyciska też łez. Jest jednak jak comfort food, co jest jego najlepszą pochwałą, skoro to jest właśnie jego motyw przewodni dosłownie i w przenośni.

Dwu-tomowa manga Igarashiego Daisuke została już wcześniej wiernie przełożona na dwa filmy z Hashimoto Ai w roli głównej, o których trzeba by było powiedzieć, że są raczej czterema godzinnymi filmami odpowiadającym czterem porom roku. Koreańska adaptacja stara się to wszystko oczywiście skrócić o połowę i zmieścić w ramach jednego filmu pełnometrażowego, ale w rękach reżyserki, która miała już wcześniej do czynienia z japońskim materiałem źródłowym („South Bound” z 2013 na podstawie powieści Okudy Hideo), wychodzi to bardzo sprawnie, kiedy przerzuca się środek uwagi z przepisów kulinarnych z użyciem sezonowych składników na sam koncept powolnego, uzależnionego od kaprysów natury lifestyle’u na prowincji.

Kim Tae Ri, znana z „The Handmaiden” Park Chan Wooka, wciela się w postać Hye Won, która wraca w rodzinne strony po tym, jak nie zdała egzaminu państwowego, rozstała się z chłopakiem i nie poradziła sobie w wielkim mieście. Jej matka (cameo Moon Sori) bez ostrzeżenia opuściła ją w wieku osiemnastu lat, a ojciec dawno zmarł, dlatego całkowicie sama zajmuje się domem oraz uprawą roli. W wiosce ma dwoje przyjaciół w swoim wieku, którzy posiadają kontrastujące poglądy – Jae Ha (Ryu Jun Yeol) zrezygnował w pracy w firmie, aby dumnie poświęcić się rolnictwu, natomiast Eun Sook (Jin Ki Joo), która pracuje w lokalnym oddziale bankowym, marzy właśnie o życiu w metropolii. Sama główna bohaterka powtarza wszystkim, że za parę miesięcy wraca do Seulu, ale jej życie niepostrzeżenie dopasowuje się do zmieniających się pór roku.

Film ten nie posiada rozbudowanej fabuły ani żadnego konfliktu, nakreśla natomiast w sprytnych retrospekcjach obraz zagadkowej matki Hye Won, którą ona po latach zaczyna trochę bardziej rozumieć, kiedy sama odkrywa emocje ukryte za codziennym przygotowywaniem posiłków. Ten aspekt jest akurat najbardziej atrakcyjną stroną „Little Forest”, ale też nie do końca poddaje się panującemu wszędzie w Korei trendowi na „healing„, co zazwyczaj sprowadza się po prostu do wyładowywania stresu. Tutaj można poczuć frustrację, kiedy jedna ulewa jest w stanie zniszczyć plony, nad którymi pracowało się kilka poprzednich miesięcy lub kiedy potrzeba wiele czasu na czynności, które w wielkim mieście można byłoby załatwić jednym telefonem, ale w tym tkwi właśnie piękno „Little Forest” – tworzeniu posiłków dosłownie od zera i celebrowaniu ich bez sztucznych zachwytów i foodporna znanych z koreańskiej telewizji. Wywołuje to uczucie błogiego spokoju nie tylko na twarzy Kim Tae Ri odgrywającej główną rolę, ale też widza.

Wbrew pozorom wcale nie jest to nudny film, w końcu strona emocjonalna jest nieco bardziej pogłębiona niż w przypadku japońskiej wersji… Mimo to „Little Forest” słusznie odstaje od dramatycznych standardów koreańskiego kina, dając wytchnienie na wielu poziomach.

Reklamy

Written by Miica

Była studentka filologii koreańskiej, wielka fanka koreańskiego kina i dram.

2 komentarze

  1. Swietny filmik slow life to najbardziej co lubie w kmovies. Na przyklad w jakims tam sensacyjniaku ponoc jest fajna scena poscigu samochodowego (true po schodach do tylu bardzo fajne) ale ja najbardziej polubilem scene jak pada deszcz i gosciu przykrywa folia lodowke/pralke na podworku a facetka mowi ze trzeba jeszcze od spodu bo woda moze podejsc, samo zycie. A tak na marginesie w filmie „Keys to the heart” 2018 aka my own world jest piosenka w 51 minucie ktorej niema w soundtracku OST co to za piosenka? tytul wykonawca? Jesli mozna prosic o pomoc to… prosze. To jest scena jak glowny bohater bokser daje „szkole” boksu jakims uczniakom co zaczepiali dziewczyne jego brata tego autystycznego geniusza od fortepiano. Mozesz tez HowGee zrobic recenzje tego filmu bo fajny byl.

    Polubienie

  2. „Little Forest” jest urzekające w swoim minimalizmie, braku dialogów i akcji, a równocześnie w głębi uczuć. Życie na wsi, kierowane porami roku i zbiorami, jest całkowicie zrozumiałe dla tego, kto zbierał w ogrodzie szczaw na zupę i pokrzywy na sałatkę. Hye Won gotuje może z trochę innych kwiatów i korzonków, ale jakoś tak jest nam to bliskie.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.