The Guest

Znane też jako: Hand: The Guest, Son: The Guest, 손: The Guest

Na podstawie: pomysł oryginalny

Gatunek: horror, kryminalny

Ilość odcinków: 16 x 70 min.

Premiera: 2018

Obsada: Kim Dong Wook, Kim Jae Wook, Jung Eun Chae, Lee Won Jong, Park Ho San, Ahn Nae Sang, Kim Hye Eun, Yoo Seung Mok, Jeon Moo Song

 

Mówi się, że przyszedł z morza…

Gatunek horroru nie jest taki rzadki w koreańskich dramach, ale kiedyś był ograniczony przede wszystkim do letnich straszaków oraz krótkiego formatu filmów telewizyjnych, bo przecież jak tu utrzymać napięcie przez tyle godzin? Tym bardziej jestem pod wrażeniem „The Guest”, naprawdę jedynej dramy od dłuższego czasu, której poświęciłam tyle energii, oglądając w skupieniu. Przerabiano już wielokrotnie na małym i wielkim ekranie gumiho, a także najróżniejsze zjawy niemogące opuścić ziemskiego padołu poprzez poczucie niesprawiedliwości, gniewu i chęci zemsty, ale egzorcyzmy były dotąd pokazywane przede wszystkim w koreańskich filmach. Niewytłumaczalne zło ogarnia wioskę niczym w hitowym „Goksung”, aby do walki z nim stanęli nie tylko szamani odprawiający gut (kor. 굿), ale też katoliccy księża-egzorcyści, których motyw spopularyzował „The Priests”. Mówią na niego Park Il Do, ale równie dobrze można go nazwać szatanem…

Yoon Hwa Pyung pochodzi z rodziny szamańskiej i sam okazuje się być bardzo silnym medium. Kiedy wioskę nawiedza duch Park Il Do i posiada jego ciało, dochodzi do tragedii – ludzie pod jego wpływem zaczynają się zabijać nawzajem lub sami popełniają samobójstwa i tak właśnie traci on mamę oraz babcię. Zdesperowani ojciec (Yoo Seung Mok) z dziadkiem (Jeon Moo Song) najpierw chcą odprawić na nim szamański rytuał, ale kiedy nawet to okazuje się być za słabe, zwołują księdza Yanga (Ahn Nae Sang), który bardziej dostrzega przemoc w rodzinie niż szatana w dziecku. Park Il Do przenosi się jednak niepostrzeżenie na jego asystującego księdza Choi (Yoon Jong Seok) i wkrótce doprowadza do tragedii w jego rodzinie – zabija on rodziców, a także targa się na młodszego brata Choi Yoona. Jednak w porę do drzwi puka policjantka (Park Hyo Joo), która jadąc samochodem z córką, dostrzega błąkającego się po polach Hwa Pyunga, który uciekł przed ojcem, który w amoku chciał go zabić, wciąż myśląc, że jest opętany przez Park Il Do. Wydawało jej się, że chłopiec mieszka właśnie w tym domu i chciała go odprowadzić oraz przekonać się czy czasem nikt się nad nim nie znęca, ale to, co spotyka tam, kosztuje ją życie.

Ocalali tamtej nocy i dorośli już Hwa Pyung (Kim Dong Wook), Yoon (Kim Jae Wook) oraz córka policjantki, która poszła w jej ślady, Kang Gil Young (Jung Eun Chae) spotykają się znowu po latach, nie zdając sobie sprawy z tego, co ich łączy. Hwa Pyung jest taksówkarzem z nadprzyrodzonymi zdolnościami, który sam próbuje wytropić Park Il Do, który, jak wierzy, wciąż siedzi w ciele księdza Choi i panuje nad pomniejszymi demonami opętującymi innych ludzi, Gil Young jest policjantką z wydziału kryminalnego, w której śledztwa miesza się podejrzany taksówkarz mówiący dla niej o jakiś niestworzonych rzeczach, natomiast Yoon został księdzem-egzorcystą jak jego starszy brat i wkrótce zostaje przywołany przez szamana Yook Kwanga (Lee Won Jong), który razem z Hwa Pyungiem porywa podejrzanego o morderstwo sprzed nosa Gil Young, aby go egzorcyzmować.

Mariaż wschodu i zachodu

„The Guest” posiada klasyczną strukturę dla koreańskich dram kryminalnych – najpierw mamy opening-retrospekcję, która powiązuje głównych bohaterów ze wspomnianym złem i daje im motywację zemsty, później w teraźniejszości pojawia się kilka śledztw, które jakoś ich przybliżają do odszukania czarnego charakteru, a na koniec finałową, kilku-odcinkową konfrontację, która właśnie przez to nie jest już tak ekscytująca jak pierwsze dwa odcinki „The Guest”, które były wprost genialne, niemniej wciąż jest to drama robiąca piorunujące wrażenie.

Bardzo atrakcyjne jest połączenie rdzennych wierzeń i „zachodniego” chrześcijaństwa, które współgrają ze sobą. Na początku można trochę odnieść wrażenie, że kiedy potrząsanie dzwoneczkami i wymachiwanie szablami nie działa i trzeba prawdziwego egzorcyzmu, traktowany jest on trochę jak super-moc do walki ze złem, ale wkrótce Choi Yoon odczuwa na sobie bardzo dotkliwe skutki swojej działalności oraz bliskich spotkań z Park Il Do. Drugi odcinek szczególnie zrobił na mnie wrażenie przy jego pierwszym samotnym egzorcyzmie, ponieważ w niczym rasowym horrorze napięcie było nie do zniesienia, kiedy nie wiadomo, co zaraz wyskoczy zza jego pleców.

Później to wszystko staje się nieco „lżejsze”, chociaż weźcie pod uwagę ten cudzysłów, skoro mówimy o „The Guest”. Co wybredniejsi mogliby określić tę dramę jako pogoń za czarnym charakterem, która odbywa się według tego samego schematu – bohaterom wydaje się, że dana osoba nie mogła sama z siebie dokonać zbrodni i musiała być opętana, starają się zwalczyć siedzące w niej zło, a potem i tak się okazuje, że to nie był Park Il Do tylko jakiś inny demon na jego usługach i poszukiwania osoby stanowiącej naczynie dla głównego demona wciąż trwają… Wielokrotnie jednak daje to do myślenia nad tym, co tak naprawdę w nas siedzi, a co gorsza, kilku podejrzanych o bycie opętanym wcale nie byli, a dobrowolnie usługiwali Park Il Do… Przez to właśnie „The Guest” wzbudza wielkie emocje, najpierw oddziałując na strach, a później na współczucie i inne, operując przy tym swoją bardzo przejmującą balladą O3ohna, którego w życiu nie spodziewałam się usłyszeć na ścieżce dźwiękowej do serialu.

„The Guest” jest dramą, która zyskała relatywny sukces komercyjny przy tak trudnym temacie oraz aktorach, którzy są co prawda znani, ale w życiu nie mieli bezpośrednio na swoich barkach serialu. Przypomniało mi to o starych czasach OCNu, kiedy wyciągano rękę do aktorów, proponując im zupełnie inne role niż dotychczas, a do tego liczyła się świeżość fabuły (patrz: Ryu Deok Hwan w „God’s Quiz” lub Yeon Jung Hun w „Vampire Prosecutor”…). W życiu bym się nie spodziewała, że widywana głównie w filmach Hong Sang Soo eteryczna Jung Eun Chae może być tak twardą gliną… Kim Jae Wook wypada chyba nawet lepiej niż Kang Dong Won w podobnej roli w filmie „The Priests”, a na ich tle Kim Dong Wook wciela się w ciut bardziej stereotypowego głównego bohatera, który goni za swoim celem za wszelką cenę, dlatego nie przechodzi takiej przemiany wiary, co reszta, ale wciąż robi to na najwyższym poziomie aktorstwa, ciesząc się wreszcie przełomem w swojej karierze.

Mimo to największe brawa należą się rozległej obsadzie drugoplanowej i gościnnej, która zmierzyła się z niezwykle wymagającymi fizycznie rolami opętanych ludzi, ofiar i cierpiących rodzin. „The Guest” jest dramą o naprawdę szerokiej skali, która nie ogranicza się do zagadki tygodnia w sąsiedztwie, chociaż paradoksalnie ciągłe zwroty akcji dotyczące tożsamości Park Il Do mogą zmęczyć, kiedy widz chciałby już odpowiedzi. Ale czy jest ona taka prosta? To nie jest serial, w którym mamy zdefiniowany czarny charakter oraz grupkę bohaterów, którzy mogą go pokonać, łącząc siły, bo przypomina nam o złu, które siedzi w ludziach – chociażby myślach, które mogą wykiełkować w coś potwornego…

Ocena:

Fabuła – 9/10

Kwestie techniczne – 10/10

Aktorstwo – 10/10

Wartość rozrywki – 10/10

Średnia – 9,75/10

Reklamy