Tube

Znane też jako: Atak na metro, Tubeu,

Na podstawie: pomysł oryginalny

Gatunek: sensacyjny

Reżyseria: Baek Woon Hak

Premiera: 2003

Obsada: Kim Seok Hun, Park Sang Min, Bae Doo Na, Kwon Oh Joong, Son Byung Ho, Lim Hyun Shik, Jung Jun, Sa Hyun Jin, Bong Tae Kyu

 

Początek millenium w koreańskim kinie to nagły zastrzyk gotówki do budżetu producentów filmowych, którzy próbowali wówczas nakręcić „koreańską wersję” dosłownie każdego hollywoodzkiego motywu na fali sukcesu szpiegowskiego „Shiri”. Z perspektywy czasu jest to obecnie okres, w którym można wykopać same „perełki” w tym sensie, że kicz się przelewa, a naboje w pistoletach nie kończą, ale jeśli jest się fanem wszechobecnego w latach 90. kina sensacyjnego, to właśnie „Tube” może przypaść do gustu jako połączenie amerykańskiej sensacji, koreańskiego melodramatu i próby odtworzenia stylu Johna Woo.

Terrorysta Kang Ki Taek (Park Sang Min) postanawia wykonać atak na jeden z pociągów seulskiego metra, podkładając środki wybuchowe i biorąc pasażerów na zakładników. Jedynym wybawcą może się stać glina Jang Dong Jun (Kim Seok Hun) – cudotwórca niczym John McClane, ale bez krzty humoru, bo za to z nawiedzającą go przeszłością i determinacją na twarzy przypominającą połowę ról Keanu Reevesa. W pociągu znajduje się również drobna złodziejka Song In Kyung (Bae Doo Na) zauroczona głównym bohaterem, która przez to niestety staje się kartą przetargową Kang Ki Taeka.

Reżyser Baek Woon Hak przyznaje się do inspiracji filmem „Speed”, ale gdyby tylko zachował tę prostotę… „Tube” staje się najbardziej interesujące, kiedy akcja zamyka się w kilku przedziałach porwanego pociągu, ale tak naprawdę można w tym filmie znaleźć wszystko – wielką strzelaninę na lotnisku Gimpo bez dialogów niczym u Michaela Manna, ale chyba ktoś postanowił to wszystko jeszcze bardziej przystroić w duchu Johna Woo, „poetyckie” monologi, które wcale nie pasują do gatunku ani tematyki tego filmu, ale przede wszystkim koszmar głównego bohatera, który wciąż wpada do pociągu, wypada z niego i zasuwa po torach, próbując go dogonić. Z klasyki gatunki mamy kilkoro bohaterów drugoplanowych-zakładników, którzy są chodzącymi stereotypami (najbardziej irytujący z nich to drobny gangster grany przez Kwon Oh Joonga, który drży ze strachu przed Do Junem, ale poza tym rzuca tylko wiązanki przekleństw, co ma być zabawne dla widza), a także cały drugi (statyczny) plan, na którym kontrolerzy ruchu oraz policja obserwują sytuację na ekranach i w kluczowym momencie ruszają się wreszcie do roboty, aby główny bohater nie musiał wszystkiego robić sam. Niemniej jest to historia o tym, jak skrzywdzony i konsekwentnie nieokazujący żadnych emocji super-glina postanawia się poświęcić dla życia obcych mu ludzi…

„Tube” jest bardzo nierównym filmem, bo czerpiącym garściami z wielu inspiracji, a niepokazujący tak naprawdę niczego własnego. Dlatego właśnie stwierdziłam, że może się spodobać wąskiej grupie odbiorców, konkretnie fanom kiczu rodem z lat 90. Szkoda tylko, że zabrakło poczucia, jakby reżyser puszczał do nas oczko – wszystko jest na śmiertelnie poważnie, a jakieś wewnętrzne monologi In Kyung lub Do Juna są najbardziej niedorzeczne w swojej metaforyce i melodramatyzmie, ponieważ „Tube” to prosty, bardzo kompetentny technicznie film sensacyjny – niestety bardzo na siłę próbowano go oblec w dodatkową warstwę melodramatyczną…

Reklamy