The Hymn of Death

Znane też jako: Praise of Death, Death Song, Saui Chanmi, 사의 찬미

Na podstawie: prawdziwej historii

Gatunek: melodramat, historyczny

Ilość odcinków: 3 x 70 min.

Premiera: 2018

Obsada: Shin Hye Sun, Lee Jong Seok, Kim Myung Soo, Park Sun Im, Kim Won Hae, Hwang Young Hee, Go Bo Gyeol, Shin Jae Ha, Lee Ji Hun, Oh Ui Shik, Han Eun Seo, Lee Sang Yeob

 

Trzy-odcinkowa mini-seria wyprodukowana i wyemitowana przez SBS ze wszystkich stacji jest kolejną koreańską adaptacją tragicznych kochanków Kim Woo Jina i Yoon Shim Deok, których historia zainspirowała już film w latach 80. oraz adaptacje teatralne. Najnowsza dramowa wersja z jednej strony powierzyła główne role popularnym aktorom – bożyszczowi Lee Jong Seokowi oraz wschodzącej Shin Hye Sun, ale z drugiej zdaje się dawać obietnicę czegoś „ambitniejszego”, szczególnie patrząc na jego ostatnie role… Tragicznie zatytułowany melodramat z wiadomym zakończeniem, osadzony podczas okupacji japońskiej, być może był okazją do rozciągnięcia nieco aktorskich mięśni, skoro nie można polegać na współczesnym uroku osobistym i scenach intymnych, ale „The Hymn of Death” ostatecznie nie wydało mi się tak poetyckie…

Rozdarcie między obowiązkiem a pragnieniem

Oto historia dwojga tragicznych kochanków, których zakazana miłość nie znalazła szczęśliwego zakończenia wobec ówczesnych konwenansów. Dramaturg Kim Woo Jin (Lee Jong Seok) i sopranistka Yoon Shim Deok (Shin Hye Sun) zaczynają od fatalnego pierwszego wrażenia, kiedy ona zostaje zaproszona do udziału w jego przedstawieniu przez wspólnego znajomego, ale wkrótce wspólna praca nad dziełem, które mają wystawiać w Gyeongseong na rodzimej ziemi staje się okazją do wykiełkowania między nimi uczuć. Stają się ich pewni, kiedy po jednym z występów Woo Jin zostaje aresztowany za anty-japońskie treści, a Shim Deok jest pierwszą osobą, która wyczekuje jego zwolnienia. Kiedy jednak po tym wszystkim Woo Jin zaprasza ją oraz resztę trupy teatralnej do swojej posiadłości na kolację, główna bohaterka dowiaduje się, że ma już żonę, a jego apodyktyczny ojciec co prawda zgodził się na jego studia w Japonii, ale Woo Jin ma według jego planu przejąć rodzinny interes.

Przez następnych kilka lat główni bohaterowie wypełniają życzenia swoich rodzin – on zajmuje się firmą, choć ukrywa przed ojcem swoje teksty, które są jego powołaniem, a ona rozwija swoją karierę śpiewaczki, próbując utrzymać rodzinę i zarobić na studia młodszego rodzeństwa oraz spotyka zaaranżowanego jej partnera. Jednakże wciąż piszą do siebie poetyckie listy i sporadycznie się spotykają, aby się przekonać, że uczucie między nimi wcale nie gaśnie, a wręcz przeciwnie.

Krótka historia serc, co chciały…

„The Hymn of Death” zatytułowane od piosenki wykonanej przez Yoon Shim Deok, która zdobyła niesłychaną popularność w okupywanym Joseon, jest historią z motywem Romea i Julii, która z pewnością przypadnie do gustu wszystkim wielbicielom kostiumowych romansów, w których tęskne spojrzenia oznaczają tysiące niewypowiedzianych słów. To miła odmiana w repertuarze Lee Jong Seoka, aby przybrać bardziej introspektywną manierę, jednakże w moim osobistym odczuciu „The Hymn of Death” jest dramą, która mogła być czymś większym, lepszym, bardziej porywającym, ale została zawieszona gdzieś w połowie drogi. To podobnie jak z romansem głównych bohaterów – odpowiednia dla epoki, oszczędna forma ekspresji niestety nie do końca pozwoliła mi uwierzyć, że stłumieni bohaterowie byliby w końcu w stanie w drastyczny sposób wyzwolić się z więzów oczekiwań rodziców (oraz tych ograniczeń politycznych nałożonych przez okupanta). Zabrakło tej iskry mogącej wzniecić wielki ogień albo być może jako totalnie współczesny widz, potrzebujących jasnych bodźców, nie do końca potrafiłam docenić subtelności „The Hymn of Death”…

Uważam, że drama ta ma swoje piękne momenty, ostatni taniec na pokładzie statku jest jednym z nich, ale jest to raczej nierówne dzieło początkujących reżyserki i scenarzystki, które jak na zaledwie trzy odcinki dłuży się miejscami. Wydaje mi się jednak, że międzynarodowi widzowie Netfliksa, który zakupił tę mini-serię od SBSu, będą pod wrażeniem epokowego romansu, tak egzotycznego, a jednak wpasowującego się w wiktoriańskie konwenanse. Ja nie zostałam nim doszczętnie poruszona, ale mam problem z wieloma koreańskimi produkcjami osadzającymi swoją fabułę w latach 20. – trudno znaleźć złoty środek między stylem sageuków a współczesnym.

Ocena:

Fabuła – 6/10

Kwestie techniczne – 7/10

Aktorstwo – 7/10

Wartość rozrywki – 6/10

Średnia – 6,5/10

Reklamy