The Ring Virus

Znane też jako: Ring,

Na podstawie: japońskiej powieści „Ring” autorstwa Suzukiego Kojiego

Gatunek: horror

Reżyseria: Kim Dong Bin

Premiera: 1999

Obsada: Shin Eun Kyung, Jung Jin Young, Bae Doo Na, Kim Chang Wan

 

W latach 90. zostało zniesione embargo na japońską kulturę, dlatego gwałtownie rozpoczęła się oficjalna wymiana między oba państwami, skutkując w początkach fali Hallyu. W wyniku tego zaczęły powstawać zarówno koprodukcje, jak i remake’i japońskich tytułów, które wcześniej też istniały, ale nieoficjalnie, jako tak właściwie plagiaty. Tutaj mamy do czynienia z jednym i drugim jednocześnie – łącząc siły z japońskimi producentami, Koreańczycy nakręcili swoją własną adaptację powieści Suzukiego Kojiego dosłownie rok później po hitowym „Ringu” w reżyserii Nakaty Hideo. Niestety będzie to tylko ciekawostka, gdyż „The Ring Virus” zapadł w niepamięć przy niezliczonych, kolejnych filmach z franczyzy i amerykańskich remake’ach.

Każdy chyba zna tę historię, która jest już jednym z elementów światowej popkultury – istnieje przeklęta kaseta wideo, po obejrzeniu której widz w trakcie siedmiu dni umiera, chyba że zdejmie klątwę poprzez… No właśnie, co? Na to musi wpaść prowadząca dziennikarskie śledztwo główna bohaterka Hong Sun Joo (Shin Eun Kyung). Zaczyna się interesować sprawą prywatnie po dziwnej śmierci jej kuzynki i jej trojga znajomych, którzy w młodym wieku dostali wszyscy ataku serca, ale odczuwa terror i presję czasu, kiedy sama ogląda przeklętą kasetę, a zaraz po tym odbiera niepokojący telefon. Z pomocą przychodzi jej koroner Choi Yul (Jung Jin Young), który wręcz przeciwnie, czuje dreszczyk emocji i szczere zainteresowanie sprawą zgonów, w której widzi działanie sił nadprzyrodzonych, ale nie może tego oficjalnie ogłosić. Razem odkrywają, iż kasetę nagrała za pomocą swoich mocy psychicznych niejaka Eun Seo (Bae Doo Na), dlatego chcą poznać sekret jej tragicznego życia, aby znaleźć sposób na ściągnięcie jej klątwy.

Przyznaję, że miałam mgliste pojęcie o oryginalnym japońskim filmie, który widziałam raz wiele lat temu, ale seans z „The Ring Virus” przywiódł wiele wspomnień różnych scen. Wydaje mi się, że właśnie dlatego koreańska wersja nie odniosła większego sukcesu niż wśród zatwardziałych fanów franczyzy – film popełnia jeden z dwóch błędów kręcenia remake’u: może nie odchodzi za bardzo od materiału źródłowego, ale z drugiej strony trzyma się zbyt blisko niego, kopiując wiele scen.

„The Ring Virus” rzekomo stara się być wierniejszą adaptacją powieści, zawierając kilka szczegółów, których zabrakło w japońskim „Ringu”, niemniej nie potrafiąc uniknąć porównań tych dwóch wersji filmowych, bo inaczej nie miałabym o czym pisać, muszę stwierdzić niestety wyższość tej japońskiej. Nie zrozumcie mnie źle, koreańska nie jest wcale taka zła, skoro stara się uwspółcześnić materiał oraz skupić się przede wszystkim na stronie śledczej, ale właśnie przez to brakuje w niej grozy… „The Ring Virus” posiada kilka sztampowych jump scares, ale reżyser nie ma bladego pojęcia o utrzymywaniu napięcia, dlatego przez większość czasu można uznać, że ogląda się thriller śledczy, a nie remake słynnego horroru. Jednak pod względem wywoływania strachu minimalistycznymi środkami „Ring” jest niedoścignionym majstersztykiem… „The Ring Virus” natomiast będzie w tym momencie tylko ciekawostką, jak wypadła debiutująca wówczas w filmie Bae Doo Na w roli koreańskiej Sadako.

Reklamy