Pamięć o aktorach, którzy zapowiadali się kiedyś dużo lepiej niż obecnie…

Kiedy skończyłam oglądać „Que Sera, Sera”, przypomniało mi się o jednym zabawnym fakcie z przeszłości. Mam bardzo dobrą pamięć do widzianych aktorów, dlatego wróciło mi wspomnienie o tym, jak na samym początku swojego oglądania dram wyczekiwałam mimo wszystko kolejnych ról Jung Yumi, Erica, Lee Kyu Hana i Yoon Ji Hye. Co prawda pierwsza para ma udaną karierę aktorską, jednak chciałabym wyrazić żal w związku z tą drugą. Gdzie się obecnie znajdują? Czy w ogóle pierwszy z brzegu widz koreańskich dram byłby w stanie dopasować ich imiona do twarzy?

Lee Kyu Han należy do wielkiej grupy aktorów, którzy lata temu całkiem nieźle się zapowiadali (zagrał nawet główną rolę męską w „The Marriage Plot” tvNu w 2012 u boku Kang Hye Jung), ale na dłuższą metę się nie przebili i łapią się teraz głównie na dramy weekendowe lub zostali relegowani do ról second leadów. W sumie nie wiem czy to kwestia szczęścia, dobrego managementu czy może jakiejś własnej chęci zrobienia sobie przerwy, a nie brania się za każdą możliwą rolę?

Trzeba przyznać, że koreański showbiznes jest niezwykle zacięty i łatwo wypaść z łask publiki. Poza tym cały czas pojawiają się nowe twarze… Chciałam jednak trochę powspominać te nazwiska, które nagle uświadomiły mi, że czasy się jednak zmieniają. Najpierw naszedł mnie taki wniosek, kiedy przypomniałam sobie przy oglądaniu „Hometown Legends”, że istnieje ktoś taki, jak Jae Hee. Wysokoprofilowe główne role w komediach romantycznych „Delightful Girl Chun Hyang” (KBS 2005) i „Witch Yoo Hee” (SBS 2007) zapowiadały go zupełnie inaczej i kto by pomyślał, że wyląduje „na starość” w dramach nawet nie weekendowych, a codziennych?! Potem znowu wpadłam na podobną myśl, właśnie przy wspomnianym Lee Kyu Hanie i tok moich myśli potoczył się dalej do Jung Kyeo Woona, który w latach 2009-2012 był dla mnie jedną z bardziej interesujących wschodzących gwiazd lub do Jo Hyun Jae, którego ostatnio można było widzieć jako second leada w „Yongpal” (SBS 2014) i weekendowcu „Let Me Introduce Her” (SBS 2018), a to przecież jeden z gwiazdorów Hallyu drugiej generacji…

Pewnie wiele się zmienia, kiedy dany celebryta bierze ślub, jakby posiadanie własnej rodziny równało się z możliwością grania jedynie w dramach familijnych. Jeśli chodzi o aktorki, trochę żałuję Kim So Yeon, która była niegdyś jedną z moich absolutnie ulubionych, ale nawet to nie zachęciło mnie do obejrzenia jej ostatnich dram weekendowych „Happy Home” (MBC 2016), „Secret Mother” (SBS 2018) i nadchodzącego „Mother of Mine” (KBS). Z innej beczki, wspomniana Kang Hye Jung w ogóle rzadko już gra, kiedy w 2005 roku była nazywana jedną z najbardziej bankowych gwiazd filmowych dzięki kolejnym sukcesom „Oldboya” (2003), „Welcome to Dongmakgol” (2005) i „Rules of Dating” (2005).

Wracając do Yoon Ji Hye z samego początku, to ciekawy przypadek, ponieważ wciąż czekam, aż zostanie szerzej doceniona przez koreańską widownię. Jest to aktorka, która ma na koncie naprawdę interesujące role w filmach „Whispering Corridors” (1998), „Plum Blossom” (2000), „Kundo: Age of the Rampant” (2014) i „Asura: City of Madness” (2016), ale jej kariera w tym momencie głównie skupia się na dramach, mimo że nie załapała się więcej na większą rolę niż w „Que Sera, Sera”. Przy obecnym zjawisku nazywania przez koreańskie media aktorów drugoplanowych „scene stealers„, dlaczego jeszcze nikt nie przyczepił również jej te łatki? Myślałam, że tak się właśnie stanie po dramie „The Royal Gambler” (SBS 2016)…

Reklamy