recenzje filmów

Take Point

Znane też jako: PMC: The Bunker, Private Military Company, PMC: Deo Beongkeo, PMC: 더 벙커

Na podstawie: pomysł oryginalny

Gatunek: sensacyjny, wojenny

Reżyseria: Kim Byung Woo

Premiera: 2018

Obsada: Ha Jung Woo, Lee Sun Gyun, Jennifer Ehle, Kevin Durand, Spencer Daniels, Malik Yoba

 

Kolejny film reżysera Kim Byung Woo po przełomowym dla niego „The Terror Live” było czymś, na co czekałam od dawna, a jako że Ha Jung Woo ma w zwyczaju sprawiać, że raz pracujący z nim reżyserowie chcą więcej, tym bardziej byłam podekscytowana ich ponowną współpracą, w której aktor po raz pierwszy wystąpił również w roli producenta. Jednak „Take Point” nie okazało się być grudniowym hitem, jak kilka innych koreańskich blockbusterów zresztą, a recenzje zebrało miażdżące. Na przekór im postaram się jednak znaleźć zalety tego filmu, ponieważ owszem, jest niezdarny, tam gdzie tego nie zamierza, ale nie uważam, żeby był na tyle głupi, aby go nazywać jednym z najgorszych filmów zeszłego roku, wręcz przeciwnie…

W typowym posunięciu reżysera jednego hitu, który wraca z kolejnym filmem, aby coś udowodnić, jest on większy i ambitniejszy niż pierwszy, ale w gruncie rzeczy podobny w założeniu – „Take Point” tak jak „The Terror Live” rozgrywa się na ograniczonej przestrzeni i w ograniczonym czasie. Ha Jung Woo wciela się w mężczyznę o kryptonimie Ahab, który jest kapitanem oddziału namiestników pracujących dla agentki Mackenzie (Jennifer Ehle) z CIA. Aby zapewnić zwycięstwo w nadchodzących wyborach na prezydenta USA niepopularnemu kandydatowi, dostają misję wdarcia się na tajne rozmowy na granicy Korei Południowej i Północnej i zabicia Przywódcy nazywanego przez nich Królem. Na miejscu okazuje się, że jednak wpadli w pułapkę, gdyż CIA spowodowało wystrzelenie północnokoreańskich rakiet, na które teraz USA może odpowiedzieć, a Chiny tylko czekają na śmierć Króla, aby w odwecie przypuścić atak. Ciężko ranny Ahab odcięty od swojego zespołu orientuje się, że aby przetrwać, musi dostarczyć żywego Króla, który jest nieprzytomny, ale daje jeszcze oznaki życia. Nawiązuje współpracę z jego lekarzem Yoon Ui Ji (Lee Sun Gyun), ale bunkier, w którym się znajdują, staje się celem bombardowana.

Fabuła jest dużo bardziej zagmatwana niż mi się to udało streścić, a napięte relacje polityczne sprawiają, że „Take Point” jest filmem, przy którym naprawdę trzeba ruszyć głową, aby ogarnąć błyskawicznie zmieniającą się sytuację i co ona może oznaczać dla grupy namiestników, którzy są nielegalnymi imigrantami łatwymi do pozbycia się. Niestety sprawę utrudnia fakt, iż trzy czwarte filmu jest w języku angielskim, a często nie idzie zrozumieć potwornego akcentu Ha Jung Woo, który po prostu nie zna sam tego języka i jeszcze gorszego Lee Sun Gyuna w jego zaledwie kilku linijkach… Przez to pewnie wielu widzów na weźmie „Take Point” na poważnie jako wojennej strzelanki z baddass głównym bohaterem, skoro nie potrafi się nawet zrozumiale wysłowić, choć reszta zagranicznej obsady zachowuje przy nim pokerowe twarze.

Ja jednak, kiedy już się przyzwyczaiłam do tego mankamentu, dostrzegłam poza mimowolną śmiesznością Ha Jung Woo w niektórych momentach z powodu kiepskich dialogów, że jak najbardziej wchłonął personę takiego klasycznego bohatera filmów akcji… Może nie rzuca one linerami, ale tworzy obraz twardego żołnierza, lidera swojej grupy, który musi podjąć działania w szeregu ekstremalnych sytuacji – opatrzyć swoje rany i wyrwać uszkodzoną protezę nogi, przetrwać bombardowanie, udzielić pierwszej pomocy umierającemu królowi oraz przetoczyć mu krew, mając tylko połączenie satelitarne z dającym mu wskazówki lekarzem Yoonem. Jednocześnie jego drużyna jest wybijana jeden po drugim… Można powiedzieć, że znakomicie wykorzystano to, w czym Ha Jung Woo najlepiej czyli właśnie samotnej, bardzo fizycznej walce o życie, tak jak na przykład w „The Tunnel”.

„Take Point” jest trochę takim popuszczeniem wodzy fantazji reżysera w kwestiach technicznych, będąc kolejnym krokiem na przód od czasów „The Terror Live”. Korzysta nie tylko z „bournowskich” ujęć z ręki, ale już w samym bunkrze szeroko wykorzystuje motyw found footage oraz kamery przemysłowe, co kojarzy się bardziej z horrorami. Same sceny akcji są zrobione na modłę gier komputerowych, co niektórzy może wytkną jako wadę, ale ja to uznałam za interesujący motyw w kontekście całości. „Take Point” naprawdę nie ma się czego powstydzić w porównaniu do hollywoodzkich filmów, mając zresztą jeszcze w zanadrzu epicką scenę spadochronową. Przyznaję jednak, że to wszystko – tematyka, obsada, angielskie dialogi, wykonanie – sprawiają, że trudno ocenić, komu właściwie mógłby się spodobać ten film… Jest trochę za bardzo „koreański” w porównaniu do zachodnich akcyjniaków, szczególnie jeśli chodzi o nieoczekiwane zaufanie między bohaterami z dwóch Korei, a jednocześnie właśnie „za mało koreański” jak na gusta rodzimej widowni.

Reklamy

0 komentarzy dotyczących “Take Point

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: