Item

Znane też jako: Aitem, 아이템

Na podstawie: manhwy „Item” autorstwa Min Hyunga i Kim Jun Seoka

Gatunek: thriller, kryminalny, fantasy

Ilość odcinków: 32 x 35 min.

Premiera: 2019

Obsada: Joo Ji Hun, Kim Kang Woo, Jin Se Yeon, Kim Yoo Ri, Park Won Sang, Lee Dae Yeon, Oh Seung Hun, Kim Min Kyo, Hwang Dong Joo, Kim Do Hyun, Choi Kwon, Kim Byung Ki

 

Czy możecie sobie wyobrazić przedmioty codziennego użytku, które posiadają niewyobrażalne moce…?

…w trakcie „Item” wielokrotnie zostaje zadanie to i podobne pytania, ale mogę po prostu ładnie powiedzieć, że eksperyment nie wyszedł? Ta adaptacja manhwy, mająca tak naprawdę niewiele wspólnego z oryginałem, zapowiadała się na thriller kryminalny z motywem fantasy i blockbusterowymi efektami specjalnymi. Prokurator Kang Gon (Joo Ji Hun) i profilerka Shin So Young (Jin Se Yeon) pracują nad sprawami kolejnych morderstw, w których pojawia się kilka niewytłumaczalnych elementów. On wkrótce spotyka drobnego kryminalistę, który nosi bransoletkę dającą mu nadludzką siłę, choć ją gubi. Po tym doświadczeniu zaczyna nabierać podejrzeń, że być może morderstwa zostały dokonane przez kogoś innego korzystającego z podobnych przedmiotów, natomiast So Young w swoim dochodzeniu wykrywa dwa różne motywy, przez co na scenę wkraczają dwa czarne charaktery – korzystający z różnych magicznych „itemów” i bawiący się ludzkim życiem do woli chaebol-psychopata Jo Se Hwang (Kim Kang Woo) oraz ksiądz Goo Dong Young (Park Won Sang), który samotnie wymierza sprawiedliwość za pomocą magicznego bicza świetlnego.

Blockbusterowe (przebrzmiałe) zapowiedzi

Obiektywnie rzecz biorąc „Item” wcale takie złe nie jest, lecz niestety w grę wchodzi moje wielkie rozczarowanie jako widza pełnego nadziei wobec dramowego powrotu Joo Ji Huna, który niestety nie sprostał epickim zapowiedziom zgotowanym przez samą stację nazywającą swój serial przed premierą jednym z najbardziej wyczekiwanych i jednocześnie przełomowych, nigdy dotąd niewidzianych. W jednym mogę się zgodzić – nie przypominam sobie dotąd koreańskiej dramy o superbohaterach, a właśnie tym de facto jest „Item”.

Dramę tę można porównać do superbohaterskiego origin story. Zwykły dotąd człowiek spotyka się z niewyobrażalnym i próbuje z tym walczyć, ale wkrótce okazuje się, że sam nie jest w stanie, dlatego po doświadczeniu jednej tragedii, zaczyna używać magicznych itemów, których czarny charakter jeszcze nie zdołał posiąść w swojej kolekcji. Ma do tego swoją drużynę oraz szczytny cel uratowania ukochanej osoby, natomiast ani razu nawet nie myśli, aby wykorzystać magiczne przedmioty dla własnych korzyści…

Ogólnie rzecz biorąc, „Item” jest pełne świetnych pomysłów, które niestety nie zostały dobrze przedstawione, a niewykorzystany potencjał tym bardziej przekłada się na rosnące wraz z oglądaniem kolejnych odcinków rozczarowanie. W pierwszej kolejności trzeba wskazać wady scenariusza, oraz fakt, iż fabuła nie jest płynna, co tak naprawdę nie wiem dokładnie, kogo jest winą – scenarzysty czy niedoświadczonego reżysera?

Utknął mi w pamięci jeden komentarz po premierze „Item”, która wzbudziła konsternację – taka oryginalna drama, a tak przestarzale reżyserowana… i naprawdę coś w tym jest! Brakuje ładu i składu. Gdyby wyciąć z niej poszczególne elementy, każdy z nich osobno jest dobry – mamy ładne zdjęcia i oświetlenie, bardzo klimatyczne w nocnych scenach, kreatywne kierownictwo artystyczne, szczególnie jeśli chodzi o posiadłość Jo Se Hwanga, która wznosi się ponad poziom serialowej willi milionera, będąc czymś, co wydaje mi się być inspirowanym zarówno filmami Lim Sang Soo, jak i „Blade Runnerem”, zwracającą uwagę instrumentalną ścieżkę dźwiękową, dobre aktorstwo, próbę stworzenia swojego własnego świata fantasy i tak dalej… Jednakże jako całość „Item” po prostu zawodzi. Napięcie jest źle dozowane i podobny problem z płynnością występuje w scenariuszu. Dopiero w trzech czwartych dramy można dostrzec większy obraz, kiedy wcześniejsze sceny nabierają nowego sensu, ale do tego czasu nie podejrzewam, aby „przypadkowy” widz został wciągnięty w intrygę bez uparcia się samemu, żeby obejrzeć „Item”. Raczej zacznie zadawać pytania czy twórcy czasem nie zapomnieli o tym czy tamtym z początku dramy. Ja na przykład przez długi czas myślałam, że obecna w wielu zwiastunach scena zatrzymania przez Kang Gona pędzącego pociągu miała być po prostu bajerem, pokazem efektów specjalnych niż cold openingiem

Tytułowe itemy – tak samo ogólnikowe jak sam tytuł tej dramy…

Seans „Item” był niczym jazda rollercoasterem. Na początku byłam zawiedziona, choć to bardziej z powodu swoich nienormalnie wysokich oczekiwań przed premierą, których nie mogłam się pozbyć. Potem kiedy akcja nabrała tempa, już układałam sobie w głowie poprawkę oraz coraz wywód o tym, jak „Item” jest niedoceniane, bo po prostu zraziło potencjalnych widzów swoimi łatanymi pierwszymi odcinkami… Jednakże potem znowu drama zapikowała w moim odczuciu w dół, kiedy wyzbyła się, nie wiedzieć czemu, klimatu kryminału/thrillera i skupiła się po prostu na swoim elemencie fantasy oraz udowadnianiu, jak wbrew pozorom bardzo szczegółowy jest świat wykreowany przez scenarzystę oraz co łączy wszystkie przedmioty z nadprzyrodzonymi mocami, które dotąd wydawały się być mniej lub bardziej przypadkowe – bransoletka dająca siłę, pierścień zmieniający wygląd, perfumy, których obłok zniewalał ludzi, aparat, z którego wychodziły polaroidy pokazujące przyszłość itp…

Przez długi czas brakowało właśnie między nimi większego związku, który pomógłby je zrozumieć i może wyjawić jakieś ograniczenia oraz kontr-działania, aby przez to wciągnąć widza w walkę bohaterów. No bo jak mieć jakiekolwiek oczekiwania, kiedy na ekranie może pojawić się dosłownie wszystko? Puderniczka, z której wyskakuje wielki dzwon blokujący drogę?! Po prostu myślałam sobie w trakcie oglądania „Item”, że brakuje mi lepszego dopracowania tych elementów… Weźmy na przykład mangę „One Piece”, gdzie każdy pirat po zjedzeniu magicznego owocu ma inne (naprawdę zwariowane) umiejętności – tutaj kreatywność autora nie zna granic, choć przynajmniej od samego początku ustalone są pewne zasady, jak na przykład, że każdy użytkownik owocu tonie w wodzie.

Nierówna walka

W tym momencie, po tych wszystkich żalach, mogę chyba streścić fabułę „Item” jak należy. Jest to drama o dwunastu pozornie zwykłych przedmiotach o niezwykłych właściwościach, które pojawiły się na świecie po masowej tragedii, jaką był pożar tzw. Dream Worldu. Odpowiada za niego Jo Se Hwang, który obecnie zbiera te przedmioty dla własnej chciwości, a jego nemezis jest prokurator Kang Gon, którego ojciec został niesłusznie oskarżony o pożar sprzed lat. Kiedy wpada na trop Jo Se Hwanga, badając sprawę morderstw ludzi, z których każdy miał coś z nim wspólnego, czarny charakter wciąga go w swoją grę. Chce, aby Kang Gon odszukał dla niego brakujące mu do kompletu itemy, więc zabija za pomocą albumu ze zdjęciami jego bratanicę Da In (Shin Rin Ah). Okazuje się jednak, że utknęła ona w pewnego rodzaju limbo, z którego może wysyłać wiadomości wujkowi, ale nie zostało jej wiele czasu do momentu, w którym zniknie na zawsze…

To wszystko brzmi jak całkiem niezłe fantasy, prawda? Rzeczywiście, wydaje mi się, że obiektywnie rzecz biorąc „Item” należy się wyższa ocena za komponent fabuły, gdyż pomimo problemów z wciągnięciem się w nią, jej wątki zmierzają do finału bez większych braków logiki. Tylko dwie kwestie – ostatni odcinek, który właściwie można wyrzucić oraz rozwój postaci…

No cóż, tak bardzo starano się stworzyć klimatyczny obraz i funkcjonujący świat fantasy, że chyba zapomniano o bohaterach albo ich rozwój został przeze mnie niezauważony w natłoku tego wszystkiego… Co ciekawe, historia zdaje się być opowiadana w głównej mierze z perspektywy czarnego charakteru. Rzeczy się dzieją z jego powodu i to dopiero zmusza tych dobrych bohaterów do działania. Sam Jo Se Hwang jest sztampowy – ojciec znęcał się nad nim w dzieciństwie, więc wyrósł z niego potwór… Ogólnie doceniam kreację Kim Kang Woo, ale nie mogę powiedzieć, że włożyłabym tę postać między jego inne czarne charaktery. Szczególnie blednie przy granym przez niego Chae Do Woo z „The Slingshot” (KBS 2009), a to też była drama, w której czarny charakter ukradł show głównemu bohaterowi.

Shin So Young jest kompetentną policjantką, która rzeczywiście myśli i pracuje na ekranie, przez co na początku wprawiła mnie w lekkie zaskoczenie – czyżby Jin Se Yeon pokazywała właśnie jakiś postęp w swojej grze…? Później jednak doszłam do innych wniosków – to jej bohaterka jest na tyle dobrze napisana (chyba najlepiej z całej obsady), że wzbudziła we mnie pozytywną reakcję pomimo nieukrywanej niechęci do odgrywającej ją aktorki, ale z czasem wyszły na wierzch mankamenty Jin Se Yeon, głównie w scenach płaczu.

Mamy więc czarny charakter, przy którym utalentowany aktor nie miał zbyt wielu okazji do pokazania swojego prawdziwego spektrum i dla kontrastu bardzo dobrze wykreowaną główną bohaterkę, którą z kolei ciągnie w dół mało utalentowana aktorka. Co z Kang Gonem w takim razie? Nie jestem w stanie pisać o nim konkretnych wywodów poza takimi dygresjami, że na przykład w zeszłym roku Joo Ji Hun wspiął się na dotychczasowy szczyt swojej kariery aktorskiej, zdobywając w końcu szerokie uznanie i nagrody za filmy „The Spy Gone North” i „Dark Figure of Crime”, więc udział w „Item” zdawał się być na początku takim zstąpieniem z niebios… Lecz nie zachwycił mnie tutaj, tak jak w tamtych filmach. Nie chodzi nawet o aktorstwo, był perfekcyjnie funkcjonalny jak reszta obsady, ale nie pamiętam nic o Kang Gonie. Jest fałszywie oskarżony o morderstwa, chce za wszelką cenę ochronić ukochaną bratanicę, której jest jedyną rodziną, ale to wszystko to są takie sprawy i wątki dookoła głównej postaci, natomiast nie jestem w stanie określić jej charakteru, tak bardzo nie zapada w pamięć w tej kwestii.

Tyle słów wylałam tylko po to, aby po prostu obwieścić, że „Item” jest nierówną dramą. Nie wiem, może za parę lat okaże się być kultowym tytułem, kiedy obejrzy się ją bez kontekstu tego całego szumu medialnego przed premierą, bo nie ujmuję jej oryginalności.

Ocena:

Fabuła – 6/10

Kwestie techniczne – 7/10

Aktorstwo – 7/10

Wartość rozrywki – 6/10

Średnia – 6,5/10

Reklamy