Hi! Dharma!

Znane też jako: Let’s Play, Dharma!, Dalmaya Nolja,

Na podstawie: pomysł oryginalny

Gatunek: komedia gangsterska

Reżyseria: Park Chul Kwan

Premiera: 2001

Obsada: Park Shin Yang, Jung Jin Young, Park Sang Myun, Kim Soo Ro, Kang Sung Jin, Hong Kyung In, Lee Won Jong, Lee Moon Shik, Ryu Seung Soo, Kim In Moon, Lim Hyun Kyung, Lee Dae Yeon

 

W 2001 roku po raz pierwszy koreańskie filmy stanowiły większość rodzimego box office, co zaznaczyło koreańskie kino na mapie jako światowy ewenement. W ciągu dwóch lat na przełomie millenium ukształtowało się coś takiego, jak „koreański blockbuster”, chociaż szybko kosztowne produkcje ustąpiły miejsca filmom niemniej mainstreamowym, bo nastawionym przecież na rozrywkę swoich widzów, ale tańszym. Górę wzięło kino gatunkowe, a co ciekawe, konkretnie coś tak „niszowego” jak komedia gangsterska, która nieźle się wpisuje w zamiłowanie Koreańczyków do mieszania stylów.

Kiedy tytułu najbardziej dochodowego koreańskiego filmu 2001 roku dostąpiła poważna gangsterska saga Kwak Kyung Taeka pt. „Friend”, kolejne miejsca w rankingu obok komedii romantycznej „My Sassy Girl” zajmują komedie z gangsterami w rolach głównych, które stworzyły z nich poniekąd „bohaterów” dla nastolatków. Nastał zatem czas, aby nadrobić tę część historii koreańskiego kina popularnego… Mając do wyboru „Kick the Moon”, „My Wife is a Gangster” oraz  „My Boss, My Hero”, sięgnęłam w pierwszej kolejności po „Hi! Dharma!”, głównie ze względu na bardzo szerokie ensemble cast aktorów, którzy są w tym momencie dobrze znani zarówno z komediowych, jak i brutalnych ról.

Film opowiada o niespodziewanie komicznym zderzeniu dwóch różnych światów. Po krwawej potyczce czterech gangsterów pod dowództwem Jae Kyu (Park Shin Yang) ucieka, chcąc przeczekać burzę oraz poczekać na rozwój sytuacji, gdyż zdaje się, że mają kreta w szeregach swojego gangu. Znajdują schronienie głęboko w górach w klasztorze buddyjskim, ale kompletnie nie mają poszanowania wobec jego zasad. Kiedy starszy mnich pozwala im zostać z dobroci serca, młodsi mnisi nie potrafią się z tym pogodzić. Przewodniczący im Jung Myung (Jung Jin Young) zakłada się z Jae Kyu jak szef z szefem, że jeśli wygrają trzy z pięciu zakładów, pozwolą im zostać.

W ten sposób rozpoczyna się komiczna rywalizacja między dwiema grupami mężczyzn, która ostatecznie zacieśnia więzy między nimi, pomimo tego, jak bardzo są różni. Nakreślono dosłownie dwa różne końce w podejściu do życia, skoro mamy do czynienia z pokojowymi mnichami oraz głośnymi, nieokrzesanymi gangsterami… Cały humor nie tkwi jednak w ich czołowym zderzeniu lub, nie daj Boże, slapsticku, ale polega na przełamaniu stereotypów oraz oczekiwań – mnisi niespodziewanie bardzo się angażują w rywalizację, przejawiając bardzo ludzkie uprzedzenia i irytację, ale wszystko to pozostaje na poziomie dziecinnych gierek w stylu kto szybciej wykona tysiąc pokłonów Buddzie lub wytrzyma dłużej pod wodą.

Na początku trochę nie widziałam, w czym mógł tkwić fenomen „Hi! Dharma!” oraz powód jego komercyjnego sukcesu, bo nie byłam jakoś specjalne ubawiona po pachy, ale patrząc poza kwestią posiadanego poczucia humoru, film ten wznosi się ponad poziom swojego szczątkowego scenariusza i na pierwszy rzut oka niewyróżniającej się reżyserii samą obsadą (a może to właśnie zasługa reżysera…?). Dziesięciu aktorów dzielących ekran równocześnie to naprawdę dużo i łatwo byłoby „zgubić” część charakterów, ale chyba cały sukces „Hi! Dharma!” tkwi w tym, że każdy z nich, pomimo tego że ma niewiele czasu poświęconego właśnie jemu, w jakiś sposób zapada w pamięć i do tego mają niezłą chemię razem ze sobą.

Reklamy