Koreański plakat filmowy i jego bezpieczna sztampowość?

2 Komentarze

Odnosząc się do ostatniej recenzji „The Great Actor” i samego plakatu tego filmu, prezentuje on marketingową plagę w koreańskim kinie, jakim jest skupianie się tylko i wyłącznie na samych gwiazdach danego filmu, chociaż w tym przypadku jest to rzeczywiście motyw przewodni. Co więcej, uznałam za genialny jeden z plakatów pobocznych, który pokazuje dwa charakterystyczne pieprzyki Oh Dal Soo na białym tle (dlatego umieściłam go na blogu). Jednakże w większości przypadków koreańskie plakaty filmowe wydają się sztampowe i niewymagające więcej umiejętności designerskich poza jedynie ładnym retuszem w Photoshopie…

Powracam do tego tematu po raz kolejny, roztkliwiając się wcześniej nad dramowymi plakatami robionymi na jedno kopyto oraz tłumacząc wywiad z ich projektantkami. Jednak tym razem zamiast po raz kolejny zasypywać mnóstwem podobnych do siebie plakatów, chciałabym trochę się zastanowić, dlaczego tak się dzieje.

Odpowiedź wydaje się prosta – wlepienie kilku twarzy głównej obsady koło siebie jest najprostszym, najbardziej bezpośrednim narzędziem marketingowym. Przecież często chodzi się do kina dla konkretnych aktorów, a nie stricte dla fabuły. Tyczy się to szczególnie koreańskich blockbusterów, dlatego zauważcie, że prawie żaden z nich nie posiada plakatu, który byłby choć w małym stopniu „artystyczny”, abstrakcyjny… Twarz aktora jest niezbędna, aby przykuć uwagę na billboardach, ale kiedy znajduje się w otoczeniu ładnie wykaligrafowanego tytułu lub plakat używa kadru filmowego korespondującego z jego treścią, nie ma na co narzekać, prawda?

Niestety, znajdzie się też garść słabych przykładów zwykłego lenistwa czyli wklejania wizerunków koło siebie, często bez względu w ogóle na fabułę. Oto przykłady plakatów filmowych, które nie mówią tak naprawdę nic więcej poza tym, że główną rolę gra dany aktor:

Dużo częstsze jest jednak wlepianie całej głównej obsady, najwyraźniej aby zwiększyć szansę na to, że do kin przyjdzie więcej ludzi w sensie grupy fanów każdego aktora. Żeby było zabawnie, wybrałam przykłady tylko z zeszłego roku:

Dla jasności – nie uznaję definitywnie, że dane plakaty są złe. Dochodzą przecież takie czynniki jak czcionka, rozkład paneli, kolorystyka, po prostu przyzwyczajenie do tego rodzaju stylu, jednakże jedno trzeba przyznać – nie są one oryginalne…

Złym plakatem można nazwać taki, który daje fałszywy obraz tego, czego należy się spodziewać po filmie. Za sztandarowy przykład takiego nieporozumienia uznaje się plakaty do „Save The Green Planet!” (2003). Można po nich sądzić, że film będzie komedią z ekscentrycznym bohaterem…

…i z pewnością nie przygotują widza na to, że jest to tak naprawdę połączenie komedii, horroru i science-fiction. Co prawda, to wszystko wychodzi przy przeczytaniu opisów i recenzji, niemniej jednak patrząc nawet na te plakaty i czytając jakieś krótkie streszczenie fabuły, chyba nikt nie będzie przygotowany na to, aby oglądać takie sceny w tym filmie:

Kolejny przykład, na jaki natrafiłam dosłownie dzisiaj przy pisaniu tego tekstu, to „Scout” (2008) z Lim Chang Jungiem. W tym wypadku mówię z własnego doświadczenia – nie widziałam jeszcze tego tytułu, ale parę razy rzucił mi się w oczy. Wiedząc, w czym tendencyjnie gra ten aktor, czyli komediach różnego rodzaju, sądziłam po plakatach, że jest to komedia sportowa:

Czy ktoś w ogóle wpadłby na to, że film rozgrywa się w latach 80. i jest kolejnym sięgającym po motyw Masakry w Gwangju?! Ja się dowiedziałam dopiero z internetowego postu o tych mylących właśnie plakatach…

Filmowy plakat oczywiście nie wyznacza wartości produkcji, chociaż jest miłym dodatkiem do całości, prawda? Można zatem odnieść wrażenie, że przy takim corocznym przemiale w koreańskim kinie, które wypluwa kilkaset produkcji rocznie, większość tych przeciętnych filmów różni się od siebie marketingowo tylko tym, czyją twarz można zobaczyć. W ostatnich latach nieco zmieniły się kampanie reklamowe, bo zauważcie, że mamy teraz do czynienia z czymś takim jak teaser posters lub character posters, ale niestety często bywa tak, że te teaserowe plakaty są o wiele kreatywniejsze, gdyż wzbudzają ciekawość, odnosząc się do fabuły lub konkretnych scen, aniżeli od razu epatować główną obsadą.

Na koniec tylko chciałabym wspomnieć o plakatach do koreańskich filmów niezależnych, które skłaniają się w zupełnie drugą stronę – często są dużo „ładniejsze” niż same filmy. Wierzę przy tym, że to musi być główny pomysł marketingowy na nie – kiedy nie można się pochwalić jakąś wyszukaną, niecodzienną fabułą lub znanymi powszechnie aktorami, oddziałują one po prostu na zmysły artystyczne. Dodam, że całkiem skutecznie, ponieważ sama wielokrotnie zapamiętałam film z powodu pięknego plakatu…

Tak więc aby zakończyć to wszystko na jakiejś estetycznej, kolorowej nucie, przedstawiam te, które najbardziej mi się podobały w ostatnim czasie:

Reklamy

2 comments on “Koreański plakat filmowy i jego bezpieczna sztampowość?”

  1. Ciekawy artykuł. Na koniec zabrakło może jeszcze zestawienia Twoich ulubionych plakatów. A może to pomysł na osobną publikację? :)

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.