recenzje filmów

Bloody Beach

Znane też jako: Krwawa plaża, Haebyeoneuro Gada,

Na podstawie: pomysł oryginalny

Gatunek: horror

Reżyseria: Kim In Soo

Premiera: 2000

Obsada: Kim Hyun Jung, Jae Hee, Lee Jung Jin, Lee Seung Chae, Lee Se Eun, Yang Dong Geun, Jin Tae Sung

 

Będę rozpatrywać „Bloody Beach” w bezpośrednim porównaniu do „The Record”, gdyż oba filmy są podobnymi do siebie slasherami – miały premierę w tym samym roku, oba przyrównuje się do „Koszmaru minionego lata” i w każdym z nich obsada składa się z debiutujących lub nieznanych aktorów, a w przypadku tej garstki, która doczekała się jakiejś kariery prawie dwadzieścia lat później, jest to niezwykle interesujące oglądać ich niedoświadczone, młode twarze.

Uważam, że „Bloody Beach” jest najlepszym slasherem, jaki można stworzyć przy niewielkich ambicjach, gdyż balansuje to, czego można oczekiwać po niewymagających filmie dla nastolatków – krwi, ciał w strojach kąpielowych, kilka efektownych scen śmierci i charakterystycznego, aczkolwiek stereotypowego psychopaty. Wcale nie potrzeba go odziać w jakieś ikoniczne szaty lub podarować mu „oryginalne” narzędzia zbrodni, wystarczy stare, dobre szaleństwo… Do tego motyw znajomych internetowych, którzy spotykają się w realu, może spowodować łezkę w oku na widok przestarzałej już technologii, niemniej w teorii jest jak najbardziej aktualny.

Grupa znajomych z czatu postanawia spędzić ze sobą wakacje w domku przy plaży, spotykając się po raz pierwszy w realu. Od samego początku widz spodziewa się ataku na nich dosłownie z każdej strony, szczególnie że reżyser bawi się z nim, budując napięcie za pomocą kilku zmyłek, ale dopiero kiedy siadają razem wieczorem do gry, jeden z nich grany przez Yang Dong Geuna znajduje karteczkę, która zapowiada, że skończą jak Sandmanz. Okazuje się, że czatował z nimi taki użytkownik, ale został wykluczony z grupy i uznany za pomylonego, przez co popełnił domniemane samobójstwo… Teraz to najwyraźniej on zgromadził ich w wyludnionym miejscu, aby ich wszystkich zabić.

Po raz kolejny można się spotkać z archetypami zamiast postaci z charakterem oraz masową histerią, chociaż przynajmniej „Bloody Beach” jest na tyle dobrze zrealizowanym filmem, że wręcz wydaje się zdawać sobie sprawę ze sztampowości gatunku, w którym został stworzony i z pewną taką radością (widza?) odhacza kolejne niezbędne elementy jak zabicie dwojga nastolatków po scenie seksu lub siedem żyć czarnego charakteru, który przeżywa kolejne kontrataki. Jestem zadowolona z tego, bo właśnie tylko tyle (lub aż tyle?) oczekiwałam od „Bloody Beach”. W porównaniu do „The Record” jest to o wiele brutalniejszy film, którego naczelny psychopata zostaje wyjawiony w połowie, tak więc jedna osoba z wymienionej obsady dostąpiła zaszczytu rzucania wyłupiastym wzrokiem i szczerzenia się podczas pościgu za final girl. Jest to co prawda kiczowate, ale doskonale wpasowuje się w kontekst slashera, który nie jest żadnym wybitnym kinem, ale jednocześnie też nie sięga dna, gdyż dostarcza równomiernego dreszczyku i rozrywki.

0 komentarzy dotyczących “Bloody Beach

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: