Netflix recenzje dram tvN

Arthdal Chronicles

Znane też jako: Kroniki Asadalu, Asdal Chronicles, Aseudal Yeondaegi, 아스달 연대기

Na podstawie: pomysł oryginalny

Gatunek: dramat, przygodowy, fantasy

Ilość odcinków: 18 x 80 min.

Premiera: 2019

Obsada: Jang Dong Gun, Song Joong Ki, Kim Ji Won, Kim Ok Bin, Park Hae Jun, Park Byung Eun, Hwang Hee, Kim Ui Sung, Lee Do Kyung, Son Sook, Seo Eun Ah, Jo Sung Ha, Yoon Sa Bong, Go Bo Gyeol, Jung Seok Yong, Kim Ho Jung, Kim Sung Chul, Song Jong Ho, Karata Erika

 

Dawno, dawno temu w odległej krainie…

…w domniemanej epoce brązu, chociaż drama ta buduje swój własny, oryginalny świat, współistniały różne plemiona, a ludzkość dzieliła się z grubsza na dwie rasy – Saram oraz uznawanych przez nich za bestie Neanthali z nadludzką siłą. Mityczna kraina Arth jest owocem unii zawartej przez legendarnego przywódcę Aramuna Haesullę z innymi plemionami, do której Neanthale nie dołączyli, nie podzielając entuzjazmu rozwoju oraz formowania państwa. Obie rasy zostały zatem w stanie wojny, a ich rzadcy, wspólni potomkowie, tzw. Igutu mający fioletową krew, uznawani są w Arth za złe omeny, które trzeba wytępić…

Eunseom (Song Joong Ki) jest właśnie jednym z takich mieszańców, synem dyplomatki Asa Hon (Chu Ja Hyun) i neanthalskiego wojownika, Ragaza (Yoo Tae Oh). Według przepowiedni błękitna kometa będzie zwiastować narodziny dziecka, które sprowadzi katastrofę, więc jego matka przez całe życie uciekała, myśląc, że jest przeklęta. Po jej śmierci główny bohater wychował się w plemieniu Wahan na neutralnej ziemi Iark obok Tanyi (Kim Ji Won), następczyni Wielkiej Matki swojego ludu, która porozumiewa się z duchami natury, aby pielęgnować harmonię.

Ludność Wahan zostaje podbita przez wojowników Daekan i wzięta do niewoli w Arth. Przywódcą tego miasta-państwa jest Sanung Niruha (Kim Ui Sung), ale najbardziej obawia się, że jego własny syn odbierze mu władzę i rzeczywiście, generał Tagon (Jang Dong Gun) od lat planuje przewrót razem ze swoją kochanką Taealhą (Kim Ok Bin), córką głowy plemienia Hae, Mihola (Jo Sung Ha). Swoimi intrygami doprowadza w końcu do tego, że Eunseom zostaje uznany za zabójcę Sanunga i zbiega, a Asa Ron (Lee Do Kyung), główny kapłan Arth wraz ze swoją sektą są zmuszeni do proklamowania go reinkarnacją Aramuna. Tagon stara się, aby nie stać się tyranem, ale wkrótce nieuchronnie wkracza na tę ścieżkę, kiedy od lat zabija wszystkich, którzy dowiadują się o jego sekrecie – że tak naprawdę sam jest Igutu oraz że trzyma w ukryciu swojego adoptowanego syna, Saya (Song Joong Ki), który również krwawi na fioletowo.

Tanya stara się uratować swoje plemię z niewoli, zdobywając coraz więcej władzy w Arth. Kiedy przypadkowo odkrywa istnienie Saya wyglądającego identycznie jak Eunseom, zawiera układ z Taealhą. Staje się jego osobistą służącą, aż w końcu zdobywa pozycję najwyższej kapłanki, kiedy wychodzi na jaw, że jest bezpośrednią potomkinią Asa Sin, Wielkiej Białej Wilczycy. Nie ma pojęcia czy Eunseom żyje, czy nie, a on sam wyrusza w wielką, okrężną podróż z powrotem do Arth, aby uratować swoją przyjaciółkę, kiedy dostaje się do kopalni jako niewolnik. Po drodze sprzymierza się z innymi plemionami, które mogą iść na wojnę z Tagonem…

Odważne przecieranie szlaków sprowadzone na ziemię ciężarem nazwisk i oczekiwaniami

Wiele przy tym zamieszania, ale osiemnastoodcinkowa pre-produced drama „Arthdal Chronicles” z jednej strony traktowana jest jako jeden sezon z wielu zaplanowanych, dlatego ma dość otwarte zakończenie, ale z drugiej została podzielona na trzy części, często mylnie nazywanych „sezonami” właśnie. Postarałam się powyżej napisać streszczenie całości, chociaż rozkłada się to mniej więcej tak, że część pierwsza dramy zatytułowana „The Children of Prophecy” wprowadza nas w świat wykreowany przez małżeństwo scenarzystów Kim Young Hyun i Park Sang Yeona, druga „The Sky Turning Inside Out, Rising Land” jednocześnie opowiada o przetrwaniu Eunseoma w nieznanych mu krainach i intrygach w Arth, natomiast w trzeciej, ” The Prelude To All Legends”, Tagon siedzi już na krwawym tronie i musi go chronić.

Jest to bardziej wymyślony po drodze podział aniżeli zaplanowana struktura scenopisarska, dlatego że na czas emisji „Arthdal Chronicles” nie zdążono z post-produkcją ostatnich sześciu odcinków i wyemitowano je osobno, przetykając ich premierę emisją „Hotel Del Luna”, które stało się przy okazji większym hitem niż ten tytuł.

Zresztą ten największy i najdroższy blockbuster zeszłego roku spotkał się z bardzo spolaryzowanymi reakcjami, szczególnie pośród rodzimych widzów. Nie mogę poświadczyć czy oskarżenia o plagiat „Gry o tron” są słuszne, gdyż nigdy nie obejrzałam więcej niż te kilka odcinków przy okazji spotkań ze znajomymi, lecz sama próba wykreowana zupełnie oryginalnego fantasy, nieczerpiącego z żadnych rodzimych legend, z pewnością musiała zostać zainspirowana zachodnimi serialami…

Nie można porównać „Arthdal Chronicles” do niczego innego w świecie koreańskich dram… To nie jest mityczna bajka z elementami nadprzyrodzonymi, która prowadzi do, bądź rozwija popularny mit o założeniu pierwszego koreańskiego państwa przez Danguna, syna boga Hwanunga, który zstąpił na ziemię i niedźwiedzicy Ungnyeo, która stała się kobietą. Nazwa Asadal pojawia się co prawda w tej historii jako stolica założonego przez Danguna Gojoseonu, jednakże samo „Arthdal Chronicles”, jak brzmi romanizowany tytuł tej dramy, pozbywa się wszelkich znajomych dla Koreańczyków elementów. Może dlatego była to trudna do przełknięcia…?

Każda nowość spotyka się z wielkim entuzjazmem lub machnięciem ręki, a w tym przypadku wielka machina marketingowa, robiąca z „Arthdal Chronicles” potencjalnie największy hit w historii, wypaliła niestety w samą siebie… Oglądalność rzędu 8% jest w tym przypadku uznawana za porażkę, a efekty specjalne, kostiumy, charakteryzacja i kompletnie wymyślone dialekty, jakimi posługują się poszczególne plemiona, stały się obiektami zwiększonej krytyki. Oczywiście „Arthdal Chronicles” wcale nie zasługuje na żadne złe słowa ani tym bardziej nazywanie tej dramy jedną z najgorszych w 2019 roku przez koreańskie media, ale wiecie jak to jest, kiedy coś jest tak bardzo wyczekiwane, że później na opak staje się rozczarowaniem…

Jednak starając się patrzeć obiektywnie w tym przypadku, mogę zarzucić „Arthdal Chronicles” to, że znakomity kwartet głównych aktorów nie zachwyca tak samo. Kim Ji Won, a szczególnie Song Joong Ki po prostu toną pod ciężarem intryg ze strony scenariusza, kierownictwa artystycznego oraz przy Jang Dong Gunie i Kim Ok Bin w rolach dużo bardziej interesującej pary czarnych charakterów. Co ciekawe, istnieje jedna koreańska produkcja, do której można by przyrównać „Arthdal Chronicles”, a jest to film fantasy „The Legend of Gingko” (2000) – tam również główni bohaterowie byli mniej interesujący niż druga para. Poza tym wykreowany w nim fantastyczny świat podobnie nie ma podstaw w rdzennej mitologii koreańskiej, tyle że film był jakoś tak bardziej przystępny poprzez sprowadzenie go w gruncie rzeczy do historii o tragicznych kochankach…

„The Legend of Gingko” (2000, reż. Park Je Hyun)

Rozmyślania o podstawach

…”Arthdal Chronicles” raczej daleko do romansu w klasycznym jego ujęciu przez koreańskie dramy. Wątki romantyczne oczywiście łączą głównych bohaterów, a nawet to wszechobecne „magiczne” przeznaczenie, lecz przede wszystkim scenariusz bardzo ambitnie pokazuje proces tworzenia się instytucji państwa. Zaawansowane technologiczne miasto Arth znacznie kontrastuje z koczowniczymi wioskami, które żyją bez konceptu własności lub nawet pisma. Drama pokazuje starą jak świat ludzką zachłanność, walkę o władzę oraz fundamenty potrzebne do stworzenia państwa. Mocno rozwinięto system rdzennych wierzeń oraz wpływ religii na politykę, gdyż sam władca z żelazną ręką nie starcza, aby zjednoczyć ludność. Co ciekawe, jak na serial fantasy „Arthdal Chronicles” dość często obdziera swoje elementy nadprzyrodzone z „rzeczywistej” magii, pokazując po prostu stojącą za nimi manipulację oraz wcielanie się w role ikon, jakie mają wpływ na masy, ale gdzieś tam tli się odrobina niewytłumaczalnego mistycyzmu w przepowiedniach, proroczych wizjach czy zwiększonej sile Igutu oraz Neanthali.

„Arthdal Chronicles” jest jedną z najambitniejszych dram produkcji koreańskiej, jakie przyszło mi obejrzeć… Jednakże nie przekłada się to na uwielbienie wobec niej, bo przeczy archetypom, do jakich zdążyłam się już przyzwyczaić i jakich spodziewam się po tym medium… Trudno znaleźć tutaj jakiś złoty środek. Fabuła idzie do przodu w raczej powolnym tempie i nie wciąga od pierwszych odcinków, jak powinna – na początku wręcz zmuszałam się do włączania kolejnych epizodów, ponieważ świat „Arthdal Chronicles” może i zachwyca na poziomie technicznym, lecz jest naprawdę sporym kawałkiem do przełknięcia i przetrawienia… Chyba dopiero przy drugiej części zaczęłam już swobodnie ogarniać mnogość wątków, a przede wszystkim bohaterów.

Drama sprawia naprawdę epickie wrażenie, ale można to też traktować w ten sposób, że „Arthdal Chronicles” jest przereklamowaną wydmuszką. Przecież kończy się na wielkich obietnicach i otwartym zakończeniu, które wręcz żebrze o kolejne sezony, do których nie wiadomo teraz czy dojdzie ze względu na niższą oglądalność niż oczekiwano… Tego aspektu „zamerykanizowania” koreańskich dram akurat nie pochwalam – uwielbiam je właśnie za te zamknięte, jednosezonowe formy, a „Arthdal Chronicles” nie jest taką jednorazową rozrywką dla zapchania czasu. Trzeba włożyć trochę wysiłku w jej obejrzenie, ale czy zostaje on wynagrodzony…?

W każdym razie warto wiedzieć, że drzemie w koreańskim showbiznesie naprawdę wielki potencjał zdolny rywalizować z zachodnimi blockbusterami, tylko te ambicje niekoniecznie przystają do systemu produkcji ichniejszych dram… Zapamiętam „Arthdal Chronicles” jako odważny skok na głęboką wodę i próbę wykreowania głębszego świata fantasy, aniżeli spoczywać tylko na tym, co powierzchowne, a więc kilku nadprzyrodzonych motywach dodanych do starej jak świat konstrukcji romansu. Tutaj samym wyznacznikiem fantasy jest stworzenie całego, oryginalnego świata kompletnie od podstaw. Jednym przypadnie to do gustu, inni pewnie będą woleli większe osadzenie w rzeczywistości, do której można się odnieść…

Zdobyte nagrody

2019 Asia Artist Awards:

  • Daesang dla Jang Dong Guna

Ocena:

Fabuła – 7/10

Kwestie techniczne – 10/10

Aktorstwo – 7/10

Wartość rozrywki – 7/10

Średnia – 7,75/10

3 komentarze dotyczące “Arthdal Chronicles

  1. Hasło „Nie dociągnęłam do końca”, najlepiej oddaje mój stosunek do tej produkcji.

    Polubienie

  2. Dla mnie zdecydowanie najlepszy serial tego roku, na pewno lepszy w moim odczuciu niż netflixowy wiedźmin i momentami lepszy niż gra o tron, której jestem ogromnym fanem (serialu i książek), ale przez zakończenie 8 sezonu spadł trochę mój zachwyt nią. Nie zgadzam się, żeby antagoniści przycmili parę głównych bohaterów, w moim odczuciu wszystkie rolę zagrane były bardzo dobrze i historia każdego bohatera była dla mnie równie ciekawa. I w sumie uzależniłam się już po pierwszym odcinku, więc nie miałam etapu, że zmuszalam się do oglądania. Myślę, że inspiracją dla scenarzystów była kultura pierwszych ludzi, swoją drogą jak oglądałam to miałam ogromne skojarzenia z cyklem książek „Dzieci Ziemi” o prehistorycznych ludach i o tym, jak pierwsi ludzie zaczęli wypierać neandertalczyków, którzy nie byli zdolni do szybkiego rozwoju. Obrzędy i sposób funkcjonowania plemienia Wahan, a potem także innych plemion był niemalże kopią funkcjonowania plemion przedstawionych w serii Dzieci Ziemi. Może stąd też moja fascynacja tym serialem, który przypominał mi jedną z najciekawszych dla mnie historycznie serii, jaką czytałam? Podobały mi się w serialu intrygi, które nieraz mnie zaskakiwało i ten mistyczny aspekt oraz to, że bohaterowie są tacy nieoczywiści, nie podzieleni na czarno-białe. Uwielbiam europejską kulturę i nie raziło mnie odejście od koreańskich motywów, które dla mnie czasem bywają męczące. Niewiele jest seriali, które mnie tak ogromnie poruszają, z koreańskich to mogę wymienić takie na palcach jednej dłoni, a wśród wykiemionych będzie Arthdal. Niektóre sceny, jak np taniec Tanyi czy próba wodospadu dosłownie zapierały dech w piersi. Mam nadzieję, że zrobią kolejny sezon, bo byłoby szkoda zmarnować taki potencjał. Świat, który wykreowali scenarzyści jest tak staranny, że ciężko było uwierzyć, że został stworzony tylko na potrzeby serialu, a nie jest to adaptacja czegoś.

    Polubienie

    • Maja, to nie jest serial, to drama :) Nawet nie porównuj dram z Azji , bo one maj swój unikalny klimat, magie. Dwa różne swiaty, kino i seriale bialych to jest inny swiat.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: