Netflix recenzje dram tvN

Memories of the Alhambra

Znane też jako: Alhambeura Gungjeonui Chueok, 알함브라 궁전의 추억

Na podstawie: pomysł oryginalny

Gatunek: sensacyjny, science-fiction, romans

Ilość odcinków: 16 x 70 min.

Premiera: 2018-2019

Obsada: Hyun Bin, Park Shin Hye, Park Hun, Min Jin Woong, Lee Seung Jun, Jo Hyun Chul, Kim Ui Sung, Chanyeol (EXO), Lee Hak Joo, Lee Shi Won, Han Bo Reum, Lee Jae Wook

 

Nawiązałabym do pierwszego akapitu wczorajszej recenzji „Crash Landing on You”, innej dramy z Hyun Binem, zaczynając właśnie od tego, że scenarzystka Song Jae Jung akurat często zaskakuje czymś kompletnie nowym i jak najbardziej świeżym… Przypomnijcie sobie ówczesne standardy i okoliczności, w jakich premierę miały „Queen In Hyun’s Man” (tvN 2012), „Nine” (tvN 2013) i „W” (MBC 2016). Jednak trudno stwierdzić, co tak naprawdę wychodzi na lepsze – czy te kreatywne próby stworzenia czegoś „innego” w świecie koreańskich dram, które często kończą się niestety na próbach, czy sięganie po wypróbowane już motywy?

Zatarta granica między grą a rzeczywistością

„Memories of the Alhambra” jest pierwszą koreańską produkcją z motywem augmented reality. Niestety motywy science-fiction sczezły na czystej fantazji autorki, lecz o tym później. W największym skrócie jest to serial o bohaterze, który zaczyna grać w grę AR, aby odkryć zagadkę zniknięcia jej twórcy, ale wkrótce odkrywa, że wydarzenia w rozszerzonej rzeczywistości w niewytłumaczalny sposób oddziałują również na jego prawdziwe życie…

Yoo Jin Woo (Hyun Bin) jest jednym z dyrektorów J One Holdings, które specjalizuje się w zaawansowanych soczewkach. Otrzymuje desperacki telefon i propozycję odkupienia demo gry AR, po czym wyrusza w podróż do Hiszpanii głównie po to, aby ubiec swojego niegdyś najlepszego przyjaciela i obecnie rywala Cha Hyung Seoka (Park Hun), który również otrzymał tę samą propozycję. Niestety jej twórca Jung Se Joo (Chanyeol) znika w niewyjaśnionych okolicznościach zanim dochodzi do ich spotkania. Jin Woo kręci się wokół hostelu prowadzonego przez jego starszą siostrę Jung Hee Joo (Park Shin Hye), aby zdobyć od niej prawa do gry, która jest dla niego wręcz rewolucyjna. Zakładając soczewki wyprodukowane zresztą przez jego firmę, Jin Woo staje do walki ze średniowiecznymi wojownikami, a rzeczywiste punkty turystyczne w malowniczej Granadzie są idealnie wkomponowane i wykorzystane w grze.

Główny bohater uzależnia się od tej zabawy, zdobywając kolejne levele oraz coraz lepszą broń po pokonaniu przeciwników, ale wkrótce odkrywa, że Cha Hyung Seok również się zalogował. Wygrywa z nim w pojedynku, jednakże od tego momentu dzieje się niewyobrażalne – gra okazuje się mieć poważną usterkę… Hyung Seok rzeczywiście umiera zamiast powrócić do zapisanego punktu. Jin Woo staje się głównym podejrzanym w śledztwie. Co gorsza, jego rywal co chwilę powraca jako nieme nemezis w grze obwieszczany grzmotami oraz złowieszczą muzyką i aby sam przetrwać, musi go zabijać, znowu i znowu… Nikt oczywiście, kto nie jest zalogowany do gry, nie przeżywa tego samego ani nie widzi tego, co Yoo Jin Woo. Porządnie odbija się to na jego psychice i w konsekwencji reputacji, przez co zostaje odsunięty od stanowiska w firmie, ale mimo to kontynuuje grę i zdobywa kolejne levele, aby odnaleźć głównego mistrza, którym (jak zakłada) jest Jung Se Joo tkwiący gdzieś w tym AR. Ma nadzieję przerwać ten powracający koszmar.

Daremna podróż

Trudno znaleźć jakąś absolutnie pozytywną recenzję „Memories of the Alhambra”; mnie przynajmniej zniechęciły one do sięgnięcia po dramę tuż po zakończeniu jej emisji. Burza w internecie była spora, gdyż serial z gwiazdorską główną parą okazał się być one-man show Hyun Bina, wątek romantyczny został dodany chyba tylko dlatego, że tego się oczekuje po koreańskich dramach ogólnie, a wielka intryga nie doczekała się satysfakcjonującego zakończenia… W takich przypadkach lepiej przeczekać, aż emocje widzów opadną i obejrzeć dyskusyjną dramę z dystansem, co nie?

Przyznaję, że „Memories of the Alhambra” jest dla mnie bardzo trudne w ocenie. Z tych najbardziej powierzchownych spostrzeżeń – ekipa od efektów specjalnych zasługuje na wszelkie pochwały! Wydaje mi się, że jest to jedyna koreańska drama, która używała CGI na taką skalę i nie można być zawiedzionym efektami oraz ogólnym designem interfejsu, który rozpościera się przed widzem z punktu widzenia grającego Yoo Jin Woo. Jego sceny akcji przyprawiają o dreszczyk emocji, kiedy walczy wszystkim od broni białej do palnej i wraz z nabieraniem doświadczenia coraz pewniej odpiera ataki większej ilości antagonistów. Od strony muzycznej poczucie „egzotyki” wzmaga wykorzystanie utworu Recuerdos de la Alhambra, który stał się motywem przewodnim.

Natomiast jeśli chodzi o scenariusz, podobnie jak w przypadku „W” nie jestem w stanie jednoznacznie stwierdzić czy te wszystkie wzloty i upadki są winą Song Jae Jung, czy też jej misternym planem? Oglądanie „Memories of the Alhambra” wymaga nieco więcej uwagi przy częstych przeskokach w chronologii oraz narracji zza kadru Hyun Bina, która może sugerować przyszłe wydarzenia, lecz ogólnie to poczucie, że gotuje się jakaś niewyobrażalna intryga, tylko pompuje oczekiwania, które później zostają srodze zawiedzione. Przyznaję, że zakończenie tej dramy jest nieproporcjonalnie nijakie do jej początkowej epickości. Nie znajdziemy odpowiedzi na najbardziej nurtujące pytania, na przykład jak w ogóle doszło do glitchu w grze, która uwięziła swoich pokonanych użytkowników, ale jak wspomniałam, w takich przypadkach „Memories of the Alhambra” okazuje się być jednak serialem fantasy, a nie prawdopodobnym, opartym na nauce science-fiction. Tutaj gra żyje po prostu własnym życiem, wydostając się spod kontroli własnego twórcy.

Naszła mnie taka myśl zresztą, że mamy przecież do czynienia ze wspomnieniami o Alhambrze, a nie zagadką… W recenzji „W” zastanawiałam się czy dziury w fabule nie miały jakiegoś intencjonalnego wymiaru meta i przypuszczalnie znowu można bronić dzieła Song Jae Jung, że jest ono pełne McGuffinów i niedopowiedzeń na miarę gry w wersji testowej, która pochłania życie głównego bohatera. Jedno jest pewne – Hyun Bin i Park Shin Hye nie mają ani krzty tej chemii, co Lee Jong Seok i Han Hyo Joo w tamtej dramie. „Memories of the Alhambra” jest na tyle słabym romansem, na ile w gruncie rzeczy bezużyteczna jest główna postać żeńska. Reszta aktorów sprawuje się świetnie, nawet w nieporównywalnie mniejszych rolach niż Hyun Bin. Szczególnie trudna sztuka udaje się Park Hunowi, który jako Cha Hyung Seok ma najbardziej niewdzięczne zadanie – kiedy staje się już częścią gry, jego cała rola ogranicza się do atakowania głównego bohatera z tym samym przerażającym brakiem wyrazu na twarzy, a mimo to zaimponował mi.

Pomimo tego wszystkiego „Memories of the Alhambra” jest intrygującą pozycją na mapie koreańskich dram. Wiele rzeczy można było dużo lepiej dopracować, ale jeśli narzekano na wiecznie te same fabuły, to przymykając oko na wątek romantyczny, znajdziecie tutaj nowatorski, niewykorzystany dotąd pomysł. Sama postać Yoo Jin Woo pomimo początkowego bycia kolejnym aroganckim milionerem w karierze Hyun Bina rozwinęła się w kompletnie nieoczekiwany dla mnie sposób. Jednym z ciekawszych aspektów jest właśnie jego „uzależnienie” od gry, które kompletnie rujnuje mu życie.

Zdobyte nagrody

55th Baeksang Arts Awards:

  • Technical Award

Ocena:

Fabuła – 6/10

Kwestie techniczne – 10/10

Aktorstwo – 7/10

Wartość rozrywki – 7/10

Średnia – 7,5/10

2 komentarze dotyczące “Memories of the Alhambra

  1. Czytałam kilka recenzji tej dramy i nigdy nie były one pozytywne. Czy to ludzi, którzy dramy oglądają od lat czy nowicjuszów, więc coś w tej złej ocenie musi być. Do dram bardzo reklamowanych, z wielkimi gwiazdami podchodzę ostrożnie. Najczęściej kończy się to tym, że ich nie oglądam. Chyba, że to miłe romantyczne opowieści w stylu Touch your heart, gdzie wiem, że finał jest pozytywny. Szkoda czasu na eksperymenty scenariuszowe koreańskich dram z wielkimi gwiazdami. Te wielkie gwiazdy przeważnie mają za zadanie ukryć słabość scenariusza. W tamtym roku naprawdę podobały mi się trzy dramy, dwie z nich miały w sobie jakiś pierwiastek pójścia pod prąd z realistycznymi fabułami, z zerem fantastyki: „VIP” i „Justice”. Trzecią była „Welcome 2 life”, gdzie co prawda było sporo powtórek z rozrywki, czyli dwa równoległe światy, tajemnicze zbrodnie, ale i miłe komediowe momenty i ciekawa historia małżeństwa. W dodatku był happy end.

    Polubienie

  2. Zaczęłam, ale nie potrafiłam tego skończyć. Im dalej w las, tym mniej mi się seans podobał, aż wreszcie się poddałam.
    Hyun Bin jest tutaj naprawdę dobry – i widać to nie tylko moja obserwacja, ponieważ twórcy naprawdę postawili ten cały serial na jego umiejętnościach. Jednakże cała reszta jest przeciętna. No, oczywiście oprócz efektów specjalnych, które stoją na najwyższym poziomie.

    Gdybym miała wystawić ocenę, dałabym takie 4-, czyli jest dobrze, ale zakończenie psuje dobry wstęp.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: